niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 21."Zrujnowałem swój związek, obwiniam o to przyjaciółkę, a mój przyjaciel dostał na łeb !"

No hej *.* Coś mało ostatnio komentujecie ;( Mam nadzieję, że jeszcze chcecie czytać te wypociny, które piszę, co ? Zapraszam na rozdział 21 i komentujcie, przecież to was nie zje. Notkę dedykuję Klaudii i Cupcake, dziękuję za wsze komentarze <3



Rozdział 21.
Promienie słońca obudziły mnie o 6 rano. Boże jak mi się nic nie chce ! Szykuję się kolejny ciekawy dzień ! Wyczołgałam się z łóżka i ruszyłam w stronę kufra. Wyjęłam z niego czarne rurki, białą bluzkę, czarny rozpinany sweterek i krawat w barwach mojego domu.
Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic. Ubrałam strój, przypięłam do niego odznakę, na szyję zwiesiłam, łańcuszek, od Georga, a na nadgarstek bransoletkę mamy. Na twarz nałożyłam, lekką warstwę pudru, usta wymalowałam błyszczykiem, a ubiór wypsikałam mgiełką. Spakowałam rzeczy na dzisiaj i wyszłam z pokoju. Schodziłam do pokoju wspólnego, kiedy usłyszałam, że ktoś rozmawia.
- Słuchaj Fred, przecież, nie będzie tak źle.- powiedział tak dobrze znany mi głos.
- A ty co niby o tym wiesz ? Wystarczy, że pokłócisz się z Mają, od razu myślisz jak ją przeprosić lub odzyskać.
-Nie wtrącaj teraz w to Mai. Przestań Fred. Dasz radę. Zobaczysz może jeszcze będziecie razem.
- Jasne. Ale wiesz co George, dzięki.
- Na mnie możesz liczyć.
- Wiem.
Gdy usłyszałam tą krótką wymianę zdań, uznałam, że mogę już zejść. Uśmiechnęłam się szeroko i wpadłam do pokoju.
- Hej, chłopaki.- przywitałam się z bliźniakami.
- Hej słońce.- powiedział George i przyciągnął mnie do siebie.
- Hej.- powiedziałam, patrząc mu w oczy. Chłopak pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się do niego.
- Idziemy na śniadanie ?
- Jasne. Fred idziesz ?- zapytałam chłopaka.
- Tak, trzeba coś zjeść, aby przeżyć kolejny bezsensowny dzień.- powiedział grobowym tonem. Spojrzałam na Georga, który tylko wywrócił oczami.
- Dobra. No to chodź idziemy na śniadanko.
- Coś ty taka, optymistyczna ?- zapytał Fred.
- Ja zawsze taka jestem.
- No, no. Nie da się takim być zawsze.
- Jak widzisz można.
- Dobra, ale Fred ma rację, coś dzisiaj jesteś bardziej szczęśliwa.- powiedział George.
- Aaaa, no bo dzisiaj idę odwiedzić Hermionę w jej nowym dormitorium.
- Kiedy ?
- Przed patrolem.
- Mhm.
- No. Dobra, koniec pogaduszek, burczy mi w brzuchu.- powiedziałam uśmiechając się do bliźniaków.
Przeszliśmy przez dziurę w obrazie. Fred wyjął książkę i zaczął ją czytać. No nieźle, chłopak opanował sztukę chodzenia i czytania jednocześnie. Zwykle to on chodził i coś majstrował. Szliśmy korytarzem, kiedy ktoś wpadł na Freda.
- Uważaj.- burknął Fred.
- Przepraszam.- powiedziała dziewczyna.
- Nie ważne.- powiedział, jeszcze bardziej obojętnym tonem.
- Fred, opanuj się !- krzyknęłam na rudego i uśmiechnęłam się do dziewczyny.- Jesteś nowa, prawda ?- zapytałam dziewczyny, podając jej rękę. Nigdy jej jeszcze nie widziałam, a na dodatek, McGonagall mi mówiła, że do Gryffindoru dojdzie ktoś nowy. Więc, to pewnie ona.
 - Tak. Roksana McAllen. Jestem z Gryffindoru.
- Maja Potter. My też jesteśmy z Gryffindoru. A na jakim roku jesteś ?
- Piąty.
- Tak jak ja.
- Tak właśnie się zastanawiam gdzie jest Wielka Sala ?
-Chodź z nami.- powiedział przez moje ramię George.
- Mogę ?
- Jasne.- powiedziałam do dziewczyny nadal się uśmiechając. Potrzebuje przyjaciół, a czemu niby my nie możemy nimi być ?
- Dziękuję.
- W jadalni mogę ci pomóc jak dotrzeć do reszty klas.
- Jejku, naprawdę ?
- Tak, pewnie.
Roksana nie jest taka zła. Jest bardzo ładna. Ma może tyle co ja wzrostu, jest bardzo chuda, ma długie lekko falowane blond włosy, sięgają jej do pasa. Oczy ma w odcieniu ślicznej zieleni, jest blada. Nie wiem czemu, ale wyglądem strasznie przypomina mi Lunę. Chociaż ma szczuplejszą twarz i kości policzkowe są bardziej wyraźne.
Ruszyliśmy dalej. Kiedy doszliśmy do Sali, Roksanie zaparło dech w piersiach, stanęła jak wryta i przyglądała się sufitowi.
- Szykuje się dzisiaj świetna pogoda.- powiedziałam do niej z uśmiechem.
- To, to mówi jaka będzie pogoda ?
- Nie to mówi, jaka jest pogoda.
- Jej, jakie fajne.
- Tak, no chodź do naszego stołu.
- Naszego. To nie można usiąść przy innym niż przy tym jednym ?
- Pewnie, że można, ale tylko na śniadaniach, kolacjach i tak dalej. Ale na uroczystościach trzeba usiąść przy stole swojego domu.
- To trochę dziwne.
- Nie, nie dziwne. Niedługo się przyzwyczaisz.
- Mam nadzieję.
- Chodź.- powiedziałam i poprowadziłam ją do trzeciego stołu.
- Więc to jest stół Gryffindoru ?
- Tak.- powiedziałam uśmiechając się do niej.- Hej.- przywitałam się z Cedriciem, Luną, Nevillem i Martą.
- Hej.
- To jest Roksana.- przedstawiłam blondynkę.
- Cześć. Cedric Diggory.- przedstawił się puchon.
- Jesteś z Gryffindoru ?- zapytała dziewczyna.
- Nie z Hufflepuffu.- odpowiedział uśmiechając się.
- Aha.
- Luna Lovegood.- powiedziała Krukonka.
- Luna jest z Ravenclawu.
- Neville Longbottom, Gryffindor.
- Hej.
- Marta Black.- powiedziała Gryfonka.
- Jesteś z…- powiedziałam z uśmiechem do przyjaciółki.
- Maja !- powiedziała, na co posłałam jej buziaka.
-Gryffindor.- odpowiedziałam Roksanie, nakładając sobie sałatki.
- Aha.- powtórzyła, biorąc naleśnika.
- To może pokaż mi twój plan zajęć ?- zapytałam
- Jasne.- powiedziała i podała mi plan lekcji. Pogrzebałam w torbie i wyjęłam z niej swój plan zajęć. Spojrzałam na nie.

Plan zajęć.
8,00: śniadanie. 
1. Zaklęcia.- Slytherin. 
2. Zielarstwo.- Slytherin.
3. Transmutacja- Slytherin.
4, Transmutacja- Slytherin.
5. Obrona przed czarną magią.- Sltherin. 
6. Historia magii.- Slytherin.  
- Mam taki sam.- powiedziałam do niej.
- Tak ?
- Tak.
- O jak fajnie. Będzie ktoś znajomy.- uśmiechnęłam się do niej.
- Marta, Ron, Neville, Harry i Hermiona, też taki mają.
- Kto ?
- Ron, to brat bliźniaków, Hermiona to nasza przyjaciółka, a Harry to mój brat.
- Aha.
Po pięciu minutach, do Wielkiej Sali przyszli Harry, Ron i Ginny.
- Hej.- powiedział mój brat.
- Hej.- odpowiedziałam mu.
Ron usiadł koło Roksany. Harry usiadł naprzeciwko mnie, a Ginny obok niego.
- Ginny wiesz o której, ma tu być Miona ?
- Nie właśnie, nie wiem.
Ron trochę oprzytomniał, spojrzał na Roksanę i wytrzeszczył oczy.
- A ty kto ?
- Ron to jest Roksana. Nowa uczennica, o której mówiła nam profesor McGonagall.
- Ach, nowa Gryfonka.
- Tak, miło mi.- powiedziała Roks.
- Mnie również.- powiedział uśmiechając się słodko do niej.
- Siemanko ludziska !- usłyszałam głos Jordana z końca Sali.
- Idzie Lee.- powiedziałam przewracając oczami do przyjaciół. Uśmiechnęłam się.
- Hej Lee.- szedł razem z Angeliną za rękę.- Czyli co jednak kłótnia was nie rozdzieliła ?- zapytałam ciesząc się.
- Nie.- powiedziała Angelina.
- I całe szczęście. Poznajcie to jest Roksana McAllen.
- Ach, to ty jesteś oczami i uszami tej szkoły tak ?- zapytał Lee.
- Co ?
- No, tak do Hogwartu nie codziennie ktoś dochodzi.
- Czemu ?
- Mu chodziło o to, że rzadko kto dochodzi w środku semestru.
- Tak, dokładnie.
- Fred, możemy pogadać ?- zapytała Gryfonka.
- Nie mamy o czym.- warknął na nią.
- Fred, proszę.
- Nie. Rozumiesz nie ! Zostaw mnie wreszcie w spokoju !- warknął na nią i wyszedł z Wielkiej Sali. Angelinie po policzkach spływały łzy.
- Pójdę z nim pogadać.- wyszeptał mi do ucha George, dał buziaka w policzek i wyszedł z jadalni. Wstałam od stołu, podeszłam do przyjaciółki i mocno ją objęłam.
- Cii, już spokojnie, już dobrze. Zobaczysz George go przekona.  Przecież oni siebie rozumieją jak nikt inny. Hmmm ? Będzie dobrze, nie ma się co martwić, Ang.-  spojrzałam przez ramię, żeby pogadać z Lee, ale go nigdzie nie było.
Angelina usiadła. Harry mi się przyglądał.
- Harry ?
- Musimy pogadać.
- O czym ?
- Może na zaklęciach.
- Dobra. A gdzie Lee ?
- Wyszedł od razu za Georgem.- powiedziała Roksana.
- Jezu to może ja pójdę.
- Gdzie ?
- Zobaczyć. Angelina co macie za lekcję ?
- Eliksiry.
Pobiegłam w stronę lochów, kiedy usłyszałam czyjś głos.
- Maja !- odwróciłam się. Za mną biegli wszyscy, których zostawiłam w jadalni. Ta, a mój kochany braciszek na czele.
- Co wy ?
-Idziemy z tobą.- powiedział Harry.
- Czemu ?
- Zobaczysz.
- Nie żartujcie sobie.
- Nie żartujemy.
- No dobra.
Pobiegliśmy prosto pod klasę Profesora Snape’a.
- Chciała cię przeprosić, a ty najzwyczajniej na nią nawrzeszczałeś !- usłyszałam głos Lee.
- Zniszczyła mój związek !
- Sam go zniszczyłeś !
- Chłopaki spokojnie.- usłyszałam Georga.
Kiedy zobaczyłam chłopaków, stali i mierzyli w siebie różdżkami.
- To nie twoja sprawa George.- powiedział Lee. Przyszykowałam swoją różdżkę, zresztą tak jak każdy. Jordan spokojnie wycelował różdżkę w mojego chłopaka. On nawet nie drgnął, zauważył mnie.- Nie będziesz nam już przeszkadzał ! Rozumiesz, czy się zabijemy czy nie. Po prostu siedź cicho.
-Lee, to mój brat !
- Sorry, George.- powiedział.- Drę
- Protego !- krzyknęłam i miedzy bliźniakami, a Lee powstała niewidzialna bariera.- Lee opanuj się. Nie wiesz co robisz.
- Myślisz, że mnie pokonasz ? Jesteś nic nie wartą czarodziejką !
- Lee, nie wiesz co mówisz !
- Cruci
- Drętwota !-  krzyknęłam i Lee momentalnie cały zesztywniał i opadł na ziemię.
- Boże nie wiem co w niego wstąpiło.- powiedziała Angelina.
- To nie jego wina.- powiedziałam. Ale chyba podejrzewam kogo. Machnęłam różdżką, na barierę i wpadłam Georgowi w ramiona.- Nic ci nie jest ?- zapytałam.
- Mi nic. A tobie ?
- Nie.- powiedziałam i spojrzałam na Freda, patrzył z wytrzeszczonymi oczami na przyjaciela.-  Fred ?
- Boże co ja zrobiłem ?!- wykrzyczał i zsunął się na podłogę. Wyrwałam się z uścisku Georga i uklęknęłam obok niego.
- To niczyja wina.
- Maja ! Zrujnowałem swój związek, obwiniam o to przyjaciółkę, a mój przyjaciel dostał na łeb ! Cholera, czy ty nie widzisz, że to wszystko moja wina, to ja wszystko spieprzyłem.
- Cholera jasna, Fred niczego nie spieprzyłeś, Rozumiesz ? Jesteś zajebistym chłopakiem, masz poczucie humoru ! Hermiona nigdy by się nie związała z kimś kto by był zupełnym idiotą ! Pamiętaj o tym ! A teraz się ogarnij i postaraj się zapomnieć.- najwidoczniej wziął moje krzyki na serio, bo spojrzał na mnie ze zdziwieniem.- Na co czekasz ? Wstawaj, no już.- podniósł się.
- Dzięki Maja.- powiedział i mnie przytulił.
- Nie ma za co.
- Eee, łapy z daleka, ona jest moja.- powiedział George. Uśmiechnęłam się. Oderwałam się od Freda i pocałowałam mojego zazdrośnika.
- Lee !- usłyszałam głos Angeliny. Spojrzałam w stronę pary, chłopak podnosił się trzymając przy okazji za głowę.- Nic ci nie jest ?
- Nie, chyba nie.- powiedział słabym głosem.
- No to dobrze, ale teraz my musimy pędzić na Zaklęcia.- powiedział Neville. Spojrzałam na zegarek.7.55.
- O cholera ! Dozobaczenia na obiedzie !- krzyknęłam do przyjaciół i pobiegłam chwytając za rękę Roksanę.- Dalej, bo się spóźnimy !
- I tak się spóźnimy.- krzyczała za nami Marta.
- Cicho. Ginny, Luna, zaraz będzie sala od Starożytnych run.- powiedział Harry.
- Wiem.- powiedziała Gin.- Do zobaczenia.
- Pa.
Biegliśmy, aż na samą górę. Kiedy zobaczyliśmy drzwi od Sali profesora Flitwicka. Uczniowie jeszcze stoją przed nią. Udało się !
- Trzeba odsapnąć.- powiedział Ron.
- Gdzie wyście byli ?- zapytała nas Hermiona.
- Nie pytaj.- powiedziałam do niej.
- Hej, jestem Roksana McAllen.
- Hej, Hermiona Granger.
- No już proszę do klasy.- zawołał profesor.
Weszłam do klasy, usiadłam obok Harrego, a obok mnie Roksana. Ron ją wpuścił na swoje miejsce ? Tuż to szok.
- O czym chciałeś rozmawiać ?
- O tym wszystkim przecież nie możemy wykorzystywać tak Hermiony, dla naszego dobra.
- Ona nic nie wie. Ma po prostu zakochać się w Malfoyu.
- Tak, ona się w nim zakocha, on odrobi swoje zadanie, rzuci ją i będzie miała złamane serce.
- Kto wie, może Malfoy też się w niej zakocha.
- W co ty wierzysz.
- No w końcu, musi jakoś zabiegać o jej względy, czyli jak. Może jednak powstanie z tego, taki prawdziwy solidny związek.
- Naprawdę tak sądzisz ?
- Wszystko jest możliwe Harry.
- No niby masz rację. Maja trzeba coś zrobić z Cedriciem.
- Czemu ?
- Cały czas chodzi jakiś zamyślony.
- Ja go dzisiaj już wypytam, ty się o to nie martw.
- No, dobra. – powiedział i zaczęliśmy słuchać lekcji profesora.
***
Koniec zaklęć. Jery, nareszcie !
- Maja ? Gdzie teraz ?- usłyszałam głos Roks.
- Chodź z nami.
- Nie chcę się wtrącać.- powiedziała.
- Och nie wygłupiaj się.- powiedziała Hermiona.
- Tak, właśnie, my nigdy nie zostawiamy nowych uczniów.- powiedział Ron.
Ruszyliśmy na dół. Przed salą zielarstwa stali już ślizgoni. Podeszłam do Dracona.
- Możemy pogadać ?- zapytałam.
- Jasne.- odeszliśmy na bok.
- Co ty odpieprzasz co ?
- Co ja zrobiłem ?
- Nie udawaj ! Co zrobiłeś Jordanowi ?!
- Nic mu nie zrobiłem !
- Nie udawaj Malfoy.
- Naprawdę !
- Mam uwierzyć, że nie rzuciłeś na niego Imperiusa ?
- Tak, powinnaś wierzyć, bo tego nie zrobiłem.
- To czemu tak reagował ?- zaczęłam mruczeć pod nosem.
- Jak reagował ?
- Nie ważne, dzięki.- powiedziałam.
- Wiesz co Potter, czasami naprawdę ciebie nie ogarniam.- powiedział uśmiechając się.
- I nawzajem.- powiedziałam, odpowiadając mu cynicznym uśmieszkiem.
Podeszłam do przyjaciół.
- Co on od ciebie chciał ?- zapytał Ron.
- Malfoy jak Malfoy.- powiedziałam, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Tak czasami naprawdę mnie denerwuje.- powiedziała Miona.
- Czemu ?- zapytałam.
- Może…- powiedziała pokazując ławkę.
- Jasne.- odpowiedziałam i usiadłyśmy.
- On jest taki denerwujący.
- Dlaczego ?
- Wiesz, że mamy dormitoria połączone łazienką ?
- No wiem.
- No to on wczoraj sobie wszedł do łazienki, kiedy chciałam wchodzić do wanny.
- Byłaś naga ?- wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Nie byłam owinięta w ręcznik.
- Ale szczęście.
- Ale to nie wszystko. Jeszcze później wszedł do łazienki, kiedy się odświeżałam. Wiesz wczoraj byłam w mundurkowej spódniczce, nie ?
- No.
- To, jak go poprosiłam, żeby wyszedł, to on powiedział nie, bo ma na co patrzeć.
- No co ty ?! Ja bym mu od razu przywaliła z liścia.
- Uwierz byłam już ku temu bliska, ale się opamiętałam.
- Oj Miona, Miona.
- Wchodzić do klasy, no już.
Weszłyśmy do klasy i usiadłyśmy w naszej ławce.
***
Godzina 18. Siedzimy w pokoju wspólnym Gryffindoru. Reszta dnia minęła nam spokojnie.
- No Ginny, idziemy do Miony ?- zapytałam przyjaciółkę, wiążąc sobie włosy w kitkę.
- No jasne.
- No to chodź.- powiedziałam, zakładając szatę uczniowską i przypinając ją odznaką.
No tak, trzeba się uszykować na dyżur. Dałam Georgowi buziaka w policzek. Przeszłyśmy z Ginny przez dziurę w portrecie.
- Gdzie są te dormitoria ?
- Chyba to jest ta wieża naprzeciwko, sowiarni.
- No to chodź.
Poszłyśmy korytarzem prowadzącym do sowiarni.
- Czekaj, sowiarnia jest w prawo, to jej pokój będzie w lewo.- powiedziała Ginny.
- Czekaj mam mapę Huncwotów.- powiedziałam wyciągając z kieszeni kawałek pergaminu i różdżkę.- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.- powiedziałam, a na pergaminie zaczęły przenikać, różne linie i już po chwili była, gotowa do odszukania Miony.
- Popatrz tu jest !- powiedziała Ginny i pokazała mały dymek z „Hermiona Granger”
- Jest  w wieży naprzeciwko sowiarni, czyli w lewo. Koniec psot !
Ruszyłyśmy przez korytarz, do jednej z nielicznych wież w Hogwarcie.
Zapukałam do drzwi z herbem Gryffindoru.
- Miona ?
- Wejdźcie.- usłyszałam głos przyjaciółki.
Otworzyłyśmy drzwi i kuknęłyśmy do pokoju. Hermiona leżała na wielkim łóżku i patrzyła na ogień w kominku. Usiadłam w jednym z foteli, a Ginny usiadła na końcu łóżka. Miona płakała.
- Hermiono ? Wszystko dobrze ?- zapytała Weasleyówna.
- Nie, nic nie jest dobrze.
- Co się stało Miona ?
- On wie.
- Kto i co wie ?- zapytałam.
- Malfoy.
- O czym on wie ?
- Jak zerwaliśmy z Fredem.- powiedziała i ukryła twarz w poduszkę.
- Skąd ?- zapytała Ginny.
- Nie wiem. Ale jak weszłam do łazienki on akurat się przebierał więc zamknęłam oczy, a on na to „ Po co zamykasz oczy Granger ? I tak dobrze wiemy, że ten twój chłoptaś, nie miał takiego ciała”, kazałam mu się zamknąć, a on na to, że najwidoczniej mu nie wystarczałam i znalazł sobie kogoś na pocieszenie. Ja nie wiem jak mam dzisiaj z nim iść na patrol.
- Wredna zakłamana kreatura.- powiedziała Ginny.
-  Miona, najważniejsze, że dasz radę.- powiedziałam.
- Skąd taka pewność ?
- Zawsze dajesz radę, pamiętasz ?
- Ale teraz to co innego.
- To jest właśnie to samo.
- Dzięki Maja.- powiedziała, na co mocno ją przytuliłam .
- Na mnie zawsze możesz liczyć.
- Na nas dwie.- powiedziała Ginny, uśmiechnęłam się.
- Tak, na nas dwie.- poprawiłam się.
- Maja, chyba zaraz będziesz musiała iść na patrol.- powiedziała Miona. Spojrzałam na zegarek. 19.30, a niech to szlag.
- Tak, faktycznie, musimy już wychodzić jeżeli mam odprowadzić Ginny do wieży.
- Mogę iść sama.- powiedziała.
- Nie, nie możesz, bo za chwilę zacznie się patrol, na którym nie powinno ciebie być, a poza tym obiecałam Harremu, że cię odprowadzę. No już jazda idziemy, a Miona da sobie radę.- powiedziałam i pocałowałam dziewczynę w policzek.
Wyszłyśmy z pokoju i ruszyłyśmy schodami w dół.
Kiedy byłyśmy przy portrecie, Ginny odwróciła się i spojrzała mi w oczy.
- Ty coś wiesz, prawda ?
- Co wiem, Ginny ?
- O tym Malfoyu, o tych prefektach i o Fredzie ?
- Ginny, nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz.
- Jak, nie wiesz Maja ? Nie wiesz dlaczego Miona jest prefektem? Nie wiesz Dlaczego Fred całował Angelinę ?
- Miona, została prefektem, bo Padma zrezygnowała. A skąd mam wiedzieć, czemu Fred całował Angeline? Sama chciałabym to wiedzieć. – powiedziałam do przyjaciółki.
- Na pewno ?
- Na pewno.- przyjaciółka mocno mnie przytuliła i przelazła przez dziurę w portrecie.
Pobiegłam na drugie piętro, gdzie miałam spotkać się z Cedriciem. Wbiegłam na kogoś, kto mnie przytrzymał. Spojrzałam w górę. Cedric się do mnie uśmiechał.
- No nieładnie biegać, po korytarzu.- powiedział do mnie.
- Och, przepraszam, panie władzo.- powiedziałam uśmiechając się do niego.
- To jest tylko ostrzeżenie.
- Och. Naprawdę ? Bardzo dziękuję.
- Dobra, bez wygłupów.
- Dobra, dobra.
- Idziemy.
- No idziemy, spokojnie.
- Dobrze.
- No.
Szliśmy tak przez chwilę w milczeniu.
- Maja ?
- Tak ?
- Co sądzisz o Marcie Black ?
- Marta Black ? Marta, jest świetną przyjaciółką, potrafi świetnie zrozumieć i jest strasznie podobna do swojego ojca.
- A czyby była zainteresowana przeciętnym Cedriciem Diggorym ?- zapytał, na co się uśmiechnęłam.
- Sądzę, że jest i to bardzo. Wiesz ona potrafi strasznie się ekscytować, jak tylko powiesz do niej „cześć”.
- Mam u niej szanse ?
- Tego nie wiem, musisz sam ją o to zapytać.
- Jak mam zapytać ? „Cześć, jak sądzisz miałbym u ciebie jakieś szansę ?”
- Nie, no może nie tak. Ale może zaprosisz ją w na sobotę do Hogsmade ?
- Dobry pomysł. Dzięki. Ale jak mam ją zapytać ?
- Przecież często siedzicie sami w Wielkiej Sali, bo jesteście najwcześniej. Gadacie o czymś. To po prostu się zapytaj.
- No nie wiem.
- Ty się stresujesz. No nie wierzę. Ty masz stracha ? Przecież przy Cho zawsze byłeś taki wyluzowany.
- No widzisz to świadczy, o tym, że naprawdę czuję coś poważniejszego do tej dziewczyny.
- Cedric, nie masz czego się bać. Marta pewnie będzie w siódmym niebie jak ją zaprosisz na sobotę.
- Tak sądzisz ?
- Tak, tak właśnie sądzę.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
[ Hermiona Granger ]
Och ! Co za koszmarny dzień ! Najchętniej bym cofnęła się do rana.
Weszłam do swojego dormitorium dla prefekta naczelnego. Co jeszcze dzisiaj mnie czeka? No tak jeszcze ten idiotyczny patrol z Malfoyem ! Trudno.
Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej bluzkę z 3/4 rękawkiem, długie jasno dżinsowe rurki i błękitne trampki. Zajęcia dzisiaj były okropne. Moi przyjaciele o mało nie spóźnili się na pierwszą lekcję i nie chcą mi powiedzieć z jakiego powodu.
Weszłam do łazienki, nie pukając. No bo po co ? Skoro to moja łazienka, nie zważając na to, że po drugiej stronie drzwi ma Malfoy, to jest przecież moja łazienka jak i jego. No i popełniłam pomyłkę, bo on akurat tam stał. Miał na sobie tylko dżinsy, ani koszulki, albo chociaż byle jakiego T-shirtu.
- Puka się, Granger !
- To się zamyka drzwi. Nie zapomniałeś Malfoy, że to też moja łazienka ?!
- Jakże bym mógł zapomnieć ? Że muszę dzielić jedną łazienkę, z taką szlamą jak ty !
- Och no proszę, bo o to i nasz cudowny czarodziej czystej krwi !
- No i oczywiście. Po co ten sarkastyczny ton Granger ? Przecież to prawda.
- Och, no tak przepraszam, jakże ja tak mogłam wyśmiewać najcudowniejszego faceta w naszej szkole ? A tak przy okazji jak tam Pansy, Malfoy ?
- Proszę cię. Po co zmieniasz temat ? Pansy i mnie nic nie łączy.
- Och. Oczywiście, że nie ! Oprócz tych cudownie przeżytych razem wspólnych nocy. Wiesz co brzydzę się tobą Malfoy.- powiedziałam i zamknęłam oczy.
- I po co zamykasz te oczy ? Czyżby Weasley nigdy nie stał nigdy przed tobą w nagim torsie  ? Zresztą nie wiem co ty i Potterowa widzicie w tych Weasleyach.
- Może, to, że nie uważają się za lepszych tylko dlatego, że są czystej krwi.
- Tak, tak właśnie widać. Weasley umie się zabawić co, Granger ?
- O co ci chodzi ?
- Nie mogłaś go zadowolić, więc znalazł sobie inną zabawkę.
- Przymknij się wreszcie.
- Och i o to dziś mało by się nie zabili ? Ten twój Weasley i ten czarny jak on ma ? Lee Jordan ?
- O czym ty gadasz Malfoy ?
- Oooo, przyjaciółeczki ci nie powiedziały ?
- Co miały mi powiedzieć ? Mów, że do cholery wreszcie Malfoy !
- Och biedactwo ! Nie słyszałaś ? Ten cały Jordan, próbował dzisiaj zabić Freda ! Ach i to nie wszystko, ten chłoptaś Potterowej, jak mu ? George, no tak. Chciał stanąć po stronie brata i by już oberwał Drętwotą, gdyby nie nasza kochana Majeczka ! Zresztą sama też ryzykowała, bo już Gryfon próbował rzucić na nią Cruciatusa, a ta pięknie powaliła go Drętwotą. Wszystko dla ukochanego, czyż nie ? Ach, jak ta miłość potrafi namącić w głowie.- powiedział tak, jakby komentował przebieg meczu quidditcha.
- Nie opowiadaj głupot. Na pewno to przed chwilą to wymyśliłeś.
- Spytaj przyjaciółek, kochanieńka. I powiem ci, że jak się rumienisz to dodaję ci to jeszcze więcej uroku.
Usłyszałam zamykanie drzwi. Spojrzałam w lustro. Boże co się ze mną dzieję ?! Miona wyluzuj, przecież to Malfoy. Ten cholerny skurwiel. Przebrałam się w ciuchy, które wybrałam. Ubranie wypsikałam wiśniową mgiełką. Włosy porządnie rozczesałam. Wyszłam z łazienki. Mundurek włożyłam do kufra. Położyłam się na łóżko.
***
Dziewczyny wyszły z mojego dormitorium. Czuję się trochę lepiej. Zawsze potrafią poprawić mi humor. Ale teraz czeka mnie najgorsza atrakcja dnia. Patrol z Malfoyem.
Wstałam z łóżka. Nie mam zamiaru się przebierać. Co mi zrobią ? Nic. Przypięłam odznakę do bluzki. No gotowe. Za chwilę powinnam się spotkać z Draco, ale to jeszcze chwile. Jest 19.30, Maja kończy patrol za pół godziny.
Chwyciłam książkę od eliksirów i zaczęłam ją przeglądać. Jest o wiele lepsza niż podręcznik od Czarnej magii.
Minęło 15 minut, a ja już przeczytałam 4 tematy. Coś jest nie tak. Coś jest nie tak ze mną.
Zaczęłam krążyć po pokoju. Czy Malfoy, mówił prawdę ? Nie zapytałam dziewczyn, nie miałam odwagi. Co jeśli to prawda ? Co jeśli oboje chcieli się pozabijać ? Nie chce wiedzieć. Fred mnie zranił. Najchętniej chciałabym, aby ten ostatni miesiąc spędzony z nim wymazał mi się z pamięci. Nie potrafiliśmy wytrzymać. Zaczynam podziwiać Maję, mimo tylu przeciwnością losu, potrafi jeszcze odnaleźć szczęście i potrafi o nie walczyć. A George, jeszcze nigdy nie widziałam, aby ktoś tak patrzył na dziewczynę. Nawet mój tata tak nie patrzy na moją mamę. On o nią walczy, nie poddaje się. A Fred, co ? Najzwyczajniej się poddał. Nie pobiegł za mną, nie chciał wytłumaczyć. Poddał się i już nigdy nie będzie tak jak było. Może będziemy przyjaciółmi, gdy znajdziemy, kogoś kto będzie taki jak George dla Mai.
19.55. Wyszłam z dormitorium. Zaczęłam schodzić po schodach gdy usłyszałam czyjś głos.
- I co Granger idziesz sama na patrol ?
- Miałam taką nadzieję.
- Uważaj Granger. Miałbym stracić okazję popatrzenia sobie na twoje tyły ?
- Malfoy przeginasz.
- Kręci cię to.
- Pomarzyć sobie możesz.
- Za marzenia nie karają.
- No nie.
Szliśmy tak przez pół godziny.
- Wiesz co Granger ?
- Czego, Malfoy ?- jak to powiedziałam, zaczął się śmiać.
- Przypominasz mi Potter, tym swoim sposobem mówienia.
- I to mam wiedzieć ?
- Nie. W sumie to jak na szlamę, jesteś całkiem atrakcyjna.- poczułam, że się rumienię.
- Malfoy, jakie tabletki dzisiaj brałeś ?
- Hmmm. Chyba rutinoscorbin ? Tak, to jest ten lek, prawda ?- zapytał, na co przytaknęłam.- No więc przedawkowałem rutinoscorbin.- powiedziałam, na co parsknęłam śmiechem.
- Rutinoscorbin, to lek na odporność.- powiedziałam, a ten się zmieszał.
- I co ? Nie da się go przedawkować ?
- Nie, a co chcesz się ukatrupić ? Z chęcią ci dam o wiele lepsze do przedawkowania.
- Nie dzięki z twojej uprzejmości wole nie korzystać.
- A szkoda. Byłoby z czego się śmiać.
- Bardzo śmieszne.
- Wiem.
Zaczęliśmy patrolować kolejne piętro.
- Och, Granger, każdy twój chłopak wychodzi niewypałem.
- Malfoy, aż tak bardzo cię interesuje moje życie, czy może chcesz książkę napisać ?
- Nie wściekaj się już tak.
No przynajmniej ten patrol był dosyć spokojny. Rozmowa z Malfoyem, trochę się kleiła. Ale co mnie to obchodzi ?
[ Maja Potter ]
- Jesteś kompletnym idiotą !- krzyknęłam na rudego.
- A co mam ci poradzić, że ją kocham ?- zapytał.
- Kochasz , kochasz ? Proszę cię ! Tak, kochasz, że nie chciałeś mi o tym powiedzieć ?
- Chciałem, zobaczyć jak długo to się pociągnie !
- I co ile już to trwa ?
- Od półtora tygodnia.
- Dla mnie jesteś skończonym idiotą !
- A to czemu ?
- Chciałeś to wszystko przed nami ukrywać, bo co ? Bo bałeś się ! Najzwyczajniej się bałeś.- nawrzeszczałam na Weasleya.
Cedric, który przyglądał się całej tej scenie, stał z tyłu. Odwróciłam się do niego, na co chłopak wyłożył swoje ręce, a ja wpadłam mu w ramiona.



środa, 6 lutego 2013

Rozdział 20."Nie będę opowiadać kłamstw."

No witam, witam <3 Po pierwsze chciałam przeprosić, że znowu musieliście czekać na rozdział tak długo, ale wiecie zaległości po chorobie, próby i treningi -.- No ale nic, zapraszam do siebie na rozdział 20 i mam nadzieję, że chociaż trochę wam to wyjaśni o co chodzi Severusowi i Draconowi ;d





Rozdział 20.
Siedziałam razem z Ginny i pocieszałyśmy Hermionę. Boże do czego doprowadziliśmy ?! Doprowadziliśmy?! Tak pewnie Maja zwal na wszystkich oprócz na siebie !
- Hermiona, ej zobaczysz wszystko się wytłumaczy.- powiedziała ruda.
- Tak, Miona jestem pewna, że to był ja wiem impuls ?- powiedziałam krzywiąc się na samo wypowiedziane przeze mnie słowa.
- Impuls ? Dobre sobie ! Ja mu pokaże impuls !- powiedziała i wybiegła z pokoju.
- Miona, czekaj !
[ Hermiona Granger ]
Wybiegłam z pokoju, usłyszałam jeszcze głos Mai. Ruszyłam biegiem w stronę pokoju wspólnego. Czuję jeszcze łzy na policzkach. Dobiegłam do salonu i stanęłam przed fotelem.
- Miona ?- usłyszałam głos Mai. Odwróciłam się do niej i rzuciłam jej się na szyję. Poczułam jak dziewczyna mnie obejmuje, pozwoliłam łzą ponownie wyjść na jaw.
- Co jest ?- zapytał Ron.
- Kiedyś wam sama opowie.- powiedziała Ginny.
- Nie, opowiem teraz.- powiedziałam wyrywając się z uścisku przyjaciółki. Usiadłam na fotel i spojrzałam na Rona.- Twój brat to kompletny kretyn, palant i idiota...- powiedziałam i w tej samej chwili do salonu przez dziurę przelazł Fred.
Rzuciłam się na niego z pięściami i zaczęłam go tłuc po torsie.
- Jesteś bezdusznym pajacem, któremu pozwoliłam poprowadzić większość swoich szczęśliwych momentów w życiu, nie potrafię już na ciebie patrzeć. Jesteś zadowolony z siebie ? Kretyn, palant idiota. Boże dlaczego mnie musiała się zdarzyć pieprzona nieodwzajemniona miłość ?
- Miona, już dobrze.- powiedziała Ginny i chwyciła mnie za ramiona. Spojrzałam jej w oczy.- Hermiona opanuj się.- powiedziała do mnie.
   Wyprostowałam się, odwróciłam do chłopaka i spojrzałam w jego brązowe oczy.
- Koniec z nami.- powiedziałam i pobiegłam w stronę dormitorium.
[ Fred Weasley ]
Czułem jak Hermiona obkłada mnie pięściami i nic nie robiłem nie byłem w stanie.Nie jestem pewny w ogóle do czego doszło. Jedyne słowa, które wyraźnie zrozumiałem to "Koniec z nami". Chciałem pobiec za nią, ale Ginny mnie zatrzymała.
- Nie. Ona musi zostać sama. Jeżeli tak zadecydowała, to tak zostanie, nie znasz Hermiony ?- powiedziała do mnie.
- Znam i kocham !- warknąłem na siostrę.
- Tak ?! To dlaczego całowałeś Angelinę ?
- Sam nie wiem !
- Że co robił ?- zapytał Lee.
- A może prędzej to ona ciebie całowała ?- zapytała Ginny.
- To też jest możliwe. Nie pamiętam, mam w głowie zupełną pustkę.
- Czyli tak jak zwykle.- powiedział Ron.
- Zamknij się stary, bo nie ręczę za siebie. - warknąłem na niego.
- Stary to ty nawaliłeś !
- Wiem ! I co mam się z tym pogodzić ? Że ją kocham, a jednak nic z tego ?- zapytałem dziewczyn.
- Tak, będzie najlepiej, dla was obu.- powiedziała Maja.
- Dobra, dam sobie spokój, póki co.- powiedziałem i poszedłem do dormitorium.
[ Maja Potter ]
Słońce zaczyna powoli wschodzić, a ja nie śpię już od godziny. Dobra Maja może idź się ubierz i przyszykuj do zajęć. Wstałam wzięłam z kufra wąskie czarne rurki, białą bluzkę, krawat z barwami Gryffindoru, czarny rozpinany sweterek i czarne trampki. Weszłam do łazienki, włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Zęby wyszorowałam, na twarz nałożyłam lekką warstwę pudru, a usta wymalowałam błyszczykiem. Mundurek wypryskałam truskawkową mgiełką. Spakowałam książki na zajęcia i wyszłam z sypialni. Doszłam do salonu i spojrzałam na zegar.
6.00. Nie jest tak źle. Usiadłam na fotel i się w nim skuliłam, chwyciłam książkę od Obrony Przed Czarną Magią i zaczęłam ją przeglądać.
Po co im szpiedzy ? To się nie uda. Na pewno się nie uda, Hermiona, nie zakocha się w Draconie. Ona by tak nie potrafiła. Nie skacze z kwiatka na kwiatek jest za bardzo wrażliwa. A Malfoy ? Malfoy, w życiu nie stanie przeciwko rodzicom. W co oni wierzą ? Najlepiej niech sobie nie robią nadziei. Nadzieja matką GŁUPICH ! Hermiona i szpieg w domu Malfoyów, na dodatek przy Voldemorcie.
To nierealne. Jeszcze po zerwaniu z Fredem. Mówiłam dajcie mi eliksir wielosokowy, wyjdzie lepiej. Nie ! Ty masz zostać w zamku i czekać. Mhm... już czekam. Zanim zostaną parą minie dobre półtora  miesiąca, nawet Draco nie jest w stanie szybciej przekonać Granger. Potem żeby się zgodziła pojechać do niego na święta. I to wszystko jeżeli pójdzie po ich myśli. Ale nic nigdy nie wiadomo. Trzeba czekać i uważać. Przeczę sama sobie.
Snape i Malfoy naprawdę są tak głupi, aby uważać, że Miona jest tak płytka ? Mam udawać przed przyjaciółmi, że nie mam zielonego pojęcia dlaczego Draco zaczyna startować do Hermiony ? To jakiś obłęd.
6.30. Usłyszałam czyjeś kroki.
- Moje słońce się już uczy ? O tak wczesnej godzinie ?- usłyszałam Georga.
Odwróciłam się do niego, spojrzałam w jego brązowe oczy. Uśmiechał się do mnie.
- Ktoś musi.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
- No niby tak.- powiedział i usiadł koło mnie. Wyglądał na zmartwionego.
- Co się stało ?-  zapytałam go.
- Cały czas myślę o Fredzie, nie mogę zrozumieć dlaczego on ją całował ?
- Ja też nie.- powiedziałam.
Nie wcale ! Przecież to ty w tym wszystkim pomogłaś !
- Idziemy na śniadanie ?- zapytał mnie chłopak.
- Może poczekamy na resztę.
- Ok.- odpowiedział mi.
 Sięgnął to torby i wyjął z niej małe pudełeczko. Otworzył je, a w środku jest pełno małych kolorowych pastylek. Wytrzeszczyłam oczy na nie i spojrzałam na Georga.
- Co to jest ?
- Bombonierki lesera. Chcesz spróbować ?- powiedział z uśmieszkiem.
- Nie, dziękuję.- odmówiłam, spodziewając się, że to jest jeden z wynalazków bliźniaków.
- Jak chcesz.- powiedział i wziął fioletową pastylkę do buzi.- Na pewno ?
- Na pewno.- powiedziałam.
Ktoś zaczął schodzić po schodach i już po paru sekundach pokazała się nam Hermiona.
- Hej.- przywitała się z nami.
- Hej Miona.- powiedziałam do dziewczyny, która usiadła w fotelu obok mnie.
Oczy ma całe zapuchnięte. Przytuliłam dziewczynę. Usłyszałam jak zaczyna szlochać. Gryfonka mocniej się do mnie wtuliła.
- Hej, Miona... Miona zobaczysz wszystko się ułoży. Nie będzie, aż tak źle. Słyszysz mnie ?
- A co jeśli nie ?
- Pewnie, że tak, zobaczysz. Chodź, pójdziemy na śniadanie i na zajęcia i jakoś ci ten dzień minie, co ?
- Dobra, mam ochotę na naleśniki z masą polewy czekoladowej.- powiedziała, wstając z fotela. Uśmiechnęłam się do niej, na co szatynka odpowiedział mi swoim jednym z cudownych uśmiechów.
- No to chodź na te naleśniki.
Ktoś zaczął schodzić po schodach, odwróciłam się w stronę sypialni chłopaków i zobaczyłam Harrego.
- No hej.- powiedział czarnowłosy.
- Hej, Harry idziesz z nami na śniadanie ?- zapytał George.
- Jasne.
Wyszliśmy na korytarz i ruszyliśmy w stronę Wielkiej Sali.
- Dzisiaj pierwsza lekcja OPCM.- powiedział Harry.
- Co jak to pierwsza ?- zapytałam przyjaciół.
- No tak, ta cała Umbridge rozchorowała się na początku roku szkolnego i dopiero dzisiaj z nią mamy.
- Mmmm, czyli nie opuściła mnie żadna lekcja, więc fajnie.- powiedziałam do nich z uśmiechem.
- Tak, mam nadzieję, że będzie umiała nas przygotować do sumów.- powiedziała Hermiona.
- Na pewno.
Doszliśmy do jadalni. Hermiona podeszła do swojego miejsca i nałożyła sobie naleśniki z czekoladą. Zaczęłam się śmiać i usiadłam obok niej.
- No widzisz Miona, masz swoje naleśniki.- powiedziałam do niej.
Po piętnastu minutach w do Sali przyszła Gin z resztą swoich braci i Martą. Jak tylko Fred usiadł, to Hermiona się wzdrygnęła.
- Ja już pójdę pod klasę. Do zobaczenia.- powiedziała Gryfonka.
- Miona, zaczekaj.- zawołał Ron, ale ona już wyszła.
- To o której dzisiaj kończycie ?- zapytała Ginny.
- Chyba o 13.30.- powiedziała Marta.
- To o 13.40 na obiedzie ?- zapytała.
- Jasne.- powiedzieliśmy.
Chwyciłam torbę i poszłam do klasy od OPCM. Byłam już przy klasie gdy usłyszałam głos Malfoya.
- Potter !
- Co ?
- McGonagall, ma pomysł.
- Jaki ?
- A taki, że...- powiedział i wciągnął mnie do pustej klasy.- Siadaj.
Usiadłam na ławce, a on naprzeciwko mnie.
- Więc, jest tak, że chcą, aby Hermiona była prefektem naczelnym i miała dormitorium osobno.
- Ale, przecież Patil jest prefektem nacz...
- No i chcą ją poprosić i mają powiedzieć, że tu chodzi o nasze wspólne dobro.
- Myślisz, że się zgodzi ?
- Patil czy szlama ?- zapytał, a ja zacisnęłam pięści.
- Obie ?
- Patil pewnie tak, uważa, że nigdy nie chciała być prefektem, a Granger ?
- Hermiona możliwe, że tak pewnie będzie chciała być jak najdalej od Freda.
- No to czyli drugi punkt planu może być zrealizowany.
- Draco, jak wy to sobie wyobrażacie ? Hermiona się w tobie zakocha, będziecie razem. Takie o słodziutkie papużki nierozłączki.- powiedziałam z przesłodzonym entuzjazmem.- Pojedzie do ciebie na święta u boku Lorda Voldemorta, a on nie będzie chciał jej zabić ? Przecież to MUGOLACZKA ! On nimi gardzi, rozumiesz ? Ja po prostu nie wiem jak mogłam się na to zgodzić.
- Potter, wszystko będzie dobrze, on nawet się nie domyśli.
- Nie, tylko zabije ją jak tylko zobaczy. Ja nawet mówię, że on podejrzewa, że nie jesteś do końca wierny swojej rodzinie. Sam ryzykujesz - powiedziałam i wyszłam z sali.
Ruszyłam w stronę naszej klasy. Doszłam do Harrego, Rona i Hermiony. Weasley klęczał przy Gryfonce i ją pocieszał, a ja powtórzyłam okularnikowi to co powiedział mi Draco.
- Proszę, do klasy dzieci.- usłyszałam piskliwy głos.
Weszłam razem z Harrym do klasy i usiedliśmy w jednej ławce.
- Sprawdzanie Standardowych Umiejętności Magicznych, powierzchownie nazywanymi SUMY.- powiedziała landrynkowata ropucha pisząc na tablicy.- A o to i wasze podręczniki.- machnęła różdżką na książki i poprowadziła je między nami.
Otworzyłam swój podręcznik, zaczęłam przerzucać strony, marszcząc brwi. Spojrzałam na Harrego, któremu też nie spodobał się nasza nowa książka.
- Zaraz to żadnej magii nie będzie ?- usłyszałam głos Rona.
- Nie jest wam potrzebna, kochanieńki .
- Czyli nie będziemy uczyć się zaklęć obronnych ?- zapytał Harry.
- A po co ci zaklęcia obronne, chyba nie sądzisz, że ktoś mógłby cię napaść ?- położyłam rękę na jego.
- O tak sądzę.
- Tak ? A kto ?
- No nie wiem... Może Lord Voldemort ?!- wbiłam mu paznokcie w skórę. A starej ropusze sztuczny uśmiech zszedł z gęby.
- Może postawmy sprawę jasno, czarnoksiężnik o którym mówią "najpotężniejszy" nigdy już do nas nie powróci. Jasne ?
- Wcale nie, widziałem go, walczyłem z nim ! Maja ?
- Harry proszę daj sobie teraz z tym spokój, nie kłóć się, bo zarobisz szlaban.
- Za późno, po lekcjach zapraszam państwa do mojego gabinetu.
- Zaraz, zaraz jak to państwa ?
- A tak to, pani mu wierzy, to i pani ma szlaban.
- A czemu mam nie wierzyć w to skoro widziałam to na własne oczy ?!
- Dosyć ! Zajmujemy się lekcją już !
***
Zapukałam razem z Harrym do drzwi gabinetu profesor Umbridge.
- Proszę.
Weszłam razem z Harrym do pokoju. Zamurowało mnie, ściany były koloru różowego, dookoła wisiały talerze z kotami, och no proszę, nawet cukier jest różowy!
- Dzień dobry.- powiedzieliśmy.
- Witam, witam. Dzisiaj sobie trochę popiszemy.- powiedziała i wstała od biurka.- Proszę siadać.- powiedziała wskazując na krzesła.
Usiadłam przy stole i zaczęłam szukać pióra.
- Nie, nie będziecie pisać swoimi piórami, mam tu dla was specjalne. Weźcie pergamin i zacznijcie pisać "Nie będę opowiadać kłamstw."
- Ile razy ?- zapytał.
- Tyle razy ile będzie to potrzebne.- powiedziała.
Zaczęłam pisać, nagle poczułam jak zaczyna mnie coś piec na dłoni. Spojrzałam na wierzch i moim oczom ukazało się zdanie " Nie będę opowiadać kłamstw" wyryte w mojej ręce.
- Auuu...
- Tak ?- powiedziała ropucha.
- Nie nic.
***
Co jakiś czas spoglądałam na dłoń. Harry który szedł ze mną do Wielkiej Sali, cicho przeklinał nauczycielkę pod nosem.
- Cholera ! Co to za nauczycielka ? To przypomina torturę.
Na samym środku zewnętrznej strony dłoni mam wyryte zdanie, które niby co ma mnie powstrzymać od opowiadania, że Voldemort powrócił ? O nie ! A tak poza tym to nie jest kłamstwo. A że ministerstwo nie chce w to wierzyć, to już nie moja sprawa.
- Harry ! Proszę cię !
- Masz rację, cieszmy się, że już nie musimy tam chodzić.
- Tak, ale będziemy mieć pamiątkę.- powiedziałam unosząc rękę w górę.
Doszliśmy do Wielkiej Sali. Usiadłam na pierwszym lepszym miejscu i wzięłam tosta.
- Nie uważasz, że to dziwne ?- zapytał mnie.
- Co ?
- No to wszystko związane z Hermioną, to jest niebezpieczne, a oni chcą ją wykorzystać, narazić.
- Skoro Dumbledre uważa to za słuszne, to pewnie tak jest. Chociaż mi samej to się nie podoba,
- Tak. Popatrz tam jest Padma. Ciekawe czy już zmieniła stanowisko.
- Nie wiem, pójdę ją zapytać.- powiedziałam i ruszyłam w stronę Krukonki.
- Hej Maja.- usłyszałam głos Patil.
- Hej, Padma, masz dzisiaj dyżur, po Hermionie tak ?
- Co ? Nie, nie. Teraz to Hermiona jest prefektem naczelnym. Nie mówiła ci ?
- Nie, nie. Miałam szlaban.
- Och...
- No, przepraszam, ale idę porozmawiać z Mioną.- powiedziałam i pomachałam dziewczynom na pożegnanie.- Harry, chodź. No dalej !- powiedziałam do brata i wyszłam z Sali.
Przeszłam przez dziurę w portrecie.
- Gdzie jest Miona ?- zapytałam przyjaciół.
- W dormitorium.- powiedziała Ginny.
Pobiegłam w stronę naszej sypialni, weszłam i zobaczyłam Hermionę siedzącą przy swoim kufrze.
- Miona !- krzyknęłam i podbiegłam do przyjaciółki.- Słyszałam ! Prefekt naczelny? No nieźle ! Ale obiecaj mi, że będziesz miała dla nas czas.
- Też się cieszę.- powiedziała.- I no coś ty dla was zawsze będę miała czas !
- No ja myślę. A teraz trzeba cię spakować. No już dalej !
Wstałam i pomogłam przyjaciółce się spakować.
***
Po piętnastu minutach Miona była już gotowa do nowego dormitorium.
-Obiecaj.- powtórzyłam na co dziewczyna szeroko się uśmiechnęła.
- Obiecuję.- powiedziała i się we mnie wtuliła.
- No to jutro się widzimy w Wielkiej Sali na śniadaniu pani prefekt naczelna ?
- Jasne, że tak.
Wyszłyśmy z dormitorium i zeszłyśmy do pokoju wspólnego Gryfonów.
- Miona, a ty gdzie ?- zapytał Ron.
- Zostałam prefektem naczelnym.- oświadczyła i wyszła z pokoju wspólnego.
Usiadłam i wtuliłam się w Georga, poczułam jak chłopak całuje mnie we włosy.
- Jak to została prefektem naczelnym ?- zapytał Ron.
- Padma zrezygnowała. Miałam ja niby zostać prefektrm, ale nie chciałam i zaproponowałam Mionę.- skłamałam.
- I ona się zgodziła ?
- Tak. Wiecie, chce się na trochę odłączyć. Ale obiecała mi już, że nie odstawi nas na bok. Więc jest dobrze.- powiedziałam z uśmiechem.
- Ale jak odłączyć?
- No przez Freda. Nie jest jej teraz lekko. A ona potrafi sobie sama z tym poradzić. A za chwilę i tak ma pierwszy patrol z Malfoyem.
- Z MALFOYEM ?!
- No tak, przecież on też jest prefektem naczelnym.
- Ale to oznacza, że ona musi przebywać w jego towarzystwie !
- Hermiona sama się na to zgodziła, przecież wiedziała, że ona jest prefektem !- powiedział Harry.
- No wiem. Maja lepiej zobacz co jest w sobotę.- powiedział Ron. Zamurowało mnie. Czyżby pierwsze wyjście do Hogsmade?
Podbiegłam do tablicy z ogłoszeniami. Pierwsze wyjście do wioski czarodziejów ! Pierwsze piwo kremowe w tym roku. Wygłupy z Georgem w sklepie Zonka. I pierwsze zakupy w Miodowym Królestwie.
- Wyjście do Hogsmade ?!
- No.- powiedział Harry.- Możemy napisać Syriuszowi i Remusowi, że mogą nas odwiedzić.
- Dobry pomysł.- momentalnie spojrzałam na Gin, to ma być ich rocznica.- Ale chyba, aż tak się za nimi nie stęskniliśmy. Może następnym razem.
- No w sumie.- znowu zerknęłam na Ginny, na jej twarzy malował się wyraz podziękowania. Przecież to ma być ich dzień. A ja będę mogła go fajnie i spokojnie spędzić z Georgem.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 19."Mamy zadanie, Potter."

No witam, witam *.* Mam dla was rozdział 19 ;D Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale ciężko się piszę z gorączką -.- Zachęcam do czytania i komentowania.<3



Rozdział 19. 
Flitwick opowiadał nam o skutkach nieprzygotowania do Sumów, o najlepszej pracy, którą oczywiście okazała się moja. No przecież oczywiście. Potter musiała oddać najlepszą pracę. Jestem zła sama, na siebie, za cholerny umysł. 
- No dobrze kochani, do zobaczenia w piątek.
- Do widzenia, profesorze.
Wyszłam z klasy. Ruszyłam w kierunku wieży astronomicznej. 
- Potter, zaczekaj.- usłyszałam Dracona. 
- Czego, Malfoy ?
- Mamy zadanie, Potter. 
- Jakie do cholery ?
- Jako prefekci mamy poinformować siódmą klasę twoich Gryfonów i moich Ślizgonów, że nie mają dzisiaj eliksirów, bo profesor Snape jest chory.
- Kiedy mają eliksiry ?
- Za chwilę.
- Czyli trzeba iść do lochów. A jak nie zdążę przez ciebie na astronomię, to cię uduszę.
- Spokojnie zdążysz.
- Mam nadzieję. A ty przecież masz z nami ? 
- No mam. Dobra, dalej idziemy.
Ruszyliśmy schodami w dół. Usłyszałam śmiechy ludzi. Niech zgadnę, Fred i George robią sobie żarty, z tymi swoimi wynalazkami ? Spojrzałam na Malfoya, uśmiechał się do mnie. Byliśmy już przy klasie do eliksirów. 
- Wiesz co chyba jednak nie zdążymy na astronomie.- powiedział Draco. 
- Co ? Dlaczego ?
- Mamy odwołać lekcje u siódmych klas, ale profesor Snape ma ci coś do powiedzenia. 
- Że jak ? 
- Cicho.
- Draco, jeśli to kolejny twój głupi żart to sobie lepiej daruj !- wrzasnęłam na niego. 
- Maja ?- usłyszałam głos przyjaciół. 
Ślizgon położył mi dłoń na ustach i poprowadził do tylnych drzwi od gabinetu profesora. Wepchnął mnie przez nie i posadził na krzesło. Odsłonił mi usta, koło biurka stał profesor Snape. 
- Draco idź do nich i powiedz, że lekcji nie mają. 
Malfoy skinął i wyszedł przez główne drzwi do sali od eliksirów. Zauważyłam dwóch wysokich rudych chłopaków, którzy próbują się wepchnąć do klasy. 
- Dzisiaj zajęć nie macie możecie iść do dormitoriów.- powiedział Malfoy. 
Spojrzałam w drugą stronę i zobaczyłam Angelinę stojącą z wytrzeszczonymi oczomi. Pokręciłam głową, żeby nic nie robiła. "Powiedzieć komuś ?" powiedziała bezgłośnie i palcem wskazała na Georga. "Nie !" chciałam krzyknąć, ale się powstrzymałam. Ślizgon zamknął drzwi i podszedł do krzesła obok, usiadł. 
- Mogłam przynajmniej im zostawić kartkę z wiadomością kto mnie zabił.- warknęłam na Malfoya. 
- Opanuj się Potter. Nikt tu nikogo nie będzie zabijać.
- Co za pocieszenie.- zadrwiłam. 
- Potter. Kazałem cię tutaj przyprowadzić, bo mamy ci coś ważnego do powiedzenia, dotyczącego twojej przyjaciółki.
- Jakiej ?- zdziwiłam się. 
Jeżeli chodzi o to, że Ginny nie radzi sobie z eliksirami, to nic nowego, ale czemu mi mają zamiar o tym powiedzieć ? 
- Chodzi o Hermionę Granger.
- Dobrze więc słucham, o co chodzi ? 
- Więc....
***
- Co, ale jak niby Hermiona ? Przecież ona pochodzi z mugolskiej rodziny !- warknęłam, po tym co usłyszałam. Całe pół godziny na ten temat, przecież to niemożliwe. Jakim cudem ? 
- Uspokój się, Potter.- powiedział Snape. 
- I ty to wszystko będziesz udawać ?- zdziwiłam się, jak Draco tak może ? 
- Tak, muszę. 
- Tak łatwo ? Ale profesorze, dlaczego Hermiona ? Może ja ? Przez eliksir wielosokowy ?
- Nie ma mowy. Nie rozumiesz on wykryje. A jeżeli to wypali to będziemy mieć szpiegów.- powiedział i wskazał na Dracona.- Dumbledore, tak chce trzeba do tego dopuścić. 
- Ale czemu Hermiona ? Przecież to musi oznaczać, koniec jej związku. Ale ona jest w nim taka zakochana i jak niby to ma wypalić ?
- A znasz Maja zaklęcie Imperius ?
- Nie, nie odważycie się ! 
- Niestety i ty będziesz musiał a nam pomóc. 
- Ale jak ? 
- O to się już nie martw, ty masz za zadanie tylko przyprowadzić Granger o tej i tej godzinie tam gdzie się umówimy, a ode mnie zależy już rozstrzygnięcie całego przedstawienia i coś czuję, że jeszcze wmieszam tą waszą ciemnoskórą przyjaciółeczkę.- powiedział, a do moich oczu zaczęły napływać łzy. 
- Brzydzę się tobą Malfoy. 
- To dla mnie nie nowość.- odpowiedział mi z cynicznym uśmieszkiem.
- Kiedy ?- spytałam sama nie wierząc w to co mówię.
- Najlepiej jeszcze dzisiaj, musimy mieć sporo czasu.
- Mogę powiedzieć Harremu ?- zapytałam Snape.- Powinnam mu powiedzieć.
- Potter...
- Nie proszę was o to, żebym to powiedziała któremuś  z Weasleyów, powinnam powiedzieć to swojemu bliźniakowi przed którym nie mam żadnych tajemnic tak samo jak on przede mną, rozumiemy się ? 
- Jak musisz, tylko odpowiadasz za to, żeby on nikomu tego nie powiedział. 
- Nie powie. 
- Wasza dwójka.- powiedział profesor wskazują na mnie i Malfoya.- Jest odpowiedzialna za ważne zadanie, zrozumiano ? 
- Jasne, profesorze. 
- Idźcie do dormitorów, ja was zwolnię z reszty lekcji. 
- Nie, idę na zajęcia. Jak będę miała notatki, to Hermiona pójdzie ze mną do biblioteki. 
- Dobra, tylko na jedna godzinę i gdzie. Jasne ? 
- Oczywiście. Do widzenia profesorze.
Wyszłam razem z Malfoyem i ruszyłam w stronę wieży astronomicznej. 
- O której ?- zapytał tleniony. 
- 17.30 na dziedzińcu.- odpowiedziałam. 
- Jesteś pewna, że dasz radę ją tak szybko wyciągnąć z biblioteki ?
- Tak, uwierz to moja przyjaciółka, tylko nie wiem czy ona będzie chciała mnie znać po tym wszystkim. 
- Będzie.
- Mam nadzieję. Dziedziniec 17.30.- powiedziałam i ruszyłam do swojego stanowiska na astronomii. 
- Dzień dobry.- powiedziała psorka i podeszła do swojego biurka.- Panno Potter, gdzie pani była na zeszłej lekcji ?
- Właśnie panno Potter, gdzie pani była ?- powiedział mój brat. 
- Yyy... U profesora Snape, chciał abym mu uporządkowała jakieś zioła.- powiedziałam sama siebie nie przekonując. 
- Dlaczego nie poprosił kogoś z jego lekcji ?
- Miał z siódmymi klasami wie pani jacy są ci Gryfoni, a zwłaszcza Weasleyowie.- powiedziałam uśmiechając się do niej. 
- Dobrze, więc to on cię usprawiedliwi, tak ?
- Tak przynajmniej mi powiedział.- powiedziałam i wróciłam do swojej pracy. 
- Gdzieś ty była ?- warknął na mnie Harry. 
- U Snape.- powiedziałam mu. 
- Po co ? 
- Chodzi o ...- postanowiłam mu powiedzieć.
 Po piętnastu minutach tłumaczenia mu o co w tym chodzi spojrzał na mnie z niedowierzaniem. 
- Zgodziłaś się ? 
- Nie miałam nic do powiedzenia ! Oni to postanowili Ja, ty, Draco i Hermiona jesteśmy tylko ich pionkami w kolejnej dziwnej grze. Chciałam ja iść, za pomocą eliksiru wielosokowego może by się udało. Ale się nie zgodzili. 
- I bardzo dobrze. Ty przynajmniej masz dla nas czas, a Hermiona już zupełnie została opętana przez te jej uczucie miłości. 
- Daj spokój. Ale mam jeszcze jeden mały pomysł.
***
Wyszłam razem z Harrym z klasy i pobiegliśmy za Malfoyem. 
- Draco ! Draco zaczekaj !- złapałam go.- Angelina i Lee mają dzisiaj zaplanowaną randkę. A co gdyby ona musiała iść na trening quidditcha ? 
- Byłoby lepiej, Harry, o której możesz zrobić trening ?
- 15.30 ?
- Może być. Dobry pomysł Potter. 
- Ja mam same dobre pomysły. Tylko szkoda, że dla tak głupiej sprawy. 
- Nie przejmuj się jeszcze wszystko się ułoży.- powiedział Harry i objął mnie ramieniem. 
- Mam skrzywdzić czwórkę swoich przyjaciół, dla naszego dobra ? 
- Nie zapominaj, że jeśli my wygramy to wszystko się jakoś ułoży. 
- Masz rację. 
- Dobra, dobra.- powiedział Malfoy.- Muszę znaleźć Pansy, wiecie jeżeli ten plan ma wypalić to lepiej, żeby w tym brała udział tylko jedna dziewczyna. 
- Draco jestem pod wrażeniem, ty będziesz udawać miłość do Szlamy ?- zdziwił się Harry. 
- Harry.- skarciłam brata.
- Co poradzić ? Ja też chce mieć spokój. Cześć.- powiedział ślizgon  i ruszył w swoją drogę. 
- Do zobaczenia. 
- Hej, o czym gadaliście z Malfoyem ?- zaskoczył nas Ron. 
- A wiesz, jak zwykle się kłóciliśmy.- powiedział Harry z uśmiechem.- Myśli, że wygra. Żałosny jest. 
- W co wygra ? 
- No jak co ? W quidditcha ! Och Ron, Ron. Chodź idziemy na te wróżbiarstwo. 
Ruszyliśmy w stronę sali profesor Trelawney. Wspięłam się po drabinie i usiadłam na swoim miejscu. 
***
- Hermiona ? Hermiona jesteś tu ?- zapytałam, wchodząc do dormitorium. 
- Jestem, jestem.- usłyszałam głos przyjaciółki. 
- Hermiona, chodź pójdziemy coś zjeść.- powiedziałam i Gryfonka wyszła z łazienki. 
- Naprawdę ? Przecież jak ja wyglądam. 
-Nie przejmuj się Ronem, przecież wiesz jaki on jest, trochę się pogniewa o te zadanie z transmutacji i mu przejdzie. Ooo ! Hermiono co powiesz na to, żeby po obiedzie iść do biblioteki ? Tak wiesz, tak jak kiedyś?
- Pewnie, możemy iść. Przygotujemy prace, dasz mi odpisać notatki z zajęć.
Chwyciłam torbę i wyszłam razem z Gryfonką z dormitorirum. Przeszłyśmy przez dziurę w portrecie. Ktoś mi stanął na drodze, spojrzałam na Georga, uśmiechał się do mnie. Naprzeciwko Miony stał Fred. 
- Gdzie się panie wybierają ?- zapytał Fred.
- Do Wielkiej Sali, na obiad.- powiedziałam.
- Ymmm, to idziemy z wami.
Ruszyliśmy we czwórkę prosto do jadalni. Przy stole Gryfonów siedział już Harry z Ginny. Podeszliśmy do nich i usiadłam koło przyjaciółki. Uściskała mnie mocno, odwzajemniłam uścisk. 
- No chłopaki macie dzisiaj trening ?- zapytała Gin. 
- Tak, muszę zobaczyć, jak się trzyma kondycja moich graczy.- zaśmiał się Harry. 
- A nie powinno być najpierw naboru ?- zapytała Hermiona. 
- Nie, najpierw, sprawdzam, kogo będę musiał wymienić i jeszcze będę musiał szukać tego co nie ma w drużynie, czyli bramkarza. 
- Rozumiem.- powiedziała Gin.- No dziewczyny, to skoro chłopaki mają dzisiaj dzień zajęty, to może my coś porobimy ?
- Wiesz Ginny, my z Mają chciałyśmy iść do biblioteki. Mamy sporo prac do napisania.- powiedziała Miona.
- Ale to w niczym nie przeszkadza, bo możesz iść z nami, wiesz w bibliotece, można wyszukać sporo fajnych...- przerwałam, kiedy George i Harry na mnie dziwnie spojrzeli.- książek.- powiedziałam z uśmiechem. 
- Interesujące.-powiedziała ruda.
- Powiem ci co tak naprawdę tam jest interesujące, kiedy ta dwójka nie będzie tego słyszeć.- powiedziałam wskazując na bliźniaka i mojego brata. 
Weasleyówna zaśmiała się, po czym spojrzała na chłopaków, którzy robili poszkodowane miny. Posłałam z Gin im buziaki, na co udali, że je łapią i przybijają do polika. I tak, obiad minął nam w spokoju i rozbawieniu. 
Po godzinie, chłopaki uznali, ze już na nich pora i poszli na boisko od quidditcha. Spojrzałam na zegarek na moim nadgarstku i wytrzeszczyłam oczy, 15. Jeżeli ten plan ma wypalić musimy już iść. 
- Dobra lasencje, idziemy do tej biblioteki powyrywać jakieś ciacha i książki.- powiedziałam z uśmiechem. 
- Jasne, jasne. - powiedziała Ginny. 
Szłam za przyjaciółkami szukając przy stole Ślizgonów tlenionego. Wreszcie ! Spojrzałam na niego pokazując mu palcem zegarek na nadgarstku i mówiąc bezgłośnie "Pamiętaj.", chłopak uniósł kciuk w górę i mogłam już dołączyć do przyjaciółek. 
Weszłyśmy do pomieszczenia, w którym jest pełno książek. Usiadłam przy naszym ulubionym stoliku i zaczęłyśmy przeszukiwać książki z informacjami potrzebnymi do eseju z eliksirów. 
***
Napisałam wszystkie prace na ten tydzień. Dobra, zgadzam się z moim bratem, że ja po prostu te informacje wchłaniam. Spojrzałam na zegarek, 17.15. Trzeba się zbierać, za nim się spakujemy będzie dobre 10 minut. 
- Dobra dziewczyna, ja już mam dosyć, tych książek na dzisiaj.- powiedziałam i zaczęłam składać swoje prace. 
- Ja też.- powiedziała Gin.
- Tak, może to faktycznie wystarczy. Jak myślicie, chłopaki już wrócili z treningu?- zapytała Hermiona. 
- Nie wiem, ale możemy iść dziedzińcem i zobaczyć, czy czasem mają jeszcze trening.- zaproponowałam. 
- Dobry pomysł.- powiedziała Gryfonka.
17.25 wyszłyśmy z biblioteki i ruszyłyśmy w stronę dziedzińca. Szłyśmy w milczeniu. Co jakiś czas spoglądając na boisko. Nikt nie lata. Co za niespodzianka, przecież to wiadome ! To znaczy dla mnie, a niekoniecznie dla dziewczyn. 
17.30 jesteśmy już na dziedzińcu. Z daleka można zobaczyć rudą czuprynę przybliżającą się do Angeliny. Boże, czy Draco potrafi odróżnić bliźniaków ? Mam nadzieję. Przyśpieszyłam kroku, ale widze, że Draco postawił na bardziej namiętny pocałunek niż krótkie muśnięcie warg. Dziewczyny ruszyły za mną.  Udałam, że śmieję się z żartu, który opowiada nam Ginny. Przechodzimy obok pary. Tak ! Z czego ja się cieszę ? Maja opanuj się ! Weasleyówna upuściła książki i zakryła sobie usta. 
- Fred ?- usłyszałam głos Hermiony. 
- Miona ?- zapytał Weasley, szybko odrywając się od Gryfonki. Pomogłam Wasleyównej zbierać książki.
- Więc ty tak ! Ja ci ufam ! A ty najzwyczajniej się mną bawisz ! Jesteście żałośni. Wszyscy faceci, tacy są ! Nienawidzę cię !- powiedziała, a na  jej policzkach pojawiły się łzy. 
- Miona, czekaj proszę cię, zaczekaj.- krzyczał Fred, za Hermioną.
Ruszyłam za przyjaciółką. Wpadłam na Malfoya. Chłopak mnie przytrzymał. 
- Nie ma się z czego cieszyć.- powiedziałam. 
Znowu ruszyłam za Mioną, parę kroków przed schodami czekała na mnie Ginny. Ruszyłyśmy biegiem. 
- Mimbulius Nimbletonia.- usłyszałam głos Ginewry. 
Przeszłam przez dziurę w portrecie i rzuciłam torbę na fotel. 
- Sprawa natychmiastowa.- powiedziała Gin. 
- Harry, dzisiaj ci nie pomogę z esejem, jak chcesz przerób sobie trochę mój.- powiedziałam do brata. I ruszyłam schodami do naszego dormitorium.
Szarpnęłam za klamkę. Zamknięte. 
- Cholera !- warknęłam. Wyciągnęłam za pazuchy różdżkę i skierowałam w stronę drzwi.- Alohomra ! - krzyknęłam. 
Znowu szturchnęłam. Zamknięte. Pewnie też rzuca zaklęcia zamykające. 
- Hermiona Jean Granger, proszę natychmiast otworzyć !- krzyknęłam. 
- Nie ! Zostawcie mnie ! 
- Nie ma takiej opcji !- powiedziała Ginny. 
- Ginny, trzymaj klamkę, ja powiem zaklęcie, a ty od razu otwórz drzwi, dobra ?
- Dobra.
- Alohomora !- krzyknęłam i drzwi się otworzyły. Wleciałam razem z Gin do pokoju i padłyśmy u łóżka Hermiony. 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 18."Pocałunek jak płatki dzikiej róży. Ukradniemy czas gwiazdom na niebie."

Siemano ;D I jak kto już zaczął ferie ? Mi się skończyły -.- Rozdział pisany na szybko, bo moja kochana przyjaciółeczka, oczywiście mnie pośpieszała <3 Komentujecie, to potem jak zauważyłam pisze się o wiele łatwiej i dziękuję wam, że czytacie te moje bazgroły ;3
Nutka : Sia- My Love *.*




Rozdział 18. 
[ Ginny Weasley ] 
Promienie słońca zaczęły kłuć mnie w oczy. Teraz każdy poranek, każdy dzień jest koszmarem. Co to ma być ?! Jakim cudem Maja wyszła z dormitorium ? Przecież spała. I jeszcze ja z Georgem, chodziliśmy po korytarzach Hogwartu. Może peleryna niewidka ? Ale Maja nie miała jej przy sobie, Harry ma cały czas ją w swoim kufrze. O co tu chodzi ? Dzisiaj sobota, będę mogła spędzić dzisiaj trochę czasu w szpitalu. 
Wstałam i wzięłam z kufra zielony sweter, żółte rurki, czerwone trampki i naszyjnik, na którym na końcu jest niewielka sówka. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki gorący prysznic. Ubrałam się. Na twarz nałożyłam lekką warstwę pudru, usta wymalowałam truskawkowym błyszczykiem. Wyszłam z łazienki, koszulę nocną rzuciłam na łóżko. Z komody sięgnęłam malinową mgiełkę i spryskałam nią ubrania. 
Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę dziury w portrecie. Zaraz, zaraz, a może Maje ktoś wyniósł stąd ? Zapytam Grubej Damy. 
- Przepraszam, Gruba Damo ? 
- Słucham ? 
- Czy nie pamiętasz może, kto wchodził do pokoju wspólnego w czwartek pomiędzy 20, a 20.30 ? Czy nie zauważyłaś kogoś nieznajomego ? 
- Był tu taki jeden chłopak, dziwny na pozór, ale znał hasło i go wpuściłam. 
- Czy możesz mi go opisać ? 
- Owszem, był przy kości, miał taką dziwną bródkę, oczy czarne jak węgiel, a szaty miał....- przerwała, klepiąc się po głowie i mrucząc coś pod nosem.- Jak mogłam być tak głupia ?! Szaty miał z herbem Slytherinu ! 
- Co ?
- Jak mogłam być tak głupia ? 
- Już dobrze, to nie twoja wina. Znał hasło, a to twój obowiązek, to wpuszczanie każdego kto je poda.- powiedziałam i ruszyłam biegiem prosto do Wielkiej Sali. 
Wbiegłam do jadalni, odszukałam wzrokiem przyjaciół. Podleciałam do niech i usiadłam, cała zadyszana. 
- Słuchajcie ! Chyba już wiem ! 
- Co wiesz ?- zapytała Marta.
- Jak Maja wydostała się z dormitorium. 
- Jak ?- tym razem odezwał się Fred. 
- Rozmawiałam z Grubą Damą, powiedziała mi, że w czwartek wpuściła, dosyć dziwnego chłopaka, dosyć przy kości, z dziwną bródką, czarnymi jak węgiel oczami i w szacie Slytherinu ! Hermiono do kogo ci ten opis pasuje ?
- Do Kruma.
- Właśnie ! 
- A nawet jeśli to niby jak ją z tamtąd wyniósł ?- zapytał Ron. 
- Maja spała. Może rzucił na nią jakieś mocne zaklęcie, podał jakiś eliksir... Nie wiem, ale możemy o to spytać pielęgniarkę ? 
- Na pewno możemy. 
- Ej, a gdzie George ?
- Już siedzi w szpitalu. 
- No to lecimy.- powiedziałam i już wstałam. W biegu chwyciłam jabłko i poleciałam prosto do szpitala. 
- Pani Pomfrey, pani Pomfrey ! Czy wie pani co podano Mai, że jest tak długo nieprzytomna ?- zapytał Harry. 
- Naturalnie.
- Więc co to było. 
- Przerabialiście mandragory na zielarstwie prawda ? 
- No tak. 
- W młodych korzeniach, jest cząstka trująca, można ją wyciąć i komuś podać, nie powoduje ona śmierci tylko poważne osłabienie. 
- Więc na pewno miałby do tego dostęp, przecież w tym roku profesor Sprout też hoduje mandragory !- powiedziała Hermiona. 
- Potter, Granger ! Co wy tu robicie tak wcześnie ? 
- Pani profesor, chyba wiemy o co w tym wszystkim chodzi !- powiedział czarnowłosy. 
- Ale o co chodzi Potter ?- zapytała nauczycielka, a Harry opowiedział jej wszystko czego się domyśliliśmy.- Jesteście pewni ?- zapytała, po skończonej historii.
- Tak, pani profesor.- odpowiedział Ron. 
- Zastanowię się nad waszą tezą. A teraz chyba przyszliście tu nie dla mnie tylko dla panny Potter ?
- Tak, czy ona się już obudziła ?- zapytała Miona. 
- Niestety panno Granger. 
- Jak długo to jeszcze może potrwać ?- zapytał Harry. 
- Może jeszcze pare dni, ale jak się obudzi to obiecuję wam, że będzie nie do poznania. 
- Dobrze. 
Ruszyłam z przyjaciółmi do łóżka na którym ujrzałam spokojnie śpiącą Maje. Wygląda tak niewinnie. Obok niej siedzi mój brat i trzyma ją za rękę. Usiadłam koło niego i oparłam głowę na jego ramieniu.
***
Wieczór. Siedzimy w pokoju wspólnym Gryfonów i wszyscy się wygłupiamy. Taka była wizja pierwszego weekendu w Hogwarcie, a zamiast tego siedzimy w skrzydle szpitalnym i patrzymy na bezwładne ciało naszej przyjaciółki. Co teraz zrobimy ? Jesteś teraz mi tak bardzo potrzebna ! Hermiona cały czas spędza w towarzystwie Freda, nie da się z nią teraz normalnie porozmawiać. Ty zawsze miałaś do mnie czas i dobrą radę. 
- No już dzieciaczki, jest późno. Musicie iść spać. Nie martwcie się już tak.- powiedziała pani Pomfrey. 
Wyszliśmy ze szpitala. I ruszyliśmy korytarzem na resztki kolacji. Co to ma być? On siedzi sobie teraz tam i najzwyczajniej wcina zapiekanke ! 
- Hermionija !- zawołał bułgarski gracz. Miona gwałtownie odwróciła się do chłopaka, uśmiechnęła się do niego i pokiwała. Wszyscy ustaliliśmy, że będzie najlepiej jeśli Hermiona będzie z nim utrzymywała normalne relacje.- Czy możesz zjeść ze mną ?- zapytał. 
- Oczywiście.- odpowiedziała i ruszyła  z nim do stołu Ślizgonów.
- Miona !- krzyknął Fred. 
- Spotkamy się w pokoju.- powiedziała. 
Usiadłam koło Harrego i położyłam głowę na jego ramieniu. Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. 
- Gin, zjedz coś. Nie jadłaś cały dzień.- powiedziała zatroskana Angelina. 
Pokiwałam i wzięłam trochę sałatki na swój talerz. 
Po piętnastu minutach byłam już w swoim dormitorium. Nic mi się nie chce. Ruszyłam czym prędzej do łazienki wziąć gorący prysznic. Zmyłam resztę makijażu, wyszczotkowałam zęby, wzięłam kąpiel i ruszyłam do łóżka. Jestem wyczerpana ! W dwie sekundy pogrążyłam się w dolinie snu.
***
[ Maja Potter ] 
Promienie słońca zaczęły bawić się na moim poliku. Poczułam ostry zapach lekarstw i eliksirów. Gdzie ja jestem ? W skrzydle szpitalnym ? Nie to przecież niemożliwe. Pamiętam jak zasnęłam w dormitorium z Ginny. Co się stało ? Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Iskierki... George ? Co on tutaj robi ? Otworzyłam oczy i spojrzałam w te jego brązowe oczy. Uśmiechał się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech. Mimo to cieszę się, że tu jest. 
- Zawsze musisz zrobić coś, co pozostanie długo w pamięci ? Martwiłem sie o ciebie.- usłyszałam.
Usiadłam i spojrzałam w jego oczy. Mówił prawdę. Cały czas trzymam go za rękę. Wtuliłam się w chłopaka, poczułam jak całuje mnie we włosy. Uśmiechnęłam się do siebie. Nie wiem, ale jego dotyk jest dla mnie niczym ukojenie. Co we mnie wstąpiło w czwartek ? Przecież wcale tego nie chciałam, byłam zła i to cholernie.  
- Przepraszam.- powiedziałam. 
George przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował. Posadził mnie pewnie na łóżku, wplątałam palce w jego włosy. Tego było mi brak ! To dla mnie najważniejsze, nikt tego nie może zniszczyć, oby...

Pocałunek jak płatki dzikiej róży. Ukradniemy czas gwiazdom na niebie.. 

Oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam na Georga, patrzył mi prosto w oczy. 
-Zobacz co mam.- powiedział wyciągając z kieszeni łańcuszek, który mu oddałam. 
Uśmiechnęłam się do niego. Weasley wstał i powiesił mi medalik na szyi.
- Wolę go jak jest na twojej szyi niż w mojej kieszeni.- wyszeptał mi do ucha. 
- Chyba też go tak wolę.- powiedziałam z uśmiechem.- A która jest godzina ?
- 8.
- Dzisiaj jest ? 
- Niedziela. 
- Czyli byłam nieprzytomna ...?
- 3 dni. 
- Tak długo ? 
- Tak. 
Drzwi się otworzyły, usłyszałam czyjeś kroki. 
- Pani Pomfrey, czy moja uczennica już doszła do siebie ?- powiedziała McGonagall.
- Chciałam właśnie podać jej lek.
- Dobrze, więc idziemy.
Ruszyły salą, prosto do miejsca w którym stało moje łóżko. Wywróciłam oczami, na co George się uśmiechnął. Obie kobiety podeszły do nas. 
- Dzień dobry, panie Weasley. Dzień dobry, panno Potter... panno Potter ! Potter ty się obudziłaś !- zaczęła nauczycielka. 
- Tak, pani profesor i czuję się świetnie. 
- Może i tak, ale proszę, jeszcze jeden dzień poleżeć w szpitalu dobrze ?- powiedziała pielęgniarka.-  Proszę to wypić. 
- Dobrze.- powiedziałam i wypiłam. Płyn zaczął powoli wypalać mi gardło. Boże co to jest ? 
Usłyszałam jak ktoś znowu otwiera drzwi od szpitala. Kroki kilku par nóg. 
- Potter !- krzyknęła profesorka do mojego brata. 
- Tak pani profesor ?- powiedział Harry. 
- Rozmawiałam z dyrektorem na temat waszej tezy i mówił, że to jest możliwe.
- Naprawdę ? Och, to świetnie, czyli coś z tym zrobi ?
- Nie rozpędzaj się tak Potter. Mówił, że to możliwe... A teraz, raczej nie po te wiadomości przyszliście co ? 
- No nie. 
- Właśnie, ktoś chciałby się z wami zobaczyć.- powiedziała McGonagall. 
Już po sekundzie poczułam jak Ginny rzuca mi się na szyję. 
- Maja !- powiedziała razem z moim bratem.
Rudowłosa mnie puściła, spojrzałam jej w oczy, i zobaczyłam w niej szczęście. Poczułam jak mój brat mnie obejmuje, usłyszałam jak się śmieje za mojego ramienia. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy i dbaliśmy o siebie nawzajem. Oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Jak dobrze, że wróciłaś.- powiedział przytulając mnie jeszcze mocniej
***
Wieczór, nadal siedzimy w skrzydle szpitalnym.
- Powinniście już iść na kolację.- powiedziałam do przyjaciół.
- Nie, dzisiaj przeżyjemy.- odpowiedział Fred.
- I co będziecie tutaj ze mną spać ?
- Jasne !- odpowiedział Harry. 
- Potter, jak się czujesz ?- zapytała pani Pomfrey.
- Świetnie.
- Na pewno ? 
- Tak. 
- Dobrze, to chyba nie będe cię już męczyć, możesz iść do swojego dormitorium. 
- Naprawdę ?
- Tak. Tylko przyjdź jakbyś poczuła się gorzej. 
- Dobrze. 
- No to teraz dzieciarnia zmykać pacjentka musi się przebrać.- powiedziała i wygoniła moich gości
Ubrałam się w ciuchy, które zostały położone obok mnie, czyli co ? Czerwony groby sweter, żółte rurki i czerwone trampki. Widzę, że Ginny dopadła się do mojego kufra. Podeszłam do lustra nad moją szafką nocną i poprawiłam makijaż za pomocą różdżki, makijaż który najwidoczniej został jeszcze od czwartku, przeczesałam długie do pasa kasztanowe proste włosy i umyłam zęby. Jej mają tutaj niezłe wyposażenie... Pościeliłam łóżko za pomocą różdżki i ruszyłam w kierunku wyjścia. 
- Do widzenia.- powiedziałam do pielęgniarki. 
- Dobranoc.- powiedziała pani Pomfrey. 
Wyszłam z szpitala i od razu zobaczyłam rozpromienioną twarz Weasleyównej.
- Nienawidzę tego swetra !- powiedziałam do niej.
- Ale wiesz wyglądasz cudownie. 
- Mhm, jasne.
- Ja mówię prawdę. 
- Niech ci będzie. A gdzie reszta ?
- W Wielkiej Sali, powiedziałam im, że mają tam za nami zaczekać. 
- No to chodź. 
Ruszyłyśmy korytarzem. Coś nie daję mi spokoju jak trafiłam pod opiekę pani Pomfrey ?
- Ginny ?
- Hmm ?
- Jak trafiłam do szpitala ? 
- Yyyy, no wiesz...- i zaczęła mi wszystko opowiadać. 
- Co ?! Że Krum ? Ale jak ? Jak się dostał do Gryffindoru ?- byłyśmy już przy jadalni, kiedy zaczęłam ją wypytywać. 
- Wiesz, znał hasło, Gruba Dama w ogóle nie zauważyła, że jest Ślizgonem i tak... 
- A wy nie zauważyliście, że mnie przenoszą ?
- Ja rozmawiałam z Georgem na korytarzu, a reszta była pochłonięta nauką. 
- A peleryna ...
- Niewidka ? Tak to możliwe, że Krum ją ma. 
Weszłyśmy do Wielkiej Sali i usiadłyśmy koło przyjaciół. Sięgnęłam po jabłko, jakoś nie jestem głodna. Poczułam jak Geroge obejmuję mnie, położyłam głowę na jego ramieniu i zaczęłam gryźć owoc. 
- Oooo, a to o tak później godzinie na kolację ?- i za sałatek wynurzył się Prawie Bezgłowy Nick.
- Dobry wieczór, Sir Nicholasie.- powiedziałam.
- A dobry wieczór, panno Potter. Jakże się pani miewa ? 
- Świetnie dziękuję. A pan ?
- Ach... Według mnie mogłoby być lepiej.
- Czyżby znowu pana nie przyjęli do klubu Bezgłowych Jeźdźców ? 
- Ach, no znowu.
-Nie przejmuj się Sir Nicholasie, dla Gryfonów jesteś najlepszym Bezgłowym duchem jakiego świat czarów miał.- wtrącił się do naszej rozmowy mój bliźniak. 
- Och, dziękuję. No dzieciaki chyba pora kończyć zajadanie i wracać do łóżek.
- Jeszcze chwilę. 
- Dobrze, no ale ja już lecę. Do widzenia Gryfoni !
- Dobranoc !- odpowiedzieliśmy mu, a on poszybował w górę i już go nie było.  
- To jak wiara ruszamy do pokoju wspólnego ?- zapytał Fred. 
- Chyba możemy, co nie ?- zapytała Hermiona. 
- Ja nawet sałatki nie skończyłem jeść !- warknął Ron. 
- Właśnie co wy tak szybko zjedliście ?- zapytała Marta, przegryzając kęsy zapiekanki. 
- A no głodny jakoś nie byłem. 
- Tak, ja też. 
- To ja mam pomysł. Może nasze niejadki już zaczną powoli iść zająć nam fotele w pokoju wspólnym, co nie ?- zapytała Ginny. 
- Mi pasuje.- krzyknęła Miona i już ruszyła razem z Fredem w stronę wyjścia. 
Usłyszałam śmiech Harrego, Rona i Georga. Spojrzałam na tą trójkę i ujrzałam trzy rozpromienione twarze. 
- Co was tak śmieszy ? 
- Nic, tylko po prostu lubią udawać, że nie planowali takich sytuacji. A robią tak już od trzech dni.
- Naprawdę ? 
- No tak. 
- Dobra mniejsza z zakochańcami , ja mam pytanie czy ja muszę jeszcze dzisiaj napisać jakąś pracę ? 
- Tak, na zaklęcia, na astronomie i jeszcze na wróżbiarstwo.- powiedział Harry.
- O no to pięknie. A na starożytne runy ? 
- Nie, nie mamy niczego. 
- Całe szczęście. 
- O i możesz nam pomóc przy pisaniu tych prac.- przemówił z pełnymi ustami Ron. 
- Co ?! Wy jeszcze nie napisaliście tych prac ?!
- No nie. 
- Ugh... To dalej idziemy i piszemy.- pogoniłam ich.- Która godzina ? 
- 20.
- To dalej. Idziemy ! Ruchy, ruchy. 
Ruszyliśmy w stronę wyjścia i poszliśmy prosto do portretu Grubej Damy.
- Podaj hasło. 
- Mimbulius Nimbletonia.
-Proszę wejść. 
Przeszliśmy przez dziurę w portrecie i ruszyliśmy w stronę stojących przy kominku foteli. Od razu zmieniłam punkt do którego dążę, bo na jednym z foteli siedziała klejąca się do Freda, Hermiona. Ron odchrząknął, na co oboje się od razu od siebie odczepili. Granger, która wylądowała na fotelu obok Weasleya, siedziała cała czerwona. 
- Chodź.- usłyszałam Harrego. 
Spojrzałam w jego stronę i zauważyłam, że okularnik się do mnie uśmiecha i wyciąga rękę. Chwyciłam brata i podeszliśmy do stolika na którym było pełno książek związanych z tematami wypracowań, było też pełno pergaminów, pojemników atramentów i parę piór. Sięgnęłam pierwszą lepszą książkę i zaczęłam ją czytać. 
Po godzinie, napisałam już dwa wypracowania. Zostało jeszcze jedno. Teraz zaklęcia, dla profesora Flitwicka.
- Co tam zapracowana ludności ?- usłyszałam głos Lee Jordana i Georga. Obok nich stała Angelina. 
- Maja !- krzyknęła.- Myślałam, że George znowu sobie żartuje z tym że się obudziłaś i już tu jesteś !- dziewczyna rzuciła mi się w ramiona i od razu poczułam długie brązowe puszyste włosy przysłaniające mi twarz. 
- A jednak. Jestem i czuję się świetnie.- powiedziałam i powróciłam do wypracowań. 
Słyszałam śmiechy i piski dziewczyn, ale tak jakoś niewyraźnie. Zawsze tak mam jak nauka mnie pochłonie. Już po 30 minutach wypracowanie na zaklęcia jest gotowe. Nie poszło tak źle. Odłożyłam pióro i poszłam usiąść koło Georga i Lee. Rudowłosy trzymał w ręku piwo kremowe. Niech zgadnę dlaczego zniknęli na tak długi czas ? Pewnie poszli sobie jednym z tajnych przejść do Hogsmade. Wszyscy zaczęli się śmiać, spojrzałam w punkt rozbawienia i na środku stał Ron i Harry celowali w siebie różdżkami . Szturchnęłam Georga w ramię i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. 
- Kłócą się.- odpowiedział mi. 
- O co ?
- Dla żartów.- powiedział i objął mnie, położyłam głowę na jego ramieniu. 
Po wytoczonej wojnie Harrego i Rona, udałam się do krainy snów.

sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 17."Ale wtedy nie będę zamartwiać się, że ty będziesz miał o to pretensje!"

No siemanko <33 Po pierwsze kochani ponad 2000 wyświetleń, dziękuję *.* No i 17 rozdział, nie wiedziałam, że aż do tylu ze mną wytrzymacie ;3
Komentujecie, nawet nie wiecie, jakiego to mi daje kopa do pisania ;D <3




Rozdział 17.
Promienie słońca zaczęły bawić się na moim poliku. Otworzyłam oczy i od razu tego pożałowałam bo słońce zaczęło razić mnie w oczy. Czyli co słońce dopiero wschodzi, jest godzina 6. Super. Już cztery dni jesteśmy w Hogwarcie. No ale to już dzisiaj czwartek, trzeba tylko dzisiaj przeżyć 2 godziny zaklęć, 2 godziny wróżbiarstwa i starożytne runy.
Cztery dni ! A George nadal się do mnie nie odzywa. Nawet nie miałam czasu zapytać go o co chodzi. Na śniadaniach go nigdzie nie widziałam, obiady jadam późno. A na kolacje pewnie chodzi na ostatni gwizdek. W pokoju wspólnym nigdzie go nie ma. On mnie unika.
 Wygramoliłam się z łóżka, wzięłam swój świeżo uprany mundurek i szatę i weszłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic. Włożyłam na siebie szkolny strój, a włosy upięłam w ciasnego koka, na twarz nałożyłam puder, aby nie było wdać moich zapuchniętych oczu. Wyszłam z łazienki.
Moje lokatorki nadal śpią i pewnie nie obudzą się aż do 7. Zazdroszczę im. Ja za to nie mogę spać. Całe noce potrafię przepłakać na myśl dlaczego rudowłosy się do mnie nie odzywa. Wycelowałam różdżkę na torbę i mruknęłam "stipant", i nagle książki na dzisiejsze lekcje schowały się do mojej torby.
Wyszłam z dormitorium, zeszłam do pokoju wspólnego i usiadłam w jednym z foteli. Skuliłam się w nim. Jeszcze jest za wcześnie na śniadanie. Nie mam też co liczyć na jakiekolwiek towarzystwo. Boże ! Ale jestem zmęczona, po wczorajszym patrolu z Cedriciem.
Nawet z Malfoyem się lepiej dogaduje niż z własnym chłopakiem, czy mi wolno jeszcze go tak nazywać ? Nie wiem ! Skąd mam wiedzieć ? Skoro ten kretyn robi wszystko co w jego mocy, żeby ze mną nie rozmawiać !
 6.15. Mam to gdzieś idę do Wielkiej Sali najem się gofrów, czy tam naleśników wrócę do pokoju i zacznę sobie powtarzać materiał na starożytne runy. Chwyciłam za torbę i skierowałam się w stronę sali.
Już otwarta ? Co za zdziwienie, no ale pewnie będzie w niej pusto. Weszłam, tak jak mogłam się spodziewać, nikogo z nauczycieli nie ma, przy stole Ślizgonów też nie, ani przy Puchonach nawet przy Krukonach nikt nie siedzi. Ale przy stole Godryka Gryffindora siedział samotnie jeden rudowłosy chłopak. Usiadłam na pierwszym miejscu i wzięłam gofra. No nie wytrzymam. Wstałam i podeszłam do Weasleya.
- O co ci chodzi, co ?- zapytałam go.
- O co mi chodzi ?
- Nie kurde mi ? Bo to ja się do ciebie nie odzywam od równych czterech dni ?!
- Może mam powód.
- A ty se go miej, miej sobie tych powodów ile tylko chcesz. Tylko powiedz mi dlaczego tak się zachowujesz ?
- Powinnaś dobrze wiedzieć.- powiedział, usiadłam koło niego.
- Chodzi o Malfoya prawda ?
- Może i tak.
- O Cedrica ?
- Możliwe.
- A może wreszcie spojrzałbyś mi w oczy i odpowiedział !- do oczu powoli zaczęły napływać mi łzy.
- Jak chcesz.- powiedział i spojrzał.- Faktycznie chodzi o Malfoya.
- A przepraszam to niby czemu ?
- A temu, że gdy z nim rozmawiałaś widziałem ten błysk nadziei w twoich oczach.
- Jakiej nadziei ? Największą nadzieję to ja mam teraz, mam nadzieję, że mi to wytłumaczysz !
- To więc ci tłumaczę.
- Czyli co ? Ja nie mogę gadać z chłopakami, ale ty z dziewczynami to już tak ? A co my kurde w XV wieku żyjemy ?
- Gadaj sobie z nimi ile chcesz, ale żeby z Malfoyem ?
- Ale on przynajmniej mnie i Harrego ostrzegł przed Krumem, nawet to cie nie obchodzi ?
- Pewnie, że mnie to obchodzi !
- Jakoś nie widać ! Wiesz co masz rację, będę sobie gadać z chłopakami, jakimi tylko chce ! Ale wtedy nie będę zamartwiać się, że ty będziesz miał o to pretensje !- powiedziałam, ściągnęłam z szyi łańcuszek i mu go podałam. Teraz w jego oczach malował się smutek i ból.
Wstałam i już powoli wychodziłam z sali.
- Maja ! Maja czekaj !- usłyszałam za sobą głos Weasleya. Nie nie ma mowy, żebym się zatrzymała, kiedy się zatrzymam, on mnie złapie, spojrzy mi w oczy, a wtedy ja się rozkleję na środku korytarza, a chcę paść na łóżko lub chociaż na fotel.
- Mimbulius Nimbletonia.- powiedziałam do Grubej Damy i przelazłam przez dziurę  w portrecie.
 Położyłam torbę obok fotela na którym sama się skuliłam, teraz dopiero po policzkach zaczęły mi płynąc łzy. Która jest godzina ? 6.30. Nie on mnie może tu za chwilę  znaleźć ! Wstałam chwyciłam torbę i weszłam do swojego dormitorium. Od razu położyłam się na łóżko i zaczęłam cicho szlochać. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
***
Dzień minął mi spokojnie, póki co.
- Maja, napisałaś już pracę na eliksiry ?- zapytał mnie mój brat.
- Tak, a co ?
- No wiesz...
- Przeczytaj sobie ją i na podstawie mojej napisz sobie, Harry naprawdę nie mam dzisiaj najmniejszej ochoty na pisanie kolejnej pracy dla Snape'a.
- Jasne, dzięki.- powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Nie ma sprawy.- powiedziałam i wróciłam do czytania podręcznika od transmutacji.
- Maja ?- zagadała mnie Ginny.
- Co ?- odpowiedziałam jej na co rudowłosa usiadła na oparciu od mojego fotela.
- Czemu nie rozmawiasz z Georgem ?-zapytała. Czułam jak łzy zaczynają spływać mi po policzkach.- Maja? Chcesz iść na górę ?
- Tak, czemu nie.
Poszłam razem z Weasleyówną do naszego pokoju i usiadłyśmy na jej łóżku.
- No to słucham ?- powiedziała, a łzy zaczęły mi jeszcze bardziej spływać po policzku.
- To chyba jest koniec.- powiedziałam i wtuliłam się w dziewczynę.
- Co ale, jak to ?
- Miał pretensje, że rozmawiam z Cedriciem i Malfoyem. Potem się do mnie nie odzywał, a dzisiaj rano się pokłóciliśmy.- powiedziałam i jeszcze raz mocno wtuliłam się w dziewczynę, która pozwoliła mi się wypłakać.
- Ciii... Już dobrze, zobaczysz wszystko się jakoś ułoży.- pocieszała mnie ruda.
Mocniej się wtuliłam w przyjaciółkę i dałam objąć się ramionom Morfeusza.
[ Ginny Weasley ]
Zostawiłam Maje samą w dormitorium i zeszłam do pokoju wspólnego. Hermiona siedziała i odrabiała lekcje, Fred i George majstrowali coś pewnie ze swoimi dowcipami, Harry siedział i czytał wypracowanie Mai, Martha czytała podręcznik od eliksirów, a Ron jest na patrolu z Cho.
Usiadłam koło Harrego i mocno się do niego przytuliłam. Czarnowłosy odwzajemnił uścisk i pocałował mnie w czoło. Boże, dlaczego akurat to musiało spotkać Maje ? Dlaczego ich ? Nie wytrzymam, muszę pogadać z Georgem. Wstałam i podeszłam do fotela na którym siedział jeden z bliźniaków.
- Możemy pogadać ?- zapytałam rudego.
- Jasne.
Chłopak wstał i przeszliśmy przez dziurę w portrecie. Szliśmy w milczeniu, aż w końcu wybuchnęłam.
- Co ty odstawiasz ?!- warknęłam.
- Co niby ja odstawiam ?- zapytał zdziwiony bliźniak.
- Och... Ty już dobrze wiesz ! Coś ty narobił ? Czemu doprowadziłeś do tego stanu ?
- Jakiego stanu ?
- Pytasz jak głupi ! Maja śpi teraz w dormitorium cała zapłakana, nie wyobraża sobie tego co będzie dalej, a ty wyskakujesz z czymś takim ? Naprawdę chcesz, aby to się tak skończyło ?
- Pewnie, że nie ! Ale co mam poradzić, ona na pewno woli Malfoya, tego jego sztuczny uśmieszek, tlenione blond włoski i niebieskawe oczyska...
- MALFOYA ?! Pogięło cię do reszty ?
- Taka prawda !
- Ty się puknij z tą twoją prawdą !
- A niby tak nie jest ?!
- Nie, nie jest. Maja chce z nim  normalnie gadać, bo to on im pomógł !
- Pomógł ?! Niby w czym ?! On im tylko powiedział o Krumie ! Wielka mi też zasługa !
- A jednak, to on pomógł im się bronić przed ich największym wrogiem !
- Jakie bronić !?
- Przynajmniej uważać !
- Chce ją jakoś przeprosić, tylko nie wiem jak !
- To lepiej coś wymyśl !
- Staram się.
- No ja mam nadzieję, no ale żeby tak nawalić George !
- Wściekłem się !
- A miałeś na co ?
- No niby nie.
Nagle zza zakrętu usłyszałam głos Rona i Cho.
- Może lepiej zwiewajmy, mimo, że to nasz bart wlepi nam coś za te wszystkie dowcipy, które mu robiliśmy.- powiedziałam.
- Masz rację.
Ruszyłam razem z rudym korytarzami i doszliśmy do Grubej Damy i przeleźliśmy przez dziurę w portrecie.
- I pamiętaj, lepiej coś wymyśl !
- Pamiętam !
Poszłam do dormitorium, spodziewając się tam, już śpiącej Mai. Otworzyłam drzwi i pierwszy rzut oka na łóżko na którym powinna być Maja. Powinna, ale jej nie było. Ruszyłam w stronę drzwi od łazienki i zaczęłam w nie walić.
- Maja ! Maja jesteś tam ?- krzyczałam. Nic, zupełne zero ! Wleciałam do pomieszczenia, nikogo w nim nie ma, żadnej pary, po gorącej wodzie, niczego.
Wyleciałam z łazienki i ruszyłam w stronę szafy. Nie ma ! Nie ma jej płaszcza ! Sięgnęłam po swój i ruszyłam schodami prosto do pokoju wspólnego Gryfonów.
- Ginny, gdzie idziesz ?
- Mai nigdzie nie ma trzeba ją znaleźć.- krzyknęłam do przyjaciół.
Bliźniacy i Harry już rzucili się w stronę dziury w portrecie. Hermiona razem z Martą i Angeliną ruszyły do dormitoriów po płaszcze. Lee, dołączył do bliźniaków i już wychodzili na korytarz. Dziewczyny zleciały migiem i ruszyłyśmy za chłopakami.
- Szybko, trzeba ją znaleźć !
- Pewnie jest na błoniach !- krzyknął Harry.
Więc pobiegliśmy w stronę domku Hagrida, nigdzie jej nie było.
- A może u Hagrida ?- zapytała Marta.
- Możemy sprawdzić.- powiedziała Hermiona.- Ja zapukam i go spytam, a wy w razie co chowajcie się.- powiedziała i ruszyła w stronę niewielkiego domku półolbrzyma. Zapukała i czekała, aż właściciel jej otworzy. Nagle wielkie drewniane drzwi otworzyły się, a w środku stał nasz przyjaciel.- Hagrid !
- Czołem Hermiono. Co słychać ?
- Wiesz nie jest tak źle. Hagridzie nie widziałeś może nigdzie Mai ?
- Mai ? Mai Potter ? A nie ma ona czasem patrolu ?
- Nie, nie ma.
- To co się z nią stało ? Nie możesz jej znaleźć ?
- Właściwie to nie możemy.- powiedziała i wskazała na nas.
- Cześć Hagrid !- powiedzieliśmy do niego.
- Wszyscy jej nie możecie znaleźć ?- zdenerwował się gajowy.
- No właśnie zaczęliśmy jej szukać. Hagridze pomożesz nam ?
- No pewnie, że wam pomogę.
Wszedł do chatki, coś w niej pogrzebał i wyszedł razem z Kłem.
- To może my poszukamy jej na błoniach.- powiedziałam, wskazując na dziewczyny.- A wy chłopaki może przy zakazanym lesie co ? I Hagrid czy możemy zabrać ze sobą Kła ?
- Zgadzam się z Ginny. Tak bierzcie psa, przyda się wam.
- To jak ktoś ją znajdzie, najzwyczajniej zaczyna strzelać czerwonymi promieniami w górę, dobra ?- zwróciła się Angelina.
- Jasne.
Ruszyłyśmy wśród drzew i koło jeziora. Kieł co jakiś czas zaczął poważnie ciągnąć Mionę, która za nim nie nadążała, ale za każdym razem to nie była Maja.
- Co się z nią stało ?- zapytała zapłakana Angelina.
- Nie wiem.- odpowiedziałam przez łzy.
Minęło pół godziny, a my nadal szukamy Mai. Boże Maja, gdzie jesteś ? Czy to wszystko przez Georga. Mniejsza z tym. Dziewczyny już przynajmniej znają możliwą przyczynę tego zniknięcia. Nagle, TRACH ! Czerwone iskry wydobywające się głębi Zakazanego lasu.
- Znaleźli ją !- krzyknęłam i ruszyłam pędem za Kłem prosto w miejsce skąd wystrzelono czerwony promień.
- Hagrid ! Gdzie ona jest ?- zapytała Marta, kiedy tylko dolecieliśmy do chłopaków.
- Tam leży.- powiedział wycierając łzy.
- Nie !- krzyknęła Hermiona i podleciała prosto do leżącej na ziemi Mai. Uczyniłam podobnie i już po 2 sekundach obie klęczałyśmy przy dziewczynie.- Maja ! Maja słyszysz mnie ?! Maja proszę....- zaczęła coraz ciszej.- Proszę...
Fred ją podciągnął do góry i przyciągnął mocno do siebie. Poczułam jak mnie ktoś podnosi i przytula.  Znajome zapachy pomogły mi się trochę uspokoić, wtuliłam się w ciepły sweter chłopaka.
- Odsuńcie się ! Trzeba ją zabrać do skrzydła szpitalnego !- warknął Hagrid.
  Podszedł do bliźniaczki mojego chłopaka i zabrał ją na ręce. Ruszył pewnie przez las i wyszedł na błonia. Poszliśmy za nim prosto do szpitala. Wleciał przez drzwi szpitala.
- Pani Pomfrey, mamy tutaj pacjentkę.
- O boże co się stało ? Gdzie wyście się włóczyli ? Zobaczcie do jakiego stanu doprowadziliście pannę Potter !
- Maja sama zniknęła, a my poszliśmy jej szukać.- wytłumaczył Fred.
- Dobrze proszę ją tu położyć, a wy już do łóżek jazda !- powiedziała pielęgniarka i wygoniła nas zza drzwi.
- Mam nadzieję, że szybko dojdzie do siebie.- powiedział Harry.
- Ja też.- odpowiedziałam mu.
Przeszliśmy przez dziurę w portrecie, pocałowałam chłopaka w policzek i od razu ruszyłam w stronę swojego dormitorium. Weszłam, chwyciłam za pidżamę i poszłam prosto do łazienki. Z twarzy zmyłam resztę makijażu, wyszorowałam zęby i wzięłam krótki prysznic. Ubrałam się w pidżamę i rozczesałam mokre włosy. Opuściłam pomieszczenie i od razu wgramoliłam się do łóżka, jeszcze czuć na pościeli perfumy Mai. Zaczęłam nasycać się ulubionym zapachem perfum przyjaciółki i dałam objąć się ramionom Morfeusza.

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 16." W domu przepełnionym miłością?"


Hej... Przepraszam, że dopiero dziś, ale miałam problem z internetem. :)
Komentujcie, to nie gryzie ;D

Rozdział 16.
- Maja... Maja obudź się, za chwilę wysiadamy.- usłyszałam głos Georga.
Otworzyłam oczy, za oknem już widno, która godzina ? Spojrzałam na zegarek na nadgarstku Georga, 17.30. Co ?! Za pół godziny będziemy już w Hogwarcie ! Spojrzałam na siedzenia obok, siedział na nich Fred z jakimiś papierami i Hermiona śpiąca na jego kolanach. Trzeba się przebrać w szaty, a może nałożę tylko na siebie płaszcz uczniowski i zaczepię odznaką prefekta, o tak, to jest dobry pomysł. Powoli zaczęłam siadać, obok Georga i Freda było pełno opakowań po czekoladowych żabach, fasolkach wszystkich smakach, ciastkach dyniowych, gumi żelach i po dwie butelki piwa kremowego na jednego. No ładnie panowie. Oooo. Fasolki jedna paczka nie otwarta, a co mi tam. Wstałam sięgnęłam po paczkę i wyszłam z przedziału. Weszłam do przedziału z kuframi. A na siedzeniach zauważyłam, Lee i Angelinę całujących się.
Fajnie ! Super, extra ! Cicho odchrząknęłam na co para, odskoczyła od siebie niczym poparzona, oboje byli już ubrani w szkolne mundurki. Co oni razem się ubierali ?
- Przepraszam, ale chciałam wziąć szatę.- powiedziałam z uśmiechem.
- Jasne.- powiedziała dziewczyna.
Zaczęłam szukać swojego kufra. E tam... Chyba użyję czarów.
- Accio kufer !- i po chwili obok mnie wylądował mój kufer. Angelina i Lee zaczęli wychodzić z przedziału, coś mnie podkusiło i...- Jak chcecie to mogę was zaraz zawołać.- powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha.
- Bardzo śmieszne.- powiedział Lee, ja tylko wytknęłam język.
Otworzyłam kufer i zaczęłam w nim szukać mojej szaty. A jest ! Zarzuciłam na siebie płaszcz i spięłam go odznaką. Zamknęłam kufer. Usiadłam na siedzeniu, otworzyłam fasolki. Zaczęłam przyglądać się zachodzącemu słońcu. Póki co nie jest tak źle, najgorsza fasolka na jaką na razie trafiłam to o smaku brukselki i wątróbki. Połowa paczki zjedzona i... Ugh ! Fuj, ble ! Wymiociny ?! O fuj ! Chyba wiem co kiedyś czuł Dumbledore ! Wyleciałam z przedziału i weszłam do przedziału gdzie siedział George. W ręku trzymał piwo kremowe ! Zbawienie! Usiadłam koło niego i z jego ręki wyjęłam napój i zaczęłam pić. Jery. Smak wymiocin zastąpiony ciepłym i słodkim piwem.
- A ty co ?- zapytał Fred.
- Fasolka o smaku wymiocin. Okropieństwo !
- Łohohohoho. No to nieźle.- powiedział i oboje zaczęli się śmiać. Spojrzałam na nich spode łba. No i oczywiście obudzili Mionę.
- Co jest ?- zapytała.
- Nic, to po prostu napad głupawki.- powiedziałam do niej.- Chodź Hermiono musisz się przebrać.
Powiedziałam i chwyciłam dziewczynę za rękę, wyszłyśmy z przedziału. Poprowadziłam szatynkę do przedziału z naszymi kuframi. Gryfonka podeszła do swojego kufra i zarzuciła na siebie płaszcz i podobnie jak ja spięła go odznaką.
Pociąg się zatrzymał. Co ? Ale przecież nie jesteśmy jeszcze w Hogsmade. Wyjrzałam z okna i stoimy gdzieś na środku pola. Usłyszałam gwizd. O nie ! Prefekci mają się zgłosić w ich przedziale.
- Hermiona musimy iść.
- Co ? Gdzie ?
- Do przedziału dla prefektów.
- O Boże !
- Właśnie. Chodź idziemy.
Wyszłyśmy, już mijałyśmy przedział z bliźniakami kiedy usłyszałam głos Miony.
- Chłopaki idziecie do przedziału obok, my musimy iść do McGonagall.
Wleciałam do pomieszczenia gdzie siedzieli jeszcze Cedirc i Ron. Chwyciłam Puchona za rękę i wyprowadziłam z przedziału. Ruszyliśmy wagonem.
- Maja ! Czekaj.- odwróciłam się, za nami szli Ron i Hermiona, trzymali się za ręce.
- Szybciej !
Po chwili byliśmy już w przedziale dla prefektów.
- Proszę was tylko bez paniki- mówiła McGonagall.- Potter, zajmiesz się dementorami gdyby robiły jakieś zamieszanie.
- Dementorami ? Ale pani profesor, co dementorzy robią w pociągu do Hogwartu ?
- Nie ważne Potter, po prostu jak zaczną sprawiać te swoje sztuczki masz użyć zaklęcia, aby je odgonić. Twój brat niech w ogóle nie próbuje. Ty jesteś prefektem i to ty możesz obsługiwać się magią w tym pociągu, jasne ?
- Oczywiście.
- Dobrze, a teraz proszę pana Malfoya i pannę Patil o zobaczenie czy w wagonach jest tyle ile powinno być osób, a jeśli nie to proszę, żeby w przedziałach było ciasno. Rozumiemy się ?
- Tak, pani profesor.
Wyszłam razem z Cedriciem, Mioną i Ronem, ruszyliśmy w stronę naszego przedziału.
- Ciekawe o co chodzi z tymi dementorami ?- zapytywał Ron.
- Nie wiem.- odpowiedziała Hermiona.
Doszliśmy do przedziału. Cedric wszystko opowiedział, Harry dawał oznaki buntu, ale aż tak mocno się nie sprzeciwiał. Usiadłam koło Georga i położyłam głowę na jego ramieniu.
***
Minęło pół godziny, pociąg nie ruszył, ani nie było śladu dementorów. Każdy siedział w milczeniu. Luna czytała "Żonglera" jak w to jej stylu czytała go do góry nogami, ale jakoś zabijała czas. Ron, Dean i Seamus pożerali tonami ciastka i gumi żele. Harry, Fred, George i Cedric popijali piwo kremowe. Ja razem z Hermioną i Ginny przeglądałyśmy nowe podręczniki, nawet Weasleyównę wciągnęłyśmy w szał nauki. Marta i Angelina oglądały jakieś magazyny i co było dziwne młoda panna Black co jakiś czas  spoglądała na Cedrica. Lee i Neville fascynowali się rośliną Gryfona. Ale nikt nic nie mówił.
Poczułam, że ktoś mnie szturcha, odwróciłam się i zobaczyłam wstrząśniętą Ginny. Jej wzrok utkwiony był w drzwi od przedziału, spojrzałam w tamtą stronę, czarna zakapturzona zjawa, powoli zaczyna otwierać drewniane drzwi. Usłyszałam pisk Angeliny i Marty. Sięgnęłam po różdżkę. Harry ! Harry... opadł na ziemie, o nie, nie, NIE ma mowy, o takim cyrku. Wycelowałam w dementora.
-Expecto Patronum !- krzyknęłam, ale to jakby nie mój głos, ktoś inny wypowiedział zaklęcie, a jednak głos dochodził z mojego ciała. Srebna łania wydobyła się z końca mojej różdżki i odgoniła dementora. Wybiegłam z przedziału, a patronusa skierowałam na resztę zjaw.- Powypędzaj wszystkich dementorów.- szepnęłam do łani i puściłam ją. Srebrzyste zwierzę pogalopowało wzdłuż pociągu.
Wróciłam do przedziału i zaczęłam cucić brata. Wszyscy siedzieli jak wmurowani.
- Harry, Harry obudź się.- powtarzałam, w końcu odkaszlnął i otworzył oczy. Pomogłam mu wstać i podałam kawałek czekolady.- I jak braciszku ?- zapytałam z uśmiechem.
- Nie najgorzej.- odpowiedział.
- No siadaj.- powiedziałam do niego.
Mój bliźniak posłuszne usiadł, zaczął powoli jeść czekoladę.
- Przegnałaś ich ?
- Tak. Jakoś się udało.- powiedziałam.
- Jakoś ?!- zabrał głos Lee.- Jakoś ? To było nieziemskie ! Jak można tak świetnie czarować ? Ta łania, o nie to było coś !
- Lee, przesadzasz.- powiedziałam i usiadłam koło Georga. Poczułam jak się rumienię. Jezu...
- O czyżby mój misiek zaczął się czerwienić ?- zapytał George. Co ? No nie ! Dlaczego ?
- Wiesz, tak jakoś, chyba he.- powiedziałam z uśmiechem.
- No proszę, zawstydziłem Potter.- powiedział triumfalnie Lee.
- Och, przymknij się.- powiedziałam.
- Ej ! Słyszycie ? Chyba ruszmy.- powiedziała Marta.
I faktycznie pociąg zaczął się powoli poruszać.
***
Nie minęło pół godziny, a my już byliśmy w Hogsmade.
- Chodźcie trzeba znaleźć sobie powóz.- powiedział Fred.
Chwyciłam Georga za rękę i wyszliśmy z wagonu. Odnalazłam wzrokiem Freda i Hermione, stali razem z Harrym i Ronem przy Hagridzie. Weasley zaprowadził mnie do grupki naszych przyjaciół.
- Hagrid !- krzyknęłam i przytuliłam się do olbrzyma.
- Czołem Maja.- powiedział. - No dobra dzieciaki zmykać do powozów, bo ja muszę wypełnić swoją robotę, cholibka.
- Do zobaczenia w Wielkiej Sali.- powiedziałam i pokiwałam gajowemu.
- Pirwszoroczni ! Pirwszoroczni do mnie !
Ruszyłam z przyjaciółmi do powozów, Fred jak to Fred zaczął się wygłupiać i wskoczył do jednego z wolnych pojazdów i zaczął wydawać odgłosy jak u małpy. Hermiona kuląca się ze śmiechu, weszła za Fredem i zaczęła go uciszać mimo, że zaczęła jeszcze bardziej się śmiać. Weszłam do pojazdu, a za mną reszta moich przyjaciół.
- O ja cię kręcę w 13 osób zmieściliśmy się w tym powozie. Jesteśmy niezwyciężeni!- krzyczał Lee.
- Tak, tak, nie zapominaj, że siedzisz od brzegu więc w razie co lecisz na pierwszy ogień.- powiedziała do niego Ginny.
- Nie sądzę, żeby ktokolwiek musiał wypadać, chyba jakoś damy radę.- powiedziała Luna.
- Taaak. A zwłaszcza kiedy Hermiona siedzi na kolanach u Freda. - powiedział Ron.
- Ja mogę wziąć Ginny !- powiedział Harry i przyciągnął do siebie rudowłosą.
- A ja Angelinę.- powiedział Lee i przyciągnął do siebie Gryfonkę.- No i widzicie ile miejsca się przy okazji zrobiło.
- A zrobi się jeszcze więcej.- powiedział George i przyciągnął mnie do siebie.
Razem z dziewczynami wybuchnęłam śmiechem, na co chłopaki zrobili zdziwione miny.
- Ach te kobiety.- powiedział Ron.
- Cicho siedź rudy.- powiedziała Miona.
- To co ludzie jedziemy do szkoły.- powiedział Harry.
- Cieszy cię to ?- zapytał Cedric.
- No jasne.- odpowiedzieliśmy mu z uśmiechem.
- Na serio ?
- Wiesz my wracamy do domu.- odpowiedział mu mój brat.
- Każdy patrzy na to inaczej.
- No właśnie.- i zaczęli się śmieć.
- Ach ci faceci.- powiedziałam razem z Ginny.
- Macie rację.- powiedziała Luna.
Wybuchnęliśmy śmiechem. Powóz zaczął zwalniać.
- Patrzcie zamek !- powiedziałam i wyskoczyłam z pojazdu.
Usłyszałam jeszcze śmiechy, za mną, ale to nie ważne jestem w domu. Nareszcie ! Ktoś za mną wyskoczył. Odwróciłam się, a za mną stał Malfoy i szczerzył się do mnie. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w te jego błękitne oczy.
- Nie strasz mnie Malfoy.
- Sorry, Potter.
- Nie ma sprawy, a ty co też się cieszysz, że wróciłeś do Hogwartu ?
- Wiesz, w pewnym sensie to tak.
- Serio ? A co tobie niby się nie podoba w tym wielkim Malfoy Manor ? W domu przepełnionym miłością ?- zapytałam z cynicznym uśmiechem.
- Bardzo śmieszne. Na prawdę cieszę się, że  znów tu jestem.
- Draco stęsknił się za szkołą.- powiedziałam z uśmiechem, na co tleniony odpowiedział mi jednym z najcudowniejszych uśmiechów, jakie mogłam kiedykolwiek zobaczyć.- Podobno Krum jest w waszym domu, wiedziałeś ?
- Tak, to znaczy przed chwilą słyszałem od Pansy.
- Mhm.- powiedziałam, a przed nami drzwi do zamku otworzyły się.
- Do zobaczenia, Potter.
- Na razie Malfoy.- odpowiedziałam mu, a uśmiech nie schodził mi z buzi.
- To co idziemy ?- zapytał Fred.
- Jasne.- odpowiedział George. Ruszyli do przodu.
Czyżby słyszeli tą krótką wymianę zdań z Draconem ? O co teraz chodzi Georgowi?
- Maja idziesz ?- usłyszałam za sobą głos Puchona.
- Co ? A, tak jasne.
Dołączyliśmy do Luny, Lee, Angeliny i Marty. Czarnowłosa na widok chłopaka zaczęła się rumienić. O jak fajnie, miłość się rozwija, super. Szkoda, że moja zaczyna się rozpadać, chociaż nawet nie wiem o co chodzi!
Razem z przyjaciółmi weszliśmy do wielkiej sali. Pomachałam Cedricowi i usiadłam pomiędzy Harrym, a Ronem. Stół nauczycielski zajmowany przez wszystkich znanych mi nauczycieli, chociaż nie... Co to za landrynka w kącie ?
- Harry jak myślisz, ta baba będzie nas uczyć OPCM ?- zapytałam wskazując na różową ropuchę.
- Pewnie tak.
 Pierwszoroczniacy weszli to Wielkiej Sali. McGonagall wniosła tiarę przedziału, która już zaczęła swoją pieśń.
Tysiąc lat temu może więcej.
Po tym jak krawiec uszył mnie.
Żyło czworo czarodziei,
Niezrównanych w magii i sławie.
Śmiały Griffindor,
Piękna Rawenclaw,
Przebiegły Slytherin,
Słodka Hufflepuff.
Jedno wielkie mieli marzenie,
Jedną nadzieję, śmiały plan:
Wychować nowe pokolenie,
Potężnych czarodziejów klan.
Takie początki są Hogwartu,
Tak powstał każdy dom.
Bo każdy z magów zapragnął,
Własny tron mieć.
Każdy inną wartość ceni.
Każdy inną zdolność chętnie krzewi.
Gryffindor prawość wysławia,
Odwagę i uczciwość ceni.
Hufflepuff ma w pogardzie leni,
I pracowitych za to ceni.
Rawenclaw do sprytu namawia,
Pierwszą z cnót bystrość wychwala.
Przebiegły jak wąż Slytherin,
Wspiera żądnych władzy i ambitnych.
Póki żyją wybierać mogą,
Faworytów, talenty, nadzieje.
Lecz co poczną, gdy przyjdzie umierać ?
Jak przełamać śmierci krąg przeklęty ?
Jak dla każdej zachować tron ?
Jak nowych uczniów przydzielić,
By każdy tron odnaleźć mógł ?
Wtem Griffindor pomysł ma,
Zdejmuję swoją tiarę- czyli mnie.
A każda z czterech osób,
Cząstkę marzeń we mnie tchnie.
Więc teraz ja was wybieram.
Ja mózgi i serca przesiewam.
Każdemu dom przydzielam.
I talentów rozwój zapewniam.
Więc śmiało młodzieży, bez trwogi
Na uszy mnie wciągaj i czekaj,
Ja domu wyznaczę wam progi !
Kiedy tiara skończyła śpiewać, profesor McGonagall weszła na scenę  z listą tegorocznych uczniów.
- Corner Melinda !- powiedziała nauczycielka, na co Ron się skrzywił. No tak Melinda jest siostrą Alicji.
- Ravenclaw !- tym razem głos zabrała tiara.
- Smith Daniel !
-Gryffindor !- stół Gryfonów uniósł się w krzykach i oklaskach dla nowego członka naszego domu.
Uroczystość przydzielania trwała długie pół godziny, co dało się we znaki siedząc koło głodnego i marudzącego Rona. W końcu, powstał nasz dyrektor i zaczął przemawiać !
- Witam was ! W tym nowym i mam nadzieję pełnym nauki roku szkolnym w szkole magii i czarodziejstwa w Hogwarcie ! Chcę wam przedstawić nową nauczycielkę od Obrony Przed Czarną Magią panią Dolores Umbridge !- ropucha wstała i ukłoniła się w naszą stronę.- Witam także was młodzi uczniowie !- powiedział wskazując na nasze cztery zapełnione uczniami stoły.- Was nasi nowi i pewnie bardzo ambitni czarodzieje !- wskazał na pierwszorocznych.- Oraz mam przyjemność powitać z powrotem w naszych skromnych progach pana Diggory i pana Kruma. Proszę panowie się tu pokazać !- powiedział na co obaj wstali i pokłonili się.- Ta dwójka młodych ludzi chcę spędzić ósmy rok nauki w Hogwarcie. Cieszymy się, że aż tak wam się tutaj spodobało ! A teraz parę komunikatów ! Jak co roku pod koniec drugiego semestru odbędą się egzaminy dla piątych klas zwanymi SUMY, a dla siódmych OWUTEMY ! Skoro tak bardzo podobał się wam bal w zeszłym roku chcę was poinformować, że i w tym roku odbędzie przed Bożym Narodzeniem, dlatego, żeby każdy kto chce mógł także jechać do rodziny. No to koniec ! Smacznego !- powiedział, pstryknął w palce i na stołach pojawiła się góra pysznego jedzenia.
Ron nałożył już sobie do pełna na talerz, Harry podobnie. Wzięłam łyżkę sałatki i pogrążyłam się w rozmowie z moim bratem.
- Maja !- krzyknęła Ginny.
- Hmmm ?
- Co powiesz o tym ostatnim komunikacie ?
- O balu ? No właśnie, super się zapowiada.
- Też tak sądzę, w ruch pójdą nasze sukienki.- powiedziała Gin, szczerząc do mnie zęby.
- Już nie mogę się doczekać.- powiedziałam.- Ron, McGonagall podała ci hasło do dormitorów ?
- Co ? Ach, tak. Nasze hasło to Mimbulius Nimbletonia.
-Ok.
Po godzinie powitalnej uczty, czas zabrać naszych pierwszoroczniaków, do ich dormitoriów.
- Ron wstawaj !
- Co ? Ach tak.
- Gryfoni za mną.- powiedziałam machając na pierwszorocznych.- Za mną Gryfoni!
 Wyszłam z Wielkiej wraz z wszystkimi Gryfonami.
-Pierwszoroczni tędy proszę!
Już po chwili ukazał się nam wielki portret, kobiety ubranej w różową suknię, zwany portretem " Grubej Damy".
- Hasło do naszych dormitoriów brzmi : Mimbulius Nimbletonia. - powiedział Ron.
- Proszę wejść.- odrzekł ciepły głos kobiety w portrecie i obraz zaczął się odsuwać.
Weszłam z całą grupą do pokoju wspólnego Gryffindoru.
- To jest nasz pokój wspólny, prawe drzwi prowadzą do sypialni dziewczyn, a lewe do sypialni chłopców. Wasze kufry są już w waszych dormitoriach, życzymy dobrej nocy.- powiedziałam.
Chciałam złapać gdzieś Georga, ale ten już wchodził do sypialń chłopaków.
Ruszyłam w stronę swojego dormitorium. Oczywiście była już tam Ginny i Hermiona, a Martę gdzieś wcięło. Chwyciłam swoją pidżamę i weszłam do łazienki. Zmyłam z siebie cały makijaż, umyłam zęby i weszłam pod krótki prysznic. Ubrałam się w pidżamę, a mokre włosy zostawiłam rozpuszczone. i jeszcze wy kremowałam twarz i mogę iść już spać. Od przyjazdu do Hogwartu, coś Georga tchnęło żeby się do mnie nie odzywać, coś mi się widzi, że to będzie koszmarny pierwszy tydzień.
- Maja, zobacz jakie mamy jutro zajęcia.- powiedziała do mnie energicznie Hermiona.
Spojrzałam na listę jutrzejszych zajęć. Pierwsze mamy zaklęcia, potem dwie godziny astronomii i jeszcze starożytne runy no i na koniec oczywiście wróżbiarstwo. Mmmm jak fajnie. Zaraz, zaraz astronomia w dzień? Dziwne, ale to oni tutaj decydują.
- Nie są jeszcze takie złe.- powiedziałam.
Wyjęłam z kufra zdjęcie moje i naszych przyjaciół i położyłam na swojej szafce nocnej. Ciuchy z dzisiaj włożyłam z powrotem do kufra. Wgramoliłam się do łóżka i dałam objąć się ramionom Morfeusza.