piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 24." Moja moc pochodzi od uczuć?"

 Joł ! ;D No i jak się macie ? *.*
Omnomnom <3 Kochani to już rozdział 24 ! Dziękuję wam ;* Jesteście wspaniali i no ubóstwiam was ;3
A taka tam piosenka do rozdziału *.*





Rozdział 24.
Promienie słońca wpadające przez okno zaczęły swobodnie bawić się na moim poliku. Otworzyłam oczy, spojrzałam na rudowłosego chłopaka nadal śpiącego u mojego boku. Poczułam ostry zapach eliksirów. Pani Pomfrey podeszła do mojego łóżka, trzymając w ręce kubeczek z oleistą mazią.
- Widzę, że się obudziłaś. A ten wreszcie zasnął. Dzisiaj jest poniedziałek, nie spał prawie dwie noce.- powiedziała pielęgniarka.
- Zawsze, za bardzo się zamartwiał.- powiedziałam z uśmiechem.- A co z Hermioną?
- Nadal śpi, ją trochę gorzej potraktowali niż ciebie.
- Ale nic jej nie będzie, prawda ?
- Powinna niedługo się obudzić.
- Nie odpowiedziała mi pani.
- Panno Potter, ja naprawdę nie wiem czy mogę jej pomóc, jeżeli jej stan się pogorszy profesor McGonagall wyśle ją do Świętego Munga.
- O Boże.
- Należy być dobrej myśli. A teraz proszę to wypić.- powiedziała i podała mi kubek.
Eliksir był po prostu obrzydliwy Myślałam, że wypali mi gardło i stopniowo dojdzie do żołądka. Ale ku mojemu zdziwieniu w podbrzuszu poczułam łagodzący chłód. Podniosłam koszulę i ujrzałam brzuch owinięty bandażami.
- Powinno ci to zejść za parę dni. Ten eliksir jest lekarstwem na tego typu zaklęcia.- powiedziała wskazując na kubeczek.- A teraz idę do panny Granger.- kobieta odsłoniła kotarę, za którą znajdowało się łóżko Hermiony. Na krześle obok dziewczyny siedział Malfoy.
- Draco ?!- krzyknęłam.
- Maja ! Wreszcie się obudziłaś. Co za szczęście !- wykrzyczał, ale w jego oczach dostrzegłam łzy.
- Dracon co się dzieje ?- zapytałam przerażona.
- Hermiona może mieć objawy, po zrzuceniu zaklęcia modyfikującym pamięć.
- Nie ! To jest niemożliwe !- zaczęłam krzyczeć przez łzy. Poczułam jak ktoś się porusza. George. Ty idiotko obudziłaś go ! Zaczęłam karcić się w myślach.
- Maja, uspokój się.
- To niemożliwe. Rozumiesz ?!  Ona nie mogła o nas zapomnieć.
- Maja.- usłyszałam rudego.
- Nie, rozumiecie to nie mogło jej się stać.
- Proszę cię na płacz. Wszystko się ułoży. Nic wam nie jest, jej też nic nie będzie rozumiesz ?- powiedział na co wtuliłam się w jego tors.- Syriusz i Remus dziś do ciebie przyjeżdżają.
- Co ?
- No, ale wiesz postaraj się Syriusza zabawić.
- Po co ?
- Może być troszeczkę wściekły.
- Na co ?- nadal mówiłam przez łzy.
- Wiesz jego córeczka znalazła sobie drugą połówkę. Nie będzie zadowolony, że dopiero poznana córka, już znajduje miłość.
- Marta i Cedric ? Naprawdę ?
- Tak.
- No to Syriusz nie będzie zadowolony. Boję się, George.
- Czego ? Syriusza ?- powiedział uśmiechając się do mnie.
- Nie wygłupiaj się, proszę.
- Przepraszam.
- Nie miałeś tego snu co ja.
- Jakiego ?
- Razem z Harrym byliśmy gdzieś w lochach, Voldemort znęcał się nad wami. Miał celować w jakiegoś chłopczyka i kiedy promień zelżał zostałeś tylko ty. Ty jeden przy nim.
- Masz pewność, że nigdy cię nie zostawię.- wyszeptał mi do ucha.
- Ja nie żartuję George.
- Ja też nie.- powiedział podnosząc mój podbródek, tak bym musiała spojrzeć mu prosto w oczy.- Kocham cię, Potter. Rozumiesz ? Kocham.- starł jedną łzę z mojego policzka.
- Ja ciebie też.- powiedziałam i pocałowałam go. Wplątałam mu palce we włosy. Nasze języki pogrążone w swoim tańcu. Kocham  jego dotyk, zapach i to, że po prostu jest. Gładził moje plecy. Ta chwila mogłaby należeć do nas. Właśnie mogłaby. Ale tak nie będzie. Oderwał się ode mnie.
- Ubierz się.
- Co ?
- Wypuszczają cię.
- Jak to ?
- A co chcesz tutaj zostać ?
- Żartujesz sobie ?
 - Nie. Wypuszczają cię. Prawda pani Pomfrey ?
- Tak, tak.
- To wynocha mi stąd.- powiedziałam i pocałowałam go.
- Jeszcze cię dopadnę.
- Tak ja ciebie też.- powiedziałam i zasunęłam kotarę.
Na krzesełku obok leżały, czarne rurki, szara bluzeczka z długim rękawkiem, fioletowy szaliczek i malinowe trampki.
- Ginny tu była ?- zapytałam Georga.
- Tak. Cały dzień myślała co ci przynieść, jeszcze na dodatek marudziła, że na spotkanie z Syriuszem i Remusem musi być dobrze.
- Jakie spotkanie ? To będzie jeden wielki opieprz.- zakpiłam, zakładając bluzkę.
- Nie przesadzaj.
- Czy ja kiedykolwiek przesadzałam ?-zapytałam wsuwając spodnie.
- Mam wymieniać ?
- Może lepiej nie.
Podeszłam do lusterka i nałożyłam lekką warstwę pudru za pomocą różdżki, a w kieszeni od spodni znalazłam truskawkowy błyszczyk. Rozczesałam włosy.
Wyszłam zza kotary, George zmierzył mnie od góry do dołu i się uśmiechnął.
- Co ? Zapomniałam wsunąć spodni ?- zapytałam patrząc w dół.
- Nie wszystko jest idealnie.- wyszeptał mi do ucha.
Usłyszałam huk. W drzwiach od szpitala stała dwójka Huncwotów. Boże, zaczyna się.
- Ledwie co ze szpitala została wypisana, a na romanse już ma czas !- wrzasnął Syriusz, na co wytrzeszczyłam oczy.
- Powiem, że mnie zamurowało. Utrzymujesz dobrą stylówę.- zakpiłam z niego.
- Maja ! Pierwsze dwa tygodnie szkoły, drugi raz w Skrzydle Szpitalnym i jeden szlaban. Młoda panno, czy ty sobie wyobrażasz co my przeżywamy.
- Jesteście bardzo dumni, prawda ?- zapytałam, a ten tylko zmierzył mnie.- Albo i nie.- dodałam po cichu.
- Musisz na siebie uważać.
- Ale ja na siebie uważam ! To zazwyczaj wypadki spotykają mnie.
- Słuchaj. Ten rok w Hogwarcie nie będzie za bardzo bezpieczny.- wtrącił się Remus.
- Czytaliście Proroka.
- Widzę, że te wypadki nie zaszkodziły ci za bardzo. Bo nadal świetnie się domyślasz.
- Świetnie ! Kpij sobie dalej ! Ja nie wiem co mam robić. To był mój szlaban u Dolores Umbridge !- powiedziałam i wskazałam na swoją lewą dłoń.
- Co to jest ?!
- Nasz szlaban. Ona nie dopuści do siebie żadnego złego słowa o Ministerstwie. Rozumiecie ? Nie możemy się odezwać. Nie wiem co mam robić.
- Najpierw musisz odpocząć.- powiedziała cała trójka.
- Mam gdzieś odpoczywanie ! Hermiona, może mieć zanik pamięci. Wam codziennie grozi coś niebezpiecznego ! Voldemort będzie chciał nas dopaść. Nie mogę chronić najbliższych. Rozumiecie ?
- Chodź pójdziemy na świeże powietrze.
- Tak, na początku sam zacząłeś, a teraz chodź na świeże powietrze. Jeżeli nie chcesz żebym robiła ci tu awantury, to mi to powiedz !
- Nie o to chodzi !
- A o co ?
- Chodź, a się przekonasz.
- Gdzie mam iść ?
- Na błonia.
Ruszyliśmy pustym korytarzem. Szliśmy w milczeniu. Ukradkiem spoglądałam na Remusa.
- Znowu chodzisz na przeszpiegi do wilkołaków.- stwierdziłam.
- Skąd …
- Po twojej twarzy można to wywnioskować.
- Nie powinnaś się wtrącać.
- Nie wtrącam się. Ja stwierdzam. Ale po co mam wyrażać swoje zdanie skoro i tak nikt się z nim nie liczy ?
- Maja …
- Chodźmy może już na te błonia im szybciej nam to zleci tym lepiej.
Wyszliśmy z zamku. Na zewnątrz stali wszyscy moi przyjaciele. Prócz Hermiony i Draco. Marta i Cedric. Angelina i Lee. Ginny, Harry, Fred i Neville. Luna, Ron i Roksana. Za nimi stali profesor McGonagall, profesor Dumbledore, Tonks, Kingsley, Szalonooki.
- Co się dzieje ?
- Dobre pytanie.- stwierdził profesor Dumbledore.
- Coś się stanie i to za chwilę.- powiedział Harry.
- Skąd wiesz.
- Widziałem.
- Co widziałeś ?
-  Przekonasz się.
- Do cholery jasnej. Harry Potterze ! Masz mi natychmiast odpowiedzieć !
- Nie mogę.
- No to ja idę. Może zdążę, na resztę zajęć.- odwróciłam się.
- Maja zaczekaj.- krzyknął Cedric.
- Niech idzie.- powiedział Moody.
Ruszyłam w stronę zamku. Trzask. Za mną rozpętały się promienie. Miliony promieni. Spojrzałam w tamtą stronę. Śmierciożercy stali z różdżkami wyciągniętymi prosto na każdego, otulając go promieniami. Co to jest ? Odruchowo wyciągnęłam różdżkę.
- Witaj Potter.- usłyszałam za sobą jadowity głos.
- Malfoy.
- Jak to jest kiedy nie można pomóc najbliższym ?
- Nie wiem i się nie przekonam. Crucio ! Jak to jest Malfoy, odczuwać ból, którego zazwyczaj celujesz na innych ? Możesz mi odpowiedzieć ?- zielony promień zelżał z tlenionego, który upadł na ziemię.- Pewnie sam zgłosiłeś się u Czarnego Pana na ochotnika do wykończenia głupiej bliźniaczki Pottera, co ? Jak Voldemort zareaguje kiedy dowie się, że Lucjusz Malfoy nie dał rady piętnastolatce ?
Spojrzałam na przyjaciół. Leżeli na ziemi, brak im było sił. Machnęłam różdżką, przecinając wszystkie powiązania. Sługusy ponownie próbowali rzucić na nich jakieś zaklęcia, ale odbijały się od nich. Kolejny ruch różdżką w stronę Śmierciożerców. I po kolei każdy zaczął padać, jak w domino.
Co ja zrobiłam ? Jak ja to ? Nieważne. Trzeba ich ocucić, byle jak najszybciej zanim… Coś jest nie tak. Każdy z członków armii Voldemorta zaczyna się wyginać. I po kolei znikać. O co chodzi ? Spojrzałam na znak Malfoya, jest cały wypalony.
Czarny Pan ich woła do siebie.
Po kilku sekundach już żadnego z nich nie było. Szkoda, mogłam się jeszcze zabawić.
- No i na cholerę wam to było ?- wyszeptałam kiedy spojrzałam na sztywne ciała przyjaciół.
- Maja Potter, Sir !- usłyszałam za sobą cieniutki głosik.
- Zgredek ! Jak się cieszę, że cię widzę !
- Naprawdę ?- zapytał niepewnie skrzat.
- Tak, Zgredku. Mam do ciebie wielką prośbę.
- Jaką, Sir ?
- Pomożesz mi ich wszystkich przenieść do skrzydła szpitalnego ?
- To dla mnie zaszczyt, Maja Potter, Sir !
- Dziękuję Zgredku !- powiedziałam i przytuliłam skrzata. – Może na początek teleportujesz profesora Dumbledora i profesor McGonagall ?
- Oczywiście.- Zgredek podszedł do dwójki nauczycieli i objął ich dłonie.
Dobiegłam do Georga. Uklękłam obok niego, a jego głowę położyłam sobie na kolanach.
- George, George słyszysz mnie ? Proszę cię nie zostawiaj mnie.
Usłyszałam trzask. Zgredek stanął obok mnie i czekał co dalej.
- To może teraz, Moody’ego i Kingsleya.- powiedziałam przez łzy.
Skrzata po chwili znowu nie było.
- Nie będę się droczyć. Może to coś zadziałam. Aquamenti !- wycelowałam w Syriusza, a strumień wody popłynął prosto na jego twarz. Usłyszałam kaszlnięcie. Różdżkę wycelowałam na Cedrica, a Black patrzył na mnie wielkimi oczami.- To za ten poranny opieprz, a teraz pomóż mi, proszę.
Mężczyzna wstał i mnie mocno przytulił.
- Co się stało ?
- Sama chciałabym wiedzieć.- odpowiedziałam mu.
Po chwili Cedric stał już obok nas i pomagał nam docucić resztę. Zgredek z kuchni przyniósł parę miseczek i gąbeczek do łagodniejszego budzenia przyjaciół.
Po godzinie, wszyscy już wrócili do żywych.
- Jak mogliście mi to zrobić ?- warknęłam na nich.
- Nie wiem , nawet nic nie pamiętam.- powiedział Remus.
- Co najważniejsze. Jak ? Jak ty sama im dałaś radę ?- zapytał Harry.
- Nie ważne jak, nie ważne gdzie.- usłyszałam zza pleców głos dyrektora.
- Co to ma oznaczać ?- zapytałam go.
- To, że władasz większą mocą od nas wszystkich razem wziętych. Masz coś, czego nikt nie miał od tysiącleci. Twoja moc pochodzi z twojej głębi, z tego co czujesz i co chcesz żeby się zmieniło tak będzie. Mogłabyś wychodzić codziennie ze złotego czajnika i spełniać trzy życzenia, ważne żeby one były gdzieś w głębi ciebie.
- Czyli, że co ? Mam większą moc od was ? To nie ma sensu. Nie znam połowy zaklęć, a nawet może i więcej. Boję się, że nie zdam następnego egzaminu i boję się, że stracę wszystkich dookoła. I gdzie niby ma być ta moc ?
- Gdzieś głęboko, gdzieś się w tobie chowa. A ty musisz dowiedzieć się gdzie. I kiedy będziesz mogła nią w pełni ukazywać.
- To nie ma sensu.
- A o czym myślałaś kiedy patrzyłaś na nas w tych pętlach.
- Chciałam się zemścić, za to, że przez to mogę stracić, tych których kocham.
- Właśnie o to chodzi.
- O zemstę ?
- O uczucia.
- Czyli co ? Moja moc pochodzi od uczuć ?
- Ta najsilniejsza tak. Ale jesteś potężną czarownicą i bez tego. Mogłabyś być wyprana z wszelkich uczuć, a nadal mogłabyś pokonać kogo tylko chcesz. Rozumiesz ? Potężną moc masz w sobie, a żeby wywołać to co przed chwilą musisz poczuć silną moc w głębi.
- Jak ? Jak to możliwe ?
- Pewien czarodziej Nicholas Steinbor miał tą samą moc co ty. Przekonał się o tym kiedy jego żonie groziła śmierć, wtedy moc z głębi się wydobyła i pokonał tysiące czarodziei za jednym machnięciem różdżki. On i ty. Jesteście jedynymi czarodziejami o takich mocach.
- Czyli, że jestem najpotężniejszą czarownicą, a nadal grozi mi śmierć ?- zapytałam, na co profesor przytaknął.- Nie, no to jest jakiś obłęd.
- Chcesz się przekonać ?
- Co ?
- Tak, to jest możliwe. Proszę oddaj mi swoją różdżkę.
- Po co ?
- Chcesz ?- podałam mu różdżkę.- Dobrze teraz poproszę cię Ginny stań obok Mai.- ruda stanęła obok mnie i czekałyśmy dalej.- Maju, wyobraź sobie, że jestem Śmierciożercą i chcę zrobić Ginewrze coś złego.
- Co ?
- Rzucę na nią tylko zaklęcia paraliżujące.
- Tylko ?
- Będziesz mogła ją obronić.
- Bez różdżki !
- Użyj dłoni.
- Co ?- warknął Syriusz.
-  Masz w sobie tyle mocy, że dasz radę. Wyobraź sobie, że mnie nienawidzisz, że chcę tylko zrobić krzywdę Ginny.
Według porad Dumbledora, wyobraziłam sobie go w czarnym płaszczu i nasuniętym na głowę kapturze, przypomniałam sobie mój sen i byłam gotowa.
- Już ?- zapytał nauczyciel. Przytaknęłam głową.- Dobrze. Petrificus Totalus !- niebieski promień wystrzelił z jego różdżki, a ja odruchowo machnęłam ręką, od której promienie się odbiły i wystrzeliły w niebo.
- Co się stało ?
- Maja !- pisnęła Ginny i rzuciła mi się na szyję.- Mają rację.
- Jak ? Nic nie rozumiem.
- Boisz się samego strachu. Strachu przed stratą tych których kochasz, a tego nikt nie jest w stanie szybko pojąć. Mówią, odszedł, może powróci może nie. Uczą się żyć bez kogoś. A ty byś nie dała rady.
- Profesorze ? Możemy przestać już o tym rozmawiać ?- powiedziałam, a dyrektor się uśmiechnął.
- Oczywiście. Trzeba dojść do siebie.
- Dokładnie.- odebrałam od profesora różdżkę i podeszłam do Gin.
- Nie macie dzisiaj zajęć. Możecie się nacieszyć tym, że przyjechali wasi najbliżsi.
Podeszłam do Remusa i Tonks. Objęłam dziewczynę.
- Najpotężniejsza czarownica na świecie.- powiedział Lupin.
- Ma się to coś.
- Tak, ty zawsze miałaś to coś.
- Od małego.
- To się zgadza.
- Dobra ferajna, to gdzie idziemy ? Jest ładna pogoda, możemy pójść się przejść.
- Co powiecie, żeby pójść na piknik nad jezioro. Niedaleko Hagrida ?- zaproponował Cedric.
- Świetny pomysł.- powiedział Harry.
- To wy idźcie, a ja pójdę do kuchni po jakieś napoję i coś do zjedzenia, co ?- zaproponowałam.
- Dobra- powiedzieli.
- Maja, zaczekaj.- powiedział George.
- Idziesz ze mną ?
- No pewnie.
Chłopak chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy korytarzami w stronę kuchni.
- Trzeba się pośpieszyć.- powiedziałam.
- Czemu ?
- Wiesz najbardziej chodzi mi o Syriusza.
- No tak.- uśmiechnął się, a ja zanim zdążyłam cokolwiek zrobić byłam już u niego na baranach.
- Aż tak ci śpieszno.- wyszeptałam mu do ucha.
- Mi nie. Ale zawsze chcę się pośmiać.- powiedział.
- Rozumiem.
Doszliśmy do obrazu. George postawił mnie na ziemi, a ja pogłaskałam zieloną gruszkę, która zamieniła się w klamkę. Weszliśmy do środka, a obok nas znalazły się skrzaty i zaczęły nas częstować, pasztecikami, ciasteczkami i różnym przysmakami. George już wypychał sobie kieszenie.
- George !- wrzasnęłam na niego.
- Co ?
- Mieliśmy przyjść po coś do zjedzenia, a nie wypychać sobie kieszenie.
- No dobra, już.
- Chodź do Zgredka.- powiedziałam i pociągnęłam go za koszulę.- Zgredku !
- Maja Potter mnie wołała, Sir ?- usłyszałam cieniutki głosik.
- Tak, Zgredku. Czy mógłbyś nam przyszykować kosz pełen jedzenia i picia ?- spojrzałam na George.- Albo najlepiej dwa.
- Oczywiście.
- Dziękuję.- powiedziałam i zdjęłam szal i zawiązałam go skrzatowi.- Już drugi raz mi dzisiaj pomagasz. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła Zgredku.
- To dla mnie zaszczyt. Dziękuję za szaliczek, Maja Potter, Sir ! Będę go codziennie nosić.
- Cieszę się Zgredku.- skrzat odszedł, by przyszykować kosze z jedzeniem, a ja odwróciłam się do Georga. Spojrzałam na chłopaka, który patrzył na mnie ze zdziwieniem.- Co, znowu ?
- Nie wiesz co byś bez niego zrobiła. A ja to co ?
- Wiem co bym bez ciebie zrobiła.
- Co ?!
- Zupełnie nic. Nie pozwolę, żebyś sobie gdzieś ode mnie odszedł, rozumiesz ?- na twarzy chłopaka pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się takiej odpowiedzi.- uśmiechnęłam się do niego, a ten mnie pocałował. Wplątałam palce między jego włosy, a on podtrzymywał mnie w tali. Nasze języki tańczące swój taniec. Bezmyślnie zaczęłam rozpinać mu koszulę. Rudy uśmiechnął się, poczułam jak delikatnie przegryza mi wargę. Oderwałam się od niego. Popatrzyliśmy sobie w oczy, a po chwili stanął przy nas Zgredek.
- Dwa wielkie kosze. Proszę, Sir.
- Jesteś kochany Zgredku. Dozobaczenia. Wyszliśmy z kuchni i ruszyliśmy na błonia.
- Maja !- usłyszałam za sobą głos tlenionego.
- Malfoy ?!- odwróciłam się, Draco szedł razem z Hermioną.
- Hermiona !- krzyknęłam i rzuciłam się biegiem w stronę dziewczyny.- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę.- powiedziałam i uścisnęłam przyjaciółkę.- Nie zapomniała nas? Ma pamięć prawda, Draco ?
- Kim jesteś ?- usłyszałam głos Gryfonki. Momentalnie się od niej oderwałam.
- Nie pamiętasz mnie ?
- Nie, niczego nie pamiętam.
- O Boże.- łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- Maja, dobrze. Zobaczysz pomożemy jej.- powiedział George.- Chodźcie na błonia.
- Po co ?- zapytał Draco.
- Tam są wszyscy jej przyjaciele.- warknął na niego rudy.
- Dobra. Idziemy.
Doszliśmy nad jezioro. Wszyscy się bawili. Harry próbował wrzucić Ginny do jeziora, a ta się nie dawała.
- Spokojnie siostra, już po ciebie idę.- usłyszałam Freda.
- Kim oni są ?- zapytała Hermiona.
- To twoi przyjaciele.
- Moi przyjaciele ?
- Tak.
- Co się stało ?- zapytał Harry.
- Hermiona ma zanik pamięci.
***
Po kilku godzinach siedzenia na błoniach i starania się przypomnieć Hermionie kim jest, a kim my jesteśmy, jestem wykończona.
- To nic nie da, ona nic nie pamięta.- powiedziała Ginny.
- Tak, może się już zbierajmy. Za godzinę, zaczną się patrole, a wole nikomu dzisiaj nie podpaść.- powiedziałam.
- Czy ty sama siebie słyszysz ?- zapytał mnie Harry.- Przecież jesteś prefektem.
- No tak wiem, ale jestem też zmęczona.
- Tak, ja mam za dwie godziny patrol.- odezwał się Draco.
- Dasz radę sam ?- zapytał Cedric.
- Jasne.
- Tak, Hermionka, dzisiaj prześpi się u nas, na materacyku. Dobrze ?
- Świetnie.- powiedziała podekscytowana szatynka.
- No to idziemy.
- My pójdziemy was jeszcze odprowadzić.- odezwał się Syriusz.
- Jasne, tato.- powiedziała Marta.
Kiedy byliśmy na drugim piętrze. Piętrze gdzie Cedric miał swój pokój wspólny. Wszystko diabli poszło.
Marta i Cedric, pocałowali się na dobranoc. Ale to nie był zwykły buziak, to było masakryczne przedstawienie chłopaka ojcu. Fred i Ron zagwizdali, a Syriusz zrobił się cały czerwony.
- Co to ma być ?!- krzyknął na cały głos Black.
- Maja.- szepnął mi do ucha Harry- Zrób coś.
- Co ja mam zrobić ?
- Nieważne, ale on go zaraz rozsadzi.
- No i ? Moja wina, że nic mu wcześniej nie powiedzieli ?
- Ale ty możesz na niego wpłynąć.
- Nic nie obiecuję.
- Tato, posłuchaj to jest…
Podbiegłam koło Syriusza i stanęłam przed nim.
- To jest Cedric Diggory. Jest Puchonem.- zrobiłam jeden krok do tyłu, bo Black cały czas chciał dopaść Cedrica. Położyłam ręce na koszuli Syriusza i nim wstrząsnęłam, nic to nie dało.- Dobra, to ty idź, a ja będę ci mówić, co ?- zapytałam sarkastycznie Łapy, robiąc cały czas kroki do tyłu.- No tak. Cedric Diggory, syn Amosa Diggory’ego. Cedric chce zostać dziennikarzem sportowym w Proroku Codziennym.- opowiedziałam, cały czas się cofając. – Spojrzysz na mnie ?!- wrzasnęłam na niego. Zszokowany animag od razu na mnie spojrzał.
- Dlaczego dziennikarz ?
- Zawsze go to interesowało, a po za tym tam szybko znajdzie pracę. Będzie mógł myśleć o założeniu jakiejkolwiek rodziny.- przerwałam kiedy Black, zacisnął ręce w pięści.- Chociaż niekoniecznie musi być ona założona z Martą.
- Maja !- usłyszałam głos dziewczyny.
- Próbuję wam pomóc ! Zresztą Syriuszu, oni są w sobie zakochani.
- Jeżeli jej coś zrobisz, zobaczysz ja się o tym dowiem. To możesz pożegnać się z tą piękną buźką.
- Oczywiści, proszę pana. Ale nie mam zamiaru jej cokolwiek zrobić złego.- powiedział Cedric, a ja się uśmiechnęłam.
- Ach ta młodzież.
- My ciebie też.- powiedzieliśmy.
- Do zobaczenia, niedługo.- powiedział Syriusz i mnie przytulił.
- Tylko się odezwijcie.- przytulił mnie Remus razem z Tonks.
- No na pewno.
Po chwili już nikogo z nich nie było w Hogwarcie.
- Wisicie mi przysługę !- spojrzałam na obu.
- No jasne.
- Chodźcie już.
Przeszliśmy przez dziurę w portrecie.
- Ej, a gdzie są Ginny z Harrym.
- Nie mam pojęcia.
- Nie wierzę ! Jak ty mogłaś coś takiego przede mną ukrywać !- usłyszałam głos mojego bliźniaka.
- Tak ? No proszę ! Co miałam robić od kilku dni wcale mnie nie dotykasz, na korytarzu nie zwracasz na mnie uwagi. A jeszcze przed tygodniem widziałam cię razem z Cho.
- Ty miałaś mnie gdzieś.
- Nie ma sensu. To koniec.- wrzasnęła Gin.
- Nie ! To się nie dzieję naprawdę !- wrzasnęłam i przytuliłam się do Georga.
- A właśnie, że tak. Ona cały czas spotykała się z Michaelem z Ravenclawu.
- Załamiecie mnie. A potem co ? Będziecie patrzeć na siebie wrogo ?! Macie przynajmniej zostać przyjaciółmi !
- Maja, ma rację. Nie dacie rady udawać nienawiści do siebie. Święta, wakacje, pobyt w szkole razem.
- Dobra, zostaniemy przyjaciółmi.
- Przynajmniej coś. Ale wy macie już drugie połówki, prawda ?
- No tak. Wreszcie mogę się pokazywać z Michaelem.
- A ja z Cho. Wiesz Maja dobrze, że podobała mi się na początku czwartej klasy.
- Pamiętam. Ale skończmy, już. Ja z Hermioną idę spać.
- Idziemy ?
- Tak, idziemy.- powiedziałam do niej. Pocałowałam Georga w policzek i ruszyłam w stronę dormitorium.
Poszukałam w szafie materac i nadmuchałam go. Pościeliłam go, a Hermionie kazałam iść do łazienki.
Nie daję rady. Nie wytrzymuję tego wszystkiego. Czemu nie może być tak jak dawniej ?
Do pokoju weszła Roksana, a ja szybko starłam łzy z policzków.
- Wiem, że płakałaś.- powiedziała.
- Ja tego nie wytrzymam.- powiedziałam, a dziewczyna mnie przytuliła.
- Wszyscy ci pomożemy.
- Dziękuję.
- Nie masz za co.
Hermiona wyszła z łazienki i położyła się na materac, a po chwili już spała.
- Teraz może ja pójdę.
- Dobrze.
Chwyciłam pidżamę i weszłam do łazienki. Starłam resztę makijażu i weszłam pod gorący strumień wody. Włosy wyszorowałam szamponem truskawkowym. Nasunęłam na siebie pidżamę. Zęby wyszorowałam, włosy rozczesałam i wyszłam z zaparowanego pomieszczenia.
- Dobranoc.- powiedziałam do Roks.
- Dobranoc.
____________________________
Wiem, wiem trochę to dziwne ;D Inne moce ? No, ale chciałam, aby ona się czymś wyróżniała. A więc jest *.*
Kochani zostawiajcie po sobie komentarze, wiecie, jakiego to daje kopa? <3
Pozdrawiam wasza
~Hermionija *_*

poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 23."A kto powiedział, że was znajdą?"

No witam *.* Przepraszam, że tak długo czekaliście, na nowy rozdział, ale miałam trochę zaległości w szkole -.-
Ale zapraszam was do przeczytania nowej notki i mam nadzieję, że się wam spodoba. No i komentujcie, to tak pomaga <3
Nutka *.*




Rozdział 23.
Wpadające przez okno pierwsze promienie słońca, zaczęły bawić się na moim poliku. Wygramoliłam się z łóżka i sięgnęłam po dżinsowe rurki, żółtą w kratę flanelową koszulę i żółte trampki.
Weszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic.  Włosy umyłam szamponem truskawkowym. Ach, dzisiaj sobota. Pierwszy wypad do Hogsmeade.  Wysuszyłam włosy i ubrałam się. Na twarz nałożyłam trochę pudru, usta wymalowałam błyszczykiem, a strój wypryskałam malinową mgiełką.
Wyszłam z pokoju. Weasleyównej już nie było, ani też Marty, tylko jedyna Roksana jeszcze spała w łóżku. Usłyszałam czyjeś szepty za szafą. Spojrzałam tam i zobaczyła Ginny i Martę rozmawiające jak mają się ubrać.
- Hej.- powiedziała Gin.
- Hej. Co wy robicie ?
- Szukamy ciuchów na nasze randki.- powiedziała Marta.
- Na to sama wpadłam, ale czy to nie jest czasem moja sukienka ?- powiedziałam wskazując na zieloną sukienkę trzymaną przez rudą.
- No tak, ale ona jest tak śliczna. Tutaj taka wąska jak zwyczajna sukienka na lato, a odtąd ma taki sam krój jak sukienka balowa tylko, że taka do kolan.- opowiedziała mi o sukience przyjaciółka.
- Tak, młoda wiem jak wygląda moja sukienka, jak chcesz mogę ci ją pożyczyć.
- Dziękuję.- powiedziała i dała mi buziaka w policzek.
- Nie ma za co. Ja już pójdę na śniadanie.- powiedziałam i wyszłam z dormitorium.
Na dole nikogo nie było, więc przeszłam przez dziurę w portrecie. Ruszyłam w stronę Wielkiej Sali. Kiedy przeszłam przez próg jadalni spojrzała na sufit. Niebo było błękitne i świeciło słońce. Ach, co za cudowny dzień na wypad do wioski czarodziejów.
Ktoś na mnie wpadł. Spuściłam wzrok i ujrzałam tlenionego.
- Czego chcesz ?- syknęłam.
- Pogadać.
- O czym ?
- Jak powinienem się zachowywać przy Hermionie.
- Powinieneś ją poznawać, więc staraj się jak najbardziej nie przypominać siebie.
- Bardzo śmieszne, Potter.
- O proszę znowu po nazwisku, Malfoy ?
- Przestań. Nie rozumiesz, ja czuję, że zaczynam się za bardzo angażować. Z każdym jej uśmiechem, moje serce zaczyna bić jak oszalałe. Co to jest ?
- Wiesz, Malfoy o ile mi wiadomo, to nazywa się miłość.
- Ja miłość do szlamy ? Nie rozśmieszaj mnie.
- Wcale nie próbuję.
- A właśnie, że ta..
- To ty mi powiedziałeś, że twoje serce bije jak szalone, według mnie to miłość, Malfoy.
- Naprawdę ?
- Tak.
- I co ja mam zrobić ?
- Sam musisz sobie na to odpowiedzieć.- powiedziałam i ruszyłam w stronę stołu przy którym, siedzieli bliźniacy, Harry, Ron, Alicja, Cedric, Lee i Angelina.
- Hej wam.- przywitałam się z nimi i zajęłam miejsce obok Georga.
- Co on od ciebie chciał ?- zapytał Lee.
- Wyśmiał mnie, że Hermiona jest mądrzejsza i zamiast użalać się nad Weasleyami, mogłam mieć kogoś takiego jak on. Na co oczywiście go wyśmiałam.- skłamałam, a na mojej twarzy zagościł wyraz obojętności.
- Brzydzę się normalnie gościem.- powiedział Cedric.
- No tak jak każdy.
- Marny pajac.
- Ej. Ale Miona…- przerwałam patrząc na Freda, który spuścił wzrok.- Przepraszam.- wybełkotałam i przytuliłam chłopaka. Odwzajemnił uścisk i położył mi głowę na ramieniu.
- Ty ? Ty, w ogóle masz za co przepraszać ? Zawsze robisz wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi, a to, że teraz ja spieprzyłem, to nie twoja wina.- powiedział zza mojego ramienia.
 Och, Fred, nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym cofnąć czas.
- Nie mów tak.
- To prawda. Patrz, swatałaś ze sobą Lee i Angelinę. Mnie i Hermionę, a teraz... To ja jestem do niczego.
- Nie robiłabym tego gdybym nie widziała, że to ma sens, a ty wcale nie jesteś do niczego. Może po prostu nie znalazłeś jeszcze tej jedynej ?
- Możliwe.- powiedział i puścił mnie ze swojego uścisku. To śmieszne, niby to ja go przytuliłam, a jednak byłam uwięziona w jego ramionach.
- Na pewno tak jest.
- Nie ma co sobie psuć humor, zaraz idziemy do Hogsmeade.- powiedział Harry.
- Tak, właśnie.- poparł go George.
-  A pod koniec , gdzie się spotkamy ?
- W „Trzech Miotłach” ?
- Jasne.
- Maja, nie masz nic przeciwko, że Fred pójdzie z nami ?- wyszeptał mi do ucha George.
- Jasne,  że nie.- powiedziałam z uśmiechem.
- Jesteś wspaniała.
- Przesadzasz.- powiedziałam i spojrzałam na swojego bliźniaka.- Harry, czy możemy pogadać ?- zapytałam.
- Jasne.
Wstałam od stołu i ruszyłam z bratem w  stronę korytarza.
- Powiedz mi, że nie zapomniałeś.
- O czym ?– zapytał zdziwiony.
- Ty i Ginny. Dzisiaj ! Ona się tyle na to przygotowywała i nie mów, że zapomniałeś. Błagam.
- Chodzi ci o rocznicę ?
- Tak, właśnie o to mi chodzi.
- No co ty pewnie, że nie zapomniałem. Kupiłem jej bransoletkę.
- Masz szczęście.
- Tak, tak wiem.
Usłyszałam czyjeś kroki. Nasi przyjaciele już wyszli z Wielkiej Sali i ruszyli w naszą stronę.
- To jak ferajna idziemy ?- zapytał Cedric.
- No chyba tak.- powiedziałam z uśmiechem i przyłączyłam się do bliźniaków.
- To gdzie pójdziemy najpierw ?- zapytał Fred.
- Miodowe Królestwo.- powiedziałam.- Mam ochotę na kociołkowe pieguski i żelkową czekoladę.- powiedziałam i wybuchliśmy gromkim śmiechem.
- A potem sklep Zonka.
- Dobra.
- No to idziemy.
Kiedy doszliśmy do Hogsmade, od razu ruszyliśmy w stronę Miodowego Królestwa.
- Co takie pustki ?
- Ludzie dopiero co wychodzą z Hogwartu, więc my jesteśmy pierwsi.
- Mi pasuje.- powiedziałam.
Kupiłam parę pudełek fasolek wszystkich smaków, kilka czekoladowych żab, parę kociołków z pieguskami, 3 żelkowe czekolady, a Fred i George namówili mnie na parę gumi-żel i na trochę ciastek dyniowych i jogurtowych.
- Pogrzało was !- wrzasnęłam na nich, kiedy wyszliśmy ze sklepu.
- Przyda się na imprezy w pokoju wspólnym Gryfonów.
- Przecież i tak chodzicie do Hogsmade po Whisky i piwa kremowe. To czemu o słodyczach nie pomyślicie?
- Jak namówisz swojego braciszka na pożyczenie nam peleryny niewidki, to pogadamy.
- To jest jego peleryna jak i moja.
-  No to nam ją pożyczysz.
- Dobra. A teraz wy to niesiecie.- powiedziałam i podałam im torby ze słodyczami.
- Ok. Ale idziemy do sklepu Zonka.
- No.
Przed Trzema Miotłami zauważyłam stojącą samotnie Hermione.
- Może sami pójdziecie do sklepu ja się przejdę ?
- Nic ci nie jest ?- zapytał George.
- Wszystko w porządku. Kupcie mi parę piór samopiszących i karty do kulawego pajaca. Co roku mi się gubią.
- Dobra.
Podeszłam do Miony i się z nią przywitałam.
- Sama tu tak stoisz ?
- Tak, Draco poszedł razem z Harrym po piwo kremowe.
- Z Harrym ?
- Tak, Ginny poszła coś pokazać Roksanie, więc została nas trójka.
- Rozumiem. Idziemy się gdzieś przejść ?
- Z chęcią.
Ruszyłyśmy długą uliczką wzdłuż pięknych starych domów. Zawsze lubiłam klimat panujący w tej wiosce.
- No więc, jak z Draco ?
- Jest naprawdę miły. Lubię go, zmienił się, bardzo.
- Cieszę się.
- A  jak Fred to znosi ?- zapytała Miona.
- Ciężko mu, ale wszyscy mu pomagamy. A ty już się po tym pozbierałaś ?
- Radzę sobie.
- To najważniejsze.
Usłyszałam czyjś śmiech od tyłu, ktoś mnie szarpnął na ziemię.
- Co się dzieje ?- zapytała Hermiona, która miała właśnie wiązane ręce.
Podnieśli nas i wrzucili do jakiegoś domu. Weszli za nami.
- No szlamo, zapamiętasz sobie, że nam nie daję się szlabanów.
- Chyba coś tego nie przemyśleliście.- wtrąciłam się, a jeden zaczął wiązać mi ręce.
- A to czemu ?
- Przyznaliście się komu Hermiona dała szlaban i na pewno jesteście ze Slytherinu.
- Skąd ta pewność, Potter ?
- Mam z wami zajęcia Jason kretynie. I będzie nam łatwiej powiedzieć kto to zrobił, po tym jak nas znajdą.
- A kto powiedział, że was znajdą ?- szepnął mi do ucha ślizgon i zakleił usta. Wytrzeszczyłam na niego oczy, a ten uśmiechnął się.
- No to teraz się zabawimy.- powiedział Robert. Chwycił różdżkę i skierował ją w stronę szatynki.- Crucio!- szepnął, a Miona cała się wygięła i zaczęła krzyczeć.
Próbowałam wydostać różdżkę z kieszeni spodni. Jest ! Udało się. Dalej znasz zaklęcia niewerbalne. Wystarczy, że pomyślisz i machniesz różdżką. Nie mogę, jak tylko rzucę zaklęcie, zorientują się, że próbowałam ich oszukać i nas zabiją. Ale i tak mają zamiar nas zabić, więc. Michael zauważył w mojej ręce różdżkę, wyrwał mi ją i kopnął mocno w brzuch. Łzy podeszły mi do oczu. Zobaczyłam ciemność. Słyszałem jeszcze krzyki Hermiony, które z czasem cichły.
[ Harry Potter ]
Razem z Malfoyem wyszliśmy z Trzech Mioteł. Po ulicy zacząłem szukać dziewczyny, która miała tu za nami czekać.
- Draco, gdzie Miona ?
- Nie mam pojęcia.- odpowiedział tleniony.
Usłyszałem sklepowy dzwonek. Spojrzałem w stronę Zonka, wychodzili z niego akurat bliźniacy. Podszedłem do nich.
- George, widziałeś Mionę ?- zapytałam. Spojrzałem za niego spodziewając się, że ujrzę tam Maję, ale mojej bliźniaczki nigdzie nie było.- A gdzie Maja ?
- Poszła się gdzieś przejść z Hermioną.
- Aha. Dobra, dzięki. My jej zaczniemy szukać. To znaczy ich.
- Ok. Powiedz Mai, że się spotkamy w Trzech Miotłach.
- Dobra.
Podszedłem z powrotem do Malfoya, który patrzył na mnie znacząco.
- Idziemy je znaleźć.- powiedział.
- Sądzisz, że coś się im stało ?
- Nie, ale wole je znaleźć.
- Dobra. Chodź.
Ruszyliśmy uliczką. Szliśmy tak przez 15 minut, mijając różnych uczniów z Hogwartu. Kiedy z jednego z domów usłyszeliśmy czyjeś krzyki. Spojrzeliśmy w stronę starego, opuszczonego domu. Przyszykowałem różdżkę. Draco zrobił to samo.
- Bombarda !- wykrzyczałem po czym drzwi roztrzaskały się na tysiąc malutkich kawałków. Wpadłem do domu i zobaczyłem tam nieprzytomną Maję, trzech ślizgonów i torturowaną Hermionę.- Impedimenta !- wykrzyczałem w stronę Michaela , który chodził razem z nami na zajęcia z zielarstwa.
- Petrificus Totalus !- usłyszałem głos Malfoya kierującego na Roberta. Chłopak od razu padł na ziemię.
- Expelliarmus !-krzyknąłem w stronę Jasona i różdżka którą trzymał wylądowała na mojej wyciągniętej ręce
- Drętwota !-  i ślizgon padł na ziemię. Podszedłem do jednego z nich. Michael w kieszeni miał różdżkę Mai. Odebrałem własność mojej siostry i podszedłem do niej.
 Cały czas jest nieprzytomna. Spojrzałem na Hermionę, która patrzyła na nią z lękiem.
- Żyje.- powiedziałem do niej, wiedząc jakie zaraz zada pytanie. Odetchnęła z ulgą.
Draco do niej podszedł i rozplątał ją. Miona od razu rzuciła mu się na szyję. Rozplątałem Maję i wziąłem ją na ręce.
- Chodźcie, musimy was zaprowadzić do Skrzydła Szpitalnego.
- Ale Harry mi nic nie jest.- powiedziała Miona słabym głosem i próbowała zrobić jeden krok. Nie udało się jej, przewróciła się i straciła przytomność.
- Jeszcze lepiej.- powiedziałem.
- Wezmę ją i chodź do skrzydła.
Dotarliśmy do szpitala. Pani Pomfrey od razu zabrała się za Maję. Odsłoniła jej brzuch i ujrzałem kilka głębokich ran na samym jego środku.
- Potraktowali ją parę razy zaklęciem rażącym – oznajmiła pielęgniarka.
W tej chwili nie liczyło się nic. Miałem ochotę iść odnaleźć ich i potraktować ich tak samo jak moją bliźniaczkę.
- Nic im nie będzie.- powiedziała pielęgniarka widząc moją minę.- Kto im to zrobił ?
- Jakiś 3 ślizgonów.- powiedziałem, a Poppy spojrzała wymownie na Malfoya.- Nie, nie to nie był Draco.
- Dobrze, możecie przy nich zostać, jeśli tylko chcecie.
- Pewnie.
Usiadłem koło Mai przy krześle i chwyciłem ją za rękę.
- Czy ty zawsze musisz robić coś, co będzie trudno zapomnieć ?-  szepnąłem do niej.
Po chwili do skrzydła szpitalnego wlecieli Cedric i Marta.
- Nic im nie jest ?- zapytała Gryfonka. W odpowiedzi na pytanie uniosłem lekko koszulę Mai.- O Boże.- powiedziała i wtuliła się w Puchona, na co ten ją od razy mocniej przygarnął do siebie.
- Gdzie reszta ?- zapytałem Cedrica.
- Nikt chyba jeszcze nie wie.- powiedział.
- Dlaczego ?
- Ja z Martą zauważyliśmy jak wynosicie je z tego domu. Zaraz po was polecieliśmy tam i sprawdziliśmy. Marta szybko pobiegła po McGonagall, a ta powiedziała, że mamy iść za wami, a ona powie reszcie.
- Pewnie i tak, za chwilę tu będą.
- Pewnie tak.
[ Maja Potter ]
Jesteśmy w lochach, gdzieś głęboko pod ziemią. Nie ma światła, ani żadnej żywej duszy. Nie możemy się wydostać. Nagle usłyszałam czyjś krzyk, razem z moim bliźniakiem pobiegłam w tamtą stronę. 
- Bombarda !- wykrzyczał Harry, a drzwi rozwaliły się. 
Może lepiej żebym tu nie wchodziła już nigdy. Pod ścianą siedzieli wszyscy których kochamy. George, Ginny, Remus Syriusz, Fred, Hermiona, Draco, Cedric, Marta, Ron, państwo Weasley, Tonks, Bill i jakiś mały chłopczyk o silnie niebieskich włosach.  A nad nimi kto stał ? Oczywiście Voldemort i właśnie w tej chwili próbował rzucić Cruciatusa na chłopczyka. Nie ! Promień padł, a gdy zelżał zobaczyłam, że zamiast niego siedzi tam George. George jako jedyny siedzi tutaj i tylko go torturują. 
~*~
- George !- obudziłam się z krzykiem. Obejrzałam się jestem w Skrzydle Szpitalnym. Jest ciemno. Środek nocy, a jednak ktoś siedzi przy moim łóżku. Odwróciłam się i spojrzałam na rudowłosego chłopaka.
- Jestem skarbie jestem.- powiedział i pogładził mnie po włosach. Uśmiechnęłam się do niego.
- Przytul mnie, proszę.- wymamrotałam.
- Dobrze.
Rozsunął kołdrę i wgramolił się do mojego łóżka. Położył się na miejscu. Tak, że mogłam się w niego wtulić i być pewną, że już nic mi nie grozi.


___________________
Szczerze mówiąc nie jestem za bardzo zadowolona z tego rozdziału -.-
Ale mam nadzieję, że wam się spodoba *.*
Proszę piszcie komentarze z waszymi opiniami. Będę wdzięczna <3

czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 22.„Dolores Umridge ! Pracownica Ministerstwa Magii wysłana do Hogwartu.”

No i jak się macie ? ;d Kochani ponad 3000 wyświetleń <3 Kocham was normalnie i cieszę się, że jest jednak ktoś kto czyta te bzdury ;D To mam dla was rozdział 22.
Jesteście ? Zostawcie po sobie ślad ;D *.*





Rozdział 22.
- No co za kretyn, no po prostu idiota ! Ewidentnie kompletny debil.- krzyczałam wchodząc do pokoju wspólnego Gryfonów.
- Maja, coś się stało ?- zapytał George, podchodząc do mnie i przytulając mocno do siebie.
- To wszystko nie ma sensu !- wykrzyczałam i wtuliłam się w chłopaka.
- Co nie ma sensu ? – zapytał George.
- No te wszystkie kłamstwa !
- Jakie kłamstwa?
- No wszystkie.
- Maja, chyba nie chcesz…- powiedział Harry.
- Nie Harry, tego się nie da…- przerwałam i wtuliłam się w chłopaka.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi do salonu. Spojrzałam w tamtą stronę. Alicja ruszyła prosto do swojego pokoju. Przez chwilę patrzyłam za nią.
- Maja !
- Co ?!
- Co się stało ?
Usiadłam w fotelu i spojrzałam w kominek.
- W sumie to nic takiego…- przerwałam kiedy zobaczyłam przemykającego się Weasleya.- Ale zresztą niech Ron wam opowie.
- Ron coś ty znowu zrobił ?!- warknął na niego George.
- Ale to nie chodzi o mnie !- powiedziałam.- Tylko o tego idiotę !
- Czyli jednak coś zrobił !- powiedział, a raczej wykrzyczał Harry.- Stary, co zrobiłeś mojej siostrze ?!
- No przecież wam mówię, że tu nie o mnie chodzi !
- No to co zrobił ?- zapytała Roks.
- Och. Nasz kochany Ronuś się zakochał !
- O Bożę.- jęknął George.- Ron powiedz, proszę, że nie w Alicji. Mam już dość tej wariatki!
- Nie, nie spokojnie. Tym razem w Gryfonce !
- W Hermionie ?!- warknął Fred.
- Pod wieczór jesteście coś mało kumaci.- powiedziałam wzdychając.- Naprawdę Fred ? W Hermionie ? A myślisz, że dlaczego wlepiałam oczy w Spinnet ?
- W Alicji ?!- zakrztusiła się Ginny.
- Ej ! Ja nie narzekam, że ty chodzisz z Harrym. I jeszcze wasza dwójka.- powiedział wskazując na mnie i na Georga.
- Nie masz powodu, żeby narzekać !
- Wy też nie !
- Tak ?! Tylko, że o naszych związkach nasi przyjaciele wiedzą ! A nie, że się ukrywamy !
- Co ?!
- No tak, z dwa tygodnie jesteście parą, prawda Ronuś ?
- Jery. Sprawdzałem czy z nią wytrzymam !
- I jak ci idzie ? Spędzisz z nią resztę życia ?- zakpił z niego Harry.
- Jak tak chcecie rozmawiać, to ja idę spać !- powiedział i poszedł do siebie do sypialni.
- Ja chyba też pójdę spać.- powiedziałam.
George przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Musnął wargami mój policzek.
- Dobranoc.- wyszeptał mi do ucha.
- Dobranoc.- powiedziałam z uśmiechem.
- Branoc.- odpowiedzieli mi moi przyjaciele.
- Ja chyba też idę spać.- powiedziała Ginny.
- Ja też.- zwróciła się Roksana.
- Miłej nocy, dziewczyny.- powiedzieli chłopacy.
- Nawzajem!
Weszłyśmy na schody, kiedy usłyszałam.
- No chłopaki, damska część naszego grona poszła spać, to co robimy ?- zapytał Fred.
- Piwo kremowe ! – odpowiedzieli Harry i George.
- Słyszałam !- krzyknęłam.
- Nie podsłuchuj !- krzyknął Fred.
- Sam mnie tego nauczyłeś.- wypomniałam mu.
- Wychowałem diabła !
-  Chyba raczej diabeł wychował mnie.
- Się wie !
- Dobranoc ! A jeżeli któregoś jutro zobaczę zaspanego w salonie to łby pourywam!
- Rozumiemy !
Weszłam do sypialni. Marta siedzi na łóżku i czyta książkę.
- Co to były za krzyki ?
- Krzyki głupoty.- powiedziałam.
- Ale nie te. Też to już wiedziałam, że idziecie spać.- powiedziała z uśmiechem.- Te wcześniejsze.
- Te to były wrzaski na Rona.
- Dlaczego ?
- Bo ukrywał przed nami swój związek.- powiedziała Ginny.
- Jak związek ?
- Wiedziałaś, że on jest z Alicją ?- zapytała Roksana. Marta, która właśnie brała łyk wody, zaczęła się krztusić. Roksana szybko pomogła dziewczynie odzyskać oddech i…
- Że co ? Od kiedy ?
- Od dwóch tygodni.
- On zwariował ? Czemu nam nic nie powiedział ?
- Bo chciał sprawdzić ile z nią wytrzyma.
- Co za kretyn.
-Nie wiem, jak was, ale mnie temat Rona i Alicji odrobinę znudził. Więc idę się myć.- powiedziałam.
- Dobra.
Weszłam do łazienki i od razu wpakowałam się pod gorący prysznic. Umyłam włosy szamponem truskawkowym, przebrałam się w pidżamę, rozczesałam włosy i wyszłam.
Położyłam się do łóżka i dałam objąć się ramionom Morfeusza.
[ Marta Black ]
Do sypialni przez okno wleciały pierwsze promienie słońc.  Jak tylko wstałam zorientowałam się, że kogoś mi tu brakuje. No tak, jak zwykle Maja wstała pierwsza.
Podeszłam do kufra i chwyciłam czerwony rozpinany sweterek, białą bluzkę, czarne rurki i czerwone trampki.
Weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i narzuciłam na siebie ubranie. Długie czarne włosy rozczesałam . Na twarz nałożyłam odrobinę pudru, a rzęsy mocno wymalowałam i zrobiłam cieniutkie kreski.
Do torby spakowałam podręczniki i przybory potrzebne na dzisiejsze zajęcia. A na siebie jeszcze zarzuciłam szatę uczniowską. Wyszłam z dormitorium i ruszyłam w stronę pokoju wspólnego Gryffindoru, z którego słychać było śmiechy. Spojrzałam w stronę foteli, na których siedzieli bliźniacy, Lee, Angelina i siedząca na kolanach u Georga, Maja.
- Hej, wam.- przywitałam się z przyjaciółmi.
- Hej. A ty już lecisz na śniadanie ?- zapytał Lee.
- No tak.
- Ok. No to do zobaczenia.- powiedziała Maja.
- Dobra.- powiedziałam i przeszłam przez dziurę w portrecie.
Ruszyłam w stronę Wielkiej Sali, zastanawiając się czy Cedric Diggory, będzie już na swoim stałym przy naszym stole miejscu ?
[ Cedric Diggory ]
Siedząc razem z Luną i Neville'm przy stole Gryfonów, można się porządnie zanudzić, ale nie wtedy, kiedy nie możesz oderwać oczu od nadchodzącej czarnowłosej dziewczyny. Marta, która właśnie weszła do jadalni, ruszyła z uśmiechem w naszą stronę.
Czy Maja ma rację ? Czy powinienem zaprosić młodą Black, na sobotni wypad do Hogsmade ? A co jeśli odmówi ? Och Cedric musisz od razu być takim pesymistą ? Zaproś ją, przecież cię nie wyśmieje. Nie ona na pewno nie wyśmieje.
- Hej.- przywitała się z nami dziewczyna.
- Hej, Marta. – powiedział Neville.
- Neville ? Masz ochotę pójść się przejść ?- zapytała Luna, młodego Gryfona.- Pomożesz mi znaleźć Czarnoryki.
- Co ?- zdziwiłem się.
- Och to takie owady, które w ciemności, potrafią wydawać piękne dźwięki.- wytłumaczyła mi Krukonka.
- Rozumiem.
- Możemy ich poszukać.- powiedział Longbottom i wyszli z Sali.
- Co słychać ?- zapytałem Marty.
- Świetnie. A co u ciebie ?
- Teraz ? Cudownie.- powiedziałem uśmiechając się do niej. Dziewczyna pokryła się rumieńcem.- Mogę zadać ci pytanie ?
- Oczywiście.
- Miałabyś może ochotę pójść ze mną do Hogsmade w sobotę ?
- Dobrze, z chęcią się z tobą wybiorę.
[ Maja Potter ]
Wstałam z łóżka, wszystkie moje współlokatorki jeszcze śpią. Wzięłam z kufra czarną, wąską do kolan spódniczkę, białą koszulę z cekinami na kołnierzyku i czarne koturny.
Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic. Wsunęłam na nogi rajstopy i resztę ubrania. Do koszuli przypięłam odznakę prefekta. Włosy rozczesałam, dzisiaj mi się ułożył w loki. Jestem ciekawa czy moja mama też miała takie problemy z włosami. Na twarz nałożyłam lekką warstwę pudru, a strój wypsikałam mgiełką. No i szata uczniowska na ramiona.
Spakowałam książki i wyszłam z dormitorium. Ruszyłam w stronę pokoju wspólnego Gryfonów. Na fotelach siedzieli już bliźniacy, Lee i Angelina.
- Hej.- powiedziałam i dałam Georgowi buziaka.
- Hej.- powiedział i posadził mnie sobie na kolanach.
- Nie próbujecie  się zabić ?- zapytałam chłopaków.
- Nie doszliśmy do wniosku, że to nie ma sensu.- powiedział Fred.- To przecież ja nawaliłem i nie mogę obwiniać nikogo innego.
- Chyba rozumiem.- powiedziałam z uśmiechem.- Dzisiaj macie nabór, prawda?- zapytałam Angeliny.
- Tak, Harry wreszcie zarezerwował boisko i możemy poćwiczyć. No i wybierać nowego bramkarza.
- Czyli rozumiem, że czeka mnie popołudnie na boisku.
- Dlaczego ?- zapytał Lee.
- Harry, powiedział, że mam mu pomóc. No osiem, na pewno mu pomogę ja się na tym nie znam.
- A może chodziło mu o wybór strojów do drużyny ?- powiedziała Ang.
- Mów dalej.- powiedziałam do przyjaciółki.
- No tak. W tym roku to kapitanowie wybierają stroje dla swoich drużyn, w szatniach mamy wielką stertę materiału i to kapitan ma wymyślić strój.
- No dobra, a wy w czym będziecie dzisiaj ćwiczyć ?
- Na razie w naszych starych.
- Zabiję Harrego.
- Tak, czy siak. Współczuję.- powiedział Lee.
- Dlaczego ? Nie masz zamiaru być na treningu ?
- Ja ? Oczywiście, że mam taki właśnie zamiar.- powiedział, na co wszyscy wybuchliśmy gromkim śmiechem.
Usłyszałam, że ktoś schodzi po schodach.
- Hej wam.- przywitała się Marta.
- Hej. A ty już lecisz na śniadanie ?- zapytał Lee.
- No tak.
- Ok. No to do zobaczenia.- powiedziałam.
- Dobra.- powiedziała i przeszła przez dziurę w portrecie.
- Ciekawe gdzie się tak śpieszy ?- powiedział Fred.
- Do Wielkiej Sali.- powiedziałam z uśmiechem.
 - Tak, to może my też pójdziemy ?- zapytała Angelina.
- W sumie, to trochę zgłodniałem.- powiedział Lee.
- No to idziemy.- powiedział Fred.
Przeszliśmy przez dziurę w portrecie. George chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę jadalni.
Kiedy weszliśmy do Wielkiej Sali, spojrzałam w stronę stołu Gryfonów, przy którym siedziała cała w skowronkach Marta i uśmiechający się do niej Cedric.
- No to już znamy powód, dla którego nasza Marta tak pędziła na śniadanie.- powiedział Lee.
- Och, czepiasz się.- powiedziała Angelina.
- Ja ? Ależ skąd.- powiedział, na co uśmiechnęłam się, co każdy z moich przyjaciół zobaczył.
- Co cię tak cieszy ?- zapytał Fred.
- Yyy. No bo wczoraj na patrolu Cedric mi powiedział, że… no…- no nie wiedziałam jak im to powiedzieć.
-Kocha się w Marcie ? Ona mu się podoba ? Coś w tym stylu prawda ?- zapytał Fred.
- No i jeszcze dziś chciał ją zaprosić do Hogsmade czy nie pójdą czasem razem.
- Oooo. To takie słodkie.- powiedziała przyjaciółka.
Usiedliśmy koło przyjaciół.
- Cześć.- powiedział do mnie Puchon.
- Hej.- odpowiedziałam mu.
Nie zdążyliśmy zamienić więcej słów, bo w tej samej chwili do jadalni wleciały sowy z pocztą. Podleciała do mnie popielata sówka z listem, oraz mały brązowy puchacz z „Prorokiem Codziennym”. Canisowi dałam krakersa, a puchaczowi sykla. Obie sowy odleciały. Do Wielkiej Sali przyszli Harry, Ginny, Ron, Roksana i klejąca się do Weasleya, Spinnet.
- Mogę się zrzygać ?- zapytałam Georga.
- Też mam taką ochotę.- wyszeptał mi do ucha, na co parsknęłam śmiechem.
- Hej ludziska.- powiedziała Weasleyówna.
- Cześć Ginny.- powiedziałam.
- Maja !- krzyknął mój brat.
- Co ?
- Będziesz dzisiaj na boisku ?
- Będę. Właśnie młoda może pójdziesz ze mną ?
- Mogę pójść i tak nie mam dzisiaj żadnych ciekawych zajęć.
- Ok.
Chwyciłam list, który przyniósł mi Canis. Otworzyłam kopertę. Jak się spodziewałam, jest to list od Remusa.
Maju ! 
Jak ci lecą pierwsze tygodnie nauki w Hogwarcie ? Słyszałem, że byłaś już w Skrzydle Szpitalnym. No nie jestem tym za bardzo zadowolony. Powinnaś na siebie uważać. 
Miałem także okazję dowiedzieć się, że w tą sobotę, macie wypad do Hogsmade. Zastanawiam się czy przyjechać tam do ciebie, ale chyba nie, co ? Podejrzewam, że masz swoje sprawy, że nic mi o tym nie napisałaś. Więc, może spotkamy się na następnym spotkaniu w wiosce czarodziejów ? Mam taką nadzieję. 
Piszę także, aby cię poinformować, że razem z Tonks ustaliliśmy datę naszego ślubu. Wiem, że może to być dla ciebie troszkę szokujące. Bierzemy ślub 18 sierpnia. 
Czekam na odpowiedź. 
Lunatyk. 
- Remus i Tonks biorą ślub w sierpniu.- krzyknęłam.
- Którego ?- zapytali mnie przyjaciele.
-  18.
- Czyli w przyszłe wakacje szykuje się niezła impreza.- powiedział Ron.
- Tak, właśnie, bo to właśnie o niezłą imprezę w tym wszystkim chodzi.- powiedziałam z sarkazmem.
Do Sali weszła Hermiona, rozmawiająca z Draconem. Wytrzeszczyliśmy na nią wszyscy oczy, a ona z promiennym uśmiechem usiadła koło mnie. Spojrzałam na nią pytająco.
- No co ? Dobrze, się dogadujemy.
- No dobrze.
- Powiedział, że z chęcią zostanie moim przyjacielem.
- Czyli nas jednak zostawisz.
- Wcale nie. Czemu wszyscy się nie zaprzyjaźnimy ?- zapytała.
- Żartujesz, prawda ?- spytał Ron.
- Wcale, nie. On się zmienił ! Nie jest taki jak był. Nie jest tym chłodnym chłopakiem, którego poznaliśmy na pierwszym roku.
- Przecież, jeszcze wczoraj twierdziłaś, że jest skurwielem.- przypomniałam jej.
- Po wczorajszym patrolu, coś się zmieniło.- powiedziała rozmarzonym głosem, takim jak zwykle mówi Lunałka.
Fred siedzi już cały czerwony i przygląda się swojej zapiekance.
- Słuchaj Hermiono, jeśli to jest dla ciebie takie ważne, to zawsze można spróbować się z  nim zaprzyjaźniać.- powiedział Harry.
- Co ty wygadujesz, stary ?- syknął do niego Ron, a ja pod stołem go kopnęłam.- Auuu.
- Ron, co ci ?- zapytała Roksana. Weasley spojrzał na mnie.
- Nie to chyba skurcz.- powiedział.
- Aha.
Rozwinęłam gazetę. I zaczęłam czytać, artykuł na pierwszej stronie.
- Harry, posłuchaj tego.- powiedziałam do brata, kiedy przeczytałam gazetę.
- Co ?
- „Dolores Umridge ! Pracownica Ministerstwa Magii wysłana do Hogwartu.”
Od początku roku szkolnego, w Hogwarcie Obrony Przed Czarną Magią naucza Dolores Umbridge. Znana urzędniczka, pracująca dla Korneliusza Knota. Nasze pytanie brzmi, dlaczego ? Czy to wszystko jest za sprawą Potterów, opowiadających o odrodzeniu Sami-Wiecie-Kogo ? Czy Minister, aż tak przejął się historiami niezrównoważanego dyrektora szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie i dwójki jej uczniów ? Ach, ale za to jakich uczniów ! Dzieci, które jako jedyne przeżyły starcie z Sami-Wiecie-Kim, i jako jedyne, które przeżyły pocisk śmiertelnego zaklęcia. O nich jest głośno. To oni uwolnili nasz świat przed najgroźniejszym czarnoksiężnikiem w historii. Czy teraz powinniśmy wyśmiewać ich w każdych artykułach ? Może oni mają rację ? Co jeśli my im nie wierzymy, a oni sami za jakiś czas stoczą walkę przeciwko Temu Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać ? Ale kto uwierzy, że znowu czeka nas świat pełen nienawiści, ucieczek i morderstw ? Nikt nie chce przyjąć tego do świadomości. Więc, albo żyjemy w błędzie i nie wierzymy w bajeczki Potterów, lub żyjemy pewni, że tak nie jest i wierzymy w przemowy wypowiadane przez Ministra o wygłupach Potterów. Zdaniem Ministerstwa, to właśnie oni zakłócają prawidłowy przebieg spraw w świecie Czarodziejów.
Redaktor Naczelny Anthony Murphy. 
- Co za kretyni !- wykrzyczeli Cedric, Fred i Lee.
- My na to nic nie poradzimy, ale wiemy, że to…- powiedziałam i wskazałam na rękę, na której nadal było widoczne zdanie, które miało nas powstrzymać od „Opowiadania kłamstw”.- jest sprawką Ministerstwa, a Knot już wie, co sądzimy na jego temat i że jesteśmy zdolni do opowiadania tego nawet na lekcji.
- Kidy, ty to…?- zapytały Hermiona z Ginny.
- To był nasz szlaban u Umbridge. Ja też takie mam.- powiedział Harry.
George chwycił mnie za lewą rękę i przyjrzał się jej.
- "Nie będę opowiadać kłamstw” ?- zapytał.
- Tak, no widzisz, trochę zaczęliśmy się z nią kłócić na pierwszej lekcji i oberwaliśmy szlabanem.- odpowiedziałam mu.
- Nigdy nie zapomnę jej wyrazu twarzy, kiedy Maja zaczęła na nią wrzeszczeć.- powiedział Ron. Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Ja już idę.- powiedziała Miona i ruszyła w stronę wyjścia w którym stał już Malfoy.
Spojrzałam na niego, och mam ochotę mu przywalić.
- Chyba się w nim  nie zakocha, co ?- zapytał Ron, a Fred zrobił się już czerwony, tak jak jego włosy.
- Ron !- warknęła na niego Ginny.
- Jejć, przepraszam Fred, ja zapomniałem.
- Nie szkodzi, ja też bym chciał zapomnieć.- powiedział i wyszedł z jadalni.
[ Hermiona Granger ]
Jednym uchem wlatywały mi słowa Mai, a drugim wylatywały. Cały czas zerkałam w stronę stołu ślizgonów i za każdym razem moje spojrzenie padało na młodego Malfoya. Patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem, który po minucie niepewności odpowiedziałam. Jego stalowoszare oczy przeszywały mnie od najmniejszego kawałka na ciele.
Popatrzyłam na rudego. Bacznie patrzył w swoją miskę z płatkami. Zranił. Porzucił. Zabawił się. Okłamał. Nie potrafię już spojrzeć w jego czekoladowe oczy. Nie zniosłabym kolejnych ogników szczęścia. Uwielbiałam patrzeć się w te tęczówki. Ale u blondyna, przykuwało coś moją uwagę, o wiele bardziej. Patrzył tak jakby, chciał wyrazić wiele słów, opowiedzieć o swoich tajemnicach.
Nie widziałam w jego oczach takiego blasku. Blasku, który powoli zaczynam kochać, który oczarowuje mnie za każdym razem. Może...
Nie lepiej, nie. Pożegnałam się z przyjaciółmi i podbiegłam do Dracona.
- No i jak już nie możesz beze mnie wytrzymać ?- zapytał z cynicznym uśmieszkiem.
- Nie pochlebiaj sobie, tleniony.
- Jak mnie nazwałaś ?
- Tleniony ? Boli ? Tleniony, tleniony !- zaczęłam krzyczeć na cały głos z szerokim uśmiechem.
- Pożałujesz, Granger !
- Ja ? Ależ dlaczego ?
- Granger, ze mną się nie zadziera, a już bardziej nie nazywa się mnie "tleniony".- powiedział, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
Przerzucił mnie sobie przez ramię i pobiegł gdzieś na błonia. Stanęliśmy przy wielkim klonie, a on zaczął kręcić się w koło. Śmiałam się niczym mała dziewczynka.
- Draco ! Nie Draco, puść mnie !
- Czemu, jest bardzo fajnie !
- Draco ?- usłyszałam za sobą czyjś głos.
- Pansy ?-  powiedział Malfoy i postawił mnie na ziemi. Przynajmniej z powrotem na dole.
- Co ty...
- Co chcesz ?- warknął na nią.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że po prostu wolisz obracać się w szlamach, niż mnie rozkochiwać w sobie i zabawiać się ?
- Nie nazywaj ją szlamą.
- Sam ją tak nazywałeś !
- Pansy, wszystko ci powiedziałem...
- Tak ! Pansy, to nie ma sensu, po prostu to nie czas dla nas !
Słuchałam, jak oni się kłócą, ale coś innego przykuło moją uwagę. Fred. Cały rozdrażniony idzie w kierunku jeziora. Rzuca z impetem swoją torbę z książkami i kuli się pod jednym z drzew. On mnie potraktował tak samo jak Malfoy, Pansy. Czy wszyscy muszą tacy być ?
- Draco, ja już idę.- powiedziałam.
- Miona ! Może pójdziemy po zajęciach się gdzieś przejść ?- zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
- Jasne.- odpowiedziałam i ruszyłam w stronę sali od historii magii.
[ Maja Potter ]
Wleciałam do swojego dormitorium, żeby zostawić torbę i się przebrać. Chwyciłam czarne rurki, zieloną bluzeczkę z 3/4  rękawkiem i zielone trampki. Szybko się przebrałam i wyszłam do pokoju wspólnego, w którym siedzieli już Angelina, Katie, Alicja, bliźniacy i Harry.
- A gdzie ci do naboru ?- spytałam razem z Ginny.
- Są już na boisku, mają się trochę rozgrzać.- odpowiedział mi bliźniak.
- Aha, no dobra, Gin to my idziemy już na boisko, co ?
- No jasne.- powiedziała i przeszłyśmy obok Harrego i bliźniaków.
Ktoś szarpnął mnie za koniec bluzeczki i przyciągnął z powrotem do mojego bliźniaka.
- Co ?
- Ty jesteś potrzebna.- powiedział, a ruda, wytrzeszczyła oczy.
- Do czego ?
- Do strojów.
- Bałam się, że właśnie taką odpowiedź usłyszę.
- Bardzo śmieszne.
- Poproś kogoś innego.
- Nie ma mowy, wy dwie możecie zaprojektować nam nowe stroje.
- Po co ?
- Bo te się zużyły.
- Harry, dołujesz mnie.
- Tak, wiem.
- Pokaż mi te stertę materiału, spróbuję coś z nią zrobić.
- No i o to chodziło.
Ruszyliśmy do szatni . Ujrzałam wielką stertę złoto-czerwonych szmat.
- No i co wy na to ?- zapytał nas Harry.
- Pytasz czy kpisz ?- odpowiedziałam mu zgryźliwie.
- Proszę postarajcie się.
- Dobra, dobra. Teraz numery, kto ma który.
- Ja mam 7.- powiedział Harry.
- Ja 1.- odezwała się Ang.
- 2.- powiedziała Bell.
- A ja mam 3.- powiedziała uśmiechnięta Alicja.
- Jasne, a teraz bliźniacy. Fred ma 4, a George ma 5.- powiedziałam.
- Skąd wiesz ?- zapytali równocześnie.
- Domyśliłam się.  A bramkarz ma 6.
- No tak.- powiedzieli obaj.
- No i dobra, teraz lećcie na to boisko.
Machnęłyśmy parę razy różdżkami i stroje dla ścigaczy były gotowe, doszłyśmy też do wniosku, że bluza z barwami Gryfonów, też może być, więc gdy skończyłyśmy wszystkie stroje z pozostałych części materiału dorobiłyśmy ciepłe bluzy.
Razem z Ginny, wyszłyśmy na boisko i usiadłyśmy na trybunach.  Trochę niżej od nas siedział Lee. Widać było też spacerującą Martę i Cedrica po błoniach.
- Maja ! Maja ! Słuchaj !- usłyszałam głos Granger.
- Co się stało ?
- Nic, tylko Draco mi się zapytał czy nie pójdę z nim do Hogsmade.
- A ty co na to ?- zapytałam wymieniając znudzone spojrzenia z Weasleyówną.
- Zgodziłam się. Och, może to będzie to !
- Co będzie to ?
- On jest słodki i taki uroczy.
- I przesiąknięty jadem.- powiedziała Ginny.
- Wcale nie ! Wy go dobrze nie znacie !
- A ty znasz ?! Byłaś z nim raptem na trzech patrolach i tylko dzisiaj rano pewnie gadaliście oprócz tych godzinnych spacerach po korytarzach Hogwartu. Miona, proszę cię nie daj się za szybko zwieść.
- Nie mam takiego zamiaru. A słyszałyście, że Krum podobno wyjechał.
- Tak ?
 - No podobno.
- Och, to świetnie.
- Tak. Faktycznie.
- Miona, nie przesadzaj, postaramy się to zaakceptować, jeśli, aż tak ci na tym zależy.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
- No to ja lecę, umówiłam się z Draco.
- Pa.- powiedziałam razem z Ginny.
- Co o tym sądzisz ?- zapytała mnie ruda.
- Na razie wolę w ogóle o tym nie myśleć.- powiedziałam przyjaciółce.
- W sumie to chyba masz rację.

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 21."Zrujnowałem swój związek, obwiniam o to przyjaciółkę, a mój przyjaciel dostał na łeb !"

No hej *.* Coś mało ostatnio komentujecie ;( Mam nadzieję, że jeszcze chcecie czytać te wypociny, które piszę, co ? Zapraszam na rozdział 21 i komentujcie, przecież to was nie zje. Notkę dedykuję Klaudii i Cupcake, dziękuję za wsze komentarze <3



Rozdział 21.
Promienie słońca obudziły mnie o 6 rano. Boże jak mi się nic nie chce ! Szykuję się kolejny ciekawy dzień ! Wyczołgałam się z łóżka i ruszyłam w stronę kufra. Wyjęłam z niego czarne rurki, białą bluzkę, czarny rozpinany sweterek i krawat w barwach mojego domu.
Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic. Ubrałam strój, przypięłam do niego odznakę, na szyję zwiesiłam, łańcuszek, od Georga, a na nadgarstek bransoletkę mamy. Na twarz nałożyłam, lekką warstwę pudru, usta wymalowałam błyszczykiem, a ubiór wypsikałam mgiełką. Spakowałam rzeczy na dzisiaj i wyszłam z pokoju. Schodziłam do pokoju wspólnego, kiedy usłyszałam, że ktoś rozmawia.
- Słuchaj Fred, przecież, nie będzie tak źle.- powiedział tak dobrze znany mi głos.
- A ty co niby o tym wiesz ? Wystarczy, że pokłócisz się z Mają, od razu myślisz jak ją przeprosić lub odzyskać.
-Nie wtrącaj teraz w to Mai. Przestań Fred. Dasz radę. Zobaczysz może jeszcze będziecie razem.
- Jasne. Ale wiesz co George, dzięki.
- Na mnie możesz liczyć.
- Wiem.
Gdy usłyszałam tą krótką wymianę zdań, uznałam, że mogę już zejść. Uśmiechnęłam się szeroko i wpadłam do pokoju.
- Hej, chłopaki.- przywitałam się z bliźniakami.
- Hej słońce.- powiedział George i przyciągnął mnie do siebie.
- Hej.- powiedziałam, patrząc mu w oczy. Chłopak pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się do niego.
- Idziemy na śniadanie ?
- Jasne. Fred idziesz ?- zapytałam chłopaka.
- Tak, trzeba coś zjeść, aby przeżyć kolejny bezsensowny dzień.- powiedział grobowym tonem. Spojrzałam na Georga, który tylko wywrócił oczami.
- Dobra. No to chodź idziemy na śniadanko.
- Coś ty taka, optymistyczna ?- zapytał Fred.
- Ja zawsze taka jestem.
- No, no. Nie da się takim być zawsze.
- Jak widzisz można.
- Dobra, ale Fred ma rację, coś dzisiaj jesteś bardziej szczęśliwa.- powiedział George.
- Aaaa, no bo dzisiaj idę odwiedzić Hermionę w jej nowym dormitorium.
- Kiedy ?
- Przed patrolem.
- Mhm.
- No. Dobra, koniec pogaduszek, burczy mi w brzuchu.- powiedziałam uśmiechając się do bliźniaków.
Przeszliśmy przez dziurę w obrazie. Fred wyjął książkę i zaczął ją czytać. No nieźle, chłopak opanował sztukę chodzenia i czytania jednocześnie. Zwykle to on chodził i coś majstrował. Szliśmy korytarzem, kiedy ktoś wpadł na Freda.
- Uważaj.- burknął Fred.
- Przepraszam.- powiedziała dziewczyna.
- Nie ważne.- powiedział, jeszcze bardziej obojętnym tonem.
- Fred, opanuj się !- krzyknęłam na rudego i uśmiechnęłam się do dziewczyny.- Jesteś nowa, prawda ?- zapytałam dziewczyny, podając jej rękę. Nigdy jej jeszcze nie widziałam, a na dodatek, McGonagall mi mówiła, że do Gryffindoru dojdzie ktoś nowy. Więc, to pewnie ona.
 - Tak. Roksana McAllen. Jestem z Gryffindoru.
- Maja Potter. My też jesteśmy z Gryffindoru. A na jakim roku jesteś ?
- Piąty.
- Tak jak ja.
- Tak właśnie się zastanawiam gdzie jest Wielka Sala ?
-Chodź z nami.- powiedział przez moje ramię George.
- Mogę ?
- Jasne.- powiedziałam do dziewczyny nadal się uśmiechając. Potrzebuje przyjaciół, a czemu niby my nie możemy nimi być ?
- Dziękuję.
- W jadalni mogę ci pomóc jak dotrzeć do reszty klas.
- Jejku, naprawdę ?
- Tak, pewnie.
Roksana nie jest taka zła. Jest bardzo ładna. Ma może tyle co ja wzrostu, jest bardzo chuda, ma długie lekko falowane blond włosy, sięgają jej do pasa. Oczy ma w odcieniu ślicznej zieleni, jest blada. Nie wiem czemu, ale wyglądem strasznie przypomina mi Lunę. Chociaż ma szczuplejszą twarz i kości policzkowe są bardziej wyraźne.
Ruszyliśmy dalej. Kiedy doszliśmy do Sali, Roksanie zaparło dech w piersiach, stanęła jak wryta i przyglądała się sufitowi.
- Szykuje się dzisiaj świetna pogoda.- powiedziałam do niej z uśmiechem.
- To, to mówi jaka będzie pogoda ?
- Nie to mówi, jaka jest pogoda.
- Jej, jakie fajne.
- Tak, no chodź do naszego stołu.
- Naszego. To nie można usiąść przy innym niż przy tym jednym ?
- Pewnie, że można, ale tylko na śniadaniach, kolacjach i tak dalej. Ale na uroczystościach trzeba usiąść przy stole swojego domu.
- To trochę dziwne.
- Nie, nie dziwne. Niedługo się przyzwyczaisz.
- Mam nadzieję.
- Chodź.- powiedziałam i poprowadziłam ją do trzeciego stołu.
- Więc to jest stół Gryffindoru ?
- Tak.- powiedziałam uśmiechając się do niej.- Hej.- przywitałam się z Cedriciem, Luną, Nevillem i Martą.
- Hej.
- To jest Roksana.- przedstawiłam blondynkę.
- Cześć. Cedric Diggory.- przedstawił się puchon.
- Jesteś z Gryffindoru ?- zapytała dziewczyna.
- Nie z Hufflepuffu.- odpowiedział uśmiechając się.
- Aha.
- Luna Lovegood.- powiedziała Krukonka.
- Luna jest z Ravenclawu.
- Neville Longbottom, Gryffindor.
- Hej.
- Marta Black.- powiedziała Gryfonka.
- Jesteś z…- powiedziałam z uśmiechem do przyjaciółki.
- Maja !- powiedziała, na co posłałam jej buziaka.
-Gryffindor.- odpowiedziałam Roksanie, nakładając sobie sałatki.
- Aha.- powtórzyła, biorąc naleśnika.
- To może pokaż mi twój plan zajęć ?- zapytałam
- Jasne.- powiedziała i podała mi plan lekcji. Pogrzebałam w torbie i wyjęłam z niej swój plan zajęć. Spojrzałam na nie.

Plan zajęć.
8,00: śniadanie. 
1. Zaklęcia.- Slytherin. 
2. Zielarstwo.- Slytherin.
3. Transmutacja- Slytherin.
4, Transmutacja- Slytherin.
5. Obrona przed czarną magią.- Sltherin. 
6. Historia magii.- Slytherin.  
- Mam taki sam.- powiedziałam do niej.
- Tak ?
- Tak.
- O jak fajnie. Będzie ktoś znajomy.- uśmiechnęłam się do niej.
- Marta, Ron, Neville, Harry i Hermiona, też taki mają.
- Kto ?
- Ron, to brat bliźniaków, Hermiona to nasza przyjaciółka, a Harry to mój brat.
- Aha.
Po pięciu minutach, do Wielkiej Sali przyszli Harry, Ron i Ginny.
- Hej.- powiedział mój brat.
- Hej.- odpowiedziałam mu.
Ron usiadł koło Roksany. Harry usiadł naprzeciwko mnie, a Ginny obok niego.
- Ginny wiesz o której, ma tu być Miona ?
- Nie właśnie, nie wiem.
Ron trochę oprzytomniał, spojrzał na Roksanę i wytrzeszczył oczy.
- A ty kto ?
- Ron to jest Roksana. Nowa uczennica, o której mówiła nam profesor McGonagall.
- Ach, nowa Gryfonka.
- Tak, miło mi.- powiedziała Roks.
- Mnie również.- powiedział uśmiechając się słodko do niej.
- Siemanko ludziska !- usłyszałam głos Jordana z końca Sali.
- Idzie Lee.- powiedziałam przewracając oczami do przyjaciół. Uśmiechnęłam się.
- Hej Lee.- szedł razem z Angeliną za rękę.- Czyli co jednak kłótnia was nie rozdzieliła ?- zapytałam ciesząc się.
- Nie.- powiedziała Angelina.
- I całe szczęście. Poznajcie to jest Roksana McAllen.
- Ach, to ty jesteś oczami i uszami tej szkoły tak ?- zapytał Lee.
- Co ?
- No, tak do Hogwartu nie codziennie ktoś dochodzi.
- Czemu ?
- Mu chodziło o to, że rzadko kto dochodzi w środku semestru.
- Tak, dokładnie.
- Fred, możemy pogadać ?- zapytała Gryfonka.
- Nie mamy o czym.- warknął na nią.
- Fred, proszę.
- Nie. Rozumiesz nie ! Zostaw mnie wreszcie w spokoju !- warknął na nią i wyszedł z Wielkiej Sali. Angelinie po policzkach spływały łzy.
- Pójdę z nim pogadać.- wyszeptał mi do ucha George, dał buziaka w policzek i wyszedł z jadalni. Wstałam od stołu, podeszłam do przyjaciółki i mocno ją objęłam.
- Cii, już spokojnie, już dobrze. Zobaczysz George go przekona.  Przecież oni siebie rozumieją jak nikt inny. Hmmm ? Będzie dobrze, nie ma się co martwić, Ang.-  spojrzałam przez ramię, żeby pogadać z Lee, ale go nigdzie nie było.
Angelina usiadła. Harry mi się przyglądał.
- Harry ?
- Musimy pogadać.
- O czym ?
- Może na zaklęciach.
- Dobra. A gdzie Lee ?
- Wyszedł od razu za Georgem.- powiedziała Roksana.
- Jezu to może ja pójdę.
- Gdzie ?
- Zobaczyć. Angelina co macie za lekcję ?
- Eliksiry.
Pobiegłam w stronę lochów, kiedy usłyszałam czyjś głos.
- Maja !- odwróciłam się. Za mną biegli wszyscy, których zostawiłam w jadalni. Ta, a mój kochany braciszek na czele.
- Co wy ?
-Idziemy z tobą.- powiedział Harry.
- Czemu ?
- Zobaczysz.
- Nie żartujcie sobie.
- Nie żartujemy.
- No dobra.
Pobiegliśmy prosto pod klasę Profesora Snape’a.
- Chciała cię przeprosić, a ty najzwyczajniej na nią nawrzeszczałeś !- usłyszałam głos Lee.
- Zniszczyła mój związek !
- Sam go zniszczyłeś !
- Chłopaki spokojnie.- usłyszałam Georga.
Kiedy zobaczyłam chłopaków, stali i mierzyli w siebie różdżkami.
- To nie twoja sprawa George.- powiedział Lee. Przyszykowałam swoją różdżkę, zresztą tak jak każdy. Jordan spokojnie wycelował różdżkę w mojego chłopaka. On nawet nie drgnął, zauważył mnie.- Nie będziesz nam już przeszkadzał ! Rozumiesz, czy się zabijemy czy nie. Po prostu siedź cicho.
-Lee, to mój brat !
- Sorry, George.- powiedział.- Drę
- Protego !- krzyknęłam i miedzy bliźniakami, a Lee powstała niewidzialna bariera.- Lee opanuj się. Nie wiesz co robisz.
- Myślisz, że mnie pokonasz ? Jesteś nic nie wartą czarodziejką !
- Lee, nie wiesz co mówisz !
- Cruci
- Drętwota !-  krzyknęłam i Lee momentalnie cały zesztywniał i opadł na ziemię.
- Boże nie wiem co w niego wstąpiło.- powiedziała Angelina.
- To nie jego wina.- powiedziałam. Ale chyba podejrzewam kogo. Machnęłam różdżką, na barierę i wpadłam Georgowi w ramiona.- Nic ci nie jest ?- zapytałam.
- Mi nic. A tobie ?
- Nie.- powiedziałam i spojrzałam na Freda, patrzył z wytrzeszczonymi oczami na przyjaciela.-  Fred ?
- Boże co ja zrobiłem ?!- wykrzyczał i zsunął się na podłogę. Wyrwałam się z uścisku Georga i uklęknęłam obok niego.
- To niczyja wina.
- Maja ! Zrujnowałem swój związek, obwiniam o to przyjaciółkę, a mój przyjaciel dostał na łeb ! Cholera, czy ty nie widzisz, że to wszystko moja wina, to ja wszystko spieprzyłem.
- Cholera jasna, Fred niczego nie spieprzyłeś, Rozumiesz ? Jesteś zajebistym chłopakiem, masz poczucie humoru ! Hermiona nigdy by się nie związała z kimś kto by był zupełnym idiotą ! Pamiętaj o tym ! A teraz się ogarnij i postaraj się zapomnieć.- najwidoczniej wziął moje krzyki na serio, bo spojrzał na mnie ze zdziwieniem.- Na co czekasz ? Wstawaj, no już.- podniósł się.
- Dzięki Maja.- powiedział i mnie przytulił.
- Nie ma za co.
- Eee, łapy z daleka, ona jest moja.- powiedział George. Uśmiechnęłam się. Oderwałam się od Freda i pocałowałam mojego zazdrośnika.
- Lee !- usłyszałam głos Angeliny. Spojrzałam w stronę pary, chłopak podnosił się trzymając przy okazji za głowę.- Nic ci nie jest ?
- Nie, chyba nie.- powiedział słabym głosem.
- No to dobrze, ale teraz my musimy pędzić na Zaklęcia.- powiedział Neville. Spojrzałam na zegarek.7.55.
- O cholera ! Dozobaczenia na obiedzie !- krzyknęłam do przyjaciół i pobiegłam chwytając za rękę Roksanę.- Dalej, bo się spóźnimy !
- I tak się spóźnimy.- krzyczała za nami Marta.
- Cicho. Ginny, Luna, zaraz będzie sala od Starożytnych run.- powiedział Harry.
- Wiem.- powiedziała Gin.- Do zobaczenia.
- Pa.
Biegliśmy, aż na samą górę. Kiedy zobaczyliśmy drzwi od Sali profesora Flitwicka. Uczniowie jeszcze stoją przed nią. Udało się !
- Trzeba odsapnąć.- powiedział Ron.
- Gdzie wyście byli ?- zapytała nas Hermiona.
- Nie pytaj.- powiedziałam do niej.
- Hej, jestem Roksana McAllen.
- Hej, Hermiona Granger.
- No już proszę do klasy.- zawołał profesor.
Weszłam do klasy, usiadłam obok Harrego, a obok mnie Roksana. Ron ją wpuścił na swoje miejsce ? Tuż to szok.
- O czym chciałeś rozmawiać ?
- O tym wszystkim przecież nie możemy wykorzystywać tak Hermiony, dla naszego dobra.
- Ona nic nie wie. Ma po prostu zakochać się w Malfoyu.
- Tak, ona się w nim zakocha, on odrobi swoje zadanie, rzuci ją i będzie miała złamane serce.
- Kto wie, może Malfoy też się w niej zakocha.
- W co ty wierzysz.
- No w końcu, musi jakoś zabiegać o jej względy, czyli jak. Może jednak powstanie z tego, taki prawdziwy solidny związek.
- Naprawdę tak sądzisz ?
- Wszystko jest możliwe Harry.
- No niby masz rację. Maja trzeba coś zrobić z Cedriciem.
- Czemu ?
- Cały czas chodzi jakiś zamyślony.
- Ja go dzisiaj już wypytam, ty się o to nie martw.
- No, dobra. – powiedział i zaczęliśmy słuchać lekcji profesora.
***
Koniec zaklęć. Jery, nareszcie !
- Maja ? Gdzie teraz ?- usłyszałam głos Roks.
- Chodź z nami.
- Nie chcę się wtrącać.- powiedziała.
- Och nie wygłupiaj się.- powiedziała Hermiona.
- Tak, właśnie, my nigdy nie zostawiamy nowych uczniów.- powiedział Ron.
Ruszyliśmy na dół. Przed salą zielarstwa stali już ślizgoni. Podeszłam do Dracona.
- Możemy pogadać ?- zapytałam.
- Jasne.- odeszliśmy na bok.
- Co ty odpieprzasz co ?
- Co ja zrobiłem ?
- Nie udawaj ! Co zrobiłeś Jordanowi ?!
- Nic mu nie zrobiłem !
- Nie udawaj Malfoy.
- Naprawdę !
- Mam uwierzyć, że nie rzuciłeś na niego Imperiusa ?
- Tak, powinnaś wierzyć, bo tego nie zrobiłem.
- To czemu tak reagował ?- zaczęłam mruczeć pod nosem.
- Jak reagował ?
- Nie ważne, dzięki.- powiedziałam.
- Wiesz co Potter, czasami naprawdę ciebie nie ogarniam.- powiedział uśmiechając się.
- I nawzajem.- powiedziałam, odpowiadając mu cynicznym uśmieszkiem.
Podeszłam do przyjaciół.
- Co on od ciebie chciał ?- zapytał Ron.
- Malfoy jak Malfoy.- powiedziałam, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Tak czasami naprawdę mnie denerwuje.- powiedziała Miona.
- Czemu ?- zapytałam.
- Może…- powiedziała pokazując ławkę.
- Jasne.- odpowiedziałam i usiadłyśmy.
- On jest taki denerwujący.
- Dlaczego ?
- Wiesz, że mamy dormitoria połączone łazienką ?
- No wiem.
- No to on wczoraj sobie wszedł do łazienki, kiedy chciałam wchodzić do wanny.
- Byłaś naga ?- wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Nie byłam owinięta w ręcznik.
- Ale szczęście.
- Ale to nie wszystko. Jeszcze później wszedł do łazienki, kiedy się odświeżałam. Wiesz wczoraj byłam w mundurkowej spódniczce, nie ?
- No.
- To, jak go poprosiłam, żeby wyszedł, to on powiedział nie, bo ma na co patrzeć.
- No co ty ?! Ja bym mu od razu przywaliła z liścia.
- Uwierz byłam już ku temu bliska, ale się opamiętałam.
- Oj Miona, Miona.
- Wchodzić do klasy, no już.
Weszłyśmy do klasy i usiadłyśmy w naszej ławce.
***
Godzina 18. Siedzimy w pokoju wspólnym Gryffindoru. Reszta dnia minęła nam spokojnie.
- No Ginny, idziemy do Miony ?- zapytałam przyjaciółkę, wiążąc sobie włosy w kitkę.
- No jasne.
- No to chodź.- powiedziałam, zakładając szatę uczniowską i przypinając ją odznaką.
No tak, trzeba się uszykować na dyżur. Dałam Georgowi buziaka w policzek. Przeszłyśmy z Ginny przez dziurę w portrecie.
- Gdzie są te dormitoria ?
- Chyba to jest ta wieża naprzeciwko, sowiarni.
- No to chodź.
Poszłyśmy korytarzem prowadzącym do sowiarni.
- Czekaj, sowiarnia jest w prawo, to jej pokój będzie w lewo.- powiedziała Ginny.
- Czekaj mam mapę Huncwotów.- powiedziałam wyciągając z kieszeni kawałek pergaminu i różdżkę.- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.- powiedziałam, a na pergaminie zaczęły przenikać, różne linie i już po chwili była, gotowa do odszukania Miony.
- Popatrz tu jest !- powiedziała Ginny i pokazała mały dymek z „Hermiona Granger”
- Jest  w wieży naprzeciwko sowiarni, czyli w lewo. Koniec psot !
Ruszyłyśmy przez korytarz, do jednej z nielicznych wież w Hogwarcie.
Zapukałam do drzwi z herbem Gryffindoru.
- Miona ?
- Wejdźcie.- usłyszałam głos przyjaciółki.
Otworzyłyśmy drzwi i kuknęłyśmy do pokoju. Hermiona leżała na wielkim łóżku i patrzyła na ogień w kominku. Usiadłam w jednym z foteli, a Ginny usiadła na końcu łóżka. Miona płakała.
- Hermiono ? Wszystko dobrze ?- zapytała Weasleyówna.
- Nie, nic nie jest dobrze.
- Co się stało Miona ?
- On wie.
- Kto i co wie ?- zapytałam.
- Malfoy.
- O czym on wie ?
- Jak zerwaliśmy z Fredem.- powiedziała i ukryła twarz w poduszkę.
- Skąd ?- zapytała Ginny.
- Nie wiem. Ale jak weszłam do łazienki on akurat się przebierał więc zamknęłam oczy, a on na to „ Po co zamykasz oczy Granger ? I tak dobrze wiemy, że ten twój chłoptaś, nie miał takiego ciała”, kazałam mu się zamknąć, a on na to, że najwidoczniej mu nie wystarczałam i znalazł sobie kogoś na pocieszenie. Ja nie wiem jak mam dzisiaj z nim iść na patrol.
- Wredna zakłamana kreatura.- powiedziała Ginny.
-  Miona, najważniejsze, że dasz radę.- powiedziałam.
- Skąd taka pewność ?
- Zawsze dajesz radę, pamiętasz ?
- Ale teraz to co innego.
- To jest właśnie to samo.
- Dzięki Maja.- powiedziała, na co mocno ją przytuliłam .
- Na mnie zawsze możesz liczyć.
- Na nas dwie.- powiedziała Ginny, uśmiechnęłam się.
- Tak, na nas dwie.- poprawiłam się.
- Maja, chyba zaraz będziesz musiała iść na patrol.- powiedziała Miona. Spojrzałam na zegarek. 19.30, a niech to szlag.
- Tak, faktycznie, musimy już wychodzić jeżeli mam odprowadzić Ginny do wieży.
- Mogę iść sama.- powiedziała.
- Nie, nie możesz, bo za chwilę zacznie się patrol, na którym nie powinno ciebie być, a poza tym obiecałam Harremu, że cię odprowadzę. No już jazda idziemy, a Miona da sobie radę.- powiedziałam i pocałowałam dziewczynę w policzek.
Wyszłyśmy z pokoju i ruszyłyśmy schodami w dół.
Kiedy byłyśmy przy portrecie, Ginny odwróciła się i spojrzała mi w oczy.
- Ty coś wiesz, prawda ?
- Co wiem, Ginny ?
- O tym Malfoyu, o tych prefektach i o Fredzie ?
- Ginny, nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz.
- Jak, nie wiesz Maja ? Nie wiesz dlaczego Miona jest prefektem? Nie wiesz Dlaczego Fred całował Angelinę ?
- Miona, została prefektem, bo Padma zrezygnowała. A skąd mam wiedzieć, czemu Fred całował Angeline? Sama chciałabym to wiedzieć. – powiedziałam do przyjaciółki.
- Na pewno ?
- Na pewno.- przyjaciółka mocno mnie przytuliła i przelazła przez dziurę w portrecie.
Pobiegłam na drugie piętro, gdzie miałam spotkać się z Cedriciem. Wbiegłam na kogoś, kto mnie przytrzymał. Spojrzałam w górę. Cedric się do mnie uśmiechał.
- No nieładnie biegać, po korytarzu.- powiedział do mnie.
- Och, przepraszam, panie władzo.- powiedziałam uśmiechając się do niego.
- To jest tylko ostrzeżenie.
- Och. Naprawdę ? Bardzo dziękuję.
- Dobra, bez wygłupów.
- Dobra, dobra.
- Idziemy.
- No idziemy, spokojnie.
- Dobrze.
- No.
Szliśmy tak przez chwilę w milczeniu.
- Maja ?
- Tak ?
- Co sądzisz o Marcie Black ?
- Marta Black ? Marta, jest świetną przyjaciółką, potrafi świetnie zrozumieć i jest strasznie podobna do swojego ojca.
- A czyby była zainteresowana przeciętnym Cedriciem Diggorym ?- zapytał, na co się uśmiechnęłam.
- Sądzę, że jest i to bardzo. Wiesz ona potrafi strasznie się ekscytować, jak tylko powiesz do niej „cześć”.
- Mam u niej szanse ?
- Tego nie wiem, musisz sam ją o to zapytać.
- Jak mam zapytać ? „Cześć, jak sądzisz miałbym u ciebie jakieś szansę ?”
- Nie, no może nie tak. Ale może zaprosisz ją w na sobotę do Hogsmade ?
- Dobry pomysł. Dzięki. Ale jak mam ją zapytać ?
- Przecież często siedzicie sami w Wielkiej Sali, bo jesteście najwcześniej. Gadacie o czymś. To po prostu się zapytaj.
- No nie wiem.
- Ty się stresujesz. No nie wierzę. Ty masz stracha ? Przecież przy Cho zawsze byłeś taki wyluzowany.
- No widzisz to świadczy, o tym, że naprawdę czuję coś poważniejszego do tej dziewczyny.
- Cedric, nie masz czego się bać. Marta pewnie będzie w siódmym niebie jak ją zaprosisz na sobotę.
- Tak sądzisz ?
- Tak, tak właśnie sądzę.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
[ Hermiona Granger ]
Och ! Co za koszmarny dzień ! Najchętniej bym cofnęła się do rana.
Weszłam do swojego dormitorium dla prefekta naczelnego. Co jeszcze dzisiaj mnie czeka? No tak jeszcze ten idiotyczny patrol z Malfoyem ! Trudno.
Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej bluzkę z 3/4 rękawkiem, długie jasno dżinsowe rurki i błękitne trampki. Zajęcia dzisiaj były okropne. Moi przyjaciele o mało nie spóźnili się na pierwszą lekcję i nie chcą mi powiedzieć z jakiego powodu.
Weszłam do łazienki, nie pukając. No bo po co ? Skoro to moja łazienka, nie zważając na to, że po drugiej stronie drzwi ma Malfoy, to jest przecież moja łazienka jak i jego. No i popełniłam pomyłkę, bo on akurat tam stał. Miał na sobie tylko dżinsy, ani koszulki, albo chociaż byle jakiego T-shirtu.
- Puka się, Granger !
- To się zamyka drzwi. Nie zapomniałeś Malfoy, że to też moja łazienka ?!
- Jakże bym mógł zapomnieć ? Że muszę dzielić jedną łazienkę, z taką szlamą jak ty !
- Och no proszę, bo o to i nasz cudowny czarodziej czystej krwi !
- No i oczywiście. Po co ten sarkastyczny ton Granger ? Przecież to prawda.
- Och, no tak przepraszam, jakże ja tak mogłam wyśmiewać najcudowniejszego faceta w naszej szkole ? A tak przy okazji jak tam Pansy, Malfoy ?
- Proszę cię. Po co zmieniasz temat ? Pansy i mnie nic nie łączy.
- Och. Oczywiście, że nie ! Oprócz tych cudownie przeżytych razem wspólnych nocy. Wiesz co brzydzę się tobą Malfoy.- powiedziałam i zamknęłam oczy.
- I po co zamykasz te oczy ? Czyżby Weasley nigdy nie stał nigdy przed tobą w nagim torsie  ? Zresztą nie wiem co ty i Potterowa widzicie w tych Weasleyach.
- Może, to, że nie uważają się za lepszych tylko dlatego, że są czystej krwi.
- Tak, tak właśnie widać. Weasley umie się zabawić co, Granger ?
- O co ci chodzi ?
- Nie mogłaś go zadowolić, więc znalazł sobie inną zabawkę.
- Przymknij się wreszcie.
- Och i o to dziś mało by się nie zabili ? Ten twój Weasley i ten czarny jak on ma ? Lee Jordan ?
- O czym ty gadasz Malfoy ?
- Oooo, przyjaciółeczki ci nie powiedziały ?
- Co miały mi powiedzieć ? Mów, że do cholery wreszcie Malfoy !
- Och biedactwo ! Nie słyszałaś ? Ten cały Jordan, próbował dzisiaj zabić Freda ! Ach i to nie wszystko, ten chłoptaś Potterowej, jak mu ? George, no tak. Chciał stanąć po stronie brata i by już oberwał Drętwotą, gdyby nie nasza kochana Majeczka ! Zresztą sama też ryzykowała, bo już Gryfon próbował rzucić na nią Cruciatusa, a ta pięknie powaliła go Drętwotą. Wszystko dla ukochanego, czyż nie ? Ach, jak ta miłość potrafi namącić w głowie.- powiedział tak, jakby komentował przebieg meczu quidditcha.
- Nie opowiadaj głupot. Na pewno to przed chwilą to wymyśliłeś.
- Spytaj przyjaciółek, kochanieńka. I powiem ci, że jak się rumienisz to dodaję ci to jeszcze więcej uroku.
Usłyszałam zamykanie drzwi. Spojrzałam w lustro. Boże co się ze mną dzieję ?! Miona wyluzuj, przecież to Malfoy. Ten cholerny skurwiel. Przebrałam się w ciuchy, które wybrałam. Ubranie wypsikałam wiśniową mgiełką. Włosy porządnie rozczesałam. Wyszłam z łazienki. Mundurek włożyłam do kufra. Położyłam się na łóżko.
***
Dziewczyny wyszły z mojego dormitorium. Czuję się trochę lepiej. Zawsze potrafią poprawić mi humor. Ale teraz czeka mnie najgorsza atrakcja dnia. Patrol z Malfoyem.
Wstałam z łóżka. Nie mam zamiaru się przebierać. Co mi zrobią ? Nic. Przypięłam odznakę do bluzki. No gotowe. Za chwilę powinnam się spotkać z Draco, ale to jeszcze chwile. Jest 19.30, Maja kończy patrol za pół godziny.
Chwyciłam książkę od eliksirów i zaczęłam ją przeglądać. Jest o wiele lepsza niż podręcznik od Czarnej magii.
Minęło 15 minut, a ja już przeczytałam 4 tematy. Coś jest nie tak. Coś jest nie tak ze mną.
Zaczęłam krążyć po pokoju. Czy Malfoy, mówił prawdę ? Nie zapytałam dziewczyn, nie miałam odwagi. Co jeśli to prawda ? Co jeśli oboje chcieli się pozabijać ? Nie chce wiedzieć. Fred mnie zranił. Najchętniej chciałabym, aby ten ostatni miesiąc spędzony z nim wymazał mi się z pamięci. Nie potrafiliśmy wytrzymać. Zaczynam podziwiać Maję, mimo tylu przeciwnością losu, potrafi jeszcze odnaleźć szczęście i potrafi o nie walczyć. A George, jeszcze nigdy nie widziałam, aby ktoś tak patrzył na dziewczynę. Nawet mój tata tak nie patrzy na moją mamę. On o nią walczy, nie poddaje się. A Fred, co ? Najzwyczajniej się poddał. Nie pobiegł za mną, nie chciał wytłumaczyć. Poddał się i już nigdy nie będzie tak jak było. Może będziemy przyjaciółmi, gdy znajdziemy, kogoś kto będzie taki jak George dla Mai.
19.55. Wyszłam z dormitorium. Zaczęłam schodzić po schodach gdy usłyszałam czyjś głos.
- I co Granger idziesz sama na patrol ?
- Miałam taką nadzieję.
- Uważaj Granger. Miałbym stracić okazję popatrzenia sobie na twoje tyły ?
- Malfoy przeginasz.
- Kręci cię to.
- Pomarzyć sobie możesz.
- Za marzenia nie karają.
- No nie.
Szliśmy tak przez pół godziny.
- Wiesz co Granger ?
- Czego, Malfoy ?- jak to powiedziałam, zaczął się śmiać.
- Przypominasz mi Potter, tym swoim sposobem mówienia.
- I to mam wiedzieć ?
- Nie. W sumie to jak na szlamę, jesteś całkiem atrakcyjna.- poczułam, że się rumienię.
- Malfoy, jakie tabletki dzisiaj brałeś ?
- Hmmm. Chyba rutinoscorbin ? Tak, to jest ten lek, prawda ?- zapytał, na co przytaknęłam.- No więc przedawkowałem rutinoscorbin.- powiedziałam, na co parsknęłam śmiechem.
- Rutinoscorbin, to lek na odporność.- powiedziałam, a ten się zmieszał.
- I co ? Nie da się go przedawkować ?
- Nie, a co chcesz się ukatrupić ? Z chęcią ci dam o wiele lepsze do przedawkowania.
- Nie dzięki z twojej uprzejmości wole nie korzystać.
- A szkoda. Byłoby z czego się śmiać.
- Bardzo śmieszne.
- Wiem.
Zaczęliśmy patrolować kolejne piętro.
- Och, Granger, każdy twój chłopak wychodzi niewypałem.
- Malfoy, aż tak bardzo cię interesuje moje życie, czy może chcesz książkę napisać ?
- Nie wściekaj się już tak.
No przynajmniej ten patrol był dosyć spokojny. Rozmowa z Malfoyem, trochę się kleiła. Ale co mnie to obchodzi ?
[ Maja Potter ]
- Jesteś kompletnym idiotą !- krzyknęłam na rudego.
- A co mam ci poradzić, że ją kocham ?- zapytał.
- Kochasz , kochasz ? Proszę cię ! Tak, kochasz, że nie chciałeś mi o tym powiedzieć ?
- Chciałem, zobaczyć jak długo to się pociągnie !
- I co ile już to trwa ?
- Od półtora tygodnia.
- Dla mnie jesteś skończonym idiotą !
- A to czemu ?
- Chciałeś to wszystko przed nami ukrywać, bo co ? Bo bałeś się ! Najzwyczajniej się bałeś.- nawrzeszczałam na Weasleya.
Cedric, który przyglądał się całej tej scenie, stał z tyłu. Odwróciłam się do niego, na co chłopak wyłożył swoje ręce, a ja wpadłam mu w ramiona.



środa, 6 lutego 2013

Rozdział 20."Nie będę opowiadać kłamstw."

No witam, witam <3 Po pierwsze chciałam przeprosić, że znowu musieliście czekać na rozdział tak długo, ale wiecie zaległości po chorobie, próby i treningi -.- No ale nic, zapraszam do siebie na rozdział 20 i mam nadzieję, że chociaż trochę wam to wyjaśni o co chodzi Severusowi i Draconowi ;d





Rozdział 20.
Siedziałam razem z Ginny i pocieszałyśmy Hermionę. Boże do czego doprowadziliśmy ?! Doprowadziliśmy?! Tak pewnie Maja zwal na wszystkich oprócz na siebie !
- Hermiona, ej zobaczysz wszystko się wytłumaczy.- powiedziała ruda.
- Tak, Miona jestem pewna, że to był ja wiem impuls ?- powiedziałam krzywiąc się na samo wypowiedziane przeze mnie słowa.
- Impuls ? Dobre sobie ! Ja mu pokaże impuls !- powiedziała i wybiegła z pokoju.
- Miona, czekaj !
[ Hermiona Granger ]
Wybiegłam z pokoju, usłyszałam jeszcze głos Mai. Ruszyłam biegiem w stronę pokoju wspólnego. Czuję jeszcze łzy na policzkach. Dobiegłam do salonu i stanęłam przed fotelem.
- Miona ?- usłyszałam głos Mai. Odwróciłam się do niej i rzuciłam jej się na szyję. Poczułam jak dziewczyna mnie obejmuje, pozwoliłam łzą ponownie wyjść na jaw.
- Co jest ?- zapytał Ron.
- Kiedyś wam sama opowie.- powiedziała Ginny.
- Nie, opowiem teraz.- powiedziałam wyrywając się z uścisku przyjaciółki. Usiadłam na fotel i spojrzałam na Rona.- Twój brat to kompletny kretyn, palant i idiota...- powiedziałam i w tej samej chwili do salonu przez dziurę przelazł Fred.
Rzuciłam się na niego z pięściami i zaczęłam go tłuc po torsie.
- Jesteś bezdusznym pajacem, któremu pozwoliłam poprowadzić większość swoich szczęśliwych momentów w życiu, nie potrafię już na ciebie patrzeć. Jesteś zadowolony z siebie ? Kretyn, palant idiota. Boże dlaczego mnie musiała się zdarzyć pieprzona nieodwzajemniona miłość ?
- Miona, już dobrze.- powiedziała Ginny i chwyciła mnie za ramiona. Spojrzałam jej w oczy.- Hermiona opanuj się.- powiedziała do mnie.
   Wyprostowałam się, odwróciłam do chłopaka i spojrzałam w jego brązowe oczy.
- Koniec z nami.- powiedziałam i pobiegłam w stronę dormitorium.
[ Fred Weasley ]
Czułem jak Hermiona obkłada mnie pięściami i nic nie robiłem nie byłem w stanie.Nie jestem pewny w ogóle do czego doszło. Jedyne słowa, które wyraźnie zrozumiałem to "Koniec z nami". Chciałem pobiec za nią, ale Ginny mnie zatrzymała.
- Nie. Ona musi zostać sama. Jeżeli tak zadecydowała, to tak zostanie, nie znasz Hermiony ?- powiedziała do mnie.
- Znam i kocham !- warknąłem na siostrę.
- Tak ?! To dlaczego całowałeś Angelinę ?
- Sam nie wiem !
- Że co robił ?- zapytał Lee.
- A może prędzej to ona ciebie całowała ?- zapytała Ginny.
- To też jest możliwe. Nie pamiętam, mam w głowie zupełną pustkę.
- Czyli tak jak zwykle.- powiedział Ron.
- Zamknij się stary, bo nie ręczę za siebie. - warknąłem na niego.
- Stary to ty nawaliłeś !
- Wiem ! I co mam się z tym pogodzić ? Że ją kocham, a jednak nic z tego ?- zapytałem dziewczyn.
- Tak, będzie najlepiej, dla was obu.- powiedziała Maja.
- Dobra, dam sobie spokój, póki co.- powiedziałem i poszedłem do dormitorium.
[ Maja Potter ]
Słońce zaczyna powoli wschodzić, a ja nie śpię już od godziny. Dobra Maja może idź się ubierz i przyszykuj do zajęć. Wstałam wzięłam z kufra wąskie czarne rurki, białą bluzkę, krawat z barwami Gryffindoru, czarny rozpinany sweterek i czarne trampki. Weszłam do łazienki, włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Zęby wyszorowałam, na twarz nałożyłam lekką warstwę pudru, a usta wymalowałam błyszczykiem. Mundurek wypryskałam truskawkową mgiełką. Spakowałam książki na zajęcia i wyszłam z sypialni. Doszłam do salonu i spojrzałam na zegar.
6.00. Nie jest tak źle. Usiadłam na fotel i się w nim skuliłam, chwyciłam książkę od Obrony Przed Czarną Magią i zaczęłam ją przeglądać.
Po co im szpiedzy ? To się nie uda. Na pewno się nie uda, Hermiona, nie zakocha się w Draconie. Ona by tak nie potrafiła. Nie skacze z kwiatka na kwiatek jest za bardzo wrażliwa. A Malfoy ? Malfoy, w życiu nie stanie przeciwko rodzicom. W co oni wierzą ? Najlepiej niech sobie nie robią nadziei. Nadzieja matką GŁUPICH ! Hermiona i szpieg w domu Malfoyów, na dodatek przy Voldemorcie.
To nierealne. Jeszcze po zerwaniu z Fredem. Mówiłam dajcie mi eliksir wielosokowy, wyjdzie lepiej. Nie ! Ty masz zostać w zamku i czekać. Mhm... już czekam. Zanim zostaną parą minie dobre półtora  miesiąca, nawet Draco nie jest w stanie szybciej przekonać Granger. Potem żeby się zgodziła pojechać do niego na święta. I to wszystko jeżeli pójdzie po ich myśli. Ale nic nigdy nie wiadomo. Trzeba czekać i uważać. Przeczę sama sobie.
Snape i Malfoy naprawdę są tak głupi, aby uważać, że Miona jest tak płytka ? Mam udawać przed przyjaciółmi, że nie mam zielonego pojęcia dlaczego Draco zaczyna startować do Hermiony ? To jakiś obłęd.
6.30. Usłyszałam czyjeś kroki.
- Moje słońce się już uczy ? O tak wczesnej godzinie ?- usłyszałam Georga.
Odwróciłam się do niego, spojrzałam w jego brązowe oczy. Uśmiechał się do mnie.
- Ktoś musi.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
- No niby tak.- powiedział i usiadł koło mnie. Wyglądał na zmartwionego.
- Co się stało ?-  zapytałam go.
- Cały czas myślę o Fredzie, nie mogę zrozumieć dlaczego on ją całował ?
- Ja też nie.- powiedziałam.
Nie wcale ! Przecież to ty w tym wszystkim pomogłaś !
- Idziemy na śniadanie ?- zapytał mnie chłopak.
- Może poczekamy na resztę.
- Ok.- odpowiedział mi.
 Sięgnął to torby i wyjął z niej małe pudełeczko. Otworzył je, a w środku jest pełno małych kolorowych pastylek. Wytrzeszczyłam oczy na nie i spojrzałam na Georga.
- Co to jest ?
- Bombonierki lesera. Chcesz spróbować ?- powiedział z uśmieszkiem.
- Nie, dziękuję.- odmówiłam, spodziewając się, że to jest jeden z wynalazków bliźniaków.
- Jak chcesz.- powiedział i wziął fioletową pastylkę do buzi.- Na pewno ?
- Na pewno.- powiedziałam.
Ktoś zaczął schodzić po schodach i już po paru sekundach pokazała się nam Hermiona.
- Hej.- przywitała się z nami.
- Hej Miona.- powiedziałam do dziewczyny, która usiadła w fotelu obok mnie.
Oczy ma całe zapuchnięte. Przytuliłam dziewczynę. Usłyszałam jak zaczyna szlochać. Gryfonka mocniej się do mnie wtuliła.
- Hej, Miona... Miona zobaczysz wszystko się ułoży. Nie będzie, aż tak źle. Słyszysz mnie ?
- A co jeśli nie ?
- Pewnie, że tak, zobaczysz. Chodź, pójdziemy na śniadanie i na zajęcia i jakoś ci ten dzień minie, co ?
- Dobra, mam ochotę na naleśniki z masą polewy czekoladowej.- powiedziała, wstając z fotela. Uśmiechnęłam się do niej, na co szatynka odpowiedział mi swoim jednym z cudownych uśmiechów.
- No to chodź na te naleśniki.
Ktoś zaczął schodzić po schodach, odwróciłam się w stronę sypialni chłopaków i zobaczyłam Harrego.
- No hej.- powiedział czarnowłosy.
- Hej, Harry idziesz z nami na śniadanie ?- zapytał George.
- Jasne.
Wyszliśmy na korytarz i ruszyliśmy w stronę Wielkiej Sali.
- Dzisiaj pierwsza lekcja OPCM.- powiedział Harry.
- Co jak to pierwsza ?- zapytałam przyjaciół.
- No tak, ta cała Umbridge rozchorowała się na początku roku szkolnego i dopiero dzisiaj z nią mamy.
- Mmmm, czyli nie opuściła mnie żadna lekcja, więc fajnie.- powiedziałam do nich z uśmiechem.
- Tak, mam nadzieję, że będzie umiała nas przygotować do sumów.- powiedziała Hermiona.
- Na pewno.
Doszliśmy do jadalni. Hermiona podeszła do swojego miejsca i nałożyła sobie naleśniki z czekoladą. Zaczęłam się śmiać i usiadłam obok niej.
- No widzisz Miona, masz swoje naleśniki.- powiedziałam do niej.
Po piętnastu minutach w do Sali przyszła Gin z resztą swoich braci i Martą. Jak tylko Fred usiadł, to Hermiona się wzdrygnęła.
- Ja już pójdę pod klasę. Do zobaczenia.- powiedziała Gryfonka.
- Miona, zaczekaj.- zawołał Ron, ale ona już wyszła.
- To o której dzisiaj kończycie ?- zapytała Ginny.
- Chyba o 13.30.- powiedziała Marta.
- To o 13.40 na obiedzie ?- zapytała.
- Jasne.- powiedzieliśmy.
Chwyciłam torbę i poszłam do klasy od OPCM. Byłam już przy klasie gdy usłyszałam głos Malfoya.
- Potter !
- Co ?
- McGonagall, ma pomysł.
- Jaki ?
- A taki, że...- powiedział i wciągnął mnie do pustej klasy.- Siadaj.
Usiadłam na ławce, a on naprzeciwko mnie.
- Więc, jest tak, że chcą, aby Hermiona była prefektem naczelnym i miała dormitorium osobno.
- Ale, przecież Patil jest prefektem nacz...
- No i chcą ją poprosić i mają powiedzieć, że tu chodzi o nasze wspólne dobro.
- Myślisz, że się zgodzi ?
- Patil czy szlama ?- zapytał, a ja zacisnęłam pięści.
- Obie ?
- Patil pewnie tak, uważa, że nigdy nie chciała być prefektem, a Granger ?
- Hermiona możliwe, że tak pewnie będzie chciała być jak najdalej od Freda.
- No to czyli drugi punkt planu może być zrealizowany.
- Draco, jak wy to sobie wyobrażacie ? Hermiona się w tobie zakocha, będziecie razem. Takie o słodziutkie papużki nierozłączki.- powiedziałam z przesłodzonym entuzjazmem.- Pojedzie do ciebie na święta u boku Lorda Voldemorta, a on nie będzie chciał jej zabić ? Przecież to MUGOLACZKA ! On nimi gardzi, rozumiesz ? Ja po prostu nie wiem jak mogłam się na to zgodzić.
- Potter, wszystko będzie dobrze, on nawet się nie domyśli.
- Nie, tylko zabije ją jak tylko zobaczy. Ja nawet mówię, że on podejrzewa, że nie jesteś do końca wierny swojej rodzinie. Sam ryzykujesz - powiedziałam i wyszłam z sali.
Ruszyłam w stronę naszej klasy. Doszłam do Harrego, Rona i Hermiony. Weasley klęczał przy Gryfonce i ją pocieszał, a ja powtórzyłam okularnikowi to co powiedział mi Draco.
- Proszę, do klasy dzieci.- usłyszałam piskliwy głos.
Weszłam razem z Harrym do klasy i usiedliśmy w jednej ławce.
- Sprawdzanie Standardowych Umiejętności Magicznych, powierzchownie nazywanymi SUMY.- powiedziała landrynkowata ropucha pisząc na tablicy.- A o to i wasze podręczniki.- machnęła różdżką na książki i poprowadziła je między nami.
Otworzyłam swój podręcznik, zaczęłam przerzucać strony, marszcząc brwi. Spojrzałam na Harrego, któremu też nie spodobał się nasza nowa książka.
- Zaraz to żadnej magii nie będzie ?- usłyszałam głos Rona.
- Nie jest wam potrzebna, kochanieńki .
- Czyli nie będziemy uczyć się zaklęć obronnych ?- zapytał Harry.
- A po co ci zaklęcia obronne, chyba nie sądzisz, że ktoś mógłby cię napaść ?- położyłam rękę na jego.
- O tak sądzę.
- Tak ? A kto ?
- No nie wiem... Może Lord Voldemort ?!- wbiłam mu paznokcie w skórę. A starej ropusze sztuczny uśmiech zszedł z gęby.
- Może postawmy sprawę jasno, czarnoksiężnik o którym mówią "najpotężniejszy" nigdy już do nas nie powróci. Jasne ?
- Wcale nie, widziałem go, walczyłem z nim ! Maja ?
- Harry proszę daj sobie teraz z tym spokój, nie kłóć się, bo zarobisz szlaban.
- Za późno, po lekcjach zapraszam państwa do mojego gabinetu.
- Zaraz, zaraz jak to państwa ?
- A tak to, pani mu wierzy, to i pani ma szlaban.
- A czemu mam nie wierzyć w to skoro widziałam to na własne oczy ?!
- Dosyć ! Zajmujemy się lekcją już !
***
Zapukałam razem z Harrym do drzwi gabinetu profesor Umbridge.
- Proszę.
Weszłam razem z Harrym do pokoju. Zamurowało mnie, ściany były koloru różowego, dookoła wisiały talerze z kotami, och no proszę, nawet cukier jest różowy!
- Dzień dobry.- powiedzieliśmy.
- Witam, witam. Dzisiaj sobie trochę popiszemy.- powiedziała i wstała od biurka.- Proszę siadać.- powiedziała wskazując na krzesła.
Usiadłam przy stole i zaczęłam szukać pióra.
- Nie, nie będziecie pisać swoimi piórami, mam tu dla was specjalne. Weźcie pergamin i zacznijcie pisać "Nie będę opowiadać kłamstw."
- Ile razy ?- zapytał.
- Tyle razy ile będzie to potrzebne.- powiedziała.
Zaczęłam pisać, nagle poczułam jak zaczyna mnie coś piec na dłoni. Spojrzałam na wierzch i moim oczom ukazało się zdanie " Nie będę opowiadać kłamstw" wyryte w mojej ręce.
- Auuu...
- Tak ?- powiedziała ropucha.
- Nie nic.
***
Co jakiś czas spoglądałam na dłoń. Harry który szedł ze mną do Wielkiej Sali, cicho przeklinał nauczycielkę pod nosem.
- Cholera ! Co to za nauczycielka ? To przypomina torturę.
Na samym środku zewnętrznej strony dłoni mam wyryte zdanie, które niby co ma mnie powstrzymać od opowiadania, że Voldemort powrócił ? O nie ! A tak poza tym to nie jest kłamstwo. A że ministerstwo nie chce w to wierzyć, to już nie moja sprawa.
- Harry ! Proszę cię !
- Masz rację, cieszmy się, że już nie musimy tam chodzić.
- Tak, ale będziemy mieć pamiątkę.- powiedziałam unosząc rękę w górę.
Doszliśmy do Wielkiej Sali. Usiadłam na pierwszym lepszym miejscu i wzięłam tosta.
- Nie uważasz, że to dziwne ?- zapytał mnie.
- Co ?
- No to wszystko związane z Hermioną, to jest niebezpieczne, a oni chcą ją wykorzystać, narazić.
- Skoro Dumbledre uważa to za słuszne, to pewnie tak jest. Chociaż mi samej to się nie podoba,
- Tak. Popatrz tam jest Padma. Ciekawe czy już zmieniła stanowisko.
- Nie wiem, pójdę ją zapytać.- powiedziałam i ruszyłam w stronę Krukonki.
- Hej Maja.- usłyszałam głos Patil.
- Hej, Padma, masz dzisiaj dyżur, po Hermionie tak ?
- Co ? Nie, nie. Teraz to Hermiona jest prefektem naczelnym. Nie mówiła ci ?
- Nie, nie. Miałam szlaban.
- Och...
- No, przepraszam, ale idę porozmawiać z Mioną.- powiedziałam i pomachałam dziewczynom na pożegnanie.- Harry, chodź. No dalej !- powiedziałam do brata i wyszłam z Sali.
Przeszłam przez dziurę w portrecie.
- Gdzie jest Miona ?- zapytałam przyjaciół.
- W dormitorium.- powiedziała Ginny.
Pobiegłam w stronę naszej sypialni, weszłam i zobaczyłam Hermionę siedzącą przy swoim kufrze.
- Miona !- krzyknęłam i podbiegłam do przyjaciółki.- Słyszałam ! Prefekt naczelny? No nieźle ! Ale obiecaj mi, że będziesz miała dla nas czas.
- Też się cieszę.- powiedziała.- I no coś ty dla was zawsze będę miała czas !
- No ja myślę. A teraz trzeba cię spakować. No już dalej !
Wstałam i pomogłam przyjaciółce się spakować.
***
Po piętnastu minutach Miona była już gotowa do nowego dormitorium.
-Obiecaj.- powtórzyłam na co dziewczyna szeroko się uśmiechnęła.
- Obiecuję.- powiedziała i się we mnie wtuliła.
- No to jutro się widzimy w Wielkiej Sali na śniadaniu pani prefekt naczelna ?
- Jasne, że tak.
Wyszłyśmy z dormitorium i zeszłyśmy do pokoju wspólnego Gryfonów.
- Miona, a ty gdzie ?- zapytał Ron.
- Zostałam prefektem naczelnym.- oświadczyła i wyszła z pokoju wspólnego.
Usiadłam i wtuliłam się w Georga, poczułam jak chłopak całuje mnie we włosy.
- Jak to została prefektem naczelnym ?- zapytał Ron.
- Padma zrezygnowała. Miałam ja niby zostać prefektrm, ale nie chciałam i zaproponowałam Mionę.- skłamałam.
- I ona się zgodziła ?
- Tak. Wiecie, chce się na trochę odłączyć. Ale obiecała mi już, że nie odstawi nas na bok. Więc jest dobrze.- powiedziałam z uśmiechem.
- Ale jak odłączyć?
- No przez Freda. Nie jest jej teraz lekko. A ona potrafi sobie sama z tym poradzić. A za chwilę i tak ma pierwszy patrol z Malfoyem.
- Z MALFOYEM ?!
- No tak, przecież on też jest prefektem naczelnym.
- Ale to oznacza, że ona musi przebywać w jego towarzystwie !
- Hermiona sama się na to zgodziła, przecież wiedziała, że ona jest prefektem !- powiedział Harry.
- No wiem. Maja lepiej zobacz co jest w sobotę.- powiedział Ron. Zamurowało mnie. Czyżby pierwsze wyjście do Hogsmade?
Podbiegłam do tablicy z ogłoszeniami. Pierwsze wyjście do wioski czarodziejów ! Pierwsze piwo kremowe w tym roku. Wygłupy z Georgem w sklepie Zonka. I pierwsze zakupy w Miodowym Królestwie.
- Wyjście do Hogsmade ?!
- No.- powiedział Harry.- Możemy napisać Syriuszowi i Remusowi, że mogą nas odwiedzić.
- Dobry pomysł.- momentalnie spojrzałam na Gin, to ma być ich rocznica.- Ale chyba, aż tak się za nimi nie stęskniliśmy. Może następnym razem.
- No w sumie.- znowu zerknęłam na Ginny, na jej twarzy malował się wyraz podziękowania. Przecież to ma być ich dzień. A ja będę mogła go fajnie i spokojnie spędzić z Georgem.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 19."Mamy zadanie, Potter."

No witam, witam *.* Mam dla was rozdział 19 ;D Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale ciężko się piszę z gorączką -.- Zachęcam do czytania i komentowania.<3



Rozdział 19. 
Flitwick opowiadał nam o skutkach nieprzygotowania do Sumów, o najlepszej pracy, którą oczywiście okazała się moja. No przecież oczywiście. Potter musiała oddać najlepszą pracę. Jestem zła sama, na siebie, za cholerny umysł. 
- No dobrze kochani, do zobaczenia w piątek.
- Do widzenia, profesorze.
Wyszłam z klasy. Ruszyłam w kierunku wieży astronomicznej. 
- Potter, zaczekaj.- usłyszałam Dracona. 
- Czego, Malfoy ?
- Mamy zadanie, Potter. 
- Jakie do cholery ?
- Jako prefekci mamy poinformować siódmą klasę twoich Gryfonów i moich Ślizgonów, że nie mają dzisiaj eliksirów, bo profesor Snape jest chory.
- Kiedy mają eliksiry ?
- Za chwilę.
- Czyli trzeba iść do lochów. A jak nie zdążę przez ciebie na astronomię, to cię uduszę.
- Spokojnie zdążysz.
- Mam nadzieję. A ty przecież masz z nami ? 
- No mam. Dobra, dalej idziemy.
Ruszyliśmy schodami w dół. Usłyszałam śmiechy ludzi. Niech zgadnę, Fred i George robią sobie żarty, z tymi swoimi wynalazkami ? Spojrzałam na Malfoya, uśmiechał się do mnie. Byliśmy już przy klasie do eliksirów. 
- Wiesz co chyba jednak nie zdążymy na astronomie.- powiedział Draco. 
- Co ? Dlaczego ?
- Mamy odwołać lekcje u siódmych klas, ale profesor Snape ma ci coś do powiedzenia. 
- Że jak ? 
- Cicho.
- Draco, jeśli to kolejny twój głupi żart to sobie lepiej daruj !- wrzasnęłam na niego. 
- Maja ?- usłyszałam głos przyjaciół. 
Ślizgon położył mi dłoń na ustach i poprowadził do tylnych drzwi od gabinetu profesora. Wepchnął mnie przez nie i posadził na krzesło. Odsłonił mi usta, koło biurka stał profesor Snape. 
- Draco idź do nich i powiedz, że lekcji nie mają. 
Malfoy skinął i wyszedł przez główne drzwi do sali od eliksirów. Zauważyłam dwóch wysokich rudych chłopaków, którzy próbują się wepchnąć do klasy. 
- Dzisiaj zajęć nie macie możecie iść do dormitoriów.- powiedział Malfoy. 
Spojrzałam w drugą stronę i zobaczyłam Angelinę stojącą z wytrzeszczonymi oczomi. Pokręciłam głową, żeby nic nie robiła. "Powiedzieć komuś ?" powiedziała bezgłośnie i palcem wskazała na Georga. "Nie !" chciałam krzyknąć, ale się powstrzymałam. Ślizgon zamknął drzwi i podszedł do krzesła obok, usiadł. 
- Mogłam przynajmniej im zostawić kartkę z wiadomością kto mnie zabił.- warknęłam na Malfoya. 
- Opanuj się Potter. Nikt tu nikogo nie będzie zabijać.
- Co za pocieszenie.- zadrwiłam. 
- Potter. Kazałem cię tutaj przyprowadzić, bo mamy ci coś ważnego do powiedzenia, dotyczącego twojej przyjaciółki.
- Jakiej ?- zdziwiłam się. 
Jeżeli chodzi o to, że Ginny nie radzi sobie z eliksirami, to nic nowego, ale czemu mi mają zamiar o tym powiedzieć ? 
- Chodzi o Hermionę Granger.
- Dobrze więc słucham, o co chodzi ? 
- Więc....
***
- Co, ale jak niby Hermiona ? Przecież ona pochodzi z mugolskiej rodziny !- warknęłam, po tym co usłyszałam. Całe pół godziny na ten temat, przecież to niemożliwe. Jakim cudem ? 
- Uspokój się, Potter.- powiedział Snape. 
- I ty to wszystko będziesz udawać ?- zdziwiłam się, jak Draco tak może ? 
- Tak, muszę. 
- Tak łatwo ? Ale profesorze, dlaczego Hermiona ? Może ja ? Przez eliksir wielosokowy ?
- Nie ma mowy. Nie rozumiesz on wykryje. A jeżeli to wypali to będziemy mieć szpiegów.- powiedział i wskazał na Dracona.- Dumbledore, tak chce trzeba do tego dopuścić. 
- Ale czemu Hermiona ? Przecież to musi oznaczać, koniec jej związku. Ale ona jest w nim taka zakochana i jak niby to ma wypalić ?
- A znasz Maja zaklęcie Imperius ?
- Nie, nie odważycie się ! 
- Niestety i ty będziesz musiał a nam pomóc. 
- Ale jak ? 
- O to się już nie martw, ty masz za zadanie tylko przyprowadzić Granger o tej i tej godzinie tam gdzie się umówimy, a ode mnie zależy już rozstrzygnięcie całego przedstawienia i coś czuję, że jeszcze wmieszam tą waszą ciemnoskórą przyjaciółeczkę.- powiedział, a do moich oczu zaczęły napływać łzy. 
- Brzydzę się tobą Malfoy. 
- To dla mnie nie nowość.- odpowiedział mi z cynicznym uśmieszkiem.
- Kiedy ?- spytałam sama nie wierząc w to co mówię.
- Najlepiej jeszcze dzisiaj, musimy mieć sporo czasu.
- Mogę powiedzieć Harremu ?- zapytałam Snape.- Powinnam mu powiedzieć.
- Potter...
- Nie proszę was o to, żebym to powiedziała któremuś  z Weasleyów, powinnam powiedzieć to swojemu bliźniakowi przed którym nie mam żadnych tajemnic tak samo jak on przede mną, rozumiemy się ? 
- Jak musisz, tylko odpowiadasz za to, żeby on nikomu tego nie powiedział. 
- Nie powie. 
- Wasza dwójka.- powiedział profesor wskazują na mnie i Malfoya.- Jest odpowiedzialna za ważne zadanie, zrozumiano ? 
- Jasne, profesorze. 
- Idźcie do dormitorów, ja was zwolnię z reszty lekcji. 
- Nie, idę na zajęcia. Jak będę miała notatki, to Hermiona pójdzie ze mną do biblioteki. 
- Dobra, tylko na jedna godzinę i gdzie. Jasne ? 
- Oczywiście. Do widzenia profesorze.
Wyszłam razem z Malfoyem i ruszyłam w stronę wieży astronomicznej. 
- O której ?- zapytał tleniony. 
- 17.30 na dziedzińcu.- odpowiedziałam. 
- Jesteś pewna, że dasz radę ją tak szybko wyciągnąć z biblioteki ?
- Tak, uwierz to moja przyjaciółka, tylko nie wiem czy ona będzie chciała mnie znać po tym wszystkim. 
- Będzie.
- Mam nadzieję. Dziedziniec 17.30.- powiedziałam i ruszyłam do swojego stanowiska na astronomii. 
- Dzień dobry.- powiedziała psorka i podeszła do swojego biurka.- Panno Potter, gdzie pani była na zeszłej lekcji ?
- Właśnie panno Potter, gdzie pani była ?- powiedział mój brat. 
- Yyy... U profesora Snape, chciał abym mu uporządkowała jakieś zioła.- powiedziałam sama siebie nie przekonując. 
- Dlaczego nie poprosił kogoś z jego lekcji ?
- Miał z siódmymi klasami wie pani jacy są ci Gryfoni, a zwłaszcza Weasleyowie.- powiedziałam uśmiechając się do niej. 
- Dobrze, więc to on cię usprawiedliwi, tak ?
- Tak przynajmniej mi powiedział.- powiedziałam i wróciłam do swojej pracy. 
- Gdzieś ty była ?- warknął na mnie Harry. 
- U Snape.- powiedziałam mu. 
- Po co ? 
- Chodzi o ...- postanowiłam mu powiedzieć.
 Po piętnastu minutach tłumaczenia mu o co w tym chodzi spojrzał na mnie z niedowierzaniem. 
- Zgodziłaś się ? 
- Nie miałam nic do powiedzenia ! Oni to postanowili Ja, ty, Draco i Hermiona jesteśmy tylko ich pionkami w kolejnej dziwnej grze. Chciałam ja iść, za pomocą eliksiru wielosokowego może by się udało. Ale się nie zgodzili. 
- I bardzo dobrze. Ty przynajmniej masz dla nas czas, a Hermiona już zupełnie została opętana przez te jej uczucie miłości. 
- Daj spokój. Ale mam jeszcze jeden mały pomysł.
***
Wyszłam razem z Harrym z klasy i pobiegliśmy za Malfoyem. 
- Draco ! Draco zaczekaj !- złapałam go.- Angelina i Lee mają dzisiaj zaplanowaną randkę. A co gdyby ona musiała iść na trening quidditcha ? 
- Byłoby lepiej, Harry, o której możesz zrobić trening ?
- 15.30 ?
- Może być. Dobry pomysł Potter. 
- Ja mam same dobre pomysły. Tylko szkoda, że dla tak głupiej sprawy. 
- Nie przejmuj się jeszcze wszystko się ułoży.- powiedział Harry i objął mnie ramieniem. 
- Mam skrzywdzić czwórkę swoich przyjaciół, dla naszego dobra ? 
- Nie zapominaj, że jeśli my wygramy to wszystko się jakoś ułoży. 
- Masz rację. 
- Dobra, dobra.- powiedział Malfoy.- Muszę znaleźć Pansy, wiecie jeżeli ten plan ma wypalić to lepiej, żeby w tym brała udział tylko jedna dziewczyna. 
- Draco jestem pod wrażeniem, ty będziesz udawać miłość do Szlamy ?- zdziwił się Harry. 
- Harry.- skarciłam brata.
- Co poradzić ? Ja też chce mieć spokój. Cześć.- powiedział ślizgon  i ruszył w swoją drogę. 
- Do zobaczenia. 
- Hej, o czym gadaliście z Malfoyem ?- zaskoczył nas Ron. 
- A wiesz, jak zwykle się kłóciliśmy.- powiedział Harry z uśmiechem.- Myśli, że wygra. Żałosny jest. 
- W co wygra ? 
- No jak co ? W quidditcha ! Och Ron, Ron. Chodź idziemy na te wróżbiarstwo. 
Ruszyliśmy w stronę sali profesor Trelawney. Wspięłam się po drabinie i usiadłam na swoim miejscu. 
***
- Hermiona ? Hermiona jesteś tu ?- zapytałam, wchodząc do dormitorium. 
- Jestem, jestem.- usłyszałam głos przyjaciółki. 
- Hermiona, chodź pójdziemy coś zjeść.- powiedziałam i Gryfonka wyszła z łazienki. 
- Naprawdę ? Przecież jak ja wyglądam. 
-Nie przejmuj się Ronem, przecież wiesz jaki on jest, trochę się pogniewa o te zadanie z transmutacji i mu przejdzie. Ooo ! Hermiono co powiesz na to, żeby po obiedzie iść do biblioteki ? Tak wiesz, tak jak kiedyś?
- Pewnie, możemy iść. Przygotujemy prace, dasz mi odpisać notatki z zajęć.
Chwyciłam torbę i wyszłam razem z Gryfonką z dormitorirum. Przeszłyśmy przez dziurę w portrecie. Ktoś mi stanął na drodze, spojrzałam na Georga, uśmiechał się do mnie. Naprzeciwko Miony stał Fred. 
- Gdzie się panie wybierają ?- zapytał Fred.
- Do Wielkiej Sali, na obiad.- powiedziałam.
- Ymmm, to idziemy z wami.
Ruszyliśmy we czwórkę prosto do jadalni. Przy stole Gryfonów siedział już Harry z Ginny. Podeszliśmy do nich i usiadłam koło przyjaciółki. Uściskała mnie mocno, odwzajemniłam uścisk. 
- No chłopaki macie dzisiaj trening ?- zapytała Gin. 
- Tak, muszę zobaczyć, jak się trzyma kondycja moich graczy.- zaśmiał się Harry. 
- A nie powinno być najpierw naboru ?- zapytała Hermiona. 
- Nie, najpierw, sprawdzam, kogo będę musiał wymienić i jeszcze będę musiał szukać tego co nie ma w drużynie, czyli bramkarza. 
- Rozumiem.- powiedziała Gin.- No dziewczyny, to skoro chłopaki mają dzisiaj dzień zajęty, to może my coś porobimy ?
- Wiesz Ginny, my z Mają chciałyśmy iść do biblioteki. Mamy sporo prac do napisania.- powiedziała Miona.
- Ale to w niczym nie przeszkadza, bo możesz iść z nami, wiesz w bibliotece, można wyszukać sporo fajnych...- przerwałam, kiedy George i Harry na mnie dziwnie spojrzeli.- książek.- powiedziałam z uśmiechem. 
- Interesujące.-powiedziała ruda.
- Powiem ci co tak naprawdę tam jest interesujące, kiedy ta dwójka nie będzie tego słyszeć.- powiedziałam wskazując na bliźniaka i mojego brata. 
Weasleyówna zaśmiała się, po czym spojrzała na chłopaków, którzy robili poszkodowane miny. Posłałam z Gin im buziaki, na co udali, że je łapią i przybijają do polika. I tak, obiad minął nam w spokoju i rozbawieniu. 
Po godzinie, chłopaki uznali, ze już na nich pora i poszli na boisko od quidditcha. Spojrzałam na zegarek na moim nadgarstku i wytrzeszczyłam oczy, 15. Jeżeli ten plan ma wypalić musimy już iść. 
- Dobra lasencje, idziemy do tej biblioteki powyrywać jakieś ciacha i książki.- powiedziałam z uśmiechem. 
- Jasne, jasne. - powiedziała Ginny. 
Szłam za przyjaciółkami szukając przy stole Ślizgonów tlenionego. Wreszcie ! Spojrzałam na niego pokazując mu palcem zegarek na nadgarstku i mówiąc bezgłośnie "Pamiętaj.", chłopak uniósł kciuk w górę i mogłam już dołączyć do przyjaciółek. 
Weszłyśmy do pomieszczenia, w którym jest pełno książek. Usiadłam przy naszym ulubionym stoliku i zaczęłyśmy przeszukiwać książki z informacjami potrzebnymi do eseju z eliksirów. 
***
Napisałam wszystkie prace na ten tydzień. Dobra, zgadzam się z moim bratem, że ja po prostu te informacje wchłaniam. Spojrzałam na zegarek, 17.15. Trzeba się zbierać, za nim się spakujemy będzie dobre 10 minut. 
- Dobra dziewczyna, ja już mam dosyć, tych książek na dzisiaj.- powiedziałam i zaczęłam składać swoje prace. 
- Ja też.- powiedziała Gin.
- Tak, może to faktycznie wystarczy. Jak myślicie, chłopaki już wrócili z treningu?- zapytała Hermiona. 
- Nie wiem, ale możemy iść dziedzińcem i zobaczyć, czy czasem mają jeszcze trening.- zaproponowałam. 
- Dobry pomysł.- powiedziała Gryfonka.
17.25 wyszłyśmy z biblioteki i ruszyłyśmy w stronę dziedzińca. Szłyśmy w milczeniu. Co jakiś czas spoglądając na boisko. Nikt nie lata. Co za niespodzianka, przecież to wiadome ! To znaczy dla mnie, a niekoniecznie dla dziewczyn. 
17.30 jesteśmy już na dziedzińcu. Z daleka można zobaczyć rudą czuprynę przybliżającą się do Angeliny. Boże, czy Draco potrafi odróżnić bliźniaków ? Mam nadzieję. Przyśpieszyłam kroku, ale widze, że Draco postawił na bardziej namiętny pocałunek niż krótkie muśnięcie warg. Dziewczyny ruszyły za mną.  Udałam, że śmieję się z żartu, który opowiada nam Ginny. Przechodzimy obok pary. Tak ! Z czego ja się cieszę ? Maja opanuj się ! Weasleyówna upuściła książki i zakryła sobie usta. 
- Fred ?- usłyszałam głos Hermiony. 
- Miona ?- zapytał Weasley, szybko odrywając się od Gryfonki. Pomogłam Wasleyównej zbierać książki.
- Więc ty tak ! Ja ci ufam ! A ty najzwyczajniej się mną bawisz ! Jesteście żałośni. Wszyscy faceci, tacy są ! Nienawidzę cię !- powiedziała, a na  jej policzkach pojawiły się łzy. 
- Miona, czekaj proszę cię, zaczekaj.- krzyczał Fred, za Hermioną.
Ruszyłam za przyjaciółką. Wpadłam na Malfoya. Chłopak mnie przytrzymał. 
- Nie ma się z czego cieszyć.- powiedziałam. 
Znowu ruszyłam za Mioną, parę kroków przed schodami czekała na mnie Ginny. Ruszyłyśmy biegiem. 
- Mimbulius Nimbletonia.- usłyszałam głos Ginewry. 
Przeszłam przez dziurę w portrecie i rzuciłam torbę na fotel. 
- Sprawa natychmiastowa.- powiedziała Gin. 
- Harry, dzisiaj ci nie pomogę z esejem, jak chcesz przerób sobie trochę mój.- powiedziałam do brata. I ruszyłam schodami do naszego dormitorium.
Szarpnęłam za klamkę. Zamknięte. 
- Cholera !- warknęłam. Wyciągnęłam za pazuchy różdżkę i skierowałam w stronę drzwi.- Alohomra ! - krzyknęłam. 
Znowu szturchnęłam. Zamknięte. Pewnie też rzuca zaklęcia zamykające. 
- Hermiona Jean Granger, proszę natychmiast otworzyć !- krzyknęłam. 
- Nie ! Zostawcie mnie ! 
- Nie ma takiej opcji !- powiedziała Ginny. 
- Ginny, trzymaj klamkę, ja powiem zaklęcie, a ty od razu otwórz drzwi, dobra ?
- Dobra.
- Alohomora !- krzyknęłam i drzwi się otworzyły. Wleciałam razem z Gin do pokoju i padłyśmy u łóżka Hermiony.