piątek, 5 lipca 2013

ZAWIESZAM!

Przepraszam, ale nie mam ostatnio siły na pisanie, wiele się w moim życiu zmienia, Harry Potter jest dla mnie bardzo ważny, ale jak na to teraz patrzę, to po prostu spadł na ostatnie miejsce. Nie jestem w stanie na nic teraz pozytywnie patrzeć. Przepraszam, postaram się oczywiście być na bieżąco na waszych blogach, jeśli dam radę. Jeśli nie obiecuję, nadrobię wszystko!
Przepraszam.
Pozdrawiam.
Wasza (załamana)
~Hermionija.

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 42."Saturn z Orionem."

Rozdział 42.
- Oni mają tam sobie trening, Hermiona siedzi zapłakana w swoim dormitorium, a Marta i Cedric są na randce.- powiedział Fred, z naburmuszoną miną.
- Lepiej się ucz.- powiedziałam przesuwając pomiędzy ciastkami podręcznik od eliksirów.- Pod koniec mamy Sumy i Owutemy.- przegryzłam kawałek ciastka i wróciłam do transmutacji.
- Jak ty to robisz ?- zapytał, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem.- No słyszysz mnie i czytasz z taką uwagą.
- To dar.- powiedziałam sarkastycznie.
- Ja po prostu nie mam zielonego pojęcia !- krzyknął George, a ja podskoczyłam.
- Czego ?
- Ten cholerny eliksir skurczający, jak to czytam, to czuję, że mi się mózg kurczy !- powiedział, a ja pochyliłam się nad jego książką.
- No jak ? Korzonki stokrotek, dżdżownica, figi, śledziona szczura i sok z pijawek. Eliksir powodujący, kurczenie się zwierząt i ludzi.- powiedziałam z uśmiechem.
- I dla ciebie to takie łatwe ? Ja szósty raz czytam te składniki i nic.
- Przeczytaj po cichu jeszcze raz i ze spokojem.- powiedziałam, a on zrobił to o co go prosiłam.- Już ?- zapytałam, a on przytaknął.- Zasłoń to dłonią i spójrz gdzie tylko chcesz.- uśmiechnęłam się, kiedy nasze oczy się spotkały.- A teraz powtórz.
- Korzonki stokrotek, sok z pijawek, dżdżownica, figi, śledziona szczura, wywar powodujący kurczenie się zwierząt i ludzi.- powtórzył całą formułkę.
- No widzisz ? Udało się.
- Tylko, że ciebie nie będzie na moim egzaminie.
- Masz taką bujną wyobraźnie, że na pewno dasz sobie radę mnie wyobrazić.- powiedziałam z uśmiechem.
- Maja, a eliksir rozdymiający ?- zapytał Harry.
- Wywar powodujący rozdęcie się osoby, która go wypiła, lub części ciała, które zostały nim ochlapane.
- A antidotum to wywar dekompresyjny.- powiedziała uśmiechnięta Roks.
Po chwili do Wielkiej Sali wszedł cały ubłocony Ron. Z naburmuszoną miną usiadł przy stole i chwycił talerz z ciastem rabarbarowym. Nastąpiła cisza, którą przerwała nam klnąca pod nosem w takim samym stanie Ginny.
- I jak było ?- zapytałam.
- To najgorszy trening w moim życiu.- powiedział Ron.
- Och daj spokój nie mogło być tak...
- Było.- mruknęła Ginny.- Pod koniec Angelina była bliska płaczu.
Po zjedzeniu kolacji Ron i Ginny poszli się wykąpać. Razem z resztą wróciliśmy do pokoju wspólnego i do zwykłych stert zadań domowych. Razem z Harrym użeraliśmy się nad mapką nieba na astronomie, gdy nagle pojawił się Lee.
- Nie ma tu Ginny i Rona?- spytał, rozglądając się i przysuwając sobie krzesło, wszyscy zaprzeczyliśmy, a on dodał:- To dobrze. Obserwowałem ich trening. To była rzeź, bez was są beznadziejni.- powiedział, a ja spojrzałam na niego.
- Ginny nie może być taka zła skoro zajęła miejsce Harrego.- powiedział George.- W sumie to ja nawet nie wiem skąd ona się tego nauczyła, przecież w domu nigdy nie pozwalaliśmy jej grać...
- Kiedy skończyła sześć lat, włamywała się do waszej szopy w ogrodzie i brała wasze miotły, kiedy nikt nie widział.- oznajmiłam.
- Aha.- mruknął George, bez większego przejęcia.- To... to jest jakieś wyjaśnienie.
- Czy Ron obronił jakiegoś gola ?- zapytałam wynurzając się znad Starożytnych Run.
- Bronić, to on bronił, a przynajmniej się starał. Udało mu się tylko obronić jak nikt nie patrzył.
- No to w sobotę musimy tylko poprosić widzów, aby się odwracali i zajęli  rozmową, z każdym razem kiedy kafel pomknie w jego stronę.- prychnął Fred.
- Niedobrze mi się robi, na myśl, że mam komentować następny mecz.- powiedziałam, a Lee uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Nie szczerz się Jordan, masz siedzieć od niej w odległości 10 metrów inaczej się dowiem.- powiedział George, unosząc brwi.
- Nawet nie wiem czy mam ochotę oglądać ten mecz, jak się okaże, że Zachariasz Smith jest lepszy, to się chyba zabiję.- powiedział Fred.
- Lepiej zabij jego.- wyszczerzył się George.
- I tu jest właśnie problem.- usłyszałam Hermionę, która właśnie weszła do salonu.- Z quidditchem. Rodzi negatywne emocje i napięcia między domami.- powiedziała i zajrzała do mojej mapki.- Saturn z Orionem.- powiedziała pokazując linie, zaczęłam obliczać.
- Faktycznie, dzięki.
Po chwili zauważyłam, że Fred, George, Harry i Lee patrzą na Gryfonkę z mieszaniną odrazy i niedowierzania na twarzy.
- A co może nie ?- prychnęła.- Przecież to tylko gra, prawda ?
- Hermiono - powiedział Harry, kręcąc głową - na pewno znasz się na emocjach i w ogóle, ale ty po prostu nie rozumiesz quidditcha.
- Może i nie - przyznała ponuro - ale przynajmniej moje szczęście nie zależy od umiejętności bramkarskich Rona.
***
I chociaż pewnie Harry prędzej by skoczył z Wieży Astronomicznej, niż przyznał jej rację, kiedy w sobotę zobaczył  mecz, oddałby wiele galeonów, aby też nie przejmować się quidditchem. Tak samo ja, kiedy patrzyłam z rozdziawioną buzią na wydarzenia z boiska.
Najlepsze, co można powiedzieć o tym meczu, to to, że był krótki: kibice Gryfonów musieli znieść tylko dwadzieścia dwie minuty męki. Trudno powiedzieć, co było najgorsze. Według mnie o pierwsze miejsce ubiegały się trzy epizody: puszczenie czternastego gola przez Rona, cios w twarz zadany Angelinie przez Slopera pałką, którą zamierzał odbić tłuczka, i żałosne zachowanie Kirke’a, który wrzasnął ze strachu i spadł z miotły, kiedy zobaczył Zachariasza Smitha lecącego na niego z kaflem. Cudem było to, że Gryffindor przegrał różnicą tylko dziesięciu punktów, bo Ginny udało się złapać znicza tuż pod nosem Summerby’ego, szukającego Puchonów, tak że ostateczny wynik to dwieście czterdzieści do dwustu trzydziestu dla Hufflepuffu.
- Piękny chwyt.- powiedziałam do przyjaciółki w pokoju wspólnym gdzie atmosfera panowała niczym na stypie.
Ginny wzruszyła ramionami.
- Miałam szczęście. Znicz nie leciał szybko, a Summerby był przeziębiony i kichnął, zamykając oczy w złym momencie. W takim razie, kiedy Harry wróci...
- Ginny, on ma dożywotni zakaz.
- Ma zakaz, dopóki Umbridge jest w szkole - poprawiła mnie Ginny. - To różnica. W każdym razie, kiedy już wróci, to chyba zgłoszę się na ścigającego. Angelina i Alicja w przyszłym roku kończą szkołę, a ja wolę strzelać gole niż szukać znicza.
- Jak chcesz Ginny, ale może najlepiej wymazać ten mecz z pamięci, co ?
- Może i masz rację.
Odnalazłam wzrokiem Rona, który siedział przygarbiony w kącie, gapiąc się w swoje kolana, z butelką piwa kremowego w ręku.
- Ale Angelina wciąż nie pozwala mu zrezygnować - powiedziała Ginny, jakby czytając w moich myślach. - Mówi, że ma w sobie to coś.
Doceniam wiarę, jaką Angelina wciąż pokładała w Ronie, ale pomyślałam, że uczciwiej by było pozwolić mu odejść z drużyny. Ron przecież opuścił boisko przy akompaniamencie hymnu „Weasley jest naszym królem”, wyśpiewywanego z wielkim zapałem przez Ślizgonów, którzy byli teraz faworytami Pucharu Quidditcha.
Pojawili się Fred i George.
- Nawet nie mam serca ponabijać się z niego - rzekł Fred, patrząc na skurczoną postać Rona. - Chociaż jak puścił tego czternastego... - Zamachał dziko rękami, jakby płynął pieskiem. - No dobra, zachowam to na jakąś balangę...
Wkrótce potem Ron powlókł się do sypialni. Wróciłam do swoich zadań domowych z zielarstwa i słyszałam jeszcze ciche szeptanie bliźniaków.
***
Razem z Hermioną, Ronem i Harrym, siedzieliśmy w Wielkiej Sali wertując podręczniki na Obronę przed Czarną Magią. Kiedy klepsydra z punktami dla gryfindoru, znowu zaczęła opadać. Pokręciłam przecząco głową i wróciłam do lektury.
- To jest po prostu jakaś niedorzeczność.- powiedział Harry.
- Nie zapominaj, że dzisiaj nam Malfoy wlepił ponad 50 punktów na minusie.
- Nie nam tylko MI ! Bo wam nie może.- powiedział mój bliźniak.
- Ale rozpracował to dla wszystkich, zapomniałeś ? " Dobra, Potter to minus 15, bo Granger to SZLAMA, minus 10, bo Potter ma wielki łeb, minus 15, bo Granger, nie ma rozumu, 25 za Weasley to król wieprzlej, a ty bliznowaty minus 10 za to, że istniejesz."- powiedziałam patrząc mu w oczy.
- A ty nie mogłaś mu zabrać punktów ?
-Prefekt, prefektowi nie może, a on wszystko mówił do ciebie, więc zabrało nam na szczęście tylko 15, ale te moje 75 punktów, idą w cholerę.
- No, a co ty nie możesz powiedzieć do Goyla, za to i to...
- I co mam powiedzieć Gregory Goyle, otrzymujesz minus 20 punktów, bo znasz Malfoya ?- zapytałam, a zielone kamyczki zaczęły opadać. Wytrzeszczyłam oczy, a moi przyjaciele, zaczęli bić brawo.
- No to Crabbe minus 10 za to, że istniejesz.- powiedział Ron, ale nic się nie stało.- No ej, ja się tak nie bawię.
- Może to przez Mai moc ?
- Wszystko przez to.- powiedziałam z kwaśną miną.
Wyszliśmy z jadalni.
Na korytarzu zauważyliśmy bliźniaków, patrzących z przekąsem na statystyki punktacji domów.
- Też widzieliście, co ?- rozległ się głos Freda.
- Malfoy, właśnie próbował nam odebrać z jakieś 100 punktów.- mruknęłam pod nosem.
- Corner też próbował wywinąć nam taki numer podczas przerwy - rzekł George.
- Co to znaczy „próbował”? - zapytał szybko Ron.
- Nie udało mu się wypowiedzieć całej formułki do końca - powiedział Fred - bo go wepchnęliśmy do komody na pierwszym piętrze. Tej, w której wszystko znika.
Hermiona zrobiła przerażoną minę.
- Będziecie mieć kłopoty!
- Ale dopiero wtedy, jak Corner znowu się pojawi, a do tego może dojść za wiele tygodni, nie wiem, dokąd go wysłaliśmy - rzekł chłodno Fred. - A w ogóle, to postanowiliśmy, że odtąd gdzieś mamy kłopoty.
- A przedtem było inaczej? - zapytała Hermiona.
- No jasne! - powiedział George. - Przecież dotąd nas nie wywalili!
- Zawsze wiedzieliśmy, gdzie jest granica - dodał Fred.
- No, może czasami wystawialiśmy za nią duży palec u nogi - rzekł George.
- Ale zawsze potrafiliśmy wyhamować, zanim rozpętało się piekło - powiedział Fred.
- A teraz? - zapytał Ron.
- No, teraz... - zaczął George.
- ...teraz, kiedy już nie ma Dumbledore’a... - wpadł mu w słowo Fred.
- ...uważamy, że nasza nowa pani dyrektor... - wtrącił George.
- ...zasługuje na małe piekło... - dokończył Fred.
- Nie możecie! - szepnęła Hermiona. - Naprawdę, nie wolno wam! Ona tylko czeka na pretekst, żeby was wywalić! I zrobi to z rozkoszą!
- Hermiono, ty chyba nie łapiesz, o co nam chodzi - powiedział Fred, uśmiechając się do niej. - Mamy głęboko gdzieś to, czy nas wywali. Sami byśmy odeszli, gdybyśmy nie postanowili, że najpierw zrobimy coś dla Dumbledore’a. A teraz - zerknął na zegarek - zacznie się faza pierwsza. Na waszym miejscu udałbym się natychmiast do Wielkiej Sali na obiad, żeby nauczyciele widzieli, że nie macie z tym nic wspólnego.
- Z czym wspólnego? - zapytała ze strachem Hermiona.
- Zobaczysz - odrzekł George. - A teraz lećcie.
Bliźniacy odwrócili się i zniknęli w tłumie uczniów schodzących na obiad.
- Co oni kombinują ?- zapytałam patrząc za nimi pustym wzrokiem.
- Nie wiem, ale chyba rzeczywiście powinniśmy stąd zwiewać.- powiedział Harry.
- I to szybko.- odezwał się Ron.
I znowu udaliśmy się do jadalni na obiad, nawet ledwie co popatrzyłam za Georgem, ku moim oczom ukazał się Filch. Cofnęłam się o parę kroków, bo naszego woźnego lepiej obserwować z pewnego oddalenia.
- Pani dyrektor, chce widzieć Potterów.- powiedział z szyderczym uśmieszkiem.
- Ale my tego nie zrobiliśmy.- bąknął Harry, pewnie sądząc, że chodzi o coś co kombinują bilźniacy Weasleyów.
- Nieczyste sumienie ? Za mną, Potter.
Spojrzeliśmy jeszcze na Rona i Hermionę, którzy patrzyli na to wszystko z lekkim niepokojem, wzruszyliśmy ramionami i udaliśmy się za Filchem do Sali Wejściowej, mijając tłoczących się na obiad uczniów.
Woźny wydawał się być w wyśmienitym humorze. Kiedy wspinaliśmy się po marmurowych schodach, nucił coś ochryple pod nosem, razem z Harrym wymieniłam zdziwione spojrzenia, a kiedy weszliśmy na pierwsze piętro, powiedział:
- Wszystko się tutaj zmienia, nie sądzicie, Potter ?
- Zauważyliśmy.- odrzekliśmy równo.
- Taaa... A od tylu lat powtarzałem Dumbledore’owi, że jest dla was za miękki - powiedział Filch, chichocąc ohydnie. - Was, brudne szczeniaki, trzeba wziąć za pysk! Nie rzucilibyście ani jednego śmierdziucha, gdybyście wiedzieli, że mogę wam za to złoić skórę, co? Nikt by nie ciskał kąsającymi talerzami po korytarzach, gdybym mógł was zaciągnąć do swojego biura i przywiązać za kostki, co, Potter? Ale teraz, jak się ukaże Dekret Edukacyjny Numer Dwadzieścia Dziewięć, będę się mógł wami zająć jak należy... I poprosiła ministra, żeby podpisał zarządzenie o wywaleniu stąd Irytka... Och, taaak, teraz wszystko się zmieni, odkąd ona tu rządzi...
Umbridge najwyraźniej zrobiła wszystko, by przeciągnąć Filcha na swoją stronę, a najgorsze było to, że dysponował groźną bronią: chyba tylko Weasleyowie mieli lepszą od niego znajomość wszystkich tajnych przejść i kryjówek w zamku.
- No jesteśmy.- powiedział, łypiąc z góry na nas, po czym zastukał trzy razy w drzwi i otworzył je.- Przyprowadziłem Potterów, proszę pani.
W gabinecie Umbridge, który tak dobrze znaliśmy ze swoich szlabanów, nic się nie zmieniło, prócz tego, że na jej biurku leżał wielki drewniany klocek ze złotym napisem DYREKTOR, a w ścianie za biurkiem tkwiło żelazne kółko, do którego były przykute zamkniętym na kłódkę łańcuchem trzy miotły: Błyskawica Harrego i Zmiatacze Freda i Georga. Umbridge siedziała za biurkiem, skrobiąc zawzięcie piórem po arkuszu różowego pergaminu. Kiedy weszliśmy, podniosła głowę i uśmiechnęła się szeroko. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam w jej jadowite oczy.
- Dziękuję ci, Argusie - zaśpiewała słodko.
- Nie ma za co, pani dyrektor, nie ma za co - rzekł Filch, kłaniając się tak nisko, jak mu na to pozwolił reumatyzm, i wycofując się do drzwi.
- Siadajcie.- rzuciła krótko, pokazując nam krzesła.
Przez chwilę jeszcze coś notowała, a ja razem z Harrym rozglądaliśmy się po gabinecie, kiedy nagle lewa dłoń zaczęła mnie piec. Poczułam się tak samo, jak właśnie w tej chwili siedziała przy stoliku i musiała znowu pisać te głupie zdania.
- No, dobrze - powiedziała, odkładając pióro i przyglądając nam się jak żaba zamierzająca połknąć wyjątkowo soczystą muchę. - Czego się napijecie?
- Proszę? - zapytał Harry, pewnie, źle usłyszeliśmy
- Czego się napijecie, Potter - powtórzyła, uśmiechając się jeszcze szerzej. - Herbaty? Kawy? Soku z dyni?
Po wymienieniu każdego napoju machała krótko różdżką, a na jej biurku pojawiała się filiżanka lub szklanka z owym napojem.
- Niczego, dziękujemy.- powiedziałam, jestem pewna, że doleje tam jakiegoś eliksiru.
- Chcę, żebyście się ze mną napili - powiedziała głosem, którego słodycz zaprawiona była groźbą. - Wybieraj.
- Dobrze... więc proszę o herbatę - odrzekł Harry, wzruszając ramionami.
- A ja wodę.- powiedziałam z przekąsem.
- Ależ oczywiście złotko.- powiedziała, a ja wzruszyłam ramionami.
Wzięła filiżanki i podeszła do stolika, gdzie stały napoje. Po chwili wręczyła mi szklankę z wodą. Przyjrzałam się jej, udając, że piję, poczułam słodkawy zapach. Veritaserum. Wiedziałam, że ta wiedźma coś nam doleje.
Usiadła z powrotem za biurkiem i czekała. Kiedy kilka długich chwil minęło w milczeniu, zagadnęła beztrosko:
- Coś nie pijesz swojej herbatki!- powiedziała do mojego brata.
- Nie jestem jeszcze spragniony, może najpierw zamieńmy parę zdań, dobrze ?- powiedział z uśmiechem.
- Ale o co chodzi ? Chcesz cukru ?
- Nie.- powiedział wzdychając i przyłożył kubek do ust, kobieta się uśmiechnęła i pochyliła się nad nim.
- Dobrze, to gdzie jest Albus Dumbledore ?
- Nie mam pojęcia.- powiedział.
- Pij, pij - powiedziała, wciąż się uśmiechając. - A teraz, Potter, proszę sobie darować te dziecinne gierki. Wiem, że wiesz, dokąd uciekł. Wy i Dumbledore tkwicie w tym razem od samego początku. Zastanówcie się nad swoją sytuacją, Potter.
- Nie wiemy, gdzie on jest.
 Boże mam nadzieję, że on nie piję, proszę Harry nie pij tego.
- No dobrze - powiedziała z zawiedzioną miną. - W takim razie powiedz mi, z łaski swojej, gdzie przebywa Syriusz Black.
Poczułam jak coś przewróciło mi się w żołądku, a ręka zadrżała tak, że szklanka o mało co się nie przechyliła tak, że wylałabym zawartość na szatę.
- Nie wiem - odpowiedział trochę za szybko.
- Potter, jestem zmuszona ci przypomnieć, że sama o mały włos nie złapałam w październiku przestępcy Blacka w kominku w wieży Gryffindoru. Wiem dobrze, że spotykał się tam z wami i gdybym miała jakiś dowód, to możesz mi wierzyć, żadne  z was nie przebywałby dzisiaj na wolności. Powtarzam, Potter... Gdzie jest Syriusz Black?
- Zaraz, zaraz ! Przecież podobno Syriusz Black został oczyszczony z wszystkich zarzutów.- powiedziałam.
- Tak, ale to nie oznacza, że nie popełnił tych przestępstw, prawda ?- zapytała, a ja wytrzeszczyłam na nią oczy.
Patrzyłam tak na nią jeszcze przez pewien czas, ale ona zwróciła spojrzenie ku mojemu bratu.
- No dobrze, Potter, tym razem ci uwierzę, ale ostrzegam: mam za sobą całe ministerstwo. Wszystkie kanały komunikacji do szkoły i ze szkoły są pod kontrolą. Inspektor Sieci Fiuu obserwuje każdy kominek w Hogwarcie... prócz mojego, rzecz jasna. Moja Brygada Inkwizycyjna otwiera i czyta każdy list przysyłany i wysyłany przez sowy. A pan Filch ma oko na wszystkie tajne wyjścia z zamku. Jeśli znajdę choć cień dowodu...
Usłyszałam nagle głośne łupnięcie. Podłoga zadrżała.
- Co to ?- zapytałam patrząc na drzwi.
Korzystając z chwili wylaliśmy napoje do roślin. Z dołu dochodził tupot kroków i krzyki.
- Wracajcie na obiad.- powiedziała i wyszła z gabinetu.
Razem z Harrym wyszliśmy na korytarz. Piętro niżej rozpętało się prawdziwe piekło. Wszystko wskazywało na to, że ktoś  odpalił wielką skrzynię zaczarowanych fajerwerków. Po korytarzach śmigały smoki z zielono-złotych iskier, rzygając ogniem, przy akompaniamencie donośnych huków i trzasków. Wielkie, jaskraworóżowe ogniste koła szybowały groźnie jak eskadra latających spodków. Rakiety z długimi ogonami ze srebrnych gwiazdek odbijały się od ścian. Wulkany tryskały iskrami, wypisując w powietrzu nieprzyzwoite słowa. Gdziekolwiek się spojrzało, eksplodowały petardy, a wszystkie te pirotechniczne cuda nie tylko się nie wypalały i nie gasły, ale zdawały się nabierać z każdą chwilą mocy.
Filch i Umbridge zastygli w połowie schodów. Jedno z większych ognistych kół uznało, że musi mieć więcej przestrzeni do manewrów i pomknęło ku nim ze złowrogim „łiiiiiiiiiiii". Oboje wrzasnęli z przerażenia i uchylili się w ostatniej chwili, a koło wyleciało przez okno na błonia. Tymczasem kilka smoków skorzystało z otwartych drzwi na końcu korytarza i poleciało na drugie piętro, a w ich ślady pomknął wielki, dymiący złowrogo, purpurowy nietoperz.
- Szybko, Filch, szybko! - wrzasnęła Umbridge. - Musimy coś zrobić, bo rozlezą się po całej szkole... Drętwota!
Z końca jej różdżki wystrzelił strumień czerwonego światła i trafił w jedną z rakiet. Jednak zamiast zastygnąć w powietrzu, rakieta eksplodowała z taką siłą, że wybuch wyrwał dziurę w obrazie przedstawiającym ckliwą czarownicę pośród łąki - w ostatniej chwili zdążyła uciec i pojawiła się na sąsiednim obrazie, gdzie paru czarodziejów grających w karty zerwało się, żeby zrobić jej miejsce.
- Nie oszałamiaj ich, Filch! - krzyknęła ze złością Umbridge, jakby ten pomysł wyszedł od niego.
- Racja, pani dyrektor! - wycharczał Filch, który jako charłak mógł najwyżej połknąć fajerwerki. Rzucił się do najbliższego schowka, wyciągnął z niego miotłę i zaczął nią wymachiwać, co spowodowało, że po chwili miotła stanęła w płomieniach. Dusząc się ze śmiechu, pochyliliśmy się nisko i pobiegliśmy do drzwi, które, jak wiedziałam, ukryte były za gobelinem nieco dalej, a gdy prześliznęliśmy się przez nie, ujrzałam Freda i George’a przysłuchujących się wrzaskom Umbridge i Filcha i trzęsących się ze śmiechu.
- Błagam was powiedzcie mi, że to nie...
- Niestety, kochanie.- powiedział George, całując mnie w polik.
- Robi wrażenie - powiedział cicho Harry, szczerząc zęby. - Duże wrażenie... Wykończycie Doktora Filibustera... bez problemu...
- Cudnie - szepnął Fred, ocierając łzy śmiechu z policzków. - Och, mam nadzieję, że teraz użyje zaklęcia znikania... Mnożą się za każdym razem, jak się tego próbuje... z jednego dziesięć...
***
Tego popołudnia fajerwerki latały po całej szkole. Choć wyrządzały wiele szkód, zwłaszcza petardy, pozostali nauczyciele zbytnio się tym nie przejmowali.
- No, no, no - mruknęła profesor McGonagall, gdy jeden ze smoków obleciał całą klasę, ziejąc ogniem i wydając z siebie donośne grzmoty. - Panno Brown, czy mogłaby pani pobiec do pani dyrektor i poinformować ją, że mamy w klasie eksplodujące fajerwerki?
Skutek tego wszystkiego był taki, że profesor Umbridge spędziła pierwsze popołudnie swojego urzędowania, biegając po całej szkole, wzywana nieustannie przez resztę nauczycieli, którzy tłumaczyli jej, że sami nie potrafią sobie poradzić z fajerwerkami. Kiedy w końcu rozległ się ostatni dzwonek, a Gryfoni pozabierali swoje torby i ruszyli do wieży Gryffindoru, razem z Harrym doznaliśmy głębokiej satysfakcji, gdy zobaczyliśmy, jak z klasy profesora Flitwicka wypada z rozwianym włosami, spocona i umazana sadzą Umbridge.
- Dziękuję, pani profesor! - zawołał za nią piskliwym głosem profesor Flitwick. - Oczywiście sam mógłbym się pozbyć tych wulkanów, ale nie wiedziałem, czy mi wolno...
I z uśmiechem zatrzasnął jej drzwi przed nosem.
Wieczorem Fred i George byli bohaterami w pokoju wspólnym Gryffindoru. Nawet Hermiona przepchnęła się przez tłum, żeby im pogratulować.
- To były naprawdę cudowne fajerwerki! - przyznała z podziwem.
- Dzięki - odrzekł zaskoczony, ale i ucieszony George. - Narowiste Świstohuki Weasleyów. Tylko że zużyliśmy cały nasz zapas, trzeba będzie zaczynać od początku...
- Ale warto było - dodał Fred, który przyjmował zamówienia od rozochoconych Gryfonów. - Jeśli chcesz się wpisać na listę oczekujących, Hermiono, to Zestaw Podstawowy kosztuje tylko pięć galeonów, a Wściekła Pożoga Deluxe dwadzieścia...
Usiadłam obok Harrego i Rona, patrzyli w swoje torby z taką nadzieją, jakby marzyli, o tym, że książki zaraz same z nich wyskoczą i zaczną odrabiać się zadania domowe.
  - Och, a jakby tak sobie dać dzisiaj wolne? - westchnęła Hermiona, kiedy rakieta ze srebrnym ogonem przemknęła za oknem. - Ostatecznie w piątek zaczynają się ferie wielkanocne, będziemy mieć mnóstwo czasu...
- Dobrze się czujesz? - zapytał Ron, patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Skoro już o tym wspomniałeś - odpowiedziała wesoło Hermiona - to wiesz... chyba się czuję trochę... buntowniczo.
- Skoro tak, to ja idę dzisiaj spać do ciebie, i będziemy buntownicze.- powiedziałam z uśmiechem.
- Chyba ze mną.- usłyszałam Georga.
- Bez przesady, aż tak buntownicze to nie.- powiedziałam z uśmiechem.
____________________________________________
No i jest kolejny rozdział ;D Przepraszam was tak strasznie, że musieliście tak długo czekać, po prostu ostatnio nie mam czasu, a poza tym jest ciepło, wakacje się zbliżają wielkim krokiem. Nowa szkoła za dwa miesiące, a ja jeszcze mam palec złamany i trochę ciężko mi się pisze ;d Tylko ja tak potrafię, żeby złamać sobie palec na biwaku xd
Mam nadzieję, że nowe tło się wam podoba, bo ja nadal nie mogę się na nie napatrzeć ;D
I jeszcze mam dla was taką małą niespodziankę ;p
Ostatnio przeczytałam Więźnia Azkabanu i mam taki pomysł, żeby napisać historię Mai i Harrego jak poznali swoich ojców chrzestnych w kilku częściach ;d Takie miniaturki, co wy na to? ;d
Nie zanudzam już więcej, obiecuję, że resztę zaległości na waszych blogach postaram się jak najszybciej nadrobić ;D
A teraz pióra w ruch i do komentowania CZARODZIEJE <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
POZDRAWIAM
~Hermionija.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 41."Graup i Tenebrus"

Rozdział 41.

- Gdzie ty mnie ciągniesz ?- pytałam się rudego.
- No chodź zobaczysz.- powiedział i ujął moją dłoń jeszcze mocniej.- Zamknij oczy.
- Żebym się przewróciła ?- zapytałam, a on przewrócił oczami, obszedł mnie dookoła i przysłonił swoimi dłońmi moje oczy.
- Nie przewrócisz się, obiecuję.
Przeszliśmy jeszcze parę kroków, kiedy odsłonił mi widoczność. Rozejrzałam się dookoła i uśmiechnęłam się.
- Rozumiem, że ci się podoba.
- No pewnie.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Spojrzałam na jeziora i usiadłam na ławkę obok Georga.
- Co tak skromnie ?- powiedział i przyciągnął mnie do siebie na kolana.
Wpił swoje wargi w moje i złączył nas w namiętnym pocałunku. Wplątałam palce w jego włosach. Chłopak się uśmiechnął i zaczął całować mnie po  szyi. Czułam jak ląduję na ziemi, a George podpiera się rękoma, żeby nie zgnieść mnie swoim ciężarem ciała. Zaczęłam się śmiać.
- I jak pasuje ci, że w końcu jest marzec ?
- Nie.
- Czemu ?- zapytał ze zdziwieniem.
- Bo niedługo Sumy.- powiedziałam udając obrażone dziecko.
- Które na pewno  zdasz na same wybitne.- powiedział z uśmiechem.
- Nie wierze w to.
- U mnie zawsze myśleliśmy z Fredem, że za wszystko powinniśmy dostać P, bo przecież jest powyżej oczekiwań  to, że przyszliśmy.- powiedział, na co zaczęłam się śmiać.
- Dobra, dobra panie P, ale czy ty przypadkiem nie spóźnisz się na trening quidditcha.
- Już jestem spóźniony.- powiedział.
- To lepiej idź, żeby Harry cie nie zabił. Mały jest przydatek z martwego chłopaka.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
***
- Hej ! Nie ma ich jeszcze ?- zapytał Ron mnie i Roksany.
- Kogo nie ma ?
- Bliźniaków i Harrego ?
- Nie o ile się nie mylę, mieliście trening, Ron.
- Na którym była stara ropucha.- powiedział, a ja wytrzeszczyłam oczy.- Malfoy przyszedł z tą swoją zgrają i zaczęli się naśmiewać ze mnie, jakiś tam Weasley to wieprzlej czy jakoś tak. Ja na to nie zwracałem uwagi, ale...- przerwał widząc moje spojrzenie.- Dobra Angelina mnie przytrzymała. Ale Harry i bliźniacy nie mieli tyle szczęścia i rzucili się z pięściami na arystokratę dupka. A najgorsze jest to, że Hermiona, też tam była.
- Też to śpiewała ?
- Nie, płakała  słysząc to i patrząc na Dracona po drugiej stronie trybun. No i ropusze to się nie spodobało i po kumkała na nich, a teraz siedzą u niej w gabinecie.
- O cholera.- powiedziała Roksana.
Wróciłam do czytania podręcznika, mimo, że w środku całą mnie zżerało, aby dowalić Malfoyowi, tak by płakał i prosił mnie o litość.
Po kilku minutach siedzenia w ciszy, usłyszeliśmy szczęk od portretu Grubej Damy. Chwilę później moim oczom ukazali się bliźniacy i Harry. Mój bliźniak podszedł do Angeliny i podał jej odznakę.
- Gratuluję zostałaś nowym kapitanem drużyny Gryfonów.- powiedział i opuścił głowę.
- Zabrała wam miotły, a tobie na dodatek jeszcze odznakę ?- zapytałam patrząc na nich, ponuro pokiwali głowami w znaku potwierdzenia.
- Nie, no brawo.
- To wszystko moja wina.- powiedział George.
- Przecież ty nie śpiewałeś tego "hymnu".- powiedziałam z uśmiechem, a na dworze rozpoczęła się burza z piorunami.
- Zaraz moment, czyli co ja mam drużynę w której są tylko ścigające i bramkarz ?- zapytała Angelina.
- Tak.
- Nie, no świetnie.- prychnęła i poszła do siebie do pokoju.
- Czyli dla wszystkich był to dzisiaj spaprany dzień.- powiedziałam z uśmiechem.
- A tobie co ? Chyba nie przeżywasz tego okropnego u Snape'a ? Na dodatek okropnego Harrego.- powiedział z uśmiechem Ron.
- U mnie była nieprzespana noc.- powiedziałam.
- Wybacz.
- Nie ma sprawy.
***
Razem z Hermioną przeglądałyśmy podręczniki od transmutacji i zaklęć, kiedy do naszego stolika podbiegli zdyszani Ron i Harry.
- Dziewczyny, chodźcie z nami do Hagrida.- powiedział Ron.
- Po co ?
- No po prostu chodźcie.- powiedział Harry i pociągnął mnie za rękę.
Biegliśmy prosto do domku Hagrida.
- Chłopaki, gdzie my idziemy  ?- zapytałyśmy.
- No zobaczycie.- powiedział Ron, a ja wywróciłam oczami.
Po chwili Harry zapukał do drzwi chatki gajowego.
- Hagrid, otwieraj !- wrzasnął.
- Co się dzieje ?
- Nie chcesz wiedzieć jak wygląda nasz Hagrid.
- O co ci chodzi ?
- Hagrid, cholera, otwieraj ! Bo inaczej wywalę ci te drzwi.- powiedział Harry. Po chwili w progu stanął Rubeus z miną jak u wściekłego psa.
- Jestem nauczycielem !- ryknął.- Nauczycielem, Potter ! Jak śmiesz grozić mi, że wywalisz moje drzwi ?!
- Przepraszam, panie profesorze.- parsknął Harry, a cały poobijany Hagrid wytrzeszczył na niego oczy, zauważyłam, że nawet taka mimika twarzy powoduje u niego ból.
- Od kiedy mówisz do mnie "Panie profesorze" ?
- Od kiedy mówisz do nas "Potter" ?- wycedziłam.
- No dobra, nie ważne.- powiedział.- Możecie ze mną gdzieś pójść ?- zapytał, a my przytaknęliśmy.
Szliśmy przez Zakazany las, starając się, aby nie wpaść w jakieś zarośla.
- Hagrid, możesz mi powiedzieć po co tu idziemy ?- zapytałam.
Usłyszeliśmy głośny tupot kopyt. Spojrzałam w lewo. Stado centaurów, właśnie przebiegały między drzewami.
- Centaury nigdy nie były tak wnerwione, a niebezpieczne są nawet jak śpią. Ministerstwo znowu zabrało im tereny to się pewnie cholibka biedaki będą teraz buntować.
- Hagrid, co tu się dzieje ?- zapytała Miona.
- Przepraszam, dzieciaki, że jestem taki tajemniczy, normalnie bym was tutaj nie ciągnął, ale Dumbledore wyleciał, mnie pewnie zaraz też wywalą na zbity łeb, a nie mogę odejść i nikomu nic o nim nie powiedzieć.- powiedział gajowy.
- No dobra, ale o kim, i podejrzewam, że to nie błacha sprawa, skoro wciągnąłeś nas, aż na sam środek Zakazanego Lasu !- wrzasnęłam.- Przepraszam, po prostu nie znoszę tego miejsca.- powiedziałam po chwili.
Poszliśmy jeszcze kawałek, a przed nami pojawiła się wielka skała, wielkości domu.
- Graupek !- wrzasnął Hagrid, a skała zaczęła się poruszać i po chwili cała nasza czwórka patrzyła na młodego olbrzyma. Wytrzeszczyłam oczy i patrzyłam to na Hagida, to na jeszcze do niedawana skałę.- Spójrz w dół, ty wielki pajacu !
Graupkowi, zaczął podobać się jakiś mały ptaszek, który właśnie przeleciał nam prosto koło głów.
- Padnąć !- wrzasnął Harry, a po chwili z naszych głów pozostałaby mokra plama.
- Groupciu !- wrzasnął oburzony gajowy.- Przyprowadziłem ci gości.- powiedział, a my zaczęliśmy wstawać, cały czas bacznie przyglądając się olbrzymowi.
Uśmiechnął się i zaczął biec w naszą stronę. Zaczęliśmy się cofać, ale kiedy lina dała jasny znak oporu, Graup się zatrzymał. Spojrzałam z przerażeniem na Harrego.
- Nie mogę go zostawić bez towarzystwa, bo to mój brat.- usłyszałam Hagrida. Popatrzyłam na niego wielkimi oczami i z trudem przełknęłam ślinę.
- O matko.- powiedział Ron.
- No dobra przyrodni, nie zrobi wam krzywdy. Nie bójcie się. Tylko cieszy się, że was widzi.
Olbrzym zaczął przyglądać się baczniej Hermionie, wyciągnął dłoń, a Gryfonka zaczęła się cofać. Chwycił ją w tali i podniósł do góry. Usłyszałam krzyk dziewczyny.
- Graupek, to był niegrzeczne.
- Hagrid weź coś zrób.- krzyknął rudy.
- Rozmawialiśmy o tym, nie wolno łapać ludzi. To twoja nowa koleżanka.
Ron wziął wielką gałąź, pod którą kolana mu się uginały i z krzykiem podbiegł do Graupa i walnął go w kolana. Gałąź pękła na pół, a Weasley popatrzył na nią z przerażeniem. Olbrzym spojrzał na rudego i kopnął go w brzuch. Rona odrzuciło tak, że poleciał na plecy o jakieś 5 metrów dalej.
- Graup ! Odstaw mnie na dół !- krzyknęła Hermiona.- No już !
Po chwili Miona stała już przy nas, mocno ją uściskałam.
- Nic ci nie jest ?- zapytał prefekt.
- Nie. Z nim trzeba krótko i wyraźnie.
Olbrzym zaczął się cofać do swojego drzewa.
- Zdaję się, że wpadłaś mu w oko.- powiedział Harry,  a ja parsknęłam śmiechem.
- Trzymaj się od niej z daleka ! Słyszałeś ?- krzyczał zdesperowany Ron.
Graup grzebiący coś w swojej kupie złomu, wstał a w dłoni trzymał starą kierownicę od roweru. Popatrzył na nią i zadzwonił dzwoneczkiem. Podszedł do nas i podał przedmiot Hermionie. Chwyciła go niepewnie, a olbrzym spojrzał na nią z cieniem uśmiechu, dziewczyna zadzwoniła. Graup się uśmiechnął od ucha do ucha i patrzył dalej na Mionę, która znowu dryndnęła.
- Graup to jest Hermiona.- powiedział Hagrid.
- Herma ?- powtórzył, a ona spłonęła rumieńcem.
- Tak, Herma. A to Maja.
- Naja.
- Też może być.- powiedziałam z uśmiechem.
- To jest Harry, a to Ron.- powiedział pokazując kolejno na chłopaków.
- Hallon i Lon.- powiedział Graup.
- Nie potrafi często i poprawnie wypowiedzieć "r".- powiedział Hagrid.- Sam sobie znajduję żarcie, towarzystwa mu zabraknie, jak odejdę. Zajmijcie się nim, dobra ? Oprócz mnie nie ma żadnej rodziny.
Powiedział, a mój wzrok zamiast na uśmiechniętego Graupa przeniósł się na Hagrida, który patrzył smutno w przestrzeń. Przytaknęłam i zauważyłam, że Harry robi to samo.
***
- Chodźcie trzeba jeszcze napisać pracę na transmutację i oczywiście na opiekę nad magicznymi stworzeniami.- powiedziałam puszczając oczko do Hagrida.
- Och, panno Potter, dla pani i twoich przyjaciół mogę zrobić wyjątek.- powiedział Hagrid.
- Ależ nie chcemy, aby ze względu na to wszystko, robił pan dla nas jakieś wyjątki.- powiedziałam, dopijając herbaty.
- No dobrze, słuchajcie swojej nauczycielki.- powiedział gajowy, a ja się ukłoniłam. Dał nam jeszcze po parę ciasteczek, które włożyliśmy do kieszeni od szat i pobiegliśmy do zamku.
- W tym roku wyszły mu naprawdę niezłe.- powiedział Ron ładując sobie jedno do buzi. Przewróciłam oczami i przeszłam, przez dziurę w portrecie.
- Ron słuchaj swojej nauczycielki i piszemy wypracowanie na temat sklątek tylnowybuchowych.- powiedział Harry, szczerząc się do mnie niczym małe dziecko.
- O nie kochanieńki, ja nie piszę wam dzisiaj prac.- powiedziałam.
- Ale dlaczego ?
- Ewentualnie mogę je wam poprawić.- powiedziałam.
- No dobra.
Usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy pisać eseje. Skończyłam pracę dla McGonagall i zabrałam się za opowiadanie dla Hagrida.
- Znalazłaś coś ?- usłyszałam bliźniaka poraz czwarty już od kiedy otworzyłam podręcznik.
- Harry jestem na drugiej stronie.- powiedziałam i zaczęłam przewracać strony.
Sklątka Tylnowybuchowa – wyjątkowo odrażające i niebezpieczne stworzenia magiczne. Jest to właściwie krzyżówka mantykory z krabem ognistym. W późniejszym stadium rozwoju zabijają się nawzajem i nie zapadają w zimowy sen. Wyglądają jak pozbawione skorupy homary, a w dodatku są blade i oślizgłe. Posiadają mnóstwo nóżek, które znajdują się w dziwnych miejscach. Początkowo mają 6 cali długości. Trudno jest zlokalizować ich głowy. Sklątki nie mają otworu gębowego. Nie wiadomo czym się żywią. Samce sklątek mają żądła, a samiczki mają ssawki na brzuszkach, prawdopodobnie do wysysania krwi. Mają zapach zgniłych ryb. Co jakiś czas z jednego końca sklątki strzelają iskry, rozlega się głośne pyknięcie, a zwierzątko przelatuje do przodu o kilkanaście cali.
- Pasuje braciszku ?- zapytałam i zaczęłam pisać.
- Jesteś wielka.
- To komplement czy obelga ?
- Najszczerszy komplement.- usłyszałam głos nad sobą. Spojrzałam do góry i zauważyłam uśmiechniętego Weasleya.
- Skoro tak.- powiedziałam i wróciłam do zadania domowego.
***
- Chodź bracie. Idziemy na opiekę nad magicznymi stworzeniami- powiedziałam do brata.
- Do czego ty mnie zmuszasz ?
- Do samych przyjemności.- powiedziałam z uśmiechem i wyszliśmy na błonia.
Słońce przyjemnie grzeje. Skierowałam twarz w stronę słońca, kiedy usłyszałam czyjąś kłótnię.
- Proszę cię Draco ! Że ty niby się nie zmieniasz ? Znowu stajesz się tym samym zimnym i chamskim chłopakiem jaki był w pierwszej klasie !
- Miona, przestań, wcale tak nie jest.
- Ale ze mnie idiotka, ty tylko przede mną udawałeś, że się zmieniłeś, a kiedy wychodziłeś z koleżkami naśmiewałeś ze wszystkich tak jak kiedyś. Pewnie, mnie też nazywałeś szlamą, co ?
- Bzdura, ciebie już bym nie potrafił.- powiedział, patrząc jej głęboko w oczy.
- Oj, Draco nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała w to uwierzyć, ale taka prawda, ty masz  czas dla przyjaciół, a mi  już go zabrakło. Nie chce was dzielić na dwie grupy, po prostu skończmy z tym przedstawieniem, dobrze ?
- I do kogo wrócisz ? Do Weasleya ?- zapytał, a ja wytrzeszczyłam oczy i podbiegłam do nich.
- Co ty odpieprzasz ?! Zapomniałeś idioto ? Ona kocha ciebie ! Prawda ?- zapytałam, patrząc na Mionę, ale ona pokręciła przecząco głową.
- Nie wiem jak mogłam być tak ślepa.
- No już dobrze.- powiedziałam i przytuliłam ją do siebie.- Idź do Rona i Harrego.- powiedziałam, a ona posłusznie udała się w objęcia Weasleya.- Chciałeś jej powiedzieć o Fredzie ? Idioto ! Kiedy ona zapomniała i on jest szczęśliwy ?
- A ona teraz nie będzie szczęśliwa.
- Pamiętaj, że w większości to właśnie twoja wina.- powiedziałam i udałam się pod chatkę Hagrida.
Po chwili z domku wyszedł Hagrid i stanął przed nami.
- Dzień dobry, panie profesorze.- powiedziała cała klasa.
- Czołem, dzisiaj pójdziemy do Zakazanego Lasu.- powiedział rozglądając się dookoła czy czasem nigdzie nie ma Umbridge.- Zapoznać się z Testralami.
Spojrzałam na Harrego, który w tej samej chwili obejmował Ginny. No tak lekcja z młodszymi klasami i ślizgonami na 5 roku.
- Przepraszam panie profesorze, a czy to nie są czasem zwierzęta widziane tylko dla tych, którzy ujrzeli czyjąś śmierć ?- zapytałam.
Przypomniałam sobie widok testrala, po raz pierwszy, kiedy wysiadłam z pociągu na drugi rok. Stał przed powozem i patrzył się na mnie.
- Brawo panno, Potter, 10 punktów dla Gryffindoru.- powiedział, a Gryfoni zaczęli wiwatować. Uśmiechnęłam się i ukłoniłam nisko, udając wzruszenie. Po chwili napotkałam spojrzenie brązowych oczu Blaise'a Zabiniego.-  Czy zna może pani więcej ciekawostek o testralach ?- zapytał, widząc tak jakby zapomniał przygotować najważniejszych części lekcji.
- Ależ oczywiście.- powiedziałam, na co klasa wybuchnęła śmiechem, wzruszyłam ramionami.- Testrale to rzadko spotykane magiczne stworzenia, które podobno przynoszą nieszczęście. Lubią mrok, żyją w ciemnych puszczach. Według niektórych, roztaczają wokół siebie ponurą atmosferę nic dziwnego skoro widzą je tylko osoby po doznaniu szoku czyjejś śmierci.- powiedziałam.
- Świetnie 15 punktów dla Gryffindoru !- znowu oklaski i szmer. Zaczęłam się śmiać.
- No Maja, mów dalej może dojdziemy do 50 punktów.- powiedział Seamus.
- Ale czy mogę ?- zapytałam patrząc na profesora.
- Może na miejscu, opiszesz jak wyglądają i czym się żywią.
- Na pański rozkaz.- powiedziałam i zasalutowałam. Znowu śmiechy.
Doszliśmy do zagłębia lasu.
- Tenebrus !- Krzyknął Hagrid, a ja aż podskoczyłam i prawie upadłam gdyby nie Blaise.
- Dzięki.- wymamrotałam.
- Nie ma sprawy.- powiedział, a ja wróciłam do swojego miejsca.
Jeszcze przez parę minut czułam jego wzrok na sobie.
- Tenebrus !- wyrwał mnie z zamyśleń głos Hagrida.
Po chwili z krzaków wyszedł wychudzony czarny wyglądem przypominający konia, testral.
- A teraz podnieść ręce, kto je widzi ?- zapytał gajowy.
Razem z Harrym, Hermioną, Nevillem i Teodorem Nottem, podnieśliśmy ręce.
- Naprawdę bardzo mi przykro.- powiedział Hagrid, spuszczając głowę.
- Czy to mają być kondolencje ?- prychnął Nott.
- Zamknij się i słuchaj co gada profesor, a jeśli cię się coś nie podoba to zjeżdżaj !- warknęłam na niego, a on tylko przewrócił oczami.
- No dobrze, to zasługujemy na 5 punktów, za bronienie profesora.- powiedział Ron, na co wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
- Przyznajcie się co narobiliście ?
- Umbridge zabrała nam 25 punktów, za włóczenie się na siódmym piętrze, tam przy tej pustej ścianie.- powiedział Seamus.
- Wiedziałam, że coś zrobiliście.- powiedziałam z uśmiechem.
- Pani prefekt się nie wścieka, czas świętować !- powiedział Ron.
- Spokój ! No dobrze to może Maja opowiesz nam jak wygląda i czym żywi się ten o to tu osobnik.- powiedział gajowy, a ja uśmiechnęłam się i zaczęłam powoli podchodzić do zwierzęcia.
Uśmiechnęłam się na widok, bo w tej samej chwili przypomniało mi się jak bliźniaki wlecieli na testrala kiedy zaczynaliśmy czwarty rok i zdezorientowani patrzyli na źródło swojego upadku.
- Testrale są bardzo chude, czarna lśniąca skóra, oblepia ich ciało tak, że można zobaczyć każdą kość.- powiedziałam dotykając jego klatki piersiowej.- O tutaj, mogę policzyć ile ma żeber. Ich oczy są białe i puste, z tego co teraz zauważyłam nie mają źrenic.- mówiłam przyglądając się z pasją stworzeniu. Pogłaskałam go po łbie, a on otworzył lekko paszczę, uśmiechnęłam się jeszcze bardzie.- Mają długą czarną grzywę i ogon, oraz smoczy łeb. Posiadają olbrzymie, czarne, błoniaste skrzydła, którymi mogą przemierzać bardzo szybko, ogromne odległości. Według podręcznika...- powiedziałam i usłyszałam śmiech.-... przypominają pegazy, jednak są pewne niedociągnięcia różniące je od nich. Żywią się surowym mięsem, które oczywiście same upolują, ale przywoła je także zapach krwi, ludzkiej krwi.- powiedziałam i zaczęłam obserwować reakcje innych.- Niektórzy mogą je uznać za niebezpieczne, ale one ugryzą tylko tych, którzy obrzucą je obelgą, na dodatek nie mocno. Bo teraz stoję i głaszczę do po pysku i jeszcze mnie nie ukąsił. Pewnie nie wiecie, że to właśnie one ciągnął nasze powozy w Hogwarcie, kiedy chcemy dostać się do zamku.- powiedziałam, a po tłumie rozszedł się bunt.
Spojrzałam na Hagrida, który maił oczy zaszklone łzami. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na testrala.
- 50 punktów dla Gryffindoru !- wrzasnął.- I zjeżdżać mi stąd.-powiedział, a Ron, Seamus i Dean unieśli mnie tak, że siedziałam teraz na ich ramionach.
Zaczęłam się śmiać, a wiwatujący Gryfoni udali się za nami do zamku.
Przeszliśmy przez dziurę w portrecie, którą otworzyła roześmiana Gruba Dama. Wszyscy wparadowali do pokoju, a na fotelach siedzieli bliźniacy, Angelina, Katie i Lee. Chłopaki jeszcze mnie nie puścili. Szłam przez Hogwart na ramionach Gryfonów z przyklejonym uśmiechem na twarzy, bo w duszy bałam się, że spadnę.
- Oooo, a o co tu chodzi ?- zapytał George, pomagając mi zejść.
- A widzisz, bo twoja dziewczyna zdobyła dzisiaj u Hagrida 75 punktów !- wrzasnął Seamus.- I połowę lekcji wolnej !
- Bo ?
- Bo się uczyłam kochanieńki.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
______________________________________________
Wreszcie jest! Łohohohohoho*.* 
Udało mi się napisać nowy rozdział. Normalnie tak się cieszę. Ufff. 
Strasznie długo na niego czekaliście -.- I za to strasznie przepraszam, muszę jeszcze sporo zaległości nadrobić u was na blogach, ale ostatnio coś za często szwankuję nam internet, naprawdę się postaram, obiecuję i zachęcam was do komentowania ;d
Jesteś, przeczytałeś? Zostaw po sobie komentarz, chwila dla ciebie, tak dużo dla mnie. 
A i jeszcze chce przeprosić Stacy Malfoy, strasznie za to, że nadal jeszcze nie nadrobiłam u niej rozdziałów. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, ale nadal jestem na 90 którymś rozdziale w archiwum i muszę się wziąść za nadrabianie ;> 
Zapraszam was także na mojego  drugiego bloga http://time-a-play.blogspot.com
O Lily i Jamesie, mam nadzieję, że zajrzycie :) 
~Herm. 

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 40."Nie przetrwacie sekundy jeśli spenetruje wasze umysły."

Rozdział 40.

- James, mama cie kocha. Mamusia cię kocha. Jesteś moim kochanym syneczkiem.- widziałam uśmiechającą się kobietę do łóżeczka, gdzie leżał mały James Potter. 
Kiedy wreszcie oczka chłopczyka pogrążyły się w śnie, ona wstała i ruszyła do drzwi. Uśmiechnęłam się na sam widok, że mogłabym mieć taką rodzinę. W sumie mam, tylko że ta kobieta ma zamiar mnie zabić. Odwróciłam się, przy mnie stał ojciec, a obok niego zjawa Dorei Black. 
Znowu pochłonęła mnie ciemność. Stanęłam na progu, a obok mnie stoi młody Syriusz. Zapukał, a mosiężna klamka natychmiast zaskrzypiała. 
- Łapa !- krzyczy Potter. 
- Witaj Rogaczu ! 
- James, kto to ?
- Syriusz, mamo !
- Naprawdę ? 
- Tak, dzień dobry, mam nadzieję, że nie przeszkadzam ?
- Ależ skąd Syriuszku. 
Nie mogę uwierzyć, że ta pogodna kobieta ze szczerym uśmiechem dąży do mojej śmierci. 
Świat zaczął wirować i teraz znowu stoję w korytarzu domu rodziców. Martwy mężczyzna, który wywołał u mnie duszności. Chwyciłam się poręczy i próbowałam przywołać miarowy oddech. 
Gdy udając, że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją.
Usłyszałam kołysankę tylko teraz śpiewaną przez swoją matkę. Pobiegłam w stronę pokoju gdzie spokojnie kołysała małe dziecko, może miało z góra 2 miesiące. 
- Śpij Majuniu, wszystko dobrze, mamusia jest przy tobie. 
Znowu płacz, kobieta przytuliła niemowlę i zaczęła śpiewać. 
~*~
Nic nie ma sensu. Wszystko wydaję się ciemne. Tylko śmierć to jedyna racjonalna wymówka. Ona schowa nas w swoich ramionach by poczuć z powrotem ciepło i spokój. Serce przestaje bić, a ja uśmiecham się na myśl, gdyby nie to wszystko miałabym szczęśliwe życie. Teraz patrzę na ludzi próbujących ocalić moje ciało.
Kiedyś spotkam znowu twoich ust słodki smak, 
Teraz każde w swoją stronę, bo śmierć już
Zdecydowała, kogo zabrać ma. 
Bo za tą śmierć winny jest los. 
Ona już zdecydowała. Dajcie mi odejść, chce do nich. Znowu wstrząs, serce zaczyna pracować, a zjawa patrzy na mnie z furią w oczach. Spojrzałam na łańcuszek  wiszący na mojej szyi "G". Ale śmierć jest taka spokojna, ciepła. To życie jest trudne.
Otworzyłam oczy. Zauważyłam stojących nade mną Dumbledore'a, McGonagall, Flitwicka i Snape'a. Nabrałam powietrza, a oni się uśmiechnęli.
- Co się stało ?- zapytałam. Popatrzyłam po sali, ale mojej babci nigdzie nie było.
- Już dobrze. Odeszła.- powiedział Dumbledore.
- Jak to odeszła ?
- Pokonałaś ją.
- Przecież ja ledwie co uszłam z życiem- powiedziałam przypominając sobie.
***
Uśmiechający się Dumbledore. Uśmiechający się do mojej promiennej babci. Odwróciła się do mnie i już zaczęła podchodzić, chciała chwycić mnie w objęcia, spojrzała mi w oczy. Dwie pary błękitnych soczewek spotykają się, a w jednej zaczyna panować żądza mordu. Zaczyna krzyczeć, po moich policzkach zaczynają spływać łzy.
 Wymierza we mnie kolejne ciosy, jakby jej dusza chciała przejść do mojego ciała. Upadam, obserwując ją. Co się dzieje ?
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją.
Czuję jak coś dźga mnie w serce. Krzyczę i tracę przytomność.
***
- Chciała przywitać się z wnuczką- powiedział dyrektor. Spojrzałam na niego.- Ale twoje oczy tak bardzo przypomniały jej syna, że nie mogła znieść tej myśli. O mało nie straciliśmy twojej osoby.
- Gdzie ona teraz jest ?
- Z nimi.
- Jak ?
- Jedyną energią, która ją tutaj trzymała była twoja. Kiedy mogłaś odejść, to...
- Ale ja ją widziałam, stała tam i przyglądała się temu wszystkiemu.
- Odeszła, widziałem Maju. Odeszła, nie mogąc pojąć dlaczego chciała zabić osobę w cząstce podobnej do jej syna.
- Mówiła, że dopóki nie zaznam bólu, nie odejdzie.
- A czy nie zaznałaś bólu ? Wystarczającego bólu ?
- Tam było tak spokojnie, ciemno. Czemu nie mogłam zostać ?
- Jeszcze się nam na coś przydasz.- powiedział Snape.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nadal w gabinecie dyrektora. Przyjemnie. Podniosłam się. Stanęłam naprzeciwko Dumbledore'a.
- Tylko te najgroźniejsze misje należą do tych najodważniejszych.- uśmiechnęłam się do niego.
- Szkoda tylko, że już na zawszę pozostają blizny.
- Nie ma się co przejmować.- powiedział.
Po chwili usłyszałam trzask, odwróciłam się, a ku mnie biegł brat razem z resztą.
Zawiesiłam mu się na szyję. Mocno mnie przygarnął.
- Odeszła.
- Na zawsze ?
- Oby Harry, oby.
Spojrzałam przed siebie. Moją uwagę przykuł stojący na końcu rudowłosy chłopak. Rzuciłam mu się na szyję.
- No dobrze kochani, dziękuję, że przyszliście po pannę Potter.- powiedziała psorka.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
***
- Wyobraźcie sobie najszczęśliwsze wasze wspomnienia.- powiedziałam z uśmiechem poprawiając różdżkę Roksanie.
- Nie myślcie o tym co wyjdzie, zawsze będzie rezultat.- dokończył Harry.
- Jak byłeś mały, musiało dziać się coś naprawdę szczęśliwego.- powiedziałam do Neville'a.- Może robiłeś coś wesołego z babcią ?- zapytałam, a on przytaknął.- To łatwe.- powiedziałam i machnęłam różdżką.- Expecto Patronum! - przez cały Pokój Życzeń przeleciała srebrna łania.
Koło moich nóg zaczął radośnie machcać ogonem Jack Russell Terrier. Uśmiechnęłam się.
- Ron przestań go ciągle na mnie nasyłać !
- Co ci poradzę, że podoba mu się twoja łania !
- Mam nadzieję, że coś wymyślisz.- powiedziałam i podeszłam do Harrego.- Jeśli większość Weasleyów, będzie miała patronusy za psy, to załamania nerwowego można dostać.
- Coś chyba nie. Spójrz.- powiedział i pokazał do przodu.
Spojrzałam w tamtą stronę, a ku mnie biegła hiena, a za nią kojot. Pisnęłam i schowałam się za bratem. Znikły, a za nimi chowali się bliźniacy. Spiorunowałam ich spojrzeniem bazyliszka.
- Albo najlepiej od razu zawału.- powiedziałam.
- Przesadzasz.
- Ja ? Spójrz na nich ! Nasłali na mnie kojota i hienę.
- Patronusy.
- Moją łanie by zeżarły.
- Tu masz rację.
- No bo to debile !
- Ej ! Słyszeliśmy !
- Taki był zamiar !
Nagle z różdżki Roksany wydobyła się śliczna papuga. Okrążyła moją głowę i poleciała do Freda.
- Ciekawe co ma Ginny ?- prychnęłam i podeszłam do przyjaciółki. Przytuliłam ją mocno.- To łatwe. Skup się. Najszczęśliwsze wspomnienie ?
- Jak poznałam Harrego.- uśmiechnęła się.
- Mogłam się domyślić. Teraz myśl tylko o tym jak pierwszy raz go zobaczyłaś. I powiedz to zaklęcie.- po chwili z różdżki Gin wyleciał srebny koń.- I co ? Widzisz jaki piękny ?
- Prześliczny.
- Expecto Patronum!- usłyszałam, a obok zająca Luny przeleciał sokół.
- Neville ! Udało ci się.- krzyknęła Krukonka.
Spojrzałam na Hermionę. Jej wydra bawiła się z fretką Dracona. Z trudem pohamowałam wybuch śmiechu.
Nagle całym pokojem przeszedł okropny wstrząs. Spojrzałam na Harrego. I znowu. Wszyscy zebrali się na środku pomieszczenia. Colin szedł w kierunku drzwi, a  za nim ja z bliźniakiem. Znowu, żyrandol powoli zaczął się kołysać. Szkło się rozbiło. Po chwili w ścianie powstała niewielka dziura.
- To nie zajmie nam dużo czasu.- usłyszałam różową landrynę. Razem z Colinem podeszłam do dziury.- Bombarda maxima !- chwyciłam Gryfona za kołnierzyk i pociągnęłam do tyłu.
- Maja !- ktoś zaczął wołać. Kiedy gruzy przestały opadać. Otworzyłam oczy i podniosłam się.
Razem z blondynem wróciliśmy do grupy. A po chwili zza prochu wyłoniła się postać nauczycielki od OPCM. A za nią kilku Ślizgonów i woźny Filch. Zabini wpadł obok Umbridge, szarpiąc za sobą Mariette Edgecombe.
- Odesłać ją do Skrzydła Szpitalnego.- powiedziała ropucha.
Na czole Krukonki  było wielkimi czerwonymi krostami widoczny napis "DONOSICIEL".
***
Percy chwycił mnie za skrawek szaty i wprowadził do gabinetu dyrektora. Z drugiej strony szedł przygaszony Harry.
- Obserwowałam ich od dawna i proszę Gwardia Dumbledore'a. Dowód na to czego byłam pewna od początku, Korneliuszu.- powiedziała Dolores.- Rzekome pogłoski o powrocie Sami-Wiecie-Kogo nie zmyliły nas nawet na chwilę, wiem, że miały na celu odwrócenie uwagi od spisku dążącego do zamieszek i zamachu stanu.- usłyszałam,  a Weasley mocniej pociągnął mnie za ramię.
- Oczywiście.- powiedział spokojnie dyrektor.
- Nie, profesorze, to nie jego wina, tylko nasza.- powiedziałam.
- To szlachetne z waszej strony, że mnie chronicie, ale jak słusznie zauważono na pergaminie widnieje Gwardia Dumbledore'a nie Gwardia Pottera. Poleciłem Harremu i Mai stworzyć tą organizację. I wyłącznie ja sam jestem odpowiedzialny za jej działanie.- orzekł nadal spokojnym tonem.
- Wyślij sowę do Proroka Codziennego, może zdąży przed jutrzejszym wydaniem.- odezwał się w końcu Knot.- Dawlish, Shakelboot odprowadzicie proszę Dumbledore'a do Azkabanu.- powiedział, a moje serce podeszło aż pod samo gardło.- Gdzie będzie czekać na proces za podburzanie i konspirowanie.
- Tak, a obawiam się, że widzę jedną małą przeszkodę.- powiedział starzec, a aurorzy zaczęli do niego podchodzić.- Według mnie ulegasz niejasnemu złudzeniu, że ja wam tutaj, jak to się mówi ? Dam się złapać. Muszę cię rozczarować nie mam najmniejszego zamiaru udać się do Azkabanu.
- Dosyć gadania !- syknęła ropucha.- Brać go !
Dyrektor mrugnął do nas. A kiedy już był na wyciągnięcie ręki Knota. Faweks podleciał do swojego właściciela. Dumbledore klasnął w ręce i dosłownie spłonął w sekundę. Resztę odrzuciło, tylko ja z Harrym ustaliśmy na miejscu. Spojrzałam na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał Albus, tyle, że pozostały po nim tylko lekkie ogniki. Nie ma prochu. Deportował się.
- Czy to się panu podoba czy nie. Musi pan przyznać, że Dumbledore ma klasę.- oznajmił Kingsley, a ja się uśmiechnęłam.
***
- George, co się dzieje ?- zapytałam rudego stojącego na korytarzu i przyglądającemu się wchodzącemu po drabinie Filchowi.
- Umbride zastępuje Dumbledore'a.- powiedział, a ja się zakrztusiłam.
Chłopak się uśmiechnął i poklepał mnie po plecach. Po chwili mocno się do niego wtuliłam.
NA POLECENIE MINISTERSTWA MAGII:
Dolores Jane Umbridge (Wielki Inkwizytor) zastąpiła
Albusa Dumbledore’a na stanowisku Dyrektora
Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
Powyższe zarządzenie wydano na podstawie Dekretu
Edukacyjnego Numer Dwadzieścia Osiem.
Podpisano:
Korneliusz Oswald Knot
Minister Magii
- Maja, oklumencja.- powiedział Harry.
- Cholera.- powiedziałam i pocałowałam Georga w policzek.
[ George Weasley ]
- Słuchaj Fred. Musimy pogadać.- powiedziałem do bliźniaka.
- Właśnie, powiedziałem Roksanie.- zrobił minę jakby czekał na wymierzenie ciosu.
- Ja nie mogę powiedzieć Mai.- powiedziałem i zmierzyłem go spojrzeniem niczym bazyliszek.
- Czemu ?
- Nie wypuści mnie.
- Stary. To tylko twoja dziewczyna, nie jesteście związani jeszcze obrączką.- powiedział i pokazał na serdeczny palec.
- Może i nie, ale będzie płakać, a jak będę widzieć ją w takim stanie to na pewno nie polecę.
- No to nie możesz jej powiedzieć.
- Rety, stary no co ty ? Mam nadzieję, że Roksana nie powie Mai.- powiedziałem, a w tej samej chwili po pokoju rozniósł się dźwięk pukania.
- Proszę.- powiedział Fred. -No i o wilku mowa.- do pokoju weszła uśmiechnięta Roks.
- Fred idziemy ?
- Za chwileczkę.- powiedział i przyciągnął dziewczynę do siebie na kolana.
[ Maja Potter ]
Zwierciadło Ain Eingarp, w których widzę rodziców, obok mnie stoi Harry.
Na ten dzień czekaliśmy razem,
Odeszłaś sama, beze mnie.
Nie widząc nic, udaję się dalej.
Dzień śmierci przywitany kołysanką.
Śpij spokojnie słoneczko, będę czuwać przy tobie.
Choćby śmierć chciała nas rozdzielić,
Ja w oczach twych nadal blasku szukać będę.
Odejdziesz z tego świata w moim sercu pozostaniesz.
Kiedyś spotkam znowu twoich ust słodki smak,
Teraz każde w swoją stronę, bo śmierć już
Zdecydowała, kogo zabrać ma.
Bo za tą śmierć winny jest los.
Znowu usłyszałam słowa kołysanki.
- Rodzinne sentymenty.- oznajmił chłodny głos Severusa Snape'a, który właśnie stanął za nami przy lustrze.
- Nie pana interes.- powiedziałam z Harrym.
- Otóż się mylicie, Czarny Pan też to zobaczy jeśli nie będziecie się starać. Każde wspomnienie do którego będzie miał dostęp, wykorzysta przeciw wam, nie przetrwacie sekundy jeśli spenetruje wasze umysły.- powiedział patrząc się w swoje eliksiry.- Maja, opanowujesz to możesz już iść.
- Nie.- powiedziałam.
- Jak chcesz. Harry Jesteś taki sam jak ojciec, leniwy, arogancki.- mówił, a ja zacisnęłam ręce w pięści.
- Przestań wreszcie obrażać naszego ojca.- wrzasnął mój bliźniak.
- Słaby...
- Nie jestem słaby !
- Więc to udowodnij. Kontroluj swoje emocje, postaraj się tak jak siostra ! Panuj nad swoim umysłem, jeszcze ani razu nie widziałem w jej umyśle tego przemądrzałego Weasleya. Legilimens.- wycelował w nas różdżką, a moją głowę przeszył piekielny ból.
Osłona otaczająca Harrego i Voldemorta.
Syriusz przytulający do siebie mnie i Harrego, podczas gdy miał uciekać przed pocałunkiem dementora.
Dumbledore płąnący wraz z Fawaksem.
Zaraz moment czy to był pocałunek Harrego i Cho ? O fuj czyli jednak tym razem, mamy połączone działanie.
Voldemort na peronie 9 i 3/4.
Atak na pana Weasleya. Zielone oczy Harrego w ciele węża.
Rodzice na naszym zdjęciu. Stoją przed fontaną szczęśliwi i zaczynają wirować wokół siebie.
Zdjęcie Syriusza w Proroku Codziennym, parę dni potym jak zbiegł z  Azkabanu.
Drzwi w Departamencie Tajemnic, sięga do nich jakaś dłoń.
- Syriusz !- krzyczy Harry. Witając się z nim  w domu na Grimmauld Place 12.
-  Dobra papużki nierozłączki przestańcie. Nie widzieliście się tylko 3 dni.- powiedziałam uśmiechając się do nich.
- No jasne. Chodź. Wiem, że też chcesz się przytulić.- powiedział Syriusz uśmiechając się do mnie z rozłożonymi ramionami.
- Wcale nie !- Syriusz podniósł do góry brwi i jeszcze bardziej się uśmiechnął.- Och.. niech ci już będzie.- powiedziałam.
- Będę zazdrosny.- powiedział George z tym swoim szelmowskim uśmiechem. Odwróciłam się do niego i trzepnęłam w ramię.
- Przestań.- powiedziałam zwijając się ze śmiechu, zresztą jak wszyscy co zobaczyli tą scenę.
- Dobra, dobra. Poddaje się.- i pocałował mnie w usta.- Nadal krwawisz.- powiedział kiedy zobaczył mój polik.
- Żenujące.- ujrzałam sylwetkę profesora.
- Wystarczy !- wrzasnęłam razem z Harrym.
- I to niby ma być ta kontrola ?
- Wałkujemy to tak długo. Musimy odpocząć.- powiedział bliźniak.
- Czarny Pan nie da wam odpocząć. Ty i Black jesteście siebie warci.- powiedział patrząc na niego z kwaśną miną. -Sentymentalne dzieci ciągle wracające do tego jak trudne było ich życie. Mogło istotnie nie umknąć twojej uwadze, że życie ma gorzki smak. Wasz przemiły ojciec to wiedział i starał się abym i ja o tym nie zapomniał.- powiedział, a ja zrobiłam się cała czerwona.
- Nasz ojciec był dobrym człowiekiem.
- Bzdura, był kanalią. Legilimens.- krzyknął, wyciągnęłam różdżkę.
- Protego !- wrzasnęłam razem z Harrym.
Młody mężczyzna w przydługich włosach idący samotnie przez korytarz Hogwartu. Mijający go zaczęli się naśmiewać.
Nagle drzewo znane mi z wieczornych wypadów razem z Georgem, nad jeziorem. Siedział nasz młody profesor.
- Chodźcie, Luniak, Łapa.- usłyszałam głos z moich snów.
Spojrzałam w tamtą stronę. W stronę gdzie szli młodzi Huncwoci.
- Snape ! Expelliarmus.- krzyknął mój ojciec, a różdżka Severusa wyleciała w powietrze.
-  James daj mu popalić.- powiedział Syriusz.
- Impedimenta.- krzyknął czarnowłosy.
- Tata ?- powiedziałam razem z Harrym.
Nagle w powietrzu wylądował Mistrz eliksirów.
- Wycierus, Smarkerus ! Wycierus, Smarkerus.- krzyczał tłum.
- Dobra, kto chce zobaczyć, jak ściągam wycierusowi gacie.- powiedział ojciec z pełną satysfakcją w oczach.
- Dosyć.- Snape zaczął podchodzić w naszą stronę. Chwycił Harrego a koszulkę.- Nie chcę was tu więcej widzieć.
- Ale my...- powiedziałam i natychmiast zamilkłam kiedy, profesor obdarzył mnie pełnym pogardy spojrzeniem.
- Wynoście się stąd.
Wyszliśmy z lochów. Harry pobiegł przed siebie, a ja za nim. Dobiegliśmy na dziedziniec przed Salą Wejściową. Oparłam się o mur, podobnie tak jak Harry. Usłyszałam czyjeś popłakiwanie.
- Jak się nazywasz ?- odezwał się George.
- Mike.- odpowiedział chłopczyk, a ja z Harrym odwróciliśmy się w tamtą stronę.
- Do wesela się zagoi.- odpowiedział Fred.
- No już wcale nie wygląda, aż tak źle, widzisz ?- znowu powiedział George.
- Za moment wszytko zniknie.
- Czyraków też już prawie nie widać.
- I przestałeś wymiotować.
Stanęliśmy przy nich, a chłopczyk spojrzał na moją odznakę. Po chwili wstał i podszedł. Ukucnęłam przy nim i spojrzałam na słodką małą twarzyczkę. Uśmiechnęłam się do niego, a ten mocno się do mnie przytulił.
- Ekhem... Ekhem.- usłyszałam rechot żaby. Posadziłam Mike na ławce i sama podeszłam do brata. Po chwili za nami stanęli Fred i George.- Jak już kiedyś państwu mówiłam, Potter niegrzeczni uczniowie zasługują na karę.- powiedziała i odeszła.
- Wiesz co George, zawsze czułem, że nie zrobimy w szkole takiej kariery na jaką zasługujemy.
- Fred, dziwne, ale też to właśnie chciałem powiedzieć.
_______________________
Nie powiem, cieszę się jak głupia ;D Już 40 rozdział?
Nadal nie wierzę, że ktoś to czyta. A jednak ;D Jesteście wspaniali *.*
Powiem wam, że zgłosiłam się do ocenialni Pióro jest po to, aby pisać. I naprawdę jestem zadowolona oceną no bo 87 punktów na 100 to wcale nie tak źle, zwłaszcza, że ta historia jest moją pierwszą, jaką kiedykolwiek zaczęłam pisać więc skaczę jak głupia ;D I mam małe dla was pytanie;> Czy szablon się wam podoba ? Bo czy może zostać, czy mam szukać dalej ^^
Dziękuję za tak motywujące komentarze i czekam na kolejne *.* 
Jeszcze raz dziękuję wam, że wytrzymaliście ze mną aż czterdzieści rozdziałów ;*
~Hermionija.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 39."Wystarczą aby cię nalżycie skrzywdzić."

Rozdział 39.
Spojrzałam w lustro. Zapuchnięte oczy, spierzchnięte usta, różowe policzki. Wyglądam koszmarnie. Wzięłam prysznic, wyszorowałam włosy. Ubrałam czarne rurki, białą koszulę, sweterek przez głowę, czarne trampki i starannie zawiązałam krawat. Wysuszyłam włosy, na twarz nałożyłam lekką warstwę pudru, żeby przysłoniło mój dzisiejszy stan.
Spakowałam książki, zarzuciłam szatę i przypięłam do niej odznakę prefekta. W moim dormitorium nie było już nikogo.
Chwyciłam pióro i pergamin i zaczęłam na nim notować.
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko ?
Gdy udając, że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń

Włożyłam papier do torby i wybiegłam z sypialni.
Biegiem przemierzyłam większość zamku. Otworzyłam drzwi od biblioteki i wparowałam do środka.
- Dzień dobry.- przywitałam się.
- Witam, porannego ptaszka.- za biurkiem ujrzałam Dumbledore'a. Uśmiechnęłam się i ruszyłam wzdłuż regałów.
Sięgnęłam z półki "Przewodnik po snach " i "Kołysanki i ich magiczne działania". Usiadłam do swojego stolika i zaczęłam wertować strony książek.
"Sny przedstawiające przeszłość, zwłaszcza wtedy gdy widzi się w nich kogoś spragnionego przez naszą duszę, często oznaczają poznawanie od środka, swoich najskrytszych marzeń."
"Tatusiu nie zostawiaj mnie, proszę !"
- Najskrytsze marzenia...- szepnęłam, znowu przewróciłam o kilka kartek i ujrzałam kolejny ciekawy tekst.
"Przyszłość jaka mogła ci się zdarzyć, zaczyna powoli nawiedzać podświadomie twój umysł. Nie chcesz żyć w realu myśląc o stracie najbliższych, chcesz widzieć świat w kolorowych barwach."
"Widzisz Lily w tą gwiazdkę, wszystko jest bardziej zatłoczone"
- Real, sen na jawie.- znowu zaczęłam szukać możliwych informacji.
"Sen na jawie- inaczej nazywany wymarzone życie. Możliwość zobaczenia wszystkiego co chcesz z myślą, że to już pozostanie z tobą na zawsze. Nie chcesz się zbudzić, możesz udać się do tej krainy na resztę życia."
"Bądź dzielna, kochanie"
- Gdyby, to było takie łatwe tatusiu.- schowałam twarz w dłoniach.
Odłożyłam przewodnik i zaczęłam szukać dalej o kołysankach.
- Kołysanka na dobranoc, na ukojenie, na pomocny sen, na...- zaczęłam szukać wśród wszystkich tytułów.- Jest, kołysanka na powitanie dnia śmierci... Swojej śmierci.- przeczytałam dopisek w nawiasie.
Wszystko znowu zaczęło wirować, czułam jak robię coraz bledsza, usiadłam na krześle i znowu przeczytałam tytuł notatki.
Po co się oszukujesz ?
Po co udajesz ?
Spójrz na ciało bezwładne.
Na martwe oczy,
To wszystko miało być twoje.
Chciałaś popatrzeć na mnie,
Popatrz na siebie.
Blada skóra, sine usta,
Puste oczy, zimne ciało.
Na ten dzień czekaliśmy razem,
Odeszłaś sama, beze mnie.
Nie widząc nic, udaję się dalej.
Dzień śmierci przywitany kołysanką.
Śpij spokojnie słoneczko, będę czuwać przy tobie.
Choćby śmierć chciała nas rozdzielić,
Ja w oczach twych nadal blasku szukać będę.
Odejdziesz z tego świata w moim sercu pozostaniesz.
Kiedyś spotkam znowu twoich ust słodki smak,
Teraz każde w swoją stronę, bo śmierć już
Zdecydowała, kogo zabrać ma.
Bo za tą śmierć winny jest los.

- Bo za tą śmierć winny jest los. Skąd ty to znasz ?- zapytałam się samej sobie.
Gdy udając, że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją.
Och słoneczko, jak przyjemnie popatrzeć, jak rozmyślasz, nad tym wszystkim. Popatrz przed siebie. Twój czas dobiega końca.

Odwróciłam się przerażona, do źródła głosu.
- Kto tu jest ?- zapytałam lustrując przy tym każdy skrawek pomieszczenia.
Kochanieńka, gdyby nie oczy twojego ojca już dawno pozostałby po tobie tylko proch i popiół.
Znowu usłyszałam głos staruszki.
- Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz ?- zapytałam z łzami w oczach.
Bo to ty jesteś winna za ich śmierć.
- Kogo śmierć ? Dlaczego chcesz abym to ja zginęła ?
Twoich rodziców, to przez ciebie nie żyją.
- Oni nas ratowali, wcale nie prosiłam się o to aby ich stracić.
Jak to nas ?
Zapytał damski głos. Nie ma pojęcia o Harrym. Muszę coś wymyślić.
- Mnie i moją duszę.- powiedziałam.
Nie wymigasz się przede mną. Już niedługo twojej śmierci przyjdzie dzień, a wtedy wszyscy usłyszą kołysankę.
- Nie chcesz abym pomściła ich ?
Głupia niby po co ? To ja pomszczę się za mojego syna.
Wrzasnęła. Poczułam jak chłodny pocisk ląduje na moim policzku, upadam na ziemię.
Jesteś słaba, to dobrze. Przyjemniej jest popatrzeć na kogoś kto chodzi jak kłębek nerwów niż jakiś heros.
Szyderczy śmiech, łzy zaczynają płynąć po moim policzku. Odłożyłam szybko książki i udałam się do wyjścia.
- Maju ! Zaczekaj !- usłyszałam głos Dumbledore'a.
Wzięłam głęboki wdech, uspokoiłam się, otarłam łzy dłonią i przykleiłam na usta uśmiech. Odwróciłam się w stronę dyrektora.
- Słucham ?
- W związku z twoją mocą, proszę cię, abyś przyszła do mnie w sobotę, chciałbym abyś poćwiczyła ze mną jak nad nią panować.
- Oczywiście profesorze. Do widzenia.- powiedziałam i wyszłam z biblioteki.
Łzy znowu zaczęły spływać mi po policzkach.
Nie uciekniesz !
- Zostaw mnie !
Pobiegłam do Wielkiej Sali. Weszłam do pomieszczenia i skierowałam się w stronę stołu domu Lwa. Usiadłam koło przyjaciół i uśmiechnęłam się na powitanie.
- Znowu płakałaś.- usłyszałam brata.
- Tak, znalazłam parę... smutnych kołysanek.- powiedziałam.
- Chcesz mnie oszukać, przecież widzę.
- Harry proszę cię, nie zaczynajmy znowu tego tematu.- powiedziałam.
Harry, Harry ? Któż to taki twoja, miłość ? Może go najpierw wykończyć ?
- Nie odważysz się !- wrzasnęłam na powietrze.
- Ale co, Maja ?- zapytała Ginny. Rozpłakałam się.
- Co ci się znowu śniło ?- zapytał George.
- To co zwykle.- powiedziałam.
- Ostatnio tak nie reagowałaś.
- Ja... ja nie mogę wam powiedzieć.- powiedziałam.
Grzeczna dziewczynka.
- Pamiętaj co mi ostatnio obiecałaś.- odezwał się rudy.
- George, ja naprawdę nie mogę. A jakbym wam powiedziała uznalibyście mnie za wariatkę.
- Krzyczysz na powietrze !
- I to właśnie przez to. 
Wyszłam z jadalni i ruszyłam w stronę sali od zaklęć.
Śpij spokojnie słoneczko, będę czuwać przy tobie.
Choćby śmierć chciała nas rozdzielić,
Ja w oczach twych nadal blasku szukać będę.
Odejdziesz z tego świata w moim sercu pozostaniesz.
Kiedyś spotkam znowu twoich ust słodki smak,
Teraz każde w swoją stronę, bo śmierć już
Zdecydowała, kogo zabrać ma.
Bo za tą śmierć winny jest los.

- Skąd to znasz ?- zapytałam. Nic. Nie usłyszałam, żadnej odpowiedzi.
                                                                             ***
- Idziemy ?- zapytała Roksana, trzymając dłoń Freda.
- Jasne.- powiedziałam z uśmiechem.
Chwilę później już staliśmy w Pokoju Życzeń.
Usiadłam na poduszce i zaczęłam się badawczo przyglądać zacięcie rozmawiającej parze. Dziewczyna wywróciła oczami i uśmiechnęła się do mnie.
Odtrącasz przyjaciół ? Tych których kochasz ?
- Dlaczego nie chcesz dać mi spokoju ?
 To nie w moim stylu.
- Powiedz mi przynajmniej, kim jesteś ?
Nadzieja matką głupich. Kochanieńka chyba się nie pomyliłam co ? Twój umysł świeci pustkami.
Powiedziała, a moje oczy zaszkliły się.
- Nie wiesz co tak naprawdę posiadam za wiedzę. Dlaczego ja ? To nie przeze mnie umarł twój syn.
Właśnie, że przez ciebie.
- Czy on umarł po twojej śmierci ?
Tak.
- To dlaczego nie chcesz go odnaleźć ? Mścisz się na mnie, kiedy mogłabyś znowu spędzać czas z synem.
Najpierw mam coś tutaj do załatwienia. A mianowicie twoją śmierć.
- A co jeżeli się nie dam ?
Jesteś już wystarczająco osłabiona. Niedługo sama śmierć po ciebie przyjdzie.
Patrzyłam twardo przed siebie. Nasycam się widokiem Roksany i Freda. Dlaczego nie ma tu jego bliźniaka ?
Nie widzę, żebyś przejęła się myślą o śmierci.
- Czy to ma znaczenie ? I tak mnie zabijesz, czy będę się bała, czy nie. Chociaż zawsze myślałam, że to Voldemort mnie wykończy, a nie naiwna zjawa, grożąca mi śmierci, a nawet nie chce powiedzieć jak brzmi jej godność.
Poczułam znowu falę zimna przechodzącą przez moje ciało. Chwyciłam się za policzek i krótko krzyknęłam.
- Jak ty to robisz ?
Wielka nienawiść plus mocne skupienie. Wystarczą aby cię należycie skrzywdzić.
- Za co mnie nienawidzisz ? Nadal nie mogę tego pojąć.
Bo jesteś głupia !
Do sali wszedł Harry. Wstałam i wyszłam razem z nim na środek sali.
- Pierwsze zajęcia po świętach. Mam nadzieję kochani, że jesteście wypoczęci i gotowi na następną porcję obrony przed czarna magią.- powiedział Harry uśmiechając się do reszty.
- Pewnie.- usłyszałam zgodny chór Gwardii.
- Dzisiaj przećwiczymy Depulso, Conjunctivitis, Confringo, Expulso, Impedimenta i Reducto.- powiedziałam.- Oczywiście na kukłach.
Rozeszli się po grupach i zaczęli stopniowo strzelać w drewnianego manekina.
Podeszłam do grupy gdzie ćwiczyli Marta, Cedric, Hermiona, Draco, Neville, Luna, Fred, George, Ginny, Ron, Alicja, Roksana, Lee i Angelina.
Odpychali zawzięcie pajaca to od jednego, to do drugiego.
- Reducto !- usłyszałam głos Weasleyównej.
 Powiew wiatru zaczął bawić się moimi włosami i spojrzałam na miejsce gdzie przed chwilą stała jeszcze kukła. Spojrzeli na nią przerażeni, a ja się uśmiechnęłam.
Tak będzie z tobą.
Poczułam ostry skurcz w okolicach klatki piersiowej. Mój krzyk rozniósł się po całym Pokoju Życzeń. Chwyciłam się za serce i upadłam na kolana. Opuściłam głowę, a łzy zaczęły padać na ziemię. Zaczęłam głęboko oddychać.
Będzie jeszcze gorzej.
Na sam głos staruszki przeszły mnie dreszcze. Ktoś podniósł mój podbródek, tak żebym musiała spojrzeć mu w oczy. W zielone tęczówki swojego brata.
- Ja nie dam rady Harry. Ona mnie zabija. Powoli, zaczyna wrzynać się w głębie. Słyszę jej głos.
- Kogo głos ?
- Tej kobiety.
- Od kołysanki ?
- Tak, powiedziała mi, że przeze mnie nie żyje jej syn i to ja poniosę karę za to. Ona mnie zabije. Powiedziała, że będzie gorzej. Nie wytrzymam.
Znowu przeszły mnie zimne dreszcze i nieprzewidywalny ból do szpiku kości. Zaczęłam krzyczeć.
Co mi zrobiłaś głupia dziewczyno ?
Usłyszałam, kiedy ból zelżał. Popatrzyłam po sobie, znowu niebieska poświata.
- Nie wiem.- wyszeptałam.
Jeszcze nie skończyłam.
Uderzenie, tak, że teraz leżałam i krzyczałam z bólu, a na mojej ręce zaczęła ryć napis. "ZDRAJCA". Krew leciała strumieniem z przedramienia.
- Reducto !- krzyczał mój brat.
- Jej nie pokonasz, to zjawa !- wrzasnęłam.
Usłyszałam szyderczy śmiech.
A co powiecie, na małą zabawę, może teraz tak nad tym Harrym się po wyżywam.
Usłyszałam jej głos. Harry zrobił się cały blady. Słyszał ją. Wstałam i podeszłam do brata. Przysłoniłam go.
Daj spokój słoneczko, co to za różnica ?
- Jest różnica.- powiedziałam chłodno.- Ja nie potrafię się przed tobą bronić, ale nie masz prawa znęcać się nad tymi których kocham.- powiedziałam.
Coś mignęło mi przed oczami. Starsza kobieta z bujnymi blond lokami. Spojrzałam w jej oczy. Moje oczy.
- Twoim synem był James Potter.- wyszeptałam. Znowu szyderczy śmiech.
Brawo złotko. Tylko dlaczego tak późno ?
Znowu piekielny ból przechodzący przez moje ciało. Moja babcia mnie nienawidzi.
                                                                              ***
Stanęłam przed posągiem Chimery. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Wyrytą w ręce obelgę zakryłam rękawem.
- Kwachy !- powiedziałam, a po chwili stałam już przed drzwiami gabinetu profesora. Nieśmiało zapukałam do gabinetu, a kiedy usłyszałam zaproszenie, otworzyłam drzwi.
- Zapraszam, cieszę się, że jednak przyszłaś.- powiedział z uśmiechem.
Weszłam pewniej do środka.
- Usiądź, najpierw chciałbym z tobą pomówić.
Usiadłam na fotelu, a on zaczął mi się przyglądać. Nagle w jego oczach ujrzałam troskę.
- Słyszałem, że niedawno miałaś niemiłe styczności z Doreą Black.- powiedział, a ja spojrzałam na niego.- Uwierz mi twoja babka miała problem z wybuchowością jako uczeń Hogwartu.
Uczeń Hogwartu. To były najgorsze lata w moim życiu !
- Dlaczego mnie nawiedza ?
- Może głównie dlatego, że James oddał życie ratując ciebie i...
- Niech pan nie mówi !- krzyknęłam.- Ona nie wie !
- Nie ?
- Nie.
- Dobrze więc ratując ciebie. Nie wie, że to właśnie ty możesz ocalić resztę świata czarodziejów.
- Nie mogę, nie zdążę. Zabija mnie, już od trzech dni, nie spałam bojąc się snów, tej kołysanki, że w każdej chwili zamknę oczy i już ich nie otworzę.
- Nie ma się czego bać.- powiedział i spojrzał w okno.- Patrząc w ciemność lub śmierć, boimy się nieznanego- niczego więcej.
- Ale jednak w śmierć.- powiedziałam z łzami w oczach.
- Jesteś gotowa oddać życie ? To naprawdę bardzo odważne, zwłaszcza, że nie masz pojęcia, czy po twojej śmierci nie zacznie męczyć twoich najbliższych.
- Już się przygotowałam, może po śmierci wreszcie doznam spokoju.
- Zapewne, zapewne kochana. Ale czy to dla ciebie nie głupie ? Przeżyłaś cztery ataki Voldemorta, upadki, wybuchy i napaście, a chcesz się poddać przed zjawą własnej babci ?
- A ta kołysanka ? Na przywitanie dnia śmierci ? Te wersy...
Na ten dzień czekaliśmy razem,
Odeszłaś sama, beze mnie.
Nie widząc nic, udaję się dalej.
Dzień śmierci przywitany kołysanką.
Śpij spokojnie słoneczko, będę czuwać przy tobie.
Choćby śmierć chciała nas rozdzielić,
Ja w oczach twych nadal blasku szukać będę.
Odejdziesz z tego świata w moim sercu pozostaniesz.
Kiedyś spotkam znowu twoich ust słodki smak,
Teraz każde w swoją stronę, bo śmierć już
Zdecydowała, kogo zabrać ma.
Bo za tą śmierć winny jest los.

- Nie trzeba się jej obawiać.
- To czemu mnie prześladuje ?
- Bo się jej boisz.
- Nie pokonam jej.
- Właśnie dlatego tu jesteś. Twoja moc to po prostu zwiększona tarcza.
- Wiem.
- I dzięki niej będziesz mogła osłabić swoją babcię.
- Jak ?
- Trochę treningów. Wstań zaczniemy od razu.
Wstałam z fotela i podeszłam do dyrektora.
- Czy czujesz, że ona tu jest ?- zapytał, a ja przytaknęłam głową.- Dobrze, postaraj się pomyśleć o przyjemnych sytuacjach, te które kochasz. Wspomnienia Maju, wspomnienia.
Przypomniałam sobie wakacje, niektóre chwile w Hogwarcie i spojrzałam na dyrektora. Celował we mnie różdżką, przerażona patrzyłam co się wydarzy.
Nie, nie we mnie tylko w moją babkę. Rozmawiali, czy ona się uśmiecha ? To niemożliwe, ona nigdy nie ...
________________________________________
No to już jestem po egzaminach ;> Nie były takie złe tylko najgorsza matma -.-
Ale po pierwsze kochani chce was strasznie przeprosić ! Za to, że nie odwiedzałam waszych blogów, ale naprawdę wolałam sobie jeszcze trochę poprzypominać do testów. Obiecuję, że wszystko nadrobię.
Jeszcze taka jedna mała informacja następny rozdział będzie napisany już z innego e-maila. Ten mi się strasznie zacina. I kołysanka śpiewana przez Dorę, to wytwór mojej wyobraźni. No to tyle ;>
Czekam na wasze wspaniałe komentarze *.* 
~Hermionija. 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział 38."Duszą i ciałem kiedyś kochałam- dziś bez tego umieram."

Rozdział 38.

Widziałam mężczyznę leżącego bezwładnie na ziemi. Spojrzałam w jego martwe oczy. Ujrzałam w nich swoje odbicie. Moje serce zamarło, patrzyłam w swoje błękitne oczy. Ruszyłam dalej korytarzem. Usłyszałam kojący głos mówiący przy łóżeczku, w którym siedziały małe dzieci. 
- Nie bójcie się. Bądźcie dzielni. Mamusia was kocha. Tatuś was kocha. Słyszycie? Bądźcie dzielni. Będziemy z wami. 
Nagle krzyk i ciemność.
Z czarnej poświaty przedostaje się do mnie młody chłopak. O ile można go jeszcze tak nazwać. Ubrany w czarny płaszcz, dokładnie tak samo jak jego włosy. Błękitne oczy przykryte pod okrągłymi okularami. Zaczęłam się cofać. Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę. 
- Chodź córeczko. Nie bój się.- powiedział głosem, który, od małego nawiedza mnie we snach. 
- Tata ? 
- Chodź pokażę ci jak byłoby gdyby... 
Ujęłam jego dłoń i ruszyłam w stronę jasnego światła. 
Kiedy przeszłam  zauważyłam wielki salon, w którym razem z Harrym siedzę i rozpakowuje świąteczne prezenty. Może mieliśmy z osiem lat. Nagle wszystko zaczyna wirować. Znowu stoję w tym samym salonie, tyle, że przyglądam się bliźniakom w wieku piętnaście lat. Śmieją się i rozkładają naczynia. 
Z kuchni wychodzi rudowłosa kobieta gładząca się po dość dużym brzuszku. 
- Za chwilę przyjdzie reszta.- powiedziała z uśmiechem. 
- Tato, przynieś aparat !- słyszę swój głos. 
- Dobrze kochanie. 
Dzwonek do drzwi. Lily podchodzi i zaczyna otwierać drzwi, w którym stoi uśmiechnięta Hermiona, trzymająca za rękę najmłodszego z męskiej części Weasleya. 
- Dobry wieczór.- przywitała się. 
- Witam Hermiona. Ron, a gdzie reszta ? 
- Och, już za chwilę będą.- powiedział z uśmiechem i pokazał za siebie. 
Przytuliłam przyjaciół. Poczułam jak moją widoczność przykrywają łzy. Po chwili do domu wpada Syriusz, obejmując kobietę w wieku mojej mamy i trzymając za rękę chłopczyka w wieku 5 lat. Po nich wchodzi Marta wraz z Cedriciem. Słyszę głos pani Weasley i zaczynam się śmiać. Wchodzi i przeprasza młodą panią Potter za spóźnienie. 
- Widzisz Lily w tą gwiazdkę, wszystko jest bardziej zatłoczone.- powiedziała matka rudego.
- Nie szkodzi Molly. 
- Dzieci chodźcie.- krzyknęła, a w progu stanęli bliźniacy, Bill i Percy. 
Za chłopakami weszła Ginny wraz z Roksaną. Wszystko jest tak jak być powinno. Mój brat podchodzi do rudej i daje jej buziaka w policzek. Moja kopia podchodzi do Georga i całuje go w usta. Do domu niczym poparzeni wpadli Remus z Tonks, trzymając na rękach małego chłopczyka o intensywnie niebieskich włosach. . 
- Teddy, jak się ma mój mały synek chrzestny ?- krzyczę razem z Harrym. 
Znowu ciemność. Otwieram oczy. Widzę siebie, a naprzeciw mnie stoi młody Tom Marvolo Riddle. Odwracam się, obok mnie stoi mój tata. Zaczyna odchodzić. 
- Tato, zostań.- mówię przez łzy.- Nie zostawiaj mnie, proszę, tatusiu. 
Zaczynam biec za nim, ale nie potrafię go dogonić. Ucieka. 
- Tato, ja tak nie chce. Chce żyć w tym śnie. Pozwól mi ! 
- Córeczko masz być dzielna. Jeszcze wszystko się ułoży. 
- Tatusiu nie zostawiaj mnie !- czuję jak załamuję się od środka. 
~*~
- Tato !- krzyczę i zrywam się z łóżka w moim dormitorium. Podkulam się i obejmuję rękoma nogi.- Boże co się ze mną dzieje ?
Od tygodnia nawiedza mnie ten sam sen. I zawsze kończy się tak samo. "Tatusiu nie zostawiaj mnie !" tak bardzo chciałabym, żeby ten sen był prawdziwy.
Od tygodnia słyszę kojący głos swojej matki. Na korytarzu chodzę przestraszona, z wizją, że za chwilę upadnę rozpłaczę się myśląc o tym jak wyglądałoby moje życie gdyby nie Voldemort. Gdyby nie zrujnował mi rodziny.
Zostałam sama z młodszym o 10 minut bliźniakiem.
A ta kołysanka ? Cały czas szumiąca mi w uszach, nie znam głosu kobiety, która go śpiewa. Na pewno to nie jest moja matka. Jej głos rozpoznałabym wszędzie.
Spojrzałam na zegarek, wskazywał godzinę piątą nad ranem. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nienawidzę bezradności, chciałabym, aby ramie mojego ojca teraz mnie objęło i zaczęło uspokajać. Mówiłby, że moje dotychczasowe życie to jeden wielki koszmar i że on zawsze będzie przy mnie. Że razem z mamą nigdy nas nie zostawią.
Chwyciłam moją różdżkę zrobioną z drzewa jabłoni, rdzeń pióro Feniksa, 11 i 3/4 cala, odpowiednio giętka. Najbardziej to co w niej kochałam, to właśnie, to że ona od razu mnie sobie wybrała. Podobna do różdżki Harrego, zaśmiałam się w duchu.
Zapaliłam ją, uśmiechnęłam się do promienia. "Chodź córeczko. Nie bój się." tak bardzo za wami tęsknie.
Wstałam. Otarłam ręką łzy. Chwyciłam swój mundurek i poszłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic. Wsunęłam na siebie czarne rurki, białą koszulę, czarny sweterek i zawiązałam krawat. Rozczesałam włosy i wyszorowałam zęby.
Wróciłam do pokoju, gdzie promienie słońca zaczęły powoli przebijać przez zasłony. Spakowałam książki i wyszłam.
Skierowałam się w stronę jeziora, kiedy ujrzałam spokojnie spacerującą na brzegu starszą postać. Od razu rozpoznałam w niej naszego dyrektora.
Otuliłam się cieplej płaszczykiem i ruszyłam w jego stronę.
- Dzień dobry.- przywitałam się.
- Witam, jak miło widzieć, że nie tylko ja jestem rannym ptaszkiem.- powiedział z uśmiechem.
- Mogłabym powiedzieć to samo.- rzekłam.- Co pan sądzi o tych wszystkich ... dekretach ?- zapytałam niepewnie.
- Och, moje dziecko, co ja mogę sądzić on takich bzdurach ? Jeszcze nigdy nie przeszkadzały mi wygłupy bliźniaków, czy przyjemne mecze quidditcha. Na szczęście wszyscy kapitanowie uzyskali zgodę na dalsze treningi, prawda ?
- Tak, z moją lekką pomocą, Harremu się udało.
- I to najważniejsze.
- Profesorze ?
- Słucham ?
- Mam pytanie. Dotyczące co się stało na balu.
- Mów dalej, na każde twoje pytanie odpowiem z chęcią.
- Jak, jak ja mogłam się deportować ? Nie miałam ani jednej lekcji, nie znam teorii ? A na dodatek na terenie szkoły nie można.
- Od tego pytania wymigałbym się twoją mocą, ale niestety skłamałbym.- powiedział, a ja spojrzałam na niego z rozszerzonymi źrenicami.- Deportację zaczynacie przerabiać na transmutacji, prawda ?- skinęłam głową.- A to, że na terenie zamku się deportowałaś, tak samo jak ci Śmierciożercy to niestety robota naszej kochanej pani Wielki Inkwizytor Hogwartu.
- Ale co to ma zw...
- Ministerstwo nie zgodziło się na coś takiego i żeby ta kobieta mogła swobodnie dostać się na swoje stanowisko pracy w Londynie kazali znieść czary zabraniające właśnie braku aportacji, tak samo jak na początku roku kiedy, to ciebie świętej pamięci Wiktor Krum wyniósł z dormitorium, zniesiono wszystkie prawa. Hogwart się zmienia. I to wcale nie na lepsze.- powiedział smutno.
- Czy pan nie może nic z tym zrobić ?
- Mógłbym, gdyby nie to, że już wystarczająco myślą, że przeze mnie większość Hogwartczyków postradała zmysły.- pokręciłam przecząco głową.
- Co się dzieje ?  Nic nie jest tak jak być powinno.- powiedziałam.
- Moja droga, twoim obowiązkiem teraz jest nauka, proszę nie zamartwiaj się moimi problemami.- powiedział i pogłaskał mnie po włosach.
Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam na wstające słońce.
***
Moje myśli cały czas zajmowała poranna rozmowa z Dumbledorem. Hogwart się zmienia i to nie na lepsze. Jego słowa przechodziły moje ciało i powodują niemiłe dreszcze.
- Miło mi Potter, że zaszczyciłaś moją lekcję.- usłyszałam chłodny głos Snape'a.
- Mnie również miło.- powiedziałam z sarkazmem.
- Pokaż mi swój eliksir słodkiego snu.- wstałam i podałam mu fiolkę z już dawniej przygotowanym wywarem.
- Może być ?- zapytałam dociekliwie.
- Wybitny.
- Jakby to było coś nowego.- wymamrotałam wracając do ławki.
- Co się dzisiaj z tobą dzieje ?- usłyszałam Georga.
- Nic.- odpowiedziałam oschle.
W klasie zabrzmiał dzwonek. Chwyciłam swoją torbę i ruszyłam w stronę Wielkiej Sali.
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko ?
Gdy udając, że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją.
W mojej głowie rozbrzmiał znowu głos nieznanej kobiety. Chwyciłam się za głowę, a po policzkach poleciały mi łzy. Przestań, proszę. Nie chcę.
"Tatusiu nie zostawiaj mnie !"
Co się ze mną dzieję ? Mam dość, już tego wszystkiego. Dajcie mi spokój. Chce normalnie żyć.
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją.
Starsza kobieta śpiewa, a w tłumie można usłyszeć gaworzące dziecko. Wszystko w mojej głowie. Odwróciłam się i znowu wszystko zaczęło wirować.
Znowu stoję obok ojca i patrzę jak mama wychodzi z kuchni gładząc swój brzuch.
 Witam się z Georgem.
 Uśmiecham się do chłopczyka o błękitnych włosach.
Tom Marvolo Riddle.
"Córeczko masz być dzielna. Jeszcze wszystko się ułoży"
Upadam na ziemię trzymając się za głowę. Łzy ciekną mi strumieniami po policzkach. Nie daję rady już więcej ukrywać.
"Tatusiu !"
"Córeczko"
"Nie bój się"
"Chodź pokażę ci jak byłoby gdyby... "
"Nie szkodzi Molly."
"Teddy ! Jak..."
Zostawcie mnie w spokoju ! Chcę normalnie funkcjonować !
- Maja ! Co się dzieje ?- usłyszałam głos brata.
- Harry, niech oni mnie zostawią.- powiedziałam, a on popatrzył na mnie zdezorientowany.
- Kto ma cię zostawić ?
- Oni. Chłopczyk w niebieskich włoskach. Tata, mama, ta kobieta śpiewająca tą kołysankę.
- Jaką kołysankę ? Jakie niebieskie włosy ? Maja, chodź, musisz się położyć.
- Nie, bo oni znowu przyjdą.- powiedziałam, a łzy znowu poleciały.
- Nie bój się nikt nie przyjdzie. Obiecuję.
Bliźniak podciągnął mnie do góry i poprowadził do pokoju wspólnego Gryfonów.
- Dolina!
- Wejdźcie.- usłyszałam głos Grubej Damy.
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją.
- Nie ! Nie chcę !- krzyknęłam i próbowałam wyrwać się bliźniakowi z ramion, ale ten mi nie pozwolił.
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją.
- Przestań, nie chcę. Nie chcę końcówki.
Na ostatku sił.  
Bo za ich śmierć winna jesteś ty.
Padłam na ziemię. Po ostatnich słowach nie mam siły na nic.
Bo za ich śmierć winna jesteś ty. 
- Maja, co się dzieję ?- usłyszałam przyjaciół. Brat posadził mnie na sofie.
Skuliłam się i objęłam rękoma nogi.
- Kto ?- usłyszałam Harrego.
- "Bo za ich śmierć winna jesteś ty."- powiedziałam, a oni spojrzeli na mnie wielkimi oczami.- "Bo za ich śmierć winna jesteś ty."- powtórzyłam.
- Kto tak mówi ?
- Kobieta.
- Jaka ?
- Nie wiem.
- Maja. Postaraj się.
- Słyszę ją codziennie w nocy. Za każdym razem. Kiedy śni mi się ojciec. Mama, Remus i Syriusz. Marty, matka. Raz nawet widziałam dziadków, Harry.
- Jak ?
- Codziennie.- powiedziałam głucho. Wszyscy patrzyli na mnie  tak jakbym zwariowała.
"Tatusiu nie zostawiaj mnie, proszę !"
Znowu usłyszałam swój głos. Zakryłam uszy dłońmi, a twarz ukryłam pomiędzy nogami.
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko ?
Gdy udając, że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Momentalnie otworzyłam oczy i spojrzałam na ogień. "Cudzych marzeń..."
- Cudzych marzeń... Bosa do mnie przyjdź... I od progu bezwstydnie powiedz mi...- zarecytowałam.
Harry zrobił się cały blady, a reszta wyglądają tak jakby ktoś zdzielił ich mokrą ścierą.
- Co to ma zna..- zaczęłam.
- To kołysanka na... na przywitanie dnia śmierci.- powiedział cicho Ron.
- Bo za ich śmierć winna jesteś ty...
- Winna... O kogo chodzi ?- zapytała Roks.
- Rodziców.- powiedział Harry.
- Bo za ich śmierć winna jesteś ty...- po policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy.- Jesteś ty... Ja...- wyszeptałam.
- Nie mów tak.- usłyszałam stanowczo Freda.- Nie wolno ci tak mówić.
- Ja...- powiedziałam w ogóle nie zważając na jego poprzednie słowa.
[ Harry Potter ]
"Bo za ich śmierć winna jesteś ty" , słowa siostry brzęczały mi w uszach, dopóki nie zauważyłem jak zasypia.
- Kołysanka, na przywitanie dnia... śmierci ? Kto układa takie niedorzeczne piosenki ?
- Ludzie w XV lub XVI wieku Harry.- powiedział Ron.
- Dlaczego akurat Maję nawiedza ?
- Jest twoim bliźniaczym odzwierciedleniem, to co ty widzisz teraz w promieniach słońca, ona widzi w blasku księżyca i to wcale nie takiego przyjemnego.- powiedział George.
- Ona nie widzi teraz nic ku szczęśliwemu zakończeniu.- kątem oka zobaczyłem jak moja bliźniaczka zaczyna się wiercić.
- Tato...- usłyszałem a po jej policzkach poleciały kolejne łzy.
[ Maja Potter ]
Przede mną sunął wielki wąż, patrzył na mnie swoimi wielkimi czarnymi oczami. Widziałam furię. Prawdziwą żądzę krwi. Krwi czarodzieja. Krwi zdrajcy. 
- Za ich śmierć...-słyszę stopniowy syk.- Oddaj swą krew mnie zdrajczyni, pomóż innym, odchodząc z tego świata. Nikt płakać nie będzie.
Spojrzałam na niego, dążył do mnie. Odwróciłam się. Ojciec patrzył na mnie. Widziałam w jego oczach mord, tak jakby spojrzeniem chciał zabić gada.
Zaczęłam wirować. Stanęłam na wieży astronomicznej. Obok nas stali Huncwoci, przeglądający gwiazdy dzięki teleskopom. 
Znowu ciemność. Coś mi mignęło. Ktoś upada. Wylatuje z wieży. Przemyka mi burza rudych włosów. 
- W tej chwili nie ręczę za siebie. 
Po raz kolejny mój widok zastępuje inny obraz. Widzę odchodzącego ojca. 
- Nie zostawiaj mnie tatusiu. 
- Bądź dzielna, kochanie.
Spojrzałam  teraz na widok z wieży astronomicznej, spojrzałam dalej, na inną wieżę, gdzie poruszały się dwie postacie i Hipogryf. 
-Bombarda !- usłyszałam swój głos. 
Trzask, Bo za ich śmierć winna jesteś ty !
~*~
Otworzyłam zapłakane oczy. Pokój wspólny świecił pustkami. Otarłam oczy. Spojrzałam na ogień wesoło brykający w kominku. Powoli się podniosłam. Próbowałam dojść do drzwi prowadzących do sypialni dziewcząt. Zachwiałam się. Poczułam jak ktoś mnie łapie i z powrotem kładzie na kanapie.
Spojrzałam na rudego. Patrzył na mnie zmartwionymi oczami.
- Chyba nie jesteś w stanie normalnie funkcjonować.- powiedział George.
- Co ty nie powiesz ?- parsknęłam.
- Co ci dzisiaj jest ?
- Przepraszam, nie powinnam. Wiem, że się martwisz.- powiedziałam
- Ja wiem, że masz problem, ale mi możesz powiedzieć.
- Naprawdę nie mam ochoty.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
- Nie chcę, żebyś miała przede mną tajemnic.
Duszą i ciałem kiedyś kochałam -dziś bez tego umieram.
Znowu usłyszałam kobietę. Zakryłam uszy i schowałam głowę w jego koszulce.
- Co się dzieje ? Maja, Maja słyszysz mnie ?- pytał zdenerwowany.
- "Dziś bez tego umieram."- powiedziałam i jeszcze bardziej ukryłam twarz w jego mundurku. - Nie chcę mieć przed tobą tajemnic, ale ty też musisz mi obiecać, że żadnych nie będziesz miał przede mną.- powiedziałam, a on pogładził mnie po włosach.
- Obiecuję.
__________________________________
Wiem, wiem rozdział beznadziejny, denny, nijaki i w ogóle nie podoba mi się -.-
Ale to już ostatni rozdział ;D
Przynajmniej do czasu ukończenia egzaminów gimnazjalnych. Dodałabym wcześniej, ale niestety jeszcze po drodze mam bierzmowanie.
Mam nadzieję, że jednak wam się choć trochę spodobało i zostawicie po sobie komentarz co o tym sądzicie ;> 
Ponad dziewięć tysięcy wyświetleń kochani <3 Jesteście wspaniali *.*
~Hermionija. 

środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział 37."Daj mi rękę."

Rozdział 37.

Pierwsze promienie słońca zaczęły bawić się na moim policzku. Nic mi się nie chce, wolę poleżeć w ciepłym wygodnym łóżku. Przez ostatni tydzień mogłam liczyć tylko na Georga, to on przesiadywał ze mną każdą wolną chwilę. Chciałam się znowu w niego wtulić, tyle, że nie ma go w moim łóżku.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej szary top, granatowy długi sweterek, z koronkowymi kieszeniami, brązowe rurki i brązowe traperki. Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic, ubrałam się, a włosy wysuszyłam. Nałożyłam lekką warstwę pudru, wypsikałam ubrania mgiełką i wyszłam.
Spojrzałam na zegar. Jest dziewiąta. Super. Zeszłam na dół, gdzie siedział już Syriusz z panem Weasleyem. Przez ten tydzień już doszedł do siebie, normalnie chodzi, tańczy. Czyli może już szaleć.
- Dzień dobry.- przywitałam się.
- Hej.- powiedział Syriusz.- Jakie plany na sylwestra ?- zapytał.
- No przecież, wy jedziecie gdzieś do jakiejś czarownicy, koleżanki pani Weasley, prawda ?- zapytałam.
- No tak i wam zostawiamy ten dom wiec chce wiedzieć co tu się będzie działo.
- A taki tam hajs, ćpanie i dzikie chlanie.- powiedziałam z uśmiechem.
- Żartownisia, się nam znalazła.
- No, a jak ?
- Och, Majka, Majka.
- Syriuszku !
- Nie Syriuszkuj mi tutaj.- powiedział, a ja parsknęłam śmiechem.
- Przepraszam.
- Wybaczam.
Poszłam na górę, zobaczyć, co się dzieje w moim pokoju. Przed drzwiami zauważyłam George.
- Wygoniły cię ?- zapytałam, a on przytaknął. Spojrzał mi w oczy i mocno do siebie przytulił.
- Masz ochotę, na mroźnego i przyjemnego sylwestra ?- zapytał.
- Że na mroźnego, to nie koniecznie, ale na przyjemnego, to z chęcią.- powiedziałam.
- To o 17.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
Weszłam do pokoju, gdzie musiałam się od razu schylić, aby nie oberwać z poduszki w głowę.
- Jery, przepraszam. Myślałyśmy, że to George.- powiedziała Ginny.
- I właśnie dlatego chciałyście przywalić mojemu chłopakowi w łeb ?- zapytałam z uśmiechem.
- Jemu, może się należeć.- powiedziała z uśmiechem Roks.
- No tak.
- I jak w co się ubieramy na sylwestra ?- zapytała Ginny.
Usiadłam po turecku na łóżku Roksany, a one zaczęły nawijać jak ja powinnam się ubrać. Wzięłam poduszkę i przyłożyłam ją sobie do twarzy, dalej je słuchałam. Położyłam się. Może by się tak zdrzemnąć, nie zauważą.
- Przepraszam, że kończę tą jakże interesującą wymianę zdań, ale ja wychodzę na sylwestra razem z Georgem.
- Opowiadaj.
- Idziemy gdzieś się przejść. Nie martw się wrócimy po północy.- powiedziałam z uśmiechem.
- O to się nie martwię.
-Och, Ginny, Ginny, chyba zjadłaś za dużo cukru na śniadanie.-powiedziałam.
- Ale ja jeszcze nie jadłam.- powiedziała, a na potwierdzenie tych słów, z jej brzuch, zaczął się skarżyć. Wybuchłyśmy śmiechem.
- To idźcie zjeść.
- Chodź z nami.
- Co ? Przecież ja już jadłam.
- To się czegoś napijesz.
- No dobra już idę.
Zeszłyśmy na dół, Ginny usiadła obok Syriusza, który czytał Proroka. Usiadłam po jego drugiej stronie i spojrzałam na niego.
- Coś  ciekawego ?- zapytałam.
- Śmieszna rubryka.- pokazał mi malutką kolumnę, która jest zapełniona, dowcipami i śmiesznymi rysunkami.
- Rozumiem, a oprócz tego ?- zapytałam, a on wziął głęboki wdech, przewrócił, a parę stron i pokazał napisany wielkimi i wytłuszczonymi napis tytuł.
- Pokaż to.-  wyjęłam z jego ręki gazetę.
Biuro aurorów wstrzymane !
Niedawno, w Ministerstwie, doszło do niewielkiego incydentu, jeden z pracowników Knota, został zaatakowany. Po tej historii, nasz Minister wstrzymał parę biur znajdujących się na trzecim piętrze, nie wiadomo nam dlaczego. Największą dla nas zagadką jest dlaczego Korneliusz Knot wstrzymał biuro opieki nad innymi czarodziejami ? Czy nie chce aby reszta obywateli była porządnie strzeżona ? A może ukrywa coś, przez co nasi aurorzy mogą szybko dojść, to odgadnięcia zagadki wielu zniknięć i morderstw nie tylko czarodziejów, ale i też mugoli. Czy ma to związek z Potterami czy nadchodzącym złem ? Miejmy nadzieję, że jednak nie będzie tak jak sprzed ostatnich 14 lat. 
Redaktor Naczelny Anthony Murphy. 
- Biuro aurorów wstrzymane ? To jakaś przesada.
- Knot jest gotowy do wszystkiego.
- Ale żeby zamknąć biuro, które chroni czarodziejów ?!
- Uspokój się.
- Ty tak wszystko mówisz. Na trzeciej stronie, jest list gończy o tobie ! Syriusz, cholera, spójrz, jaka kwota jest na ciebie wystawiona ! Nie zrobisz nic ? Masz kwitki, że zostałeś oczyszczony z zarzutów, podpisane przez MINISTRA !
- Co mi to pomoże ?- powiedział nadal spokojnie.
- Nie wiem, ale trzeba coś zrobić.
- Na razie musisz się uspokoić, coś wymyślimy.
- Oooo, krzyki mojej siostrzyczki o poranku, jak ja to kocham !- powiedział Harry, wyjęłam kartkę z artykułem  zwinęłam ją w kulę i rzuciłam w jego łeb.
- Przeczytaj kochany braciszku !- powiedziałam i wyszłam z kuchni.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi i położyłam się na łóżku. I odpłynęłam.
***
Obudziłam się o czwartej. Super. Poszłam szybko do łazienki. Włosy związałam w luźnego koka, zęby wyszorowałam, usta pomalowałam błyszczykiem, a ubrania wypryskałam waniliową perfumą. Wróciłam do swojego pokoju.
Przy szafach zobaczyłam Gin i Roks, które myślały nad strojem.
- Dziewczyny, co wy tak rozmyślacie ?- spytałam z uśmiechem.- Myślałam, że już wiedziałyście, w co się ubrać ?
- My wiemy, ale zastanawiamy się co do tego ? No przecież nie zacznę paradować tylko w spódniczce.- powiedziała Roks, a ja zaczęłam się śmiać.
- Nie no oczywiście, że lepiej nie.- zaśmiałam się.- Może ci pomóc?
- No jasne, że tak.- powiedziała z uśmiechem.
Spojrzałam na jej kolorową spódniczkę. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej białą bokserkę, botki w kolorze ekri i kolorowy łańcuszek z sową.
- Pamiętaj o rajstopach.- odparłam zgryźliwie, do niej a ona się uśmiechnęła i znikła w łazience.- To może pannie Weasley też pomóc ?
- No dobra.- powiedziała i pokazała mi sukienkę.
Gwizdnęłam z wrażenia i podeszłam do jej kufra.
- Mówisz, że nie wiesz jakie buty ?
- No niestety.- burknęła, a ja wyciągnęłam na obcasie, kremowe sandałki.
- Och Ginny, nawet najprostsze rozwiązanie nie przyszły ci do głowy ?
- Nie pogrążaj mnie.- wymamrotała.
- Przepraszam Gin.- powiedziałam i przytuliłam ją.
- Idź już lepiej do Georga.
- No dobra, dobra.
Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół, gdzie czekał George. Uśmiechnął się do mnie. Założyłam swój płaszczyk i chwyciłam go za rękę. Poczułam szarpnięcie gdzieś w okolicach żołądka. Otworzyłam oczy, staliśmy na środku jakiegoś wielkiego zamarzniętego jeziora.
- Gdzie jesteśmy ?- zapytałam.
- Spójrz w górę.
Stanęłam na palcach i zobaczyłam zamazany dach. Nora, jesteśmy nad jeziorem gdzie byliśmy w te wakacje.
- Nora ?
- Tak.
- Czemu tutaj ?
- Wiesz tutaj mamy trochę przeżyć.- powiedział.
- Trochę ? Żartujesz sobie ? Tu jest większość naszego związku.- zaśmiałam się, a on mnie przytulił od tyłu.- A tak w ogóle, to na czym my stoimy ?
- Na lodzie.
- Nie wpadniemy ?
- Nie, jest dość mocny.
- To dobrze.
Chwycił mnie za ręce i obrócił do siebie. Jedną rękę położył mi na biodrze, a drugą złączył z moją. Uśmiechnęłam się do niego i położyłam mu dłoń na ramieniu. Mocno się w niego wtuliłam. Okręcił mnie wokół siebie, a ja zaczęłam się śmiać.
[ Roksana McAllen ]
- Ginny, przestań ! Wyglądasz ślicznie !- powiedziałam do przyjaciółki.
- Wcale nie !- powiedziała i schowała się w łazience.
- Ginny wyłaź !
- Nie !
- Bo pójdę po Harrego i on sam cię z stąd wyciągnie !
- Nie zrobisz tego.
- A chcesz się przekonać ?!- udałam, że robię kroki i otwieram drzwi.
- Nie.- powiedziała i wbiegła do pokoju.- Żartowałaś ?- podbiegłam do drzwi od łazienki i je mocno zatrzasnęłam.
- Tak. Więc teraz, albo wychodzisz do salonu, gdzie impreza zaraz się rozkręci, albo będziesz tutaj siedziała, a ja zawołam Harrego.
- Dobra, idę, ale nie wyglądam tak ładnie jak ty.
- Masz rację. Wyglądasz jeszcze lepiej.- powiedziałam i mocno ją do siebie przytuliłam.
- Maja, ma szczęście.
- Czemu ?
- Bo już nie musi udawać kogoś innego przed Georgem.
- A ty musisz przed Harrym ?
- No niby nie. Widział mnie już w różnych sytuacjach, ja go też.
- No widzisz. Wy się kochacie. Przecież sama widziałam wtedy na błoniach.
- Dziękuję Roks.
- Zawsze do usług.- powiedziałam z uśmiechem.
Zeszłyśmy na dół, gdzie Fred i Harry czekali bez pary. Uśmiechnęłam się do rudzielca. Podeszłam do niego, a on mnie okręcił wokół siebie.
-Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję.
[ Maja Potter ]
 Tańczyliśmy tak wtuleni w siebie, żeby nie było nam zimno. Spojrzałam na chłopaka, pocałował mnie w policzek, na którym widniała blizna, po zaklęciu niewybaczalnym.
- Chodź.- powiedział.
- Gdzie ?
- Zobaczysz.
Poszliśmy przez jezioro. Doszliśmy do ciemnego lasu, poprowadził mnie gdzieś na górki, zasypane śniegiem.
- Gdzie idziesz ?
- No chodź.- powiedział z uśmiechem.
Zaczęłam się wspinać, za rudzielcem. Za łatwe to nie było, pełno śniegu, ślisko i jeszcze stromo. Na końcu, chłopak podał mi rękę i podciągnął, staliśmy na niewielkiej polanie, pokrytej śniegiem. Spojrzałam dookoła,  gwiazdy oświecały ślicznie łąkę, przez co było nawet dość widno. George patrzył na mnie. Położyłam mu ręce na szyi i pocałowałam.
- No i co, jak wrażenia ?
- Zależy czego ?- zapytałam, a on się uśmiechnął.
- Widoku.
- Cudownie.
- I taka mi się podoba odpowiedź. Spójrz tam.- powiedział i odwrócił mnie tak, że widziałam, prawie całą Norę i początek jeziora, na którym poruszały się dwie postacie.
- Kto to ?
- Fred z Roksaną.- wyszeptał i pociągnął mnie tak, że teraz oboje leżeliśmy w śniegu.
Wybuchłam śmiechem i wtuliłam się w chłopaka.
- Kocham cię.- powiedział.
- Ja ciebie też.- pocałowałam go w policzek.
Wstałam i zaczęłam mu uciekać. Pomiędzy drzewami, nie mógł mnie złapać.
- No chodź kochanie !- krzyczałam.
- To ty się nie ukrywaj.
- Mnie bardzo łatwo znaleźć !- powiedziałam i wybiegłam na polanę.- George ! George gdzie jesteś ?- krzyczałam, ale nikt mi nie odpowiedział.- George, przestań! Boję się !- nadal nic, zaczęłam schodzić po górce, a na dole zauważyłam wysoką postać.- George ?- zapytałam, a on zapalił różdżkę i się do mnie uśmiechnął. Wpadłam mu w ramiona i pocałowałam.
- Dobrze, że beze mnie zaczynasz się bać.
- O to, że cię straciłam.- powiedziałam.
- To się nigdy nie stanie.
Przytuliłam się do niego jeszcze mocniej. Spojrzał na zegarek.
- Wiesz, że dochodzi północ ?
- Co już ?
- No tak, chodź, coś wymyśliliśmy.- powiedział szczerząc zęby.
- Ale co ?
- Ufasz mi ?
- Ufam.
- To dobrze, bo idziemy na sam środek jeziora.
- Chyba sobie żartujesz !
- Ufasz ?
- No ufam.
- Kochasz ?
- Kpisz czy co ?
- Daj mi rękę.- podałam mu dłoń, a on ją ujął i poprowadził przez jezioro.
Każdy krok stawiałam ostrożnie, aby czasem lód nie zaczął pękać. Doszliśmy na środek, gdzie stali Roks i Fred. Przytuleni w siebie. Uśmiechnęłam się na sam widok.
- No i za 30 sekund wybija północ. Ostatnie ruchy w ostatnich sekundach starego roku, może przejdą do następnego ?- zapytał George.
Pocałowałam go, to ma przejść do następnego roku i jeszcze dłużej. Kocham jego uśmiech, błysk w oczach, rude włosy, zapach. I to on ma zostać ze mną. Czy mu się podoba czy nie.
Przytuliłam się do niego i spojrzałam za siebie, gdzie Roksana i Fred pogrążyli się w namiętnym pocałunku. Zaczęłam się śmiać.
- I jak podoba ci się wizja takiego nowego roku ?- zapytałam go.
- Inaczej nie mogłem sobie wyobrażać.- powiedział i mrugnął do Freda.
- Chłopaki co wy kombinujecie ?- zapytałam niepewnie.
- Wiecie, jak dla nas to dopiero teraz zaczyna się północ.- powiedział Fred i wyciągnęli jakieś fajerwerki.
- To chyba nie najlepszy pomysł.
- Jak to nie ? Uspokój się pojutrze już wracamy do Hogwartu.- powiedział George i dał buziaka w policzek.
- Co to ma być za argument ?- prychnęłam.
- Taki, że można się zabawić i świętować.
Podeszłam do Roksany i mocno ją przytuliłam. Zaczęłyśmy się śmiać.
- Szczęścia, szczęścia, szczęścia.- powiedziałam i objęłam obu. - No i widzisz moje życzenia się spełniły. Roks kocha cie tak samo mocno jak ja.- powiedziałam, a on parsknął śmiechem.
- Słucham ?- zapytał George.
- No ale ciebie kocham najbardziej.- powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję.
- No ja mam nadzieję.
- Nie ufasz mi ? Nie kochasz ?
- Kpisz sobie czy co ?- zapytał z uśmiechem.
- Ja? Nie.- powiedziałam i pocałowałam go.
Podniósł mnie i okręcił wokół siebie. Fred wystrzelił petardy. Oderwałam się od chłopaka spojrzałam na niebo i zaczęłam się śmiać, nadal wirując.
[ Ginny Weasley ]
Podeszłam do stołu i napiłam się. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu i całuję w szyję. Od razu poznałam te usta. Odwróciłam się do niego i pocałowałam Harrego w usta.
- Wszystkiego najlepszego w nowym roku, kochanie.- powiedział.
- Wszystkiego najlepszego.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Wróciliśmy do salonu i daliśmy porwać się tańcu.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Moim oczom ukazały się słodkie dwie pary. Dwa rudzielce, jeden z ciemnowłosą, moją najlepszą przyjaciółką, a drugi z śliczną blondynką.
- No proszę kto to tu przybył ?- zapytałam z uśmiechem.
- No cześć Gin.- przywitała się ze mną Maja i pocałowała mnie w policzek.
- Hej, hej.
- Ile wypiłaś ?- zapytała.
- Miłe pytanie. Tylko troszkę.
- Troszkę, czuję od ciebie samą ognistą.- powiedział starszy bliźniak.
- Ej stary, nie osądzaj mnie.- powiedziałam.
- Dobra, dobra. Tylko nie stary, siostra !
[ Maja Potter ]
Usiadłam razem z Georgem na sofie i przyglądałam się reszcie, dobrze bawiących się przyjaciół.
- Czy ja jestem stary ?- zapytał mnie George, na co zaczęłam się śmiać.
Nadal ze śmiechem wtuliłam się w tors chłopaka.
- Oszalałeś ?- zapytałam.
- No nie. Jestem już pełnoletni, a niedawno pamiętam jak siadałaś na stołku przed Tiarą Przydziału.
- O mnie pamiętasz, a o sobie nie ?
- To dlatego, że od pierwszego spojrzenia na ciebie, wszystko inne zaczynało się zamazywać.
- To jak to wyglądało z twojego punktu widzenia ?- zapytałam.
- My usiedliśmy przy stole Gryfonów, a po chwili do sali weszła McGonagall, a za nią wy. Pamiętam śliczną małą dziewczynkę z kasztanowymi, długimi loczkami i ubraną w czarną szatę. Szłaś przestraszona koło Harrego i mojego brata. Cały czas śledziłem twój krok. Kiedy wyczytali twoje nazwisko, weszłaś cała przerażona na podest, a Dumbledore zaczął ci się bardziej przyglądać. Po Wielkiej Sali zaczął rozchodzić się szmer, Potter, Potter, a gdzie ten drugi ?- powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
- Siedziałam na stołku, a Tiara myślała gdzie mnie przydzielić. Mówiła mi, że pasuję do Slytherinu, razem z moim umysłem, sprytem i talentem będę idealną uczennicą Ślizgonów. Kiedy usłyszałam to, zaczęłam powtarzać, że nie chce do tego domu, a ona zaczęła się ze mną wykłócać, już wtedy miałam taki charakter jak dzisiaj.
- Kiedy czapka wykrzyczała, że należysz do nas, razem z resztą zaczęliśmy wiwatować, że mamy ciebie wśród Gryfonów, a po chwili Harry i Ron. Ten rok był najlepszym jaki mógł być.
- Albo święta ? Pamiętasz ? Byłam jako jedyna z dziewczyn w Gryffindorze, a reszta was. Percy chyba pojechał razem z waszymi rodzicami do Rumunii ?
- Tak, nie chciał spędzać świąt w szkole, co było lekkim dla nas szokiem.
- Percy i nie chce spędzać, jakiejkolwiek wolnej chwili w Hogwarcie. Co wy mu podaliście ?- zapytałam, na co zaczęliśmy się śmiać.
- Nic, zupełnie nic.- powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Chodź zatańczyć.- powiedziałam i pociągnęłam go za sobą.
Stanęliśmy, objął mnie w talii, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Spojrzeliśmy sobie w oczy i ta chwila mogłaby zostać, tak na zawsze.
***
Usłyszałam ciche trzaskanie drzwiami głośne śmiechy z dołu. Otworzyłam oczy i spojrzałam na swój budzik, który wskazywał samo południe.
Przeczesałam lekko włosy palcami i na boso zleciałam do korytarza gdzie cała gromada naszych kochanych podopiecznych dopiero co wróciła ze swojego sylwestra.
- O Majunia, jak się spało słoneczko ?- zapytał Syriusz.
- Spałoby się lepiej, gdybym nie musiała myśleć przez pół nocy gdzie podziewają się w tej chwili moi prawni opiekunowie.- powiedziałam mierząc wzrokiem to Lunatyka, to Łapę.
- Nie musiałaś się o nas martwić.- powiedział Remus, dostając czkawki, pewnie po spożytym niedawno alkoholu.
- Proszę idźcie się przespać.- powiedziałam.
- No dobrze, ale co z resztą ?- powiedziała jedyna racjonalnie zachowująca się pani Weasley.
- Jeszcze śpią. Pewnie usłyszycie jak zaczną się budzić.- powiedziałam z uśmiechem.
- Miłych snów.- powiedział Lupin, posyłając mi buziaka w powietrzu. Wytknęłam do niego język i udałam się do kuchni.
Spojrzałam na kalendarz, gdzie powoli małe rozświecone cyferki zaczęły zmieniać swoje miejsca, a ku nowemu rokowi odchodzi w dal stary. Rok 1995 został zastąpiony 1996. Już za parę miesięcy będę miała szesnaście lat. Nie widzi mi się to. A w drugiej połowie maja odbędą się te nieszczęsne Sumy. Coś czuję, że oprócz na spotkaniach GD, spędzę sporo czasu na przesiedzeniu w szkolnej bibliotece.
Poszłam do góry. Weszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic. Mokre kasztanowe włosy rozczesałam i wyszorowałam zęby. Ubrałam gruby brązowy sweter, jasne rurki i brązowe traperki.  Włosy związałam w klasycznego warkocza i udałam się do salonu. Usiadłam na sofie i przyglądałam się już opadającym igłom z spalonej choinki. Zamknęłam oczy i z miłą chęcią udania się gdzieś w głąb ze swoimi myślami pogrążyłam się w lekkim śnie. Dosłownie w lekkim, bo po chwili już usłyszałam znajome głosy.
- Cholera Cedric, oddawaj mi tą szczotkę !- usłyszałam przyjaciółkę.
- Nie, wolę cię w potarganych włosach, o wiele ładniej ci tak.- powiedział Puchon posyłając buziaka Blackównej.
- Nie denerwuj mnie !- wrzasnęła, a ja parsknęłam śmiechem zdając sobie sprawę jak cała nasza piątka musi śmiesznie się wkurzać, skoro już nawet barwy głosu mamy podobne.
- Maja, powiedz jej, że tak ładniej wygląda.- powiedział Diggory.
- Nie będę komplementować twojej dziewczyny. To już twoja rola.- powiedziałam i poklepałam go po ramieniu.
- Nie pomagasz !
- I o to mi chodzi.- powiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.
***
- Dzieciaki, obiad !- usłyszałam panią Weasley i czym prędzej razem z Roks i Gin, zeszłyśmy do kuchni.
- No jak miło na was popatrzeć, jak jesteście ogarnięci.- powiedziałam i przytuliłam swojego ojca chrzestnego.
- Bardzo śmieszne, młoda.- powiedział i poklepał mnie po dłoni.
Wywróciłam teatralnie oczami i złapałam się za serce, udając, że wyrządził mi tymi słowami ogromny ból. Usłyszałam śmiech dobiegający z końca kuchni i spojrzałam na Harrego i Rona. Ukłoniłam się usiadłam pomiędzy bratem, a Weasleyem.
- Gdzie bliźniacy ?- zapytała Molly.
- Śpią.- powiedział Ron, drapiąc się po rudej czuprynie.
- Ja im dam.- powiedziała i stanęła w drzwiach od kuchni. - Chłopaki jeżeli za dwie minuty was tu nie będzie, zabieram wam wasze wszystkie plany na wynalazki nieodwołalnie !- krzyknęła, a ja wyszczerzyłam zęby razem z Roksaną.
Po niecałych dziesięciu sekundach w jadalni pojawili się zdyszani bliźniacy.
- Nie mamo, tylko nie projekty.- jęknęli oboje.
- Jeszcze pomyślę. A teraz siadać, jeść  i iść się spakować- powiedziała z uśmiechem.
Fred podszedł do blondynki i pocałował ją w policzek. Pani Weasley o mało co nie wypuściła z rąk patelni widząc uśmiechniętą twarz rudzielca razem z młodą Gryfonką. Dobrze wiedziała, ja Hermiona go zraniła i wiedziała, że ona tego nie pamięta. A mimo tak traktowała ją jak własną córkę.
- Mamo, coś się stało ?- zapytała Gin, ale ona tylko nadal patrzyła, na uśmiechającego się syna.
- Tak, Fred to nie najlepszy pomysł na przedstawianie dziewczyny właśnie w taki sposób.- powiedziałam i pomogłam pani Weasley.- Bo jeszcze by nam obiad przepadł.- powiedziałam z uśmiechem.
- Ale ja nigdy nie przedstawiałem dziewczyny.
- I to widać.- powiedział Remus.
- Przecież ja ciebie nie przedstawiałem.- powiedział George.
- Ta, faktycznie. Ale twoja matka znała mnie o wiele lepiej niż ty sam.- powiedziałam z uśmiechem.- Zanim wy zdążyliście coś sobie poukładać w tych główkach, o nas trąbił już cały świat czarów.- powiedziałam i z powrotem usiadłam na swoim miejscu.
- Tak, tak.- powiedział i pocałował mnie w policzek.
Po piętnastu minutach tłumaczenia matce, jak zostali parą. Wszyscy zaczęli gratulować, nowo przybyłej parze do naszego grona. Zaczęłam się śmiać i poszłam do swojej sypialni. Jednym machnięciem różdżki, wszystkie moje rzeczy zaczęły się układać do kufra.
Chwyciłam do ręki album i zajrzałam do niego z uśmiechem namalowanym na twarzy. Pogładziłam ręką po zdjęciach na których jestem razem z bratem jako dzieci, a wokół nas cieszą się rodzice. Spakowałam go i usiadłam na bagażu. Ukryłam twarz w dłoniach.
- Jeszcze te przeklęte lekcje oklumencji.-mruknęłam cicho.- I to na dodatek ze Snape'm.
Usłyszałam pukanie. Spojrzałam na drzwi, w których stał Syriusz. Uśmiechnęłam się do niego.
- Tak, tam tłoczno, że nawet nikt nie zauważył, że wyszłaś.- odezwał się.
- Może to i lepiej.- powiedziałam z przekąsem.
- Oczywiście nikt oprócz twojej kochanej Łapy.
- Oczywiście, że kochanej.
- No ja wiem. Mam dla ciebie, coś co może ci się przydać. Używaj tego jak tylko będziesz chciała ze mną porozmawiać, obiecuję, że znajdę dla ciebie dobre rozwiązanie głównie w sprawie Snape'a.- powiedział i wręczył mi małe zawiniątko.
- Dziękuję Syriuszu, ale raczej ze Smarkerusem będę musiała poradzić sobie sama.
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem, wiem.- przytuliłam się do Blacka.
Razem z ojcem chrzestnym swojego brata zeszłam na dół. Spojrzałam na gwar rodziny pałętającej się koło Freda i Roksany.
- Świetnie, że w końcu się udało !- powiedział Ron.
- Jesteśmy naprawdę mile zaskoczeni.- powiedział pan Weasley.
- A ja tam wiedziałam, że to się tak skończy.- powiedziałam z uśmiechem.
- Panna ja-wiem-wszystko.- powiedział Fred.
- Kochanieńki pomyliłeś adres.- powiedziałam i wskazałam na Hermionę, która teraz zrobiła się czerwona jak burak.
- Och przestańcie już.- powiedziała z uśmiechem matka rudzielców i przytuliła Roksanę.
__________________________________
Tak, tak wiem. Kilo cukru, kilo cukru i co do tego ? Kilo cukru. Przesłodziłam -.- 
Ale wracają do Hogawrtu, to już się zacznie ;> Obiecuję ;d 
Dedykacje dla Cupcake, AAlexie, Klaudii, Black, Belli Lestrange i Girl *.* 
I kochani chcę was jeszcze zaprosić na drugiego bloga o Lily i Jamsie ;> 
http://time-a-play.blogspot.com 
Mam nadzieję, że się wam spodoba. A za wszystkie literówki przepraszam, ale dodaję na szybko, bo zaraz lecę na zebranie ;//
Jesteście ? Zostawcie po sobie ślad *.*
~Hermionija.