wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział 12."Tak, to dlaczego w kieszeni masz eliksir miłosny?"

Siemaneczko *.* Planowałam, że ten rozdział dodam jutro, ale że wyjeżdżam dodaję dzisiaj rozdział 12 ;D Zachęcam do przeczytania i komentowania ;3



Rozdział 12.
Promienie słońca padały mi na twarz. Poczułam, czyjś oddech na karku. Odwróciłam się i ujrzałam piękne brązowe oczy. Rudowłosy chłopak patrzył na mnie z uśmiechem.
- Dzień dobry.- powiedział George.
- Dzień dobry.- odpowiedziałam mu.
Chłopak wpił swoje wargi w moje, ochoczo potrącając językiem o mój, który oczywiście uległ. Wplątałam mu palce we włosy i przyciągnęłam do siebie, a on cicho jęknął. Oderwał się do mnie.
- Pójdę do łazienki.- powiedział.
- Dobrze.- odpowiedziałam mu. Trzask i już go nie było.
Zaczęłam się zastanawiać, nad wydarzeniami z wczorajszego wieczoru. Na wspomnienie niektórych momentów, uśmiechnęłam się sama do siebie. Wzięłam ubrania z podłogi i zaczęłam je powoli na siebie nakładać. Trzeba iść na dół. Ale która jest godzina ? Spojrzałam na zegarek, piąta rano. Ludzie jeszcze śpią. Czekać na Georga ? Nie. Pójdę sama. Wyszłam z pokoiku i zaczęłam schodzić po schodach.
Dotarłam do swojej sypialni. Ginny w niej nie było. Może jest u chłopaków. Wyjęłam z szafy dżinsowe rurki, szary top, beżowy sweterek i do tego granatowe trampki. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się. Włosy zostawię rozpuszczone. Bransoletka mamy już wisi na moim nadgarstku, a łańcuszek od Georga na szyi. Oczy wymalowałam, a na twarz nałożyłam puder. Wyszłam z łazienki. Poczułam, że ktoś przyciska mnie do ściany i zaczyna brutalnie całować. Zarzuciłam mu ręce na szyję. A co gdyby powtórzyło się wydarzenie z wczoraj ? Nie Maja otrząśnij się. Oderwaliśmy się od siebie. Zobaczyłam Georga, ubranego w ciemne rurki, zielony gładki T-shirt na to zarzucił czarną luźną bluzę, a do tego założył czarne trampki. Uśmiechał się do mnie.
- Kocham cię.- usłyszałam.
- Ja ciebie też.- odpowiedziałam i złożyłam pocałunek na jego ustach.
Do pokoju wleciała Ginny.
- Ratunku !
- Co się stało ?- zapytałam zdenerwowaną przyjaciółkę.
- Mama !
- Co mama ?- tym razem zapytał George.
- Wpadła do pokoju chłopaków. A Rona w nim nie było. Zobaczyła mnie i zaczęła się wydzierać, teraz chce zabić Harrego. I będzie robić, przegląd we wszystkich pokojach. A tak właściwie gdzie wy wczoraj wieczorem zniknęliście?!- warknęła na nas.
Wybuchłam śmiechem. Chwyciłam obu za ręce i wyprowadziłam z pokoju. Polecieliśmy w stronę pokoju mojego brata i rudzielca.
- Z moją córką ?! Jak wy w ogóle tak możecie ?- zapytała pani Weasley patrząc to na mnie i Georga, to na Harrego i Ginny.
- Ale jak możemy ?- zapytał George matki, ukradkiem spoglądając na mnie.
- No tak... Jesteście za młodzi.
- Mamo uspokój się przecież nic się nie stało.- mówiła Ginny.
- Na pewno ?- zapytała. Gin przytaknęła.- Dobrze. A wy gdzie byliście, że nie można było was znaleźć ?
- Do góry. Rozmawialiśmy i zasnęliśmy.- wytłumaczył George. Ładne mi rozmawianie ! Zaśmiałam się w duchu.
- Dobrze. Za godzinę śniadanie. Ubrać się. I na dół.
 Poszłam razem z rudą do naszego pokoju. George został w pokoju Harrego i pogrążył się z nim w rozmowie.
- Co wy tam robiliście ?- zapytałam przyjaciółki.
- No wiesz, tak jak to ja z Harrym.
- Czyli ?- wypytywałam.
- Trochę pogadaliśmy i ...- w tym momencie Wesleyówna zarumieniła się.
- Dobra, dobra nie będę cię zmuszać.- powiedziałam, przez śmiech.
- To dobrze, a wy co robiliście ?
- No wiesz ...- czułam, jak ja teraz się rumienię.
- Nie !
- Co nie ?
- Nie mów mi, że do tego doszło ?
- Do czego doszło ?- grałam niewiniątko, Ginny zaczyna się domyślać.
- Och... Już ty dobrze wiesz.
- No możliwe, że wiem i chyba tak, do tego doszło.
- O Boże. Przecież wy jesteście za młodzi.
- Och... Gadasz jak swoja matka.
- No tak przepraszam.
- No idź się przebrać.- powiedziałam jej. Dziewczyna chwyciła ubrania i wleciała do łazienki.
Zrobiło mi się lżej kiedy powiedziałam Ginny o zdarzeniach z zeszłej nocy. I co teraz ? 7 dni i Hogwart. Znowu nauka, jeszcze na dodatek rok sumów i więcej obowiązków jako prefekt. Będzie trzeba pożegnać się z Remusem, Syriuszem, Tonks i całą resztą. Jedyny plus jaki widzę w powrocie do Hogwartu to taki, że wracam do domu. Ale są minusy. Mniej czasu dla mnie i Georga. Zajęcia do 14 i jeszcze ta nauka. Gin wyszła z łazienki. Ubrała się w dżinsowe rurki, biały sweterek przez głowę z wielką czachą na środku i pomarańczowe trampki.
- Idziemy na dół ?- zapytała mnie ruda.
- Jasne.
Zeszłyśmy na parter. Weszłyśmy do kuchni.
- Dzień dobry.- przywitałyśmy si z panem Weasleyem i Syriuszem.
- Dzień dobry dziewczynki. - powiedział pan Weasley.- Tak wcześnie wstałyście?
- Tak.
Usiadłyśmy z Ginny do stołu i zaczęłyśmy smarować kanapki dżemem truskawkowym.
- Dziewczynki, pomożecie mi dzisiaj posprzątać trochę w tym domu ? Razem z chłopcami ?- spytała pani Weasley.
- Oczywiście.
- Świetnie.
- Dzień dobry.- przywitał się Bill.
- Hej Bill.- powiedziałyśmy razem z Ginny.
- Tak wcześnie wstałyście ?
- Jak widać.
- Mama was pewnie obudziła, co ?
- Nie to nie to. Już wcześniej się obudziłyśmy.
-  Rozumiem.
Razem z Ginny zjadłyśmy śniadanie, a do kuchni wpadli George z Harrym.
- Dzień dobry.- przywitali się.
- Dzień dobry, chłopcy. Dzisiaj po śniadaniu sprzątamy w domu. Musimy trochę uporządkować w tym zagraconym domu.
- Ej ! Nie było tu żywego ducha od ponad 13 lat !- wytłumaczył się Syriusz.
- Och nie gniewaj się tak, Syriuszu.
Dziewiąta. Siedzimy wszyscy w saloniku, bo pani Weasley stwierdziła, że zaczniemy sprzątać o dwunastej. George i Fred coś kombinują. Chyba normalnie gadają od dłuższego czasu. Hermiona i Harry grają w czarodziejskie szachy, Ron i Alicja rozmawiają w kącie pokoju. A ja z Ginny pogrążyłam się w rozmowie.
- O taka, byłaby świetna.- powiedziała Weaslyówna. Oglądamy magazyny i Gin spodobała się błękitna bluzeczka z koroną na środku.
- Śliczna !
- A nad czym tak panie rozmyślają ?- zapytali nas bliźniacy.
- A nad niczym ciekawym.- powiedziałam, George usiadł za mną, a Fred pomiędzy mną a Gin.
- Na pewno ?
- Tak, tak.
Razem z Ginny oglądałyśmy jeszcze magazyny przez 15 minut gdy nagle.
- Ty się najzwyczajniej mną bawiłaś !- usłyszałam krzyk Rona.
- Wcale nie !- teraz głos zabrała Alicja.
- Tak, to dlaczego w kieszeni masz eliksir miłosny ? I za każdym razem, kiedy przychodziłem do ciebie ty mi dawałaś coś do wypicia ?
- Bo chciałam być uprzejma !
- Przez eliksir miłosny ?!
- Nawet, jeśli to co ?
- To, to że mnie wykorzystywałaś !
- Mam was dosyć ! Wracam do domu. Narazie !
- Adijos !
Alicja wyszła z pokoju. Hermiona wstała i podeszła do Rona. Chłopak ją przytulił.
- Stary ! Jak się domyśliłeś ?!- zapytał Fred.
- Chyba, to świństwo przestało działać i zauważyłem fiolkę w jej kieszeni.
- Ale jak mogłeś, tak się nabierać ?- zapytała Ginny.
- Wystarczy, że dolała tego do jakiegoś napoju.- wytłumaczyłam jej.
- Ale, żeby aż tak przeginać !- warknął Harry.
- Nie ważne.- powiedział Ron, po czym wybiegł z pokoju.
Wszyscy wybiegliśmy za nim. Ron zbiegał po schodach na dół. Ruszyłam za nim. Pobiegłam do kuchni, za Ronem. Usłyszałam jeszcze kroki przyjaciół wbiegających do kuchni.
- Mamo ! Alicja wyjeżdża !- powiedział Ronald.
- Co ? Czemu ?
- Cały czas używała na mnie eliksiru miłości !
- O Boże !- krzyknęła pani Weasley.
- Jesteś pewien ?- zapytał Syriusz.
- Jestem.
- Dobrze. Niech się spakuje i wyślemy ją za pomocą proszka Fiuu.
- I dobrze.
Cały czerwony wyszedł z kuchni.
- Lepiej już to przygotować. Co Molly ?
- Tak, tak. Maju pójdź po Alicje.
- Dobrze.
Poszłam na górę i weszłam do pokoju dziewczyny.
- Czego chcesz ?- warknęła na mnie.
- Miałam po ciebie przyjść.- odpowiedziałam jej. Usiadłam na fotel i przyglądałam się dziewczynie, która pakowała swój kufer uczniowski.- Czemu to zrobiłaś ?- zapytałam.
- Nie twoja sprawa.
- No jak nie chcesz to nie.
Po piętnastu minutach dziewczyna była już gotowa.
- No już możemy.- powiedziała Alicja.
- To idziemy.- powiedziałam.
Zeszłam z dziewczyną na dół.
- No Alicjo. Do widzenia.- powiedział Syriusz.
- Do widzenia.- odpowiedziała.
- No do widzenia.- powiedziała pani Weasley.
- Żegnam.
- Do zobaczenia w Hogwarcie.- powiedziałam jej.
- Tak, do zobaczenia.- odpowiedziała mi szyderczo.
Alicja weszła do kominka i zniknęła w zielonych promieniach. Poszłam na górę. Weszłam do saloniku, usiadłam na sofie. Spojrzałam na Rona. Patrzył sie na mnie i czekał na odpowiedź.
- No co ? Alicja jest już w domu.
- I bardzo dobrze !
***
- Jestem padnięta !- powiedziała Hermiona.
- Taaaak 8 godzin sprzątania, to nie dla mnie.- powiedział Ron.
- I pomyślcie, że jutro tak samo i pojutrze.- powiedział Fred siadając na jednym z foteli w saloniku.
- A ja mówię, że tak będzie przez cały tydzień, dopóki nie wyjedziemy do Hogwartu.- powiedziałam.
- Też, tak podejrzewam.- powiedział Harry.
- Dzieci kolacja !
- O nie ! Musimy schodzić !- powiedział Ron.
- Idziemy ?- zapytała mnie Ginny.
- Jasne.
Zeszłyśmy na dół. W kuchni byli już wszyscy oprócz Billa.
- Hej, Remus.- przywitałam się z ojcem chrzestnym.
- Witam, Maju. A gdzie Alicja ?
- Wróciła do domu.- odpowiedziałam mu.
- Och. Rozumiem.
- Tak.
- Dobry wieczór.- przywitał się Bill.
- No nareszcie ! Dlaczego tak późno wracasz ?!- zapytała pani Weasley.
- Musiałem zostać po godzinach.-wytłumaczył.
- Rozumiemy, że to teraz tak się nazywa.-powiedzieli bliźniacy posyłając bratu buziaki.
- Bardzo śmieszne.- odpowiedział im Bill.
- Maja ?- zapytał mnie Syriusz.
- Tak ?
- Kiedy Canis razem z Hedwigą i Świnką byli na łowach.
- Przedwczoraj, a co ?
- Nie nic. Chyba jutro trzeba będzie ich wypuścić.
- Też tak sądzę.
Kolacja minęła nam spokojnie, z paroma dowcipami Fred i Georga, było bardzo śmiesznie.
- Ja już idę. A ty Maja ?- spytała mnie Ginny.
- Co ? Ach... tak pewnie.
Poszłam razem z ruda do naszej sypialni.
- Boże nic mi się nie chce.- powiedziałam do przyjaciółki.
- Mi też. Mam ochotę walnąć się na łóżko i zasnąć.
 - Tak... Idę do łazienki.- powiedziałam jej z uśmiechem na  twarzy.
- Ej ! To nie fair.
- Tak, tak wiem, ale i tak idę.
- Och... no już dobra.
Weszłam do łazienki. Wzięłam szybki gorący prysznic. Pozbyłam się reszty makijażu z mojej twarzy, a mokre włosy zostawię rozpuszczone. Wyszłam z łazienki, zobaczyłam uradowaną minę przyjaciółki.
- Wreszcie.
- Tak, tak.
Opadłam na poduszki, przykryłam się ciepłą kołdrą i nawet nie wiem kiedy dałam się objąć ramionom Morfeusza.
***
TRZASK ! Nie, nie mam zamiaru sprawdzać kto to się pojawił w naszej sypialni, jestem za bardzo zmęczona.
- Harry jest w pokoju tym co zajmowała Alicja. Chciał, żebyś do niego poszła.- usłyszałam Georga.
- Deportujesz mnie ?- zapytała Ginny.
- Jasne.
Usłyszałam odgłos starych zardzewiałych sprężyn wydobywający się z materaca Gin. Chyba już ich nie było. Nie ważne. Tak mi się chce spać. Trzask ! Poczułam, że ktoś kładzie się obok mnie, przykrywa się kołdrą i mnie otula ramieniem. Iskierki... George. Wtuliłam się w niego, on pocałował mnie w czoło. Znowu dałam się objąć ramionom Morfeusza.
~*~
Długi wąski korytarz, a na końcu wielkie ciemne drzwi. Ktoś idzie obok mnie, Harry ? Tak, to chyba on. Słychać czyjeś kroki z oddali. Zaczynamy biec. Już jesteśmy przy drzwiach, gdy lecą na nas mordercze zaklęcia. Odwracamy się, a przed nami stoją dwie zakapturzone postacie i rzucają zielonymi promieniami. 
-Protego!- usłyszałam krzyk Harrego.- Na co czekasz ? Leć do drzwi. 
Machinalnie ruszyłam w stronę drzwi. Już prawie... Już... Trzymam klamkę. 
Ciemność... I co ? I że niby koniec ?
~*~
- Maja !- usłyszałam czyjś głos. Otworzyłam oczy. George.
- Cholera !
- Co ?
- Już tyle brakowało !
- Do czego ? Znowu wizja...
- Tak i już prawie weszłam za te drzwi.
- Czyli to przeze mnie nie zobaczyłaś końca.
- Nie. Właśnie nie. Jeszcze przed tym jak zacząłeś mnie budzić.
- Na pewno ?
- Tak, tak.- odpowiedziałam i pocałowałam go.- Nie martw się już tak.
- Ej ! Jak nie ja to kto ?
- Och... już dobra. Jeszcze chce mi się spać.
- No nie dziwię ci się, jest dopiero 3 nad ranem.
- O to jeszcze można pospać.- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Tak można jeszcze pospać.
- Mmmm. Dobranoc.- powiedziałam, pocałowałam go w policzek i się w niego wtuliłam.
Po raz kolejny tej nocy udałam się do krainy snów.

niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 11."Na zawsze razem?"

No witam <3 Mam dla was rozdział 11 ;D Ostatnia scenka jest opisana według mojego pierwszego przeczytanego bloga o tematyce Potterowskiej, więc bardzo was proszę bez hejtów ;D Dedykacje dla Naaatuuuu <3 i Klaudii uwielbiam czytać wasze komentarze *.*




Rozdział 11.
Siódma rano. Co znowu ? Dlaczego tak wcześnie się budzę ? Poszłam do szafy. Wyjęłam z niej zielone rurki, czarny podkoszulek i jasną dżinsową kurteczkę, do tego żółte trampki. Poszłam do łazienki. Kasztanowe włosy zostawię rozpuszczone. Bransoletka mamy na nadgarstku.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę pokoju Hardodzioba. Gdy... Trzask ! Ktoś się deportował. Ale nie na korytarzu. Usłyszałam głos Hermiony.
- Fred ?
- No.
- Co się stało ?
- Nic.
- Zostawiłeś Georga ?
- Tak. Śpi w pokoju. A co ?
- Nie nic.
I nagle wybuch śmiechu. Zaczęłam schodzić na dół. Drugie piętro. Wleciałam do pokoju bliźniaków. Jeszcze tutaj nie byłam. Pokój wymalowany na jasny czerwień, a meble w kolorach beżowym. Ustawienie mebli było dokładnie takie samo jak u nas. Zauważyłam chłopaka leżącego w łóżku, przyglądał mi się ze zdziwieniem.
- Coś się stało ?
- Nie. A w sumie co tak wcześnie robi Fred u Hermiony ?
- Skąd wiesz ? Puste łóżko...
- Nie, usłyszałam ich głosy, kiedy szłam do Hardodzioba.
- Po co szłaś do Hardodzioba ?
- Wcześnie się obudziłam i miałam zamiar z nim spędzić jakoś czas, dopóki ktoś się nie obudzi.
- Rozumiem.
Podeszłam do niego i mocno się w niego wtuliłam. Pocałował mnie w włosy.
- Co właściwie robi Fred z Hermioną tak wcześnie ?
- O ile się nie mylę, to Fred chce dzisiaj zabrać Hermionę na jakiś długi spacer.
- Tak wcześnie ?
- Nie, teraz chciał ją obudzić.
- Aha.
- Pójdę się ubrać.- powiedział, pocałował mnie w policzek i zniknął za drzwiami do łazienki w drugim końcu pokoju.
Co teraz ? Został nam tydzień i znowu do Hogwartu. Znowu zajęcia ze Sanpe'm. A obrona przed czarną magią ? Kto teraz będzie uczył tego przedmiotu ? George wyszedł z łazienki i nagle...
- Dzieci śniadanie !- krzyczała pani Weasley z dołu.
- Idziemy ?- zapytał.
- Jasne.
Zeszliśmy na parter. W kuchni panował zamęt.
- A co tu się stało ?- zapytał George.
- Tak, okazało się, że twoja mama George nie potrafi piec bułeczek w mugolskim piecu.- powiedział Remus.
- O ja...! Co jest ?- zapytał Bill.
- Dobra nie gadać tylko siadać.- powiedziała pani Weasley.
- A skąd te bułeczki ? Skoro je spaliłaś Molly.- zapytał Syriusz.
- No wiesz zna się sposoby.
- Ta, to może ja wezmę jogurt.- powiedziałam.
- Dlaczego ? Źle się czujesz ?
- Nie, nie. Po prostu nie jestem za bardzo głodna.- powiedziałam i wyjęłam z lodówki jogurt.
- Dobrze. Za godzinę trzeba przemyć ranę.
- Pamiętam.
Rana jeszcze była świeża. Kiedy mi się to zabliźni ? Nie goi się tak jak normalne rany. Przy każdym dotknięciu niemiłosiernie boli.
- Dzień dobry.- powiedzieli Harry i Ron.
- Dzień dobry.
Po 15 minutach już wszyscy byli w kuchni.
- No dzieciaczki 10:30. Jakie plany na dzisiaj ?- zapytała pani Weasley.
- Różne.- powiedział Fred.
- Dobrze. No już zmykać. MAJA !
- No przecież wiem.
Pani Weasley już czekająca z ręcznikiem i butelką na mnie.
- No pokaż mi to.- powiedziała.
Pokazałam jej polik. I poczułam ostry ból. Pani Weasley już przyłożyła ręcznik do mojej rany. Zaczyna powoli szczypać.
- No już gotowe.
- Dziękuję.
Poszłam na górę. Moja sypialnia. Miałam ochotę być sama. Ale nie dzisiaj, dzisiaj nie ma mowy.  Trzask ! George stał tuż przy drzwiach. A w ręku trzymał malutkie pudełeczko.
- Pamiętasz co dzisiaj jest ?- zapytał.
- Pamiętam.- powiedziałam i podeszłam do kufra. Pudełeczko i ramkę położyłam na łóżko.
Poczułam jak zaczął muskać moją szyję. Podchodził coraz wyżej. Aż w końcu znalazł moje usta. Nasze języki w swoim tańcu, przyciągnął mnie do siebie. Wplątałam palce w jego włosy. Oderwał mnie od siebie.
- 8 miesięcy ?- zapytał
- Taaak.
- A tak to szybko minęło.- powiedział z uśmiechem. Odwazajemniłam go.
Podeszłam do łóżka. Wzięłam pudełko i ramkę i podałam je Georgowi. Popatrzył na zdjęcie i się uśmiechnął. Odłożył prezenty na łóżko.
- Nie rozpakujesz ?
- Nie. Bo najpierw ja chciałbym ci pokazać prezent.- powiedział i otworzył małe pudełeczko.
 Ujrzałam w nim złoty łańcuszek, a na jego końcu było niewielki złote serduszko z wygrawerowanym napisem "Na zawsze". Powiesił mi łańcuszek na szyi.
- Otwórz.- powiedział.
Spojrzałam na serduszko i dopiero teraz zobaczyłam małe otwarcie. Otworzyłam a w środku było zdjęcie nas dwoje. To co wczoraj zrobiła nam Ginny.
- Dziękuję.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.- Teraz ty.
Wziął pudełeczko i je otworzył. Wyjął z niego złoty zegarek. Odwrócił i przeczytał:
-Kocham Cię.
- Może być ?-zapytałam.
- Świetny.
- Cieszę się. No to co dziś robimy ?
- Hmmm. Piknik ?
- Piknik ? Gdzie ? Przecież nie mogę wychodzić.
- A kto powiedział, że na dworze ?
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- A niby gdzie ?
- Znam tutaj świetne miejsce.- wyszeptał.
- Gdzie ?
- To chodź.- powiedział i wyciągnął do mnie rękę.
Chwyciłam go i wyszłam. Poprowadził mnie na trzecie piętro, na koniec korytarza i do ostatnich drzwi. Weszliśmy. Pokój był wymalowany na zielono, stoją tu dwa fotele i mały stoliczek. Na środku pokoju leży wielki zielony dywan a na nim czerwony koc.Porozstawiane po całym pokoju są też różne rośliny w doniczkach. Na kocu leży wiklinowy kosz.
- O Boże. Sam to zrobiłeś ?
- Wiesz pokój już był wyblakły więc odświeżyłem kolor, zmieniłem kolor dywanu i machnąłem pare razy różdżką i mamy kwiaty. Podoba ci się ?
- Jest świetnie.
- No to siadamy, tak ?
- Tak.
Usiedliśmy na kocu. George nalał mi soku dyniowego.
- Fred i Hermiona poszli na spacer ?
- Tak.
- Wypuścili ich ?
- Tak, tylko ty i Harry jesteście pod specjalną ochroną.- powiedział ze szmelowskim uśmiechem.
- Bardzo śmieszne. To nie moja wina, że przez ten rok się tyle zmieniło !
- Nie tylko przez ten rok.
- Tak. Ale ostatni był najciekawszy.
-Tak. Chociaż pamiętasz jak próbowaliście się z Harrym dostać do Hogsmade ?
- Tak.
- To wtedy z Fredem was wciągnęliśmy z powrotem do szkoły.
- I pokazaliście nam mapę Huncwotów.
- Tak. Albo mecze quidditcha też nie były nudne.
- Nudne nie, ale tragiczne.
- Masz rację. Tak zgadzam się, że ostatni rok był najciekawszy. Ale jedno od tego też jest fajne.
- No słucham.
- A jak przed drugim rokiem wykradliśmy was od ciotki i wuja latającym samochodem ojca ? A potem jak uczyliśmy cie grać w quidditcha...
- Ej, ale w końcu załapałam.
- Tak, jak posadziliśmy cię na pozycji szukającego. Jesteś tak samo dobra co Harry. Kto by pomyślał ?
- Ja. Albo jak na pierwszym roku, do skrzydła szpitalnego próbowaliście przysłać mi i Harremu sedes ?
- Pamiętam ! To były nasze początki. Żarty za mocne nie były.
- Nie. Ale nie zapomnę jak w święta na pierwszym roku goniliście mnie cała wasza czwórka po całym Hogwarcie. W całym Gryffindorze zostaliśmy tylko my. To było coś.
- Tak, tak. Mistrzostwa świata w quidditchu !
- No tak. Po meczu. Też było ciekawie.
- Ale nie o to mi chodzi, bardziej o to co w namiocie się działo.
- Ach tak. "Krum ja Cię kocham,
Do ciebie szlocham !"- zanuciliśmy.
-Tak. To była dobra piosenka. Ale też między nami coś zaczynało sie dziać.
- Tak pamiętam. Najlepsi przyjaciele.
- No, dokładnie. A jak w lesie zgubiliśmy Harrego. Takiej paniki jeszcze nie widziałem.
- No właśnie, ja wtedy jeszcze nie wiedziałam o co chodzi. To był dla mnie szok.
- Fred jak zaczął wtedy wrzeszczeć na Rona ?
- Tak. A w Hogwarcie przy czarze ognia ?
- Nie przypominaj mi.
- Dlaczego ? Do twarzy było ci z tą brodą.
- Jestem ciekawy jak ty byś wyglądała po oberwaniu eliksirem postarzającym?- powiedział i rzucił się w moją stronę.
Leżeliśmy na podłodze kulając się ze śmiechu. Brązowooki przybliżył się i mnie pocałował, tak jeszcze nie było "Już na zawsze z tobą ". Coś takiego ten pocałunek wyrażał. Oderwaliśmy się od siebie.
- Hmmm. A Bal Bożonarodzeniowy ?- zapytałam.
- Tak z pewnością moje ulubione wydarzenie z całego roku.
- Tak moje też.
***
Wieczór. Nadal byłam z Georgem w cudownym pokoju. Gdy...
- Dzieci kolacja ! I na miłość boską Maja, George w tej chwili na dół.- krzczała pani Weasley.
Wybuchnęliśmy śmiechem. Chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą prosto na parter.
- Dobry wieczór.- przywitał się George.
- No nareszcie ! Gdzie wyście byli ?
- Na górze.
- Och. Dobrze. A Hermiona i Fred już wrócili ?
- Nie jeszcze nie, mamo !- krzyczała z góry Ginny.
- No dobrze. No już siadać. I jeść !
Usiadłam przy stole. Do jadalni wszedł Remus z Tonks.
- Kochani mamy nowinę !- powiedział Remus.
Spojrzałam na nich. Oboje mieli na twarzy przyklejone uśmiechy.
- Dzieci na dół już, natychmiast, w tej chwili.- zaczęła wrzeszczeć Molly Weasley.
Po 2 minutach na dole byli już wszyscy prócz Hermiony i Freda.
- Usiądźcie.- powiedział Lupin. Każdy posłusznie usiadł.- No więc chcieliśmy wam powiedzieć, że razem z Tonks chcemy się pobrać.- powiedział, a uśmiech na jego twarzy jeszcze bardziej się powiększył.
- Co ? Och.To wspaniale.- powiedziała pani Weasley.
- Super Lupin ! Masz dziewczynę !- powiedział Syriusz.
Zamurowało mnie. Pobrać ? Ślub ? Że co ? Ale jak ?
- Gratuluję !- wykrzyczał Harry.
- Tak. Właśnie ! Ja też ! Wow. Ślub. Wielka rzecz.- powiedziałam.
- Maja. Właśnie, wiem że to trochę wcześnie, ale nie chciałabyś zostać moją druhną ?- zapytała Tonks.
- Ja ? Oczywiście.- powiedziałam. Ciesze się, że biorą ślub. Tylko to takie dziwne.
- Świetnie. No to możemy już siadać ?
- Tak, tak, jasne.
Kolacja minęła nam spokojnie.
- Maju ! Przemyjemy ranę.- powiedziała pani Weasley.
Poszłam na koniec kuchni. Pani Weasley już nalała kwas na ręcznik. Przyłożyła mi go do polika.
- Gdzie byliście cały dzień ?- zapytała i oderwała ręcznik od polika.
- Na górze.
- Tak długo ?
- Tak, rozmawialiśmy.
- Nie uważasz, że to co jest między wami, jest za silne jak na dwójkę nastolatków ?
- O co pani chodzi ?
- Czy po prostu, nie jest jak dla was za silne ?
- Myślałam, że nie ma pani nic przeciwko temu ?
- Bo nie mam, Maja zrozum martwię się o syna, a co jeżeli...
- Myśli pani, że go zranię ?
- Nie, to nie tak...
- Wie pani co, może to faktycznie nie ma sensu.
Powiedziałam i wybiegłam z kuchni. Po policzkach spływały mi łzy. Co ? Co to ma znaczyć ? Co George zrobi, gdy się dowie ? Postąpi, tak jak matka chce, czy się sprzeciwi ? Z tymi pytaniami dobiegłam do pokoju. Rzuciłam się na poduszki. Pozwoliłam łzą wyjść na jaw. Co teraz mam zrobić ? Spojrzałam na łańcuszek. Piękny napis ukazał się na nim. Co oznacza to "Na zawsze" ? Odwróciłam go. Moim oczom ukazał się jeszcze jeden napis "Razem".  Na zawsze razem ? I co to ma oznaczać ? Otworzyłam serduszko. Cudowne zdjęcie. Według mnie idealnie pasującej do siebie pary. A czy to czasem nie jest tak jak w wielu opowiadaniach ? Może się za chwilę obudzę i będzie tak jak było rano ? Nie, nawet jeśli, to chcę zapamiętać ten dzień. Cudownie spędzony z Georgem. Gdyby to miał być ostatni nasz wspólny dzień. Łzy spływają mi po policzkach.
- Maja ?- usłyszałam głos i pukanie do drzwi.
- Tak ?
Drzwi się uchyliły, a w nich stał Remus. Podszedł do mnie i usiadł, przytulił mnie mocno i pozwolił mi się wypłakać.
- Już. Już, dobrze. Spokojnie. Nie przejmuj się tym co powiedziała Molly. George zrobił jej taką wojnę,  takiej nawet ty nie zrobiłaś Syriuszowi.- powiedział, nadal płakałam. Nie mogłam słuchać, o nim, o niej !- Powinnaś wiedzieć, że Molly się myli, jesteście dla siebie stworzeni. Ile razy już was widziałem, i tyle razy sobie pomyślałem, że jesteś szczęśliwa. To do mnie przemawia. A George nie mam pojęcia dlaczego tutaj nie przyszedł, a wiem, jeszcze kłóci się z mamą.
- On wcale tego nie chce.- wyjąkałam.
- Chce. Jakby nie chciał nie kłóciłby się teraz z matką, tylko by się z nią zgodził.- teraz zauważył otwarte serduszko zwisające mi z szyi. Wziął je do ręki i się przyjrzał.- Nadal uważasz, że nie chce ?
- Sama nie wiem.- powiedziałam. I z powrotem się do niego przytuliłam.
Usłyszałam jakiś krzyk z dołu. Teraz wiem, że Remus mówił prawdę. Do pokoju wleciał Syriusz.
- Remus ! Chodź szybko ! Wszyscy się tam zaraz pozabijają.
Remus wybiegł z pokoju. Wyszłam za nimi. Zeszłam na parter i usiadłam na ostatnich schodach. Wrzaski, krzyki. To nie jest opis rodziny, którą kocham. Weszłam do kuchni. Zobaczyłam jeden wielki chaos. Harry, próbował oddzielić od siebie Syriusza i Moody'ego, a takich sytuacji tu jest więcej.
- Jesteście za młodzi !- krzyczała pani Weasley.
- Ale ja ją kocham !- wywrzeszczał George.
- Kochasz ?! Ty nawet nie wiesz co oznacza to słowo, co to za uczucie !
- Tak ? A niby kiedy mam się dowiedzieć ? Zresztą nie ważne. Nie mam zamiaru kończyć z Mają, bo ty sobie coś ubzdurałaś !- powiedział.
Szedł w kierunku drzwi, zobaczył mnie. Podszedł, złapał za ręce  i spojrzał prosto w oczy.
- Kocham cię. Wiesz prawda ?- powiedział.
- Wiem, ja ciebie też kocham George.- powiedziałam, zarzuciłam mu ręce na szyję. Przyciągnął mnie do siebie.
- Jesteście za młodzi !- krzyczała pani Weasley.
- Są wystarczająco dojrzali do takiego związku, Molly.- powiedziała Tonks.
- A co jeżeli ?
- Nic się nie stanie !- krzyknął Syriusz.- Spójrz na nich ! Chcesz ich rozdzielać ? Ja jeszcze tak dopasowanej do siebie pary nie widziałem.
- Nie chce nikogo rozdzielać. Tylko nie jestem pewna...
- Czego mamo nie jesteś pewna ?- zapytał Ron.
- No bo co jeżeli się sobą znudzą ?
- Nie znudzili się sobą przez 8 miesięcy, to czemu mają się teraz nagle sobą znudzić?- zapytała Ginny.
- Och no dobra. Przepraszam was dzieci.- powiedziała pani Weasley.
Uśmiechnęłam się blado do niej, George chyba też, tak zrobił, bo nie usłyszałam jego głosu. Przytulił mnie mocniej do siebie, tak jakby już nigdy nie chciał puścić.
- Chodź do góry.- szepnął mi do ucha.
Chwyciłam go za rękę i poprowadził mnie na ostatnie piętro, do naszego pokoiku. Zamknął drzwi i przycisnął mnie do ściany, zaczął mnie całować, tak zachłannie i namiętnie jeszcze nie było. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Zaczęliśmy iść w stronę wielkiego łóżka, którego wcześniej nie zauważyłam. Położył mnie na nim, nie przerywając naszych pocałunków. Pozbyliśmy się według nas niepotrzebnych ubrań. Zaczęliśmy się napawać urokami tego wieczoru, w którym co jakiś czas któreś z nas wypowiadało szeptem imię drugiej osoby.
Przytul mnie, tak pragnę Cię !
Przytulaj mnie - Całuj mnie !
Pocałuj mnie, zacałuj mnie !
 Muszę się zastanowić co wtedy czułam. Miłość, pożądanie, szczęście, euforię? To było spełnienie moich marzeń. Czułam jak na moim ciele pojawia się gęsia skórka, kiedy George rysował wzory na moim ciele. A jednak... Jak ja się czułam ? Na pewno czułam pożądanie i euforię ! A George ? Jak on się czuł ?
[ George Weasley ]
Czułem jak Maja wbijała mi paznokcie w plecy, słyszałem jak szeptała moje imię. Co czułem ? W duszy czułem, szczęście i pożądanie. Ile nocy marzyłem o tym co tutaj się działo ? Nie ważne, liczyła się ta chwila.

piątek, 11 stycznia 2013

Sowa..

Mam pytanie chcecie żeby pojawiła się scena +18 w 11 rozdziale ? ;D Piszcie w komentarzach :)

Rozdział 10."Cedric, będzie na ósmym roku?"

Siemanko <3 Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu -.- Zapraszam na rozdział 10 i proszę o zostawianie komentarzy ;D



Rozdział 10.
Siódma rano. Sobota. Pewnie wszyscy jeszcze śpią. Ostrożnie wstałam żeby nie budzić Georga. Wyjęłam spod poduszki jego różdżkę i wyszeptałam " infringo". Czarna zasłona zniknęła. Różdżkę schowałam z powrotem pod poduszkę i poszłam w stronę szafy. Otworzyłam starą szafę i wyjęłam z niej czarne rurki, białą podkoszulkę, czerwono-niebiesko koszulę w kratę i do tego wysokie trampki w kolorze neonowej zieleni.
Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Umyte kasztanowe włosy rozczesałam i wysuszyłam za pomocą różdżki. Ubrałam się, koszule zostawiłam odpiętą, a jej rękawki podwinęłam do łokci. Bransoletkę mamy przypięłam na rękę. Długie włosy zostawiłam rozpuszczone, tak powinno lepiej wyglądać. Rzęsy dość mocno wymalowałam. Teraz doskonale było widać ich kolor. Na twarz nałożyłam średnią ilość pudru, starannie omijając ranę po klątwie służącej do torturowania ludzi. Chciałam już wychodzić z łazienki kiedy na mojej szyi zobaczyłam niewielki czerwony ślad. Podeszłam do lustra i czerwona plama okazała się malinką. GEORGE ! Przecież nie mogę tego pokazać. Chwyciłam puder i zaczęłam warstwowo nakładać na to miejsce blady puder. Gdy skończyłam stwierdziłam, że nikt tego nie powinien zauważyć, ale na wszelki wypadek wzięłam kosmyk gęstych włosów do przodu.
Wyszłam z łazienki. Każdy jeszcze w naszej sypialni spał. Cicho wyszłam z pokoju i zaczęłam schodzić po schodach. Podeszłam do lustra, które stało na parterze i przyjrzałam się sobie. Rana, aż tak bardzo nie szpeciła mi twarzy. Podkreślone oczy od razu zrobiły się większe i ich kolor stał się bardzie intensywny. Strój rzucał się w oczy, a zwłaszcza moje trampki. Co poradzić lubię takie kolory. Stwierdziłam, że całość do siebie idealnie pasuje. Weszłam do kuchni, tak jak myślałam nikogo w niej nie było. Na blacie stał fioletowa butelka, jak przypuszczam z kwasem na ranę ? Zrobiłam sobie herbatę, a z lodówki wyjęłam jogurt. Usiadłam do stołu, wypiłam herbatę i zjadłam jogurt.
Siódma trzydzieści, gdy ludzie w tym domu śpią wydaje się taki opustoszały, przechadzałam się po parterze, jeszcze nie zdążyłam posprawdzać na dole wszystkich pokoi. Wiem, że tutaj sypialnie ma Moody. A tutaj ?
 Otworzyłam drzwi drugiego pokoju i ujrzałam pusty pokój z wymalowanymi na ścianach twarzami. Drzewo genealogiczne rodziny Blacków. Weszłam do środka. I zaczęłam przyglądać się rodzinie Syriusza. Zobaczyłam twarze Lucjusza, Narcyzy i Dracona Malfoyów. Oni byli spokrewnieni z Blackami ! Obok Dracona zobaczyłam Tonks, Tonks była kuzynką Dracona, a Syriusz był jej wujem ? No ładnie. Przyglądałam się jeszcze 10 minut rodzinie Syriusza, kiedy jedno nazwisko zwróciło moją uwagę "Potter" i była tam cała nasza rodzina. Były cztery wypalone plamy pod nazwiskami moich rodziców i dziadków. Pod Lily i Jamesem Potter ujrzałam podpisy : Maja Lily Potter i Harry James Potter. Byłam spokrewniona z Syriuszem i z Malfoyami, co oznacza, że Malfoy to mój daleki kuzyn. Boże jaki on jest obrzydliwy ! Od Syriusza była długa linia, która prowadziła do rodziny Weasleyów. No czyli z nimi też jestem spokrewniona. Super. Ale czy nie jest tak, że czarodzieje czystej krwi wiążą się z pokrewnymi sobie czarodziejami, żeby utrzymać rodzinę w nadal idealnym składzie ? Zresztą nieważne.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam dalej, weszłam do trzecich drzwi i ujrzałam niewielką biblioteczkę. Świetna ! Weszłam i zaczęłam przeglądać książki. Przeglądałam i przeglądałam i zobaczyłam tytuł tak dobrze znanej mi książki "Quidditch przez wieki." wzięłam ją do ręki i wyszłam z pokoju, ruszyłam w stronę granatowej sofy. Ósma piętnaście. Za chwilę powinni się zbierać. Usiadłam wygodnie na sofie i zaczęłam czytać książkę.
Ósma trzydzieści. Nikt jeszcze nie schodzi, a ja już prawie kończę książkę.
Dziewiąta. To już jest dziwne. Książka skończona. Odłożyłam ją na stół i poszłam na trzecie piętro do starej sypialni Syriusza. Weszłam i zobaczyłam Hardodzioba. Pokłoniłam się do hipogryfa, na co on mi odpowiedział tym samym wyrazem szacunku. Ostrożnie podeszłam i pogłaskałam zwierzę po dziobie.
- Hej Dziobek i jak ci noc minęła ?- zapytałam chociaż wiedziałam, że nie uzyskam odpowiedzi. Podałam mu worek z myszami i usiadłam koło niego. Oparłam głowę o jego tułów, a ręką zaczęłam gładzić jego białą sierść.
Dziewiąta piętnaście. Usłyszałam trzaskanie drzwi, znowu i jeszcze raz. No to teraz zaczęli się znosić.
- Już po dziewiątej ! Dlaczego nikt mnie nie obudził ?! A może dlatego, że jeszcze każdy śpi !- zaczęła krzyczeć pani Weasley.- Za pół godziny trzeba znowu obmyć Mai ranę ! Ocknęła się wreszcie ?- zaczęła wrzeszczeć po całym domu.
Chyba doszła już do kuchni, bo zaczęło coś brzęczeć.
- No Dziobek. Dozobaczenia.- powiedziałam i cmoknęłam hipogryfa  w dziób.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam schodami na parter. Weszłam do kuchni.
- Dzień dobry.- powiedziałam.
- Dzień dobry. Aaaa !- krzyknęła i upuściła garnek co wywołało brzęk.-  Maja dlaczego nie leżysz ? Obudziłam cię ?- zaczęła pytać pani Weasley.
- Co ? Nie, nie śpię już od siódmej. Nie leże, bo nie widzę takiej potrzeby, czuję się dobrze.
- Na pewno ?
- Tak. Pomóc pani ?
- O tak proszę. Mogłabyś usmażyć jajecznicę ?
- Dobrze.
Po piętnastu minutach, robienia śniadania dla tak dużej rodziny jestem wyczerpana. Pani Weasley zrobiła już twarożek, zaparzyła herbatę, i przyszykowała cały stół do jedzenia.
- Dziękuję Maju. O trzeba będzie przemyć ci tą ranę.-I sięgnęła po fioletową butelkę i ręcznik.- Pozwolisz, że ja ci ją przemyje ?
- Tak, jasne.- powiedziałam.
Pani Weasley odgarnęła włosy z mojego ramienia, w ten sam sposób malinkę, na mojej szyi.
- A co to ?- spytała zszokowana pani Weasley.
- Co ?- zapytałam.
- No to tutaj.- powiedziała i dotknęła czerwonej plamy..
Podleciałam do szyby w szafce udając, że nic nie wiem i spojrzałam.
- To siniak. Pewnie wczoraj go sobie nabiłam upadając na ziemię.- skłamałam.
- Ano tak. Przepraszam.- wyjąkała pani Weasley.
- Nie szkodzi, to może ten kwas ?
- A tak, już.- nalała płyn na ręcznik i przyłożyła go do mojego polika. Ból przeszywający moje ciało, był nie do wytrzymania.- No proszę. Koniec.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
- Maja !- ktoś za moimi plecami krzyknął. Odwróciłam się i zobaczyłam Syriusza, który już lecial w moją stronę żeby mnie uściskać.- No jak się czujesz?
- Dobrze. Dziękuję.
- To najważniejsze.
- Tak.- powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam.
- Maja !- ktoś krzyknął. O nie ! Teraz Remus razem z Tonks lecieli w moją stronę. Oboje złapali mnie w objęcia.- No jak się czujesz ?
- Dobrz. Trochę mnie rana szczypie, ale dobrze.
- Jejku. Jak się ciesze, że nic ci nie jest.- powiedziała Tonks.
- A co to za śmiechy ?- i do kuchni wszedł Bill.- Maja. Już się obudziłaś ?
- Tak.
- Maju czy masz może razem z Ginny jakieś ubrania do prania, no wiesz skoro zostało około 9 dni do waszego powrotu do Hogwartu.- powiedziała matka rudzielców. Zakrztusiłam się.
- Słucham ? Który dzisiaj ?- zapytałam.
- 23 sierpnia Maju.
- O Boże.
- Co się stało ?
- Nie nic. To ja muszę na chwile. Do góry.- Zaczęłam się jąkać i wybiegłam z kuchni.
O nie, nie ! NIE ! Boże, zapomniałam ! Przecież jutro z Georgem mamy razem 8 miesięcy ! Zawsze robimy sobie wspólne wypady gdzieś do Hogsmade, albo w zakazanym lesie. Jedynym miesiącem w którym nie świętowaliśmy był lipiec, bo nadal byłam u wujostwa. No NIE ! Jak mogłam zapomnieć ?!
Biegłam po schodach, aż na drugie piętro. Wleciałam do pokoju. Nikogo w nim nie było. Harry i George pewnie poszli do swoich pokoi, a Ginny siedzi w łazience. Na szczęście kupiłam prezent w zeszłym miesiącu do niego w mugolskich sklepach. Otworzyłam wielki kufer z logo Hogwartu i zaczęłam w nim szukać. JEST ! Małe pudełeczko i ramka na zdjęcie. Teraz tylko poszukać jedno z naszych zdjęć. Wyjęłam wielki album w którym połowa jest zapełniona zdjęciami naszych rodziców, a druga naszych przyjaciół, trzeba pododawać tutaj zdjęcia od Syriusza.
 Album był tak cudowny, że sam powiększał ilość miejsca na zdjęcia. Harry miał taki drugi u siebie. Jest ! Jedno z moich ulubionych zdjęć. Jesteśmy w Zakazanym lesie razem z Georgem uśmiechamy się do obiektywu, a za nami widać jeszcze dość dużo drzew. I Fred, który nie świadom że jest łapany pod obiektyw rzuca śnieżką w Ginny, która też nie wiedziała, że znajdzie się na zdjęciu. Podbiega Harry zaczyna osłaniać Ginny, a Ron zaczyna pomagać starszemu bratu. Hermiona robiąca nam zdjęcie, nie wytrzymała i zaczepiła aparat o gałęzie drzewa. Razem ze mną i Georgem biegnąca w kierunku przyjaciół. Widać, że Harry zaczyna krzyczeć i każdy zaczyna ustawiać się w rzędzie każdy się śmieje i koniec zdjęcia. Te czarodziejskie zdjęcia są niesamowite. Mam jeszcze wiele innych z tamtego dnia, lecz to jest jak najbardziej odpowiednie na prezent. Otworzyłam pudełko i ujrzałam złoty męski zegarek. Pamiętam, że Harry pomógł mi go wybrać. Położyłam go na wierzchu kufra, zdjęcie włożyłam do ramki, a na niej różdżką wyryłam jego imię. Zamknęłam kufer. Z łazienki wyszła Ginny.
- O ! Hej.- powiedziała Ginny.- George się zdziwił, kiedy ciebie nie było w pokoju.
- Możliwe, ale obudziłam się o siódmej. Nie chciało mi się czekać.
- Rozumiem. Idziemy na dół ?
- Jasne. Ginny ile jesteście razem z Harrym ?
- Na początku września trzy miesiące, a co ?
- Nic. Robisz mu jakiś prezent ?
- No jasne, ale dlaczego takie pytania ?
- Nie, po prostu jutro z Georgem mamy 8 miesięcy i tak ogólnie pytam.- powiedziałam jej i uśmiechnęłam się blado.
- No właśnie. Już osiem miesięcy razem ! Jeju !- krzyknęła dziewczyna.- A w gwiazdkę razem równy rok ! Ojeju, to chyba najlepszy prezent pod choinkę.- zaczęła mówić dziewczyna. Zaczęłam się śmiać. To jak ona się cieszyła z mojego związku z jej bratem czasami mnie zaskakiwało.
- Dobra, dobra chodź już na to śniadanie.- powiedziałam i wyszłyśmy z pokoju.
Na schodach jeden z obrazów, zaczynał mówić. Ominęłyśmy go szybko, razem z Ginny zeszliśmy na dół.
- Dzień dobry.- przywitała się Ginny.
- Maja !- krzyknął Fred, Miona, Ron i pan Weasley.  Uśmiechnęłam się do nich i chciałam już podejść do stołu gdy, brązowe włosy mojej przyjaciółki przysłoniły mi oczy.
- I jak się czujesz ?- spytała mnie Hermiona.
- Świetnie.
- Tak ? To dobrze !
- Tak, też się cieszę.
Usiadłam do stołu. Obok mnie usiadł George, a z drugiej Fred.
- Jak tam ?- usłyszałam głos Freda.
- Dobrze. A tam ?- powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Nie jest źle. Ale wczoraj nam narobiłaś stracha.
- Ma się ten talent.- powiedziałam i oboje wybuchliśmy śmiechem.
Po piętnastu minutach rozmawiania z wszystkimi i zapewniania, że dobrze się czuję, byłam wykończona.
- No dzieciaczki zmykać na górę !- powiedziała pani Weasley.- My posprzątamy.
- Dobrze.
Poszłam razem z Ginny i Georgem na górę. Weszliśmy do saloniku.
- Harry, zagramy rundkę ?- zapytał Ron, Harrego.
- Jasne.
W rogu pokoju ujrzeliśmy skrzata domowego. Stworek.
- Szlamy w domu mojej pani !- wykrzyczał Stworek, patrząc prosto w brązowe oczy Hermiony.
- Nie mów tak do niej !- powiedziałam równo z moim bratem, bliźniakami, Ginny i Ronem.
Stworek pstryknął w palce. TRZASK ! Stworka już nie było w rogu pokoju.
- Nie powinniście tak na niego naskakiwać.- powiedziała Hermiona jako nadal wierna załóżycielka klubu ochrony Skrzatów domowych "WESZ".
- Hermiono, ja rozumiem. Skrzaty domowe mają mieć takie same traktowanie jak każde inne stworzenie o uczuciach. Ale akurat na każdego kto by o tobie tak powiedział byśmy naskoczyli, rozumiesz ? Czy to Stworek czy nawet sam Minister Magii.
[ Harry Potter ]
- Maja ma rację Hermiono.- postanowiłem wesprzeć siostrę.
- Ja wiem, dobra to co siadajmy przecież nie będziemy tak stali prawda ?
- Tak, jasne.- odpowiedziałem jej. Usiadłem naprzeciwko Rona, który już szykował planszę do gry.
- Jakie ?- zapytał.
- Białe.
-Masz.
Maja usiadła bliżej mnie razem z albumem, który dostaliśmy od Hagrida na pierwszym roku w Hogwarcie. I wklejała jakieś zdjęcia.
- Skąd je masz ?- zapytałem.
- Syriusz mi je dał.- powiedziała.
- Świetne.- powiedziałem przeglądając parę tych zdjęć.
Jedno było wspaniałe. Ojciec mnie trzymał, a mama Maję, a obok nich stali Syriusz i Remus.
Do okna zapukała dziobem popielata sowa.
- Maja, czy to nie Canis ?- zapytał George.
- Co ? Och tak. Canis !- moja bliźniaczka krzyknęła i poszła w stronę okna.
Wpuściła przez okno do naszego małego pokoiku, popielatą sowę. Canis usiadł na poręczy sofy i wystawił nóżkę. Maja odwiązała list sowie i podała jej krakersa.
- Zaprowadzę go do klatki.- powiedziała i poszła razem z sową na ramieniu do jej pokoju.
- Harry, obudź się ! Gramy !- powiedział Ron.
- No już. G7 !
Maja wróciła do pokoju z listem w rękach.
- Harry, to od Cedrica.
- Co ?
- Do mnie i do ciebie.
- Ale po co on go napisał ?
- Skąd mam wiedzieć ? Dopiero teraz dostałam list.- warknęła na mnie.
- Ale ja z nim pisze od przeszło dwóch tygodni.
- Co ?- zapytała ze zdziwieniem.
- No tak. No ale dobra już otwieraj ten list i czytaj.- powiedziałem.
- Maju i Harry !
Harry, w związku z twoim ostatnim listem, chciałbym ci pogratulować otrzymania tytułu kapitana drużyny Gryffindoru ! Maju tobie również chciałbym pogratulować. Słyszałem, że zostałaś prefektem Gryffindoru. Mam nadzieję, że spotkamy się w Hogwarcie. Tak faktycznie wracam do Hogwartu, ponieważ nie pisałem ostatnich egzaminów i chciałem to nadrobić. Chciałbym was lepiej, poznać jeżeli nie macie nic przeciwko. Pozdrawiam.
Cedric.
- Cedric, będzie na ósmym roku ?
- Tak pisał mi to, pewnie teraz tak napisał, ze względu na ciebie.- powiedziałem, to z sarkazmem, za co oberwałem trzepnięcie od niej.
***
Południe minęło nam szybko i spokojnie. Ron i Alicja polecieli do mojego i Rona pokoju, a Fred i Hermiona polecieli do pokoju bliźniaków. Ja z Mają, Georgem i Ginny, zostaliśmy w saloniku i się wygłupialiśmy. Maja miała swój aparat i robiła nam zdjęcia.
- Oooo. Ale będzie zdjęć.- powiedziała moja siostra.- Ginny chodź ! George ?
Maja poprosiła Ginny, by ta zrobiła zdjęcie jej i Weasleyowi. Jednak nie takie zwykłe. W ostatniej chwili chłopak pocałował Maję w usta.
- Zdjęcie gotowe. Ja też takie chce.- powiedziała moja dziewczyna, spoglądając na mnie tym swoim spojrzeniem.
- Och. No już dobra.- powiedziałem.
Podszedłem  do dziewczyny i złożyłem na jej ustach pocałunek. Błysk, Maja zrobiła zdjęcie. Nie chciałem jej puścić. Nie to jest teraz to coś. Przyciągnąłem ją bliżej siebie, Nie chcę jej puścić. Ona wplątała swoje palce w moje włosy.
- Hej, gołąbeczki, takie momenty to sam na sam.- powiedziała Maja.
- Dzieci ! Kolacja !
- Idziemy.
Wyszliśmy całą czwórką na korytarz. Z mojego i Rona pokoju wyszła czarnowłosa dziewczyna razem z rudzielcem. Zeszliśmy na dół. W kuchni już wszyscy byli, oprócz Freda i Hermiony. Trzask ! I w progu kuchni stanęła zaginiona para.
- No dobrze. Zjeść i zmykać do łóżek. Maju jak skończysz. Podejdź i przemyjemy tym kwasem.
- Dobrze.
Po kolacji, Maja poszła do pani Weasley. Ta jej obmyła twarz, a w oczach bliźniaczki pojawił się wyraz bólu.
 Maja do nas dołączyła i poszliśmy na górę.
- Nie wiem czemu, ale uważa, że nie mogę jeszcze sama przemywać tej rany. Przecież skoro zostało nam 8 dni do wyjazdu do Hogwartu, to powinnam sama.
- 8 ? Myślałem, że dzisiaj jest 23 ?
- Bo jest. Nie liczę dzisiejszego dnia.
- Aha.
- Dobranoc.- powiedziałem i ucałowałem Ginny w polik. Wszedłem do swojej sypialni. Rzuciłem się na łóżko i nawet nie wiedziałem kiedy dałem się objąć ramionom Morfeusza.

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 9."Zakręciło mi się w głowie. Runęłam na ziemię. Popadłam w nicość."

Jejku, kochani jak ja uwielbiam czytać wasze komentarze *.* Zapraszam na kolejny rozdział i jak już tu jesteście, proszę o skomentowanie ;D



Rozdział 9.
Wszyscy weszliśmy do kuchni, gdzie nad stołem wisiał wielki transparent z napisem "Dla naszych prefektów i kapitana drużyny"
- Co to ?- zapytał Ron.
- A taka kolacja. Chcemy poświętować wasze sukcesy w szkole. Wczoraj nie mieliśmy okazji, jako że to był nasz pierwszy dzień w rodzinnym domu Syriusza.- powiedział pan Weasley.- Bill otwieraj tego szampana. No widzę, że każdy się wystroił. Skąd wiedzieliście ?
- Z nikąd.- powiedziała Ginny.- Po prostu mamy nowe sukienki i chciałyśmy się trochę powygłupiać. A chłopacy ?- powiedziała spoglądając na chłopaków.- Taka moda, tato.
- Rozumiem. Bill !- krzyknął pan Weasley.
- Idę.- do kuchni wpadł Bill z dwiema butelkami szampana.
- No nareszcie.- powiedział Remus.
Bill zaczął otwierać szampana, kiedy do pomieszczenia wleciała Tonks, Moody i Kingsley.
- Nie spóźniliśmy się ?- zapytał Moody.
- Nie.- powiedział Black.- Otwieraj Bill.
Trzask i korek od szampana uderzył o sufit, a z butelki zaczęła wyciekać piana.
- Kieliszki.- krzyknął Bill nie mogąc ze śmiechu.
Pani Weasley podała każdemu kieliszki, kiedy ten zaczął nalewać już do swojego, Remusa, Syriusza i Moody'ego. Trzask kolejny szampan otwarty. Każdy już ma w kieliszkach szampana.
- To zdrowie za naszych prefektów i kapitana Gryffindoru.- powiedział Syriusz.
- Maja ! Gratuluję !- podleciała i przytuliła mnie Tonks.
- Dzięki.
- No może jeszcze na kogoś wyrośniesz, Potter.- powiedział Alastor.
- Dzięki profesorze.
- No proszę. Prefekt Gryffindoru ! Ile bym dał żeby znowu nim być.- powiedział Bill i mnie przytulił.- Gratuluję.
- Dzięki.
- Gratuluję Maju.- powiedział Kingsley.
- Dzięki.
- Odznaka prefekta na szacie to nie byle co.- powiedział mi.- Dbaj o ten tytuł.
- Dzięki. Będę pamiętać.
- Powtórzę się ! Ale jestem taki dumny.- krzyczał do innych Remus.- No po prostu. Moja krew.- wykrzyczał na cały głosy i pokazał na mnie. Poczułam, że się rumienię.
- No to co dalej świętujemy !- powiedział Moody wchodząc do kuchni. A za nim leciało około 10 butelek ognistej whisky i z 30 butelek piwa kremowego.
- Dobrze Alastorze, tylko może, najpierw coś zjedzmy powiedziała pani Weasley.
Usiadłam obok Georga i Harrego. Pani Weasley nałożyła sałatki na talerze. Już sięgałam po widelec. Kiedy poczułam ostry ból dochodzący z rany na poliku. Czułam, że zaczyna krwawić. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, każdy świętował. Zakręciło mi się w głowie. Runęłam na ziemię. Popadłam w nicość.
[ George Weasley ]
Świat się zatrzymał. Obok mnie na ziemi leżała bliźniaczka chłopaka który teraz próbował ją ocucić.
- Maja ! Maja, słyszysz mnie ?!- krzyczał Harry.
- Maja !- Remus i Syriusz klęczeli przy niej.
Dopiero teraz mnie oświeciło, że na ziemi leży dziewczyna którą kocham.
- Maja !- zacząłem krzyczeć jak opętany. Z policzka na której była rana leciała świeża krew.
- Trzeba ją zanieść do łóżka.- krzyczała mama, która na policzkach miała łzy.
- Przecież ona wygląda jak trup.- krzyknął Moody.
- Nawet tak nie mów !- warknął na niego Remus.
- Dajcie zobaczę.- powiedziała Tonks, odsuwając Syriusza zalanego łzami. Przyłożyła dwa palce to tętnicy Mai.- Czuje puls. Żyje.
- Oczywiście, że żyje.- powiedziała mama.- Zanieście ją do pokoju. Bill bierz ją.
- Nie ja !- zaprzeczyłem.
- Daj spokój George nie dasz rady, jesteś roztrzęsiony.- powiedział mój brat.
- Dobra.- zgodziłem się.
Bill podniósł dziewczynę z ziemi i poszedł z nią do jej pokoju. Ruszyłem za nim, mama szła razem z nim podtrzymując Mai głowę. Szedłem razem z Harrym był tak samo roztrzęsiony jak ja. Za nami Ginny, Hermiona, Fred i tata. Remus poleciał do góry, żeby wyszykować jej łóżko, a z nim także Syriusz. Doszliśmy na drugie piętro. Widziałem jak Bill kładzie Maje na łóżku.
- No chłopaki. Muszę was, prosić żebyście opuścili sypialnie dziewczynek.- powiedziała mama.
- Co czemu ?- zapytał Ron.
- Chce ją przebrać przecież nie może leżeć w tej sukience i ją poplamić krwią. No już.
Nie chętnie wyszedłem. Co się stało, że zemdlała ? Do góry wleciał Moody.
- I co ? Obudziła się ?
- Nie.
- Harry ! Mówiliście, że ta rana może być od jakiegoś zaklęcia. Prawda ?- zapytał Syriusz.
- No tak podejrzewamy.
- Alastorze, jesteś aurorem na dodatek najlepszym o jakim świat czarów słyszał. Chyba możesz zobaczyć co to za rana.
- Pewnie, że mogę. Trzeba było od razu mnie zawołać.
- Molly ! Czy już możemy ?- zapytał tata.
- Jeszcze chwilkę.
Dołączyła się do nas Tonks cała we łzach.
- Molly ! Mogę wejść ?- zapytała.
- Tak, tak wchodź Doro.- i Tonks znikła za drzwiami.
Minęło 10 minut. Co się ze mną dzieje ? George otrząśnij się ! Przecież nic jej nie jest. Zaraz Szalonooki zobaczy tą ranę i wszystko będzie dobrze.
- No dobrze. Możecie wchodzić.- oznajmiła nam mama.
Razem z Harrym wszedłem jako pierwsi. Ginny siedziała na krześle postawionym koło łóżka Mai. Hermiona siedziała na łóżku Gin, twarz ukryła w dłoniach i szlochała, Fred podszedł do niej i ją mocno objął, zauważyłem w oczach mojego bliźniaka łzy. Już drugi raz nas to spotyka Maja. Pomyślałem nie mogąc oprzeć się myśli o biwaku niecały tydzień temu. Przy jej łóżku stanąłem jak wryty. Cała poduszka była od krwi. Tonks stała w kącie i ulewała łzy. Remus podszedł do niej, a ona rzuciła mu się na szyję. Harry usiadł na krześle zwolnionym przez Ginny, a ta usiadła mu na kolanach. Mama wylewała łzy.
- Jeżeli tak dalej będzie, to się wykrawi. Nie mogę zatrzymać krwawienia.- powiedziała i przytuliła się do ojca.
Usiadłem na łóżku Mai i ująłem jej dłoń. Bill usiadł koło Hermiony, a Syriusz stanął za mną. Kingsley stał za krzesłem.
- Z drogi.- powiedział Moody.- Nie mazać się tak. Przecież dziewczyna nadal żyje.
- Nadal. Lepiej nie pocieszaj nas Szalonooki.- warknęła Tonks.
- Cicho siedź Nimfadora.- powiedział Moody. Włosy Tonks zrobiły się czerwone, Remus szepnął jej coś do ucha. Jej włosy teraz przybrały kolor czarny.- Zróbcie miejsce, muszę zobaczyć tą ranę.- odsunął mnie z łóżka.
Miałem ochotę mu przywalić. Syriusz najwidoczniej zauważył moją minę, bo położył mi rękę na ramieniu. Moody chwycił w ręce twarz Mai i przyglądał się krwawiącej wciąż ranie. Chwycił różdżkę, dotknął jej czubkiem rany Mai, na różdżce była teraz krew. Była bardziej czarna niż czerwona. Szalonooki przyglądał się krwi przez dłuższy czas.
- Podejrzewam, że tę ranę wyrządziło zaklęcie Cruciatus.
- Co ? Ale to przecież klątwa torturująca. Jakby tak było Maja zaczęła by się wiercić na miotle i odczuwałaby ból.- powiedział Harry.
- A widzisz Potter co to jest ?- warknął Moody, pokazując ranę Mai.
- Widzę i co ?
- To tylko draśnięcie. Możliwe jest, że rana po takim zaklęciu będzie wyrządzała ból. A nieraz ból, który powoduje Cruciatus, może być po prostu za silny dla tak delikatnej osoby.
- Maja jest twardsza niż ci się wydaje.- warknął Harry.
- Dobra, koniec kłótni o to ! Jak zatrzymać krwawienie ?- krzyknął Bill.
- Dezynfekując lub jakimś kwasem.
- Wodą utlenioną próbowałam.- wyjaśniła mama.
- To leć po jakiś kwas i najlepiej magiczny.
 Molly wyleciała z pokoju, a ja z powrotem usiadłem na łóżku Mai. Mama przyszła po jakiś 10 minutach. W jednej ręce miała poszewke na poduszke, a w drugiej butelkę z jakimś płynem.
- Najpierw zmienimy poszewkę.- powiedziała.- Hermiono idź po jakiś ręcznik do łazienki.
Hemiona poszła do łazienki. Tonks i Ginny uniosły Mai głowę na tak długo by mama zdążyła zmienić poszewkę.
- Dziewczynki jeszcze jej nie kładźcie.- powiedziała mama. Hermiona wyszła z łazienki podała Molly ręcznik, opadła na łóżko i wtuliła się w Freda.- Dziękuję Hermiono.
- Proszę.
Mama wylała płyn na ręcznik i przyłożyła do polika Mai. Najpierw oczyściła ranę dookoła, żeby krew znikła i dopiero teraz przyłożyła dokładniej ręcznik do krwawiącej rany. Oderwała ręcznik z rany i teraz można było zobaczyć, że krwawienie ustępuje.
- No i będzie trzeba co 24 godzin przykładać ten płyn do jej rany. Dopóki się nie zabliźni.- powiedział Moody.
- Jej Szalonooki, nigdy nie wierzyłem, że to powiem, ale dziękuję.- powiedział Remus.- Śmiem twierdzić, że pewnie uratowałeś jej życie.
- No to moja praca.
- No dobra. Dajmy jej odpocząć. A wy dzieciaki do łóżek.- powiedziała mama.
- Ja tu zostaje.- powiedziałem.
- Ja też.- powiedział Harry.
- I ja.- powiedziała Ginny.
- Nie będę się z wami teraz kłócić. Ale czemu ?
- To mój pokój, a po za tym muszę wiedzieć, czy się obudziła.- powiedziała Ginny.
- Ja muszę. Muszę widzieć, czy się obudziła, chce teraz być z nią.- powiedziałem matce.
- To moja siostra. Więcej nie muszę tłumaczyć.- powiedział Harry.
- Więc dobrze. Zostaniecie tutaj. Ktoś jeszcze chce ? Hermiono ?- zapytała mama.
- Nie, mnie wystarczy myśl o tym, że jutro wstanie i będzie z nami siedziała przy jednym stole na śniadaniu. Teraz nie mogę patrzeć, jak się tak nie porusza.
- Dobrze. Więc, do widzenia, już !- Remus i Syriusz pocałowali w czoło Maję i wyszli. Każdy jeszcze raz na nią spojrzał i wyszedł.
Było przed północą.
- Trzymasz się stary ?- zapytał Harry.
- Tak. Mam nadzieję, że za chwilę się obudzi.
- Ja też.- powiedział.
Ginny już spała w jego ramionach. Czerwoną sukienkę odwiesiła obok białej sukienki na szafie. Ubrała się w dżinsowe spodenki i czarny luźny T- shirt. Ja z Harrym nadal byliśmy w ubraniach, w których Fred urządził całą scenę.
- Jak sądzisz, naprawdę odczuwa ból przez tą ranę ?
- Możliwe, nigdy nic nie wiadomo.
- Tak.- odpowiedziałem. I nie wiadomo kiedy zasnąłem obok Mai.
***
Czwarta w nocy. Poczułam na swoim karku czyjś oddech. Ostrożnie się odwróciłam i zobaczyłam Georga. Światło w pokoju było porozpalane.
- Hej.- usłyszałam głos swojego bliźniaka. Odwróciłam się do łóżka Ginny i zobaczyłam ją śpiącą w ramionach Harrego.
- Hej. Co się stało ?
- Nie pamiętasz ?
- Nie. Pamiętam tylko, że siedziałam koło ciebie i Georga, chciałam chwycić widelec i więcej nic.
Harry opowiedział wydarzenia z ostatniego wieczoru.
- Wyglądałam jak trup. No ładnie. Muszę podziękować Szalonookiemu.
- Każdy mu już podziękował. Nie przejmuj się tym.
- Tak. A dlaczego jesteście tutaj ?
- Ja nie chciałem cię zostawić, George podobnie, a Ginny stwierdziła że to jej pokój i że chce mieć na ciebie oko.
- Aha. Nie chce ci się spać ?
- Nie, wolałem ciebie pilnować, kiedy ta dwójka zasnęła. Cii, Ginny chyba się budzi.- uśmiechnęłam się do niego i zobaczyłam rudowłosą dziewczynę, która podnosiła się z ramion chłopaka.
- Kto się budzi ? Że co, że jak ?- powiedziała i dopiero teraz zobaczyła, że odzyskałam przytomność.- Maja !- krzyknęła i w tej chwili obudziła rudowłosego chłopaka.
- Co się dzieje ?- zapytał.- Maja !
- No Maja.- powiedziałam do nich.- I jak ?
- Co jak ? To raczej tobie powinniśmy się pytać jak się czujesz ?- powiedziała Ginny.
- Całkiem dobrze. Tylko rana mnie strasznie boli i na dodatek piecze.
- A no tak zapomniałem wspomnieć, że zaklęcie, które cię drasnęło i zrobiło tą ranę, było to zaklęcie Cruciatus.
- Co ?
- I dlatego, właśnie teraz cię tak boli, a piecze, bo krwawienie takiego typu rany trzeba omywać kwasem.
- To dlatego.
- Tak.
- Będziesz musiała używać tego kwasu, do czasu, aż ci się zabliźni rana.- powiedział George.
- Czyli w Hogwarcie, też będę musiała używać tego świństwa.
- No niestety.- powiedział i mnie pocałował. Oddawałam pocałunki, poczułam jak się uśmiecha. Oderwaliśmy się od siebie, przypominając sobie, że mamy widzów. Jednak oni nie za bardzo się tym przejęli, ponieważ sami zaczęli się całować.
- Daj różdżkę.- powiedziałam do Georga.
- Czemu ?
- Ponieważ ja nie mogę używać jeszcze czarów, a ty jesteś pełnoletni i możesz.
- No masz.- powiedział i podał mi  swoją różdżkę.
 Nie słuchała mnie tak jak moja, ale do najgorszych nie należała.
- velum.-Rzuciłam zaklęcie i pomiędzy jednym łóżkiem a drugim wyrosła ciemna zasłona, która zasłaniała drugą połowę pokoju. A Harry i Ginny nie będą nas widzieć.
- Sprytne.- usłyszałam głos Harrego.
- Wiem. Nie krępujcie się.- powiedziałam i wybuchliśmy śmiechem.
Oddałam różdżkę jej właścicielowi. George schował ją pod poduszkę. Przyciągnęłam go do siebie. Uśmiechnął się i mnie pocałował tak jak jeszcze nie całował. Nasze języki tańczące nasz taniec. Przyciągnęłam go jeszcze bliżej, moje palce wplątane w jego rude włosy. On swoimi rękoma podnosi moje biodra. Uwielbiam jego dotyk, jego zapach. Wszystko w nim jest niesamowite. Oderwaliśmy się od siebie. Złapałam oddech i od razu powróciłam do naszego pocałunku. Teraz to on przerwał nasz pocałunek.
- Nie powinnaś się trochę przespać ?- zapytał patrząc mi w oczy.
- Nie.- zaprzeczyłam.
Pocałował mnie czule i z pożądaniem. Powoli zaczął schodzić do mojej szyi i zaczął ją pieścić i znowu pocałunek.
- Ale ja jednak uważam, że powinnaś się jeszcze trochę przespać.- nalegał.
- Och już dobra.- powiedziałam.
Opadłam na poduszki i odwróciłam się od Georga. Ten jednak mnie do siebie przyciągnął i odwrócił, tak że teraz leżałam na jego torsie. Mmm tak było idealnie. W ciągu 10 minut zasnęłam.

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 8."Wychodziłam z kuchni i oberwałam."

Kochani przepraszam, że tak długo nie dodawałam nowego wpisu, ale zaczęła się znowu szkoła i trzeba było  się uczyć -.- Zapraszam na rozdział 8 i proszę zostawiajcie komentarze, będzie mi strasznie miło *.*


Rozdział 8.
Grimmauld place 12. Wreszcie. Nie chciałam być dłużej na Pokątnej. Jakim cudem ten idiota prefektem ? I jeszcze ja ? Z nim patrole ? Jeszcze czego ! Mowy nie ma ! I co to miało znaczyć Weasley cię kaleczy ? Niech on lepiej się trochę pohamuje. Siedziałam i myślałam o dzisiejszym dniu spędzonym na Pokątnej. Ginny siedziała u Harrego. Ron u Alicji. Fred razem z Georgem kombinują, a Hermiona coś czyta, znając życie. Nie wytrzymam tutaj sama. Muszę iść. Wstałam i wyszłam z pokoju. Poszłam na trzecie piętro. I zamiast pójść do sypialni Hermiony, weszłam do starej sypialni Syriusza. Zamknęłam drzwi i zauważyłam Hardodzioba. Hipogryfa, które Ministerstwo skazało na śmierć na trzecim roku. Za pokaleczenie Malfoya. Ha ! I znowu ten kretyn ! Pokłoniłam się na co Dziobek odpowiedział mi tym samym. Ostrożnie do niego podeszłam. Zauważyłam parę myszy w worku i podałam je Dziobkowi. Pochłonął większość.
- Hej ! Tylko nie zjedz wszystkich.- powiedziałam i wyrwałam worek z jego paszczy. Spojrzał na mnie jakbym mu zrobiła krzywdę.- Przepraszam Dziobek nie mam humoru.- powiedziałam i pogłaskałam Hipogryfa.
Z Hardodziobem przesiedziałam godzinę. Myśląc jak to będzie. I zaraz przecież prefekci domów nie mają patroli na korytarzach ! Co za idiota ! Pomieszało się mu z prefektami naczelnymi. URATOWANA ! Wyleciałam z pokoju i wleciałam do pokoju Granger. Ta jak zwykle czytała jakąś książkę.
- Hermiono ! Wiem ! Co to za kretyn !
- Co za kretyn ? Co wiesz ?- pytała mnie przyjaciółka.
- Przecież prefekci domów nie mają patroli na korytarzach.- powiedziałam.
- Też właśnie nad tym tak myślałam. I też tak wywnioskowałam. Przecież Percy dopóki nie został prefektem naczelnym nie miał patroli ! Chciałam ci to powiedzieć, ale ciebie nie było w pokoju.
- Byłam z Hardodziobem. Pomyliło mu się z prefektami naczelnymi.
- W sumie to mu się nie pomyliło.
- Co ?!
- On został prefektem naczelnym razem z Padmą Patil.- powiedziała i podała mi list z Hogwartu, w którym byli przedstawieni wszyscy prefekci naczelni i prefekci domów oraz kapitanowie drużyn.
- Co ale przecież oni oboje są na piątym roku !
- Tak wiem
- Zresztą nieważne ! Nie będziemy miały z nim patroli !- wykrzyczałam z radości. Na co Hermiona zaczęła się śmiać.
Śmiałyśmy się dosyć długo. I stwierdziłyśmy, że strasznie długo tak szczerze nie rozmawiałyśmy i w ogóle nie spędziłyśmy tyle czasu razem. Trzask ! Fred pojawił się w pokoju Hermiony, a za plecami chował pudełko, takie same jak miał Harry, Ron i George na Pokątnej.
- To może ja już pójdę.- powiedziałam.- Dziękuję ci Hermiono.
- Nie, Maja czekaj, mam jeszcze dla ciebie  rozpiskę patroli. Zobacz ! Co za kretyn ! My mamy tylko patrole po pokoju wspólnym i dormitoriach ! A on ma po korytarzach razem z Patil !- powiedziała przez śmiech. Jeszcze raz wybuchłam śmiechem. Przytuliłam przyjaciółkę i zobaczył jak Fred przygląda się całej tej scenie z uśmiechem.
- To ja idę.- powiedziałam.
- Pa.- powiedział mi Fred.
Weszłam na korytarz. Boże ! Co za ulga !  Ale mam nadzieję, że McGonagall nic nie zmieni ! Wleciałam do swojego pokoju cała w skowronkach. Opadłam na poduszki. Całe szczęście ! Nie mogłam patrzeć jak George patrzy na mnie tym swoim spojrzeniem mówiącym jakbym go zraniła. I więcej nie musiałam. Wstałam z łóżka i byłam już przy drzwiach gdy nagle trzask ! George siedzący na moim łóżku. Wstał, rzuciłam mu się na szyję. Nie zdołał utrzymać równowagi i oboje runęliśmy na łóżko. Wybuchliśmy śmiechem.
 Wstał z łóżka i podał mi takie same pudełko jakie Fred miał dla Hermiony.
- Nie otwieraj teraz. Otwórz jak będziesz sama lub z Ginny.- wyszeptał mi do ucha i pocałował w ranę.- Ślicznie ci było w tej sukience. Chyba ci jeszcze tego nie mówiłem co ?
- Nie.- powiedziałam, uśmiechając się do niego.
- Kocham Cię.- powiedział i wyszedł z pokoju.
Siedziałam na łóżku patrząc na zamknięte drzwi. Spojrzałam na pudełko. Co w nich jest ? Są dosyć duże. Ale też nie są wielkie. Do pokoju wleciała Gin.
- Pomocy !- krzyknęła.
- Co ?!
- Moje włosy !
- Co z nimi ?- zapytałam, a dziewczyna się obróciła. Zauważyłam na włosach, jakąś niebieską maź.- Boże ! Co się stało ?
- Byłam w kuchni ! Mama z Syriuszem się kłócili. Mama nie wytrzymała i machnęła na garnki w których gotowała kolację i wszystko się powylewało. Większość poleciała na stół i krzesła, a ja właśnie wychodziłam z kuchni i oberwałam. No i za kolacją jeszcze jakieś półtorej godziny musimy poczekać.
- Dobra, dobra. Chodź no tu !- zauważyłam, że w ręku trzyma pudełko takie jak ja dostałam od Georga.- Też dostałaś takie pudełko ?
- Tak. Harry mi powiedział, że mam je rozpakować jak będę sama lub z tobą.- powiedziała i spojrzała na moje łóżko.- Ty też !
- No od Georga !- powiedziałam.
- To rozpakujemy razem. Ale teraz proszę cię pomóż mi z tym !
- Dobrze, dobrze.- powiedziałam i podeszłam do niej.- A może tak umyć włosy co ?
- Nie zadziała. To jest kleiste.
- Dobrze. Już tylko znajdę różdżkę.- znalazłam ją w torebce. I pomogłam Ginny pozbyć się tego świństwa z włosów.- No już. Gotowe. Masz znowu rude włosy ty rudzielcu.
- I kto to powiedział. Nie zapominaj, że twój kolor włosów też podchodzi pod rudy.
- Och. No dobra, no. Rozpakujemy to wreszcie ?- zapytałam.
- No pewnie.
Podleciałyśmy do swoich łóżek i wzięłyśmy pudełka w ręce. Ostrożnie wypakowałam zawartość pudełka. Zamurowało mnie, kiedy ujrzałam w nim białą sukienkę razem z butami. Wypakowałam ją z pudełka i dopiero teraz uważniej przyjrzałam się sukience. Była piękna. Złote błyszczące wzory, podobne do wijących się korzeni zdobiły całą sukienkę. Długie rękawy i krój który miał wyglądać na dziewczynie jak bombka dodawały tylko uroku tej sukience. A buty. Buty w lepszym świetle podchodziły pod kolor jasnego kremu. Czy oni zwariowali. Ginny pisnęła gdy zobaczyła mój prezent, bo sama jeszcze nie rozpakowała swojego.
- Ona jest genialna ! Ty w niej wyglądałaś cudownie.- powiedziała mi dziewczyna.
- Ona jest śliczna !  No teraz ty !- powiedziałam.
- Dobrze.- powiedziała. Rozpakowała prezent. W środku była czerwona sukienka. Odwinęła ją. Zauważyłam, że sukienka jest bardzo podobna do mojej. Też ma długie rękawy i krój u podstawy bombki. Była w kolorze jasnej czerwieni, a wzory także podobne do moich na białej sukience, były w kolorach krwistej czerwieni. Czarne buty wybrane przeze mnie do niej pasowały idealnie.
- Zaraz przecież Fred kupił też coś Hermionie ! Chodź idziemy do niej !- chwyciłam rudą za rękę, chciałyśmy wyjść, ale przed nami deportowali się George i Harry.
- Ymmm. Co wy tu robicie ?
- Przychodzimy po was.
- Jak to po nas ?
- Ubierzecie się w swoje prezenty ?
- Że co zrobimy ?- warknęłyśmy na nich.
- Prosimy. Musicie coś zobaczyć.
- I do tego jest potrzebne, żebyśmy się przebierały ?
- Nie, ale chcemy sobie popatrzeć.
- Jasne, a wy dlaczego jesteście w garniakach ?- zapytała Ginny.
Spojrzałam dokładniej na chłopaków no i rzeczywiście mieli na sobie garnitury.
- Co jest ?- zapytałam.
- Prosimy.
- Och no dobra.- zabrałam swoją sukienkę i buty z łóżka.
Weszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie swoje ciuchy. Nałożyłam śliczną białą sukienkę i kremowe buty. Poplątane włosy rozczesałam, a na twarz położyłam nową warstwę pudru. Poprawiłam oczy kredką i wyszłam. Zauważyłam Ginny idącą już w stronę łazienki.
- Wyglądasz ślicznie Maju.- powiedział mi brat.
- Dziękuję.- odpowiedziałam mu i spojrzałam w stronę mojego chłopaka.- A ty co o tym sądzisz ?
- Tak jak mówiłem. Wyglądasz ślicznie.- powiedział i podszedł do mnie. Pocałował mnie w usta.
- Dziękuję.- powiedziałam.
- No to co teraz ?- zapytała nas Weasley ubrana w czerwoną sukienkę wyglądała na  starszą niż jest, ale to dodawało jej tylko uroku.
- Wow.- powiedziałyśmy obie. Wybuchłyśmy śmiechem.
- Dobra dziewczyny lecimy.- powiedział George i chwycił mnie za rękę, a drugą chwycił rękę Ginny, która trzymała Harrego.
- Gdzie lecimy ?
- Zobaczycie.
Okręciliśmy się wokół i wylądowaliśmy w pokoju Hermiony.
- No więc, widzę, że wylądowałyśmy u Miony.
- No tak.
- Dlaczego ?- zapytałam.
- Tak. Tak, tak, tak !-  usłyszałam krzyk Hermiony, która pocałowała Freda.
- To wasza sprawka ?- zapytała ruda.
- Nie.
- To ja ich o to poprosiłem.- powiedział Fred.
- Po co ?
- Nie wiem. Chciałem, aby każdy z was wiedział.
- O czym ?- dążłyła dalej do celu Gin.
- O tym, że od teraz jesteśmy parą.- powiedziała Hermiona. Razem z Ginny podleciałyśmy do dwójki przyjaciół i mocno ich uściskałyśmy.
- No dobra. To my może was już zostawimy ? Chodźcie.- powiedziałam i wyszłam razem z Harrym, Ginny, Georgem.
Ron i Alicja, stali na korytarzu, dziewczyna była ubrana w fioletową sukienkę. Rudy patrzył na nas ze zdziwieniem.
- Powiedzcie mi, że oni są razem.
- No więc mówimy wam, że są razem.
- Ale super.
- Dobra. Ale czy tylko i wyłącznie po to ja zakładałam tą kieckę ?
- Przyznaj, było warto.- powiedziała Ginny.
-  Było.- powiedziałam.-  Chodźcie na dół.
- Po co ?
- No jak jeszcze nie wszyscy nas widzieli w tych kieckach.- powiedziałam do Ginny, na co wybuchłyśmy śmiechem.
- Dobra. Chodź.- powiedziała, wzięła mnie za rękę i zaczęłyśmy schodzić.
Na pierwszym piętrze zobaczyliśmy skrzata domowego przy starych obrazach. Jeden był przykryty zasłoną i spod niego można było usłyszeć damski głos
- Szlamy, menty, zdrajcy krwi w domu moich ojców.- mówił damski głos.
- Ja wiem, pani. Stworek jest przy pani.- mówił skrzat.
Przyglądaliśmy się skrzatowi i zasłonie, gdy w końcu przypomniało nam się po co schodzimy na dół. Byliśmy już w salonie na parterze i chcieliśmy wchodzić do kuchni kiedy nagle wychodzili z niej Remus i Syriusz.
- Tak, wiem Molly. Mają zejść na kolację za 30 minut. Dobrze pamiętam.- krzyczał Remus, który spojrzał na Syriusza, bo ten stał z wytrzeszczonymi oczami przyglądał się mi, Ginny i Alicji od momentu kiedy wyszedł z kuchni. Remus zwrócił wzrok ku nam i szczęka mu opadła.
- I jak ?- zapytałam, machając dołem od sukienki i uśmiechając się do nich niewinnie.
- Molly lepiej się pośpiesz !- krzyknął Remus.
- Co dlaczego ?- krzyczała pani Weasley.
- Później się przekonasz !- odkrzyknął Syriusz. Ten podleciał do Ginny, wziął ją na ręce i okręcił wokół siebie. Podobnie zrobił Remus ze mną. A na ich twarzach malowały się uśmiechy szaleńców.
- No proszę panowie. Chyba musicie bardziej dbać o te dziewczyny. Jeszcze ktoś je wam odbierze.- powiedział Remus do chłopaków, wciąż okręcając mnie wokół siebie.
- Zgadzam się z Remusem.- powiedział Syriusz. Postawił Gin obok Harrego. Syriusz objął Harrego ramieniem, a Ginny objął w tali. Remus postawił mnie obok Georga, który podobnie jak Syriusz objął go ramieniem, a mnie w pasie.- No dzieciaki wiecie, że traktujemy was jak własne, prawda ?- zapytał Syriusz patrząc na mnie i Harrego. Przytaknęliśmy.- Więc tacy jakby z nas ojcowie, co nie ?- zapytał Remusa.
- No tak.- odpowiedział.
- No Remusie. Co myślisz o takiej synowej ?- zapytał Black i okręcił Ginny. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- Wiesz Syriuszu, dla mnie jest idealna, jak dla Harrego. A ty co myślisz o takim zięciu ?- zapytał mocniej ściskając Georga. Na co ten tylko się uśmiechnął.
- Pasuje do niej. Ale tylko, coś jej zrobisz koleś. To dopiero wtedy się przekonasz co to znaczy gniew ojców.- powiedział Syriusz.
- Że jak ?- spytałam z niedowierzaniem obu.- Dobra, tatuśkowie, ile ognistej wypiliście ?
- No troszeczkę.- powiedział Black.
- Świętowaliśmy naszego prefekcika i kapitana drużyny.
- Ta dobra. Może lepiej usiądźcie na sofach.- powiedział Harry.
- Dobra.- powiedział Remus.
Usiedliśmy.  Razem z George, Harrym i Ginny przyglądaliśmy się siedzącym naprzeciwko nas Remusowi i Syriuszowi.
- Oj no co żartów nie można sobie porobić ?- spytał Black.
- "To dopiero wtedy się przekonasz co to znaczy gniew ojców.".- powiedziałam sarkastycznym głosem.
- No i dobrze musi to wiedzieć.
- Przesadzacie.- powiedziałam.
- A to " Chyba musicie bardziej dbać o te dziewczyny. Jeszcze ktoś je wam odbierze" ? Co to miało być ?- zapytał Harry.
- Czysta prawda.- powiedział Remus.- Och... No proszę cię Harry spójrz na swoją siostrę i dziewczynę. Każdemu, szczęki będą opadać na ich widok.
- Wcale nie.- zaprzeczyłam z Ginny.
- Będziecie się z nami kłócić ?- zapytał Syriusz.
- Nie.
- No dobrze. Więc gdzie Miona i Fred ?- spytał.
- Do góry.- powiedział Ron.- I jeżeli Hermione też traktujesz jak córkę będziesz miał kolejnego do postraszenia.
- RON !- krzyknęliśmy wszyscy.
- O... Ale jaja. No George idź sprowadź tu swojego brata razem z jego dziewczyną.
Trzask i Georga obok mnie już nie było.
- Kurczę no nie mogę się na ciebie napatrzeć Maju.- powiedział Black.
- Ślicznie jej prawda ?- zapytała Ginny.
- Prześlicznie.
- Co wam dzisiaj jest ?- zapytałam ich.
- Nic tylko naprawdę ładnie wyglądasz.
- Dziękuję. Ale więcej nie chce tego już powtarzać.- powiedziałam stanowczo.
Trzask i w salonie byli już George w swoim czarnym stroju. Te rude włosy do tego stroju zaczęły się strasznie rzucać w oczy. Fred i Hermiona w ślicznej czarnej sukni. Zaczęli gwizdać na jej widok.
- Nigdy więcej się z wami nie deportuje !- powiedziała Gryfonka.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 7."To dlaczego ty, czarodziej czystej krwi startuje do córki mugolaczki?"

Udało mi się napisać jeszcze w tym roku kolejny rozdział ;D Kochani chce życzyć wam szczęśliwego nowego roku i pijanego Sylwestra *.* Zapraszam na rozdział  7 i zachęcam do komentowania ;D


Rozdział 7.
Druga w nocy. Trzask. Co to było ? Chwyciłam różdżkę z pod poduszki.
-Lumos !- wyszeptałam. Z końca różdżki wydobyło się światło. W końcie przy drzwiach zobaczyłam Georga.
- Długo będziesz jeszcze razić mi po oczach ?- zapytał.
- Przepraszam.- wyjąkałam.
- Czemu zawdzięczamy tą wizytę.- zapytała kpiąco Ginny.
- Chciałabyś pójść do Harrego ?- zapytał ją George.
- Pewnie. A co z Ronem ?
- Przeniosę go do Alicji.- powiedział z uśmiechem.
- Ale kombinujesz.- powiedziałam z uśmiechem. 
- A czemu takie pomysły ?- zapytała ruda.
- Fred chciał pójść do Hermiony. Więc się do niej deportował. A ja pomyślałem, żeby trochę pomieszać.
- Dobra. To zabieraj mnie braciszku.- powiedziała uradowana dziewczyna. Okręcili się dwa razu wokół siebie i już ich nie było.
Opadłam na poduszki. Ale różdżki i tak nie zgasiłam, była w mojej ręce. Zamknęłam oczy. Trzask ! Poczułam czyjeś wargi na moich. George... Odwzajemniłam pocałunek. Poczułam jak przyciąga mnie do siebie. Wplątałam palce w jego włosy. Jego pocałunek ze zwykłego przemienił się w bardziej namiętny. Posadził mnie sobie na kolanach i zaczął już bardziej brutalnie. Odpięłam parę guzików u jego pidżamy. Znowu mnie położył na poduszki. Oderwaliśmy się od siebie. George położył się obok mnie, a ja się w niego wtuliłam i zasnęłam.
***
- Dzieci wstawać. Za godzinę jedziemy razem z Billem na pokątną. Migiem na śniadanie.- krzyczała pani Weasley.
Leżałam wtulona w Georga. Czułam jego spokojny oddech. Jeszcze spał. Wstałam, starając nie budzić rudowłosego. Siedziałam na końcu łóżka przypominając sobie co się stał w nocy. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wstałam. Wyjęłam z szafy parę czarnych rurek, szary podkoszulek i do tego czarną elegancką marynarkę, do tego neonowo różowe trampki. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się. Do stroju doczepiłam złotą bransoletkę, którą dostałam od Remusa na trzecim roku. Mówi, że należała do mojej matki. Na szyję zarzuciłam jeszcze złoty łańcuszek sięgający mi do brzucha, a na jego końcu była śliczna mała sówka. Kasztanowe sięgające mi do pasa włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Teraz dopiero widzę podobieństwo między mną, a Lily Potter. Też miała takie włosy. No może bardziej jasne. Oczy podkreśliłam kredką, rzęsy pociągnięte raz delikatnie tuszem, na twarz nałożyłam puder uważając na wciąż świeżą ranę. Wyszłam z łazienki. Zauważyłam Georga siedzącego na moim łóżku. Zobaczył mnie i się uśmiechnął.
- Dzień dobry.- powiedział.
- Hej.- uśmiechnęłam się do niego.- Ile jeszcze czasu nam zostało ?
- Do zejścia na dół może jakieś 30 minut.
- Lepiej idź się ubrać.
- Tak tylko, pójdę jeszcze po Rona i Ginny.- powiedział.
- Dobrze.- powiedziłam i trzask !
Z szafy wyciągnęłam torebkę. Włożyłam do niej oba listy z Hogwartu, portfel z galeonami i mugolskimi pieniędzmi. Otworzyłam go w środku zobaczyłam zdjęcie moje i Harrego, za nami stali Fred który obejmował Hermionę, George który obejmował Ginny, a obok mnie stał Ron, Harry tak jak i Ron obejmowali mnie ramionami. Wszyscy mieliśmy uśmiechy na twarzach. Trzask !
- Lece do łazienki. Szybko, bo inaczej mama mnie zabije.- powiedziała Ginny i wzięła ciuchy z szafy i wleciała do łazienki.
- Ładne.- powiedział George spoglądając na zdjęcie spod mojego ramienia.
- Tak.- spojrzałam na niego. Wciąż był w pidżamie.- Jeszcze się nie przebrałeś? Dalej zmykaj, zostało 20 minut, a jak pani Weasley wparuje do pokojów nie będzie za ciekawie.
- Dobrze, dobrze.- powiedział i pocałował mnie w policzek. Trzask !
- Ginny pospiesz się !
- Już. Dobrze. Za chwilę wychodzę.
Wyciągnęłam różdżkę spod poduszki i włożyłam ją do torebki. Ginny wyszła z łazienki. Ubrała się w zielone rurki, długą białą koszulę do tego żółte trampki. Długie rude włosy zostawiła rozpuszczone.
- Idziemy ?- zapytała Ginny.
- Jasne. Chodź.- powiedziałam. Chwyciłam torebkę i wyszłyśmy z pokoju. Po schodach schodziła Hermiona. Ubrała się w czarną sukienkę, czarne leginsy, czerwone trampki i do tego czerwony sweterek. Na ramieniu miała malutką czarną torebkę.
- Hej.- powiedziała.
- Cześć Hermiono.- powiedziałyśmy.
- To jak na dół  ?
- Tak.
We trzy zeszłyśmy na dół.
- Dzień dobry.- przywitałyśmy się.
- Dzień dobry.- powiedziała pani Weasley.
- A chłopaków nadal nie ma i Alicji.- powiedział Syriusz.
- Pewnie zaraz przyjdą.- powiedziała pani Weasley. I do kuchni wszedł Bill.
- Dzień dobry.- przywitał się.
- Dzień dobry.- odpowiedzieli równo Lupin, Tonks, pani Weasley i Syriusz.
- Hej, Bill.
- Siadaj. Już migiem. Mało czasu nam zostało.
- Dzień dobry.- usłyszłam głosy bliźniaków.
- Dzień dobry. No już siadać.- powiedziała pani Weasley. Do kuchni wbiegł Harry ubrany w czerwony T-shirt, na to luźna szara bluza, granatowe rurki i szare trampki.
- Nie spóźniłem się ! Nie, jest dobrze.- powiedział.- Dzień dobry.- każdy wybuchł śmiechem.
- Dzień dobry Harry. Gdzie Ron i Alicja ?
- Och... Już schodzą.- powiedział siadając koło mnie.
- Dzień dobry.- przywitali się Ron z Alicją.
- No i jesteśmy w komplecie.- powiedział Syriusz. Dobrze zostało wam 20 minut, do wyjazdu. No już migiem, jeść i ruszać na zakupy.
***
Wszyscy już byliśmy na pokątnej. Bill poszedł do Gringotta.
- Dobrze więc najpierw Madame Maklin.- powiedziała pani Weasley.
Wszyscy ruszyliśmy w stronę sklepu z ubraniami. Weszliśmy do sklepu i od razu usłyszeliśmy miły i ciepły głos.
- Dzień dobry.- przywitała nas sama Madame Maklin.
- Dzień dobry.- odpowiedziała pani Weasley.- Szukamy dla tej dwójki- powiedziała pokazując na Rona i Ginny palcem- nowego kompletu szat do szkoły.
- Ah... Dobrze. Proszę stanąć na stołkach.- powiedziała do Ginny i Rona.
- Hermiono chodź.- powiedziałam jej pokazując na stanowisko z sukniami.
- Dobrze.- powiedziała i poszłyśmy do stanowiska.
Sięgnęłam czarną długą sukienkę. Miała piękny krój, podkreślała kształty. Sukienka na ramiączkach, bez pleców.
- Hermiono popatrz.- powiedziałam.
- Śliczna.- powiedziała.
- Przymierz.- powiedziałam.
- Dobrze jak ty przymierzysz tą.- powiedziała i pokazała mi sięgającą do kolan ułożoną na bombkę białą sukienkę. Miała długie rękawy. Pokryta była błyszczącymi na złoto wzorami. Była śliczna.
- Dobrze, ale jeszcze buty.- powiedziałam.
- Dobra.- i poleciałyśmy do stanowisk z butami.
Zauważyłam czarne na dosyć wysokim obcasie sandałki.
- Miona, patrz te będą pasować.- powiedziałam.
- Tak. A ja znalazłam dla ciebie.- powiedziała i pokazała mi białe na niskim obcasie buty.
- To jak idziemy ?- zapytałam.
- No pewnie.
Weszłam do przymierzalni, razem z śliczną białą sukienką. Ubrałam się w sukienkę. Leżała na mnie świetnie. Założyłam do tego buty wybrane przez Hermionę. Usłyszałam gwizdanie i klaskanie. Pewnie Hermiona wyszła w sukience.
- No Maja pokaż się.- powiedziała Hermiona. Wyszłam i zobaczyłam Gryfonkę, Wyższą niż zwykle. Wyglądała ślicznie. I znowu klaskanie i gwizdanie. I jeszcze...
- To moja siostra.- wykrzyczał Harry klaskając nadal patrząc na nas.- Wyglądacie ślicznie.
- Dziękujemy.
- Pasuje Ci !- powiedziałam Mionie.
- Dziękuję. Ty też wyglądasz prześlicznie.
- Dzięki. Choć zobaczę ile kosztuje twoja.- powiedziałam i podeszłam do niej.
- I co ile ?
- 25 galeonów.- powiedziałam.
- Nie tak źle. A twoja ?- powiedziała i podeszła do mnie i zobaczyła na metce.
- 20 galeonów.
- Plus buty będzie jakieś 30. A u ciebie 33  galeony.
- Tak o tym nie pomyślałam. A szkoda pasowałaby na sylwestra.
- Tak. To chodź pójdziemy się przebrać.
Wyszłyśmy i zobaczyłyśmy Ginny i Alicję oglądające sukienki. Ginny trzymała też w stylu bombki czerwoną sięgającą kolan sukienkę. Poszłam do stanowiska z butami wzięłam czarne proste na niskim obcasie buty.
- Przymierz.- powiedziałam do niej, podając jej buty.
- Dobrze.- powiedziała. Odwiesiłam białą sukienkę i odłożyłam buty. Alicja właśnie oglądała fioletową sukienkę sięgającą do kostek. Miała dość duży dekolt, ale w sumie to w jej stylu. Podszedł do niej Ron podając jej czarne na płaskim obcasie pantofelki i wyszeptał jej coś do ucha. Dziewczyna odwróciła się do niego i uśmiechnęła. Pobiegła w stronę przymierzalni.
Czekaliśmy jeszcze 15 minut. Aż w końcu z jednej z przymierzalni wyszła Ginny. Wyglądała ślicznie.
- Ginny ! Ślicznie wyglądasz.- krzyknęłam do niej.
- Dzięki.-powiedziała z uśmiechem. I po chwili wyszła Alicja w fioletowej sukience.
- Pasuje ci.- powiedziałam razem z Hermioną do Alicji.
- Dziękuję.- powiedziała.
- No ślicznie dziewczyny. Ale już pora się przebrać z powrotem. No już.- powiedziała pani Weasley.
Gdy dziewczyny odwiesiły sukienki i odstwiły buty. Znowu wyszliśmy na Pokątną.
- No to teraz kociołki i nie kociołki dla Freda i Georga.- oznajmiła pani Weasley. I weszliśmy do sklepu z przyborami magicznymi.
- Maja ?- zagadał do mnie Harry.
- Hmm ?
- Może pójdę kupić karmę dla Canisa i Hedwigi ?
- Jasne. Tylko nie za długo, powinniśmy za chwilę wracać. 
- No ok.- powiedział i podszedł do drzwi, a z nim Fred, George i Ron.
- Wszyscy po jedzenie dla sów ?- zapytałam z niedowierzaniem.
- Nie. Idziemy z Harrym, po te jego zakupy, a potem idziemy załatwić jeszcze coś do nas.- wyjaśnił mi Ron.
- Spotkamy się w księgarni.- krzyknął Fred do matki.
- A gdzie znowu oni poleźli ?!- krzyknęła pani Weasley.
- Harry poszedł kupić jedzenie do Canisa i Hedwigi. A chłopacy poszli, bo też coś chcieli załatwić.- wytłumaczyłam jej.
- No dobrze. No to chodźcie do tej księgarni.- poganiała nas pani Weasley.
Doszliśmy do księgarni. Kupiłam brakujące podręczniki mi i Harremu. Chłopacy wpadli do księgarni z uśmiechami na twarzach. W rękach trzymali torby, no ale przecież mieli coś załatwić, wiec to nic dziwnego.  Pani Weasley spotkała znajomą jej czarownicę i zaczęła z nią rozmawiać.
- Mamo.- krzyknęła do niej Gin.- Idziemy się porozglądać po stoiskach.
- Dobrze Ginny.
Wyszliśmy z księgarni i naprzeciwko spotkaliśmy Dracona Malfoya.
- No proszę. Potterowie już zaciągają za sobą zdrajców krwi.- powiedział Malfoy.
- Czego chcesz Malfoy ?- zapytałam.
- Jest dużo rzeczy, które bym chciał Potter.- powiedział i przybliżył się do mnie.- Na przykład taka jak ty.- powiedział i dotknął mojego polika.- No proszę widzę, że Weasley nie wytrzymuje i już cię kaleczy Potter.
- Odwal się ode mnie Draco.- powiedziałam i odepchnęłam go od siebie.
- Zobaczysz ! Jeszcze do mnie przyjdziesz.
- Chciałbyś !
- A powiem ci, że bym chciał.- powiedział z tym swoim łobuzerskim uśmiechem
- Nie słyszałeś Malfoy ? Odwal się od niej.- warknął na niego Harry.
-  No proszę braciszek rusza na pomoc. Wszyscy jesteście żałośni.
- Serio ? To dlaczego ty, czarodziej czystej krwi startuje do córki mugolaczki ?- zapytałam go.
- A czy to ma znaczenie ?
- Dla ciebie zawsze miało !
- Ludzie się zmieniają.
- Ale nie ty ! W to nie wierzę !
- To uwierz lepiej Potter. A jakbyś chciała się komuś wyżalić, wiesz gdzie mnie możesz znaleźć w Hogwarcie. Przy stole Ślizgonów lub na naszych wspólnych patrolach Potter. Tak też zostałem prefektem i ja już się o to postaram, żebyśmy mieli wspólne patrole.- powiedział i odszedł. Nie mogę uwierzyć. On prefektem ?! Przełknęłam gulę, która mi utkwiła w gardle i krzyknęłam za nim.
- Żałosny jesteś !- usłyszałam tylko jego śmiech.
- Nie przejmuj się.- powiedziała Hermiona.- Będę chodzić z tobą na te patrole. Przecież mogę.
- Dziękuję.- powiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę.