wtorek, 12 marca 2013

The Versatile Blogger

Nie ogarniam o co chodzi, ale to już cała ja ;d  No więc dziękuję  Klaudii, za nominację. ;3

Zasady:
1. Podziękować nominującemu na jej/jego blogu.
2. Ujawnić siedem faktów o sobie. 
3. Pokazać nagrodę na swoim blogu.
4. Nominować 10 blogów, które twoim zdaniem na to zasługują.
5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanego bloga. 

Siedem faktów o mnie:
1. Urodziłam się 20 grudnia i rocznikowo mam szesnaście lat ;d 
2. Mam błękitne oczy i jasno brązowe włosy. 
3. Uwielbiam biegać. 
4. Lubię biologię i historię.
5. Mam dwuletniego brata Xsaviera *.*
6. Kocham pisać i to się we mnie nie zmieni ;> 
7. A moją drugą pasją jest szkicowanie, graffiti czy cokolwiek, co nadaję się pod ołówek xd

Blogi, które nominuje:
Nie będzie ich dziesięć, mam nadzieję, że to nic złego ;D 

No i to chyba na tyle ;d Jeszcze raz dziękuję *.*
~Hermionija <3

Rozdział 30."Pani profesor, chce zmiany partnera"


O jery, jery, jery ! To już 30 ? Naprawdę ?! ;o
Nie wierzę, że te moje brednie ktoś czyta, a jednak są wasze komentarze *.* Do których zawsze szczerze się jak głupia ;D
Chce wam strasznie podziękować za to, że jesteście i czytacie, te wypociny, to dzięki wam, chce mi się jeszcze pisać. <33
Dobra i tak wiem, że te wstępy was nudzą więc przechodzę do rzeczy ;3



Rozdział 30.
Spojrzałam na pierwszą klasę Gryfonów. Cieszyli się jak wariaci, że nie mają dzisiaj zaklęć. Odchrząknęłam i pokazałam im, że idziemy do dormitorium.
Ruszyłam przodem, a po chwili, poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Spojrzałam w dół, gdzie szedł Tom. Ma śliczne brązowe lokowane włoski. Gładziutką i bladą cerę, na której można było dojrzeć kilka pieprzyków. Malinowe usteczka, malutki nosek i śliczne piwne oczy.
Patrzył z lekką pogardą, na tłum z tyłu, który cieszył się jak głupi. A on patrzył przed siebie, jakby nie interesowało go co się dzieje. Postanowiła skorzystać z promieni słonecznych i pozwoliłam Gryfonom pobawić się chwilę na dziedzińcu. Od razu zaczęli grać w Eksplodującego Durnia, gonić się, chować. A Tom nadal trzymał mnie za rękę.
- Tom, coś się stało ?- zapytałam, a w oczach chłopczyka mogłam dojrzeć łzy. Ukucnęłam przy nim i chwyciłam za ramiona.- Mi możesz powiedzieć.
- Ja... ja nie wiem...- wyjąkał, a łzy poleciały mu po policzkach. Starłam je delikatnie i uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Czego nie wiesz ?
- Czy mogę...- znowu łezki mu popłynęły po policzkach. Mocno go przytuliłam.- Jakie, ona umarła...
- Kto to Jakie ?- wyszeptałam.
- Moja jaszczurka.
- Tak bardzo mi przykro.- pogładziłam go po włosach, a ten mocniej się do mnie przytulił.- Chcesz, w niedzielę możemy jej wyprawić pogrzeb ?- zapytałam, a on się uśmiechnął, przez strumień łez.- Harry wykopie grób, Ginny zrobi trumienkę. George ci pomoże z krzyżykiem, co ?
- Dziękuję.- jęknął i znowu się we mnie wtulił.
- Nie ma za co, Tom, nie ma za co.
- Patrzcie, a Tom przytula się z moją dziewczyną !- rozpoznałam głos rudzielca. Chłopczyk szybko się ode mnie odkleił, a ja wstałam wypuszczając powietrze. Chłopak jak zobaczył zapłakaną buźkę Lumier'a, pożałował swoich słów.- Hej, Tom, co się stało ?
- Jaszczurka mu umarła.- wyszeptałam.- I masz mu pomóc z pogrzebem.- zaśmiałam się.
- Że ja ?- zaskoczył się, a ja uniosłam ku górze brwi.- Nie no jasne, Tom nie ma sprawy.- mruknął.
- No widzisz ? A teraz do pokoju wspólnego, dzieciarnia !- krzyknęłam, a ci od razu pobiegli ku drzwiom.
***
- To jak idziemy ?- zapytała mnie ruda kiedy skończyła jeść obiad.
- Tak, jasne.- powiedziałam i wzięłam ostatni łyk soku dyniowego.- George, chodź.
- Już idę.
Wyszliśmy z Wielkiej Sali i ruszyliśmy w stronę biblioteki. George jak dżentelmen otworzył przed nami drzwi. Uśmiechnęłyśmy się do niego i weszłyśmy do pomieszczenia pełnego książek. Gdy tylko poczułam zapach tych wszystkich tysięcy razy poprzewracanych stron, miałam ochotę, zabrać każdą w rękę i zacząć czytać. Tak, tak jestem takim molem książkowym, dokładnie taka sama jak Mionka, ale co ja na to poradzę, że kocham naukę ?
Odszukaliśmy w tłumie rudą czuprynę i ruszyliśmy prosto do celu.
- Hej, Freddie.- powiedziała Gin.
- A co wy tutaj robicie ?
- Pomagamy w transmutacji...- powiedziałam.
- Doradzamy...- odezwała się Ginny.
- I nakłaniamy...- dokończył George.
- Nakłaniamy do czego ?
- Hmmm. Już nie długo bal.
- No nie. Proszę was chce najpierw zaliczyć transmutację.
- Ja ci pomogę już się o to nie martw. A zresztą w piątej klasie zaczyna się aportacja, a to powinieneś umieć.- powiedziałam z uśmiechem.
- Dobrze, więc słucham.
- Wiemy, ze idziesz sam.- powiedziała Weasleyówna.
- No tak.
- Znamy dziewczynę, która najbardziej o czym marzy to pójść na ten bal, ale nie ma z kim.- powiedział George.
- No to kto ?
- Śliczna blondynka, o zielonych oczach, chodzi do piątej klasy.
- Roksana ?
- No a czemu nie ?
- Słuchajcie ja nawet nie wiem czy chcę iść na ten bal. A co dopiero z dziewczyną do, której nie czuje nic więcej niż przyjaźni.
- Fred, posłuchaj. Ona jest mądra i ładna.
- Musisz przestać w końcu myśleć o Hermionie, ona jest z Draco.
- Musisz się z tym pogodzić.
- Na razie nie chcę.- powiedział sięgnął po książki i wyszedł z biblioteki.
Opadłam na krzesło i ukryłam twarz w dłoniach.
- Wiedziałam, że będzie trudno.
- Jakoś go przekonamy. A wy w Hogsmeade namówcie Roksanę, żeby kupiła sobie sukienkę.
- Jak ?
- Nie wiem. Jakoś dacie sobie radę. Wierzę w was.
- Łatwo ci mówić.
***
Promienie słońca wkradły się do pokoju. Otworzyłam oczy. Każda z moich lokatorek jeszcze spała. Wstałam, podeszłam do szafy i wyjęłam z niej szary top, czarny długi sweterek, niebieskie rurki i czarne botki. Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic. Ubrałam się, na rękę zawiesiłam bransoletkę mamy, a na szyję łańcuszek od Georga. Wyszorowałam zęby, na twarz nałożyłam lekką warstwę pudru, a usta wymalowałam czekoladowym błyszczykiem. Strój wypsikałam mgiełką. Włosy wysuszyłam, za pomocą różdżki, rozczesałam je i machnęłam parę razy różdżką, żeby ułożyły się w loki.
Wyszłam z łazienki, Marta już stała przy szafie i myślała co ubrać.
- Hej.- przywitałam się.
- Hej. Dzisiaj nasz babski wypad do Hogsmeade.
- Dokładnie, żadnych chłopaków, tylko my i Madam Alexis.
- Trzeba wybrać sukienki. Maja a co z Roksaną ?
- Trzeba ją namówić do kupienia jakiejś sukienki, zobaczysz jeszcze ktoś ją zaprosi.
- Jesteś tego taka pewna.
- No jasne.
- Dobra, ja idę do łazienki.- powiedziała.
Podeszłam do łóżka rudej, na jej stoliku stała nasz fotografia, uśmiechnęłam się. Zdjęcie było zrobione na początku 4 klasy. Stałyśmy obie na błoniach i uśmiechałyśmy się do obiektywu.
- Ginny, obudź się.- powiedziałam i potrząsnęłam nią.
- Co ?
-Wstawaj.
- Już ?
- Za godzinę idziemy do Hogsmeade.
- Co ?- zapytała i wyskoczyła z łóżka.
- No. Szybko się ubieraj.- powiedziałam i podeszłam do Roks.- Roksana, obudź się, za chwilę idziemy.
- Dobra, już wstaję.
- No to dobrze.
Wyszłam z pokoju i poszłam do Wielkiej Sali. Przy stole siedziała Luna.
- Hej, Luna.
- Hej, dzisiaj kupujemy sukienki.
- Zapowiada się niezły dzień.
- Nie mogę się doczekać.
- Właśnie, słyszałam, że Neville cię zaprosił.
- Tak.
- Cieszysz się ?
- Jak głupia.- powiedziała, na co parsknęłam śmiechem.
- Szczera odpowiedź.
- Wiem.
Do Wielkiej Sali, weszła Ginny, Marta i Roks.
- Hej Luna.- przywitały się.
- Hej, dziewczyny.
- Chłopaków jeszcze nie ma ?- spytała Roks.
- Oni zazwyczaj leniuchują.
- Chyba, że.- powiedziała z uśmiechem.
Do jadalni z uśmiechem wpadła Hermiona. Chwyciła grzankę i usiadła koło mnie.
- Hej. Pośpieszcie się zaraz wychodzimy.
- Co, a nie za pół godziny ?
- Nie, jako prefekt naczelny mogę wyjść wcześniej.
- O super.
- To lecę po kurtkę.- powiedziała Luna.
- Tak, my też.
Pobiegłyśmy do portretu Grubej Damy.
- Pieguski.- powiedziałyśmy hasło i przeszyłyśmy przez dziurę w portrecie.
Wleciałyśmy do dormitorium, sięgnęłam czarny płaszczyk z szafy i podeszłam do lustra.
- Maja, czapka !- usłyszałam Ginny, odwróciłam się do niej, a ta rzucała mi czarną czapkę. Zarzuciłam na uszy nakrycie głowy i mogłyśmy ruszać.
- Gotowa !
- Chodźcie.
***
Zabrzmiał dzwonek w sklepie Madam Alexis.
- Dzień dobry.- przywitałyśmy się.
- Dzień dobry, dziewczynki. W czym mogę pomóc ?
- No więc szukamy sukienek na bal.
- Na bal ?
- Tak w Hogwarcie.
- Och rozumiem, to od kogo zaczynamy ?
- Hmmm, może od Hermiony.- powiedziałam i podprowadziłam dziewczynę do projektantki.
- Masz jakieś pomysły ?
- Chciałabym żeby była zielona, a reszcie pozwalam pani zaprojektować.- kobieta uśmiechnęła się i zaczęła robić przymiarki na Mionie.
- Dziewczyny chodźcie do tych stojaków, może coś znajdziemy.- powiedziała Roks.
- Dobra.
Przeglądałyśmy różne sukienki balowe, ale żadna nie przypadła mi do gustu.
- Jejku, jaka śliczna !- usłyszałam Gryfonkę.
Podeszłam do przyjaciółki i zatkało mnie. Granger miała na sobie zieloną sukienkę bez ramiączek, koło dekoltu i na dole miała czarne paski. Sukienka była jej do kolan, na ostatnich centymetrach miała przyszyte jeszcze srebrzyste różyczki.
- Hermiona, ślicznie wyglądasz.- powiedziałyśmy.
- Tak, a do tego te buty.- powiedziała Alexis i podała jej czarne wysokie szpilki.
- Biorę to.- powiedziała uśmiechając się.
- Dobrze. To która teraz ?
- To może ja.- powiedziałam.
- To wskakuj.- powiedziała, zdjęłam kurtkę i czapkę i wskoczyłam na stołek.
- Może chodźmy do przymierzalni, na ubraniach gorzej mi się szyje.
- Dobra.- powiedziałam i weszłam do przymierzalni.
Stałam na stołku w samej bieliźnie, no pięknie czuję się jak u lekarza.
- Mam do ciebie już nawet pewien pomysł, chyba, że ty masz już jakąś zaplanowaną.
- Nie.
- Dobrze, masz ciemne włosy, to może sukienka mogłaby być jasna.
- Ok.
Projektantka, zaczęła owijać mnie białą tkaniną. W pasie mi ją przeszyła gumką, tak żeby była obcisła od pasa w górę, a przypominała bombkę od dołu. Miała być do kolan i bez ramiączek.
- I jak na razie może być ?
- Pewnie.
- Dobrze.
Zaczęła przeszywać jakieś kolorowe tkaniny do dołu, tak, że po piętnastu minutach wyglądała tak jakby ktoś pochlapał ją różnymi kolorami farby. Do tyłu kobieta jeszcze wpięła zamek i gotowa.
- Teraz buty, zaczekaj.
- Dobrze.
Alexis przyszła po pięciu minutach z białymi szpilkami, a na podeszwach miały czerwony kolor. Wsunęłam buty i wyszłam z przymierzalni pokazać się przyjaciółkom. Usłyszałam dzwonek do drzwi, w których stali Syriusz, Remus i Nimfadora.
- A co wy tutaj robicie ?- zapytała Gin.
- Podziwiam swoją śliczną córkę chrzestną.- powiedział Remus, na co się zarumieniłam.
- Musisz kupić tą sukienkę.- powiedziała Tonks.
- Mam taki zamiar.
- Ale chyba się nie spóźniliśmy, kto już przymierzał sukienki ?- zapytał Syriusz.
- Tylko Miona i ja.
- No to mamy jeszcze cztery dziewczyny do podziwiania, prosimy o więcej.- powiedział Lunatyk.
- Ja ją biorę.- powiedziałam i weszłam do przymierzalni żeby się przebrać.
Po pięciu minutach, kiedy Marta weszła do przymierzalni, podeszłam do Roksany, od rana wydaję się taka przygnębiona.
- Hej Roks, co się dzieje ?
- Myślałam, że ten rok będzie taki wspaniały w Hogwarcie.
- A nie jest ?
- Nie, nie mam z kim iść na bal. Moi rodzice musieli wyjechać do Hiszpanii i nie będzie ich przez cały rok. Dzisiaj mi to napisali w liście. Będę musiała spędzić święta w szkole.
- Och, Roksana.- powiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę. Nagle wpadło mi coś do głowy.  Podeszłam do Syriusza razem z Mioną i Gin.
- Syriuszu mamy do ciebie małe pytanie.
- Jakie ?
- Roksana nie ma gdzie spędzać świąt, czy nie mogłaby przyjechać do nas ?
- Hmmm. Czemu nie ?
- Właśnie, a Draco też nie ma gdzie, czy on też mógłby...
- Pewnie Hermiona.
- Dziękujemy.
- Nie ma za co.
Poszłam razem z Gin do lady i zaczęłyśmy rozmawiać.
- Teraz tylko trzeba jej powiedzieć, że jedzie do nas na święta.
- Tak.
- No to chodź.
Podeszłyśmy do dziewczyny i się do niej uśmiechnęłyśmy.
- Mamy do ciebie niespodziankę.- powiedziałam.
- Spędzisz z nami święta.- powiedziała Ginny.
- Pod warunkiem, że...
- Że kupisz sobie sukienkę...
- Na sylwestra...
- Taki mały szantażyk.
- Naprawdę, będę mogła spędzić z wami święta ?
- Tak.
- Och, dziewczyny to ja sobie mogę nawet kupić 100 sukienek.
- Bez przesady, wystarczy jedna.
Nagle z przymierzalni wyszła Marta. Miała na sobie sukienkę do kolan. W połowie brzucha była wiązana kokardą. Od kokardy w górę była srebrno-szara, a w dół miała odcień ślicznego różu. Na nogach miała szpilki tego samego koloru co dół jej sukienki.
- Ślicznie.- powiedziałam.
- Bierzesz ją, kochanie.- powiedział Syriusz.
- Wiem, wiem tato.
- No to teraz prosimy Roksanę.- powiedziałam równo z Ginny.
- No dobrze, to zapraszam.- wepchnęłyśmy dziewczynę i przybiłyśmy sobie piątkę.
- W tej sukience, chce cię widzieć na naszym ślubie.- powiedział Remus.
- No ej. Myślałam, że będę miała jeszcze jakąś wymówkę do kupienia nowej.
- Jeśli będzie ładniejsza niż ta, to masz prawo. Ale takie chyba nie istnieją.
- Założymy się ?
- Nie, wiem, że ty coś wykombinujesz.
- No jasne.
Po chwili z przymierzalni wyszła Roksana. Miała na sobie beżową do kolan sukienkę. Większość brzucha zajął kawowy pasek. Widać, że od paska w górę, musi być tkanina nieźle uciskana bo materiał jest ślicznie marszczony. A od dołu tkanina cudownie falowała. Zatkało mnie, jej blond włosy pięknie się wyróżniały przy tej sukience. Na nogach miała karmelowe szpilki.
- I to mi pasuje.- powiedziałam.
- Tak ?
- Tak.
- To mogę teraz ja ?- zapytała Luna.
- No jasne.- powiedziałam, a dziewczyna weszła do przymierzalni.
- Że co może ?- krzyknął Syriusz, a ja się wystraszyłam.
- Czy Cedric może przyjechać do nas na święta ?
- Marta, no nie wiem.
- No, ale tato. Proszę.
- No dobrze, ale macie być grzeczni.
- Dziękuję, tatusiu.
Z szatni wyszła Luna w białej sukience, wiązaną w pasie czarną kokardką. U dołu miała koronkowo czarną tkaninę i tak samo było przy dekolcie. Sukienka sięga jej kolan. A na nogach ma czarne balerinki.
- I jak może być ?
- Śliczna, Luna.- powiedziała Roks.
- Oooo, to teraz moja kolej.- pisnęła Ginny i wleciała do przymierzalni.
Po dwudziestu minutach nasza Gin wyszła w ślicznej brzoskwiniowej do kolan sukience. Pod biustem miała zawiązany białą kokardkę, a od pasa w dół sukienka ślicznie jej się układała na biodrach. Na nogach miała śliczne kremowe szpilki i cudowny uśmiech na buzi.
- Ona mi się strasznie podoba.
- Czyli rozumiem, że to już wszyscy ?
- Tak.
- To najpierw ta zielona z różyczkami i buty, tak ?
- Tak.- powiedziała Hermiona.
- To będzie 50 galeonów.
- Już płacę. - powiedziała i zapłaciła.
- Teraz ta biała z kolorowymi plamami i szpilki.
- Niech pani nie żałuje, kwota nie stanowi problemu.- powiedział Remus.
- Co ty wyprawiasz ?
- Kupuję ci śliczną sukienkę.
- Zwariowałeś ? Ja mam pieniądze na nią.
- Ale ja chce ci ją kupić.
- Możesz mi kupić jakąś sukienkę na gwiazdkę, a teraz pozwól, że ja zapłacę.
- Nie. To ile ?
- 40 galeonów.
- Proszę.- powiedział i podał jej banknot.
- Dziękuję.- powiedziała kobieta i podała mi torbę z sukienką.
- No i jak zadowolony ?
- No jasne.- powiedział, a ja prychnęłam.
- To teraz ta różowa ?
- Tak.- powiedziała Marta, a Syriusz stanął przed kasą.
- 45 galeonów.
Po chwili wszyscy już siedzieliśmy w "Trzech Miotłach" i popijaliśmy piwo kremowe.
- To jak kiedy macie ten bal ?- zapytała Tonks.
- 19 grudnia.
- I z kim idziecie ?
- No ja z Georgem.
- Ja z Cedriciem.- odezwała się Marta.
- Ja z Draco.
- A ja z Michaelem. Luna idzie z Nevillem.- powiedziała podekscytowana Ginny.
- A ja nie idę. - powiedziała Roksana.
- Dlaczego ?
- Nikt mnie nie zaprosił.
- Co za banda kretynów, ja bym pierwszy poprosił taką śliczną dziewczynę.-powiedział Black. Roksana się zarumieniła.
- Dziękuję.
- Mówię szczerą prawdę.
- Przestań podrywać.- skarciłam Łapę.
- Bardzo śmieszne.
- No ja wiem.
- Dobra, dziewczyny za pół godziny powinnyście być już w Hogwarcie.
- No wiem.
- Zobaczymy się w święta.
- To już niedługo.- powiedziałam uśmiechając się do nich.
- Tak, to do zobaczenia.
- Pa.
Wyszłyśmy na mroźny wiatr i ruszyliśmy w stronę powrotną do zamku.
***
Weszłyśmy do pokoju wspólnego Gryfonów. Na fotelach siedzieli bliźniacy, Lee, Harry i Angelina. Dziewczyna chwaliła się swoją kreacją przed chłopakami na co prawie nie parsknęłam śmiechem.Chłopaki siedzieli znudzeni.
- Hej, chłopaki.- przywitałam się.
- Hej. I jak zakupy się udały ?- zapytał mnie George.
- No pewnie.
- Pochwalcie się.
- Nie ma mowy.- powiedziałyśmy wszystkie równo.
- Jak to nie ?
- No nie. To ma być niespodzianka.- powiedziałam i ruszyłam do góry, a za mną reszta moich przyjaciółek.
- Kochanie nie wiesz co mówisz.- usłyszałam Georga.
- Wiem.
Weszłam do dormitorium i położyłam się na łóżku. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
***
Dobiegł mnie hałas z dołu. Spojrzałam na zegarek jest godzina 19. Ah... No tak dzisiaj wieczorny mecz quidditcha. Zarzuciłam na siebie starą niebieską bluzę Georga, założyłam trampki i wyszłam z dormitorium.
- Oooo, nasz śpioszek się wreszcie obudził.- powiedział George całując mnie w usta.
- Obudziliście mnie.
- Przepraszam słońce.
- Nie masz za co nie mogłabym przegapić meczu. A zwłaszcza, że Ron jest bramkarzem.
- Weź mnie nie stresuj. Nigdy jeszcze pierwszy mecz nie był tak późno. Rozumiesz pierwszy mecz przeciwko Ślizgonom.- powiedział rudy.
- O ile się nie mylę to zawsze było Gryfoni kontra Ślizgoni.- powiedziałam.
- No tak.- powiedział George.
- Maja ! Maja ! - usłyszałam głos Jordana.
- Co Lee ?
- Potrzebuję komentatorki ?
- Kogo ?
- McGonagall wprowadziła nowość, że komentator, w tym wypadku ja, mam wybrać sobie kogoś do pomocy, najlepiej dziewczynę, więc ja wybieram ciebie.
- Co ?
- No i McGonagall jeszcze mi ciebie zaproponowała.
- Lee ja cię uduszę.
- Czyli się zgadzasz.
- Jeden, jedyny raz.
- Dziękuję.
Poszłam razem z Jordanem na stadion i weszliśmy do pomieszczenia, w którym Lee zawsze komentuje.
- Pamiętaj, ze ma być śmiesznie.- powiedział.
- Pamiętam.
- O Potter, widzę, że się zgodziłaś.- usłyszałam głos opiekuna Gryffindoru.
- Tak, pani profesor.
- Życzę wam powodzenia.- powiedziała i odeszła.
Trybuny już wypełnione. Drużyny w swoich sektorach.
- Za 3... 2... 1... Dobry wieczór ferajna. Mam dla was niespodziankę, dzisiaj razem ze mną będzie komentować Maja Lily Potter.
- Tak, tak Lee, bez tych formalności. Witamy na pierwszym w semestrze meczu quidditcha i na pierwszych w tym roku wygłupach Jordana.- powiedziałam i usłyszałam śmiech fanów.
- Potter, przeginasz.
- O i już po nazwisku, Jordan ?
- Może pomińmy to na boisko wchodzi drużyna Gryfonów w tym roku prowadzona przez Pottera. Masz jakąś uwagę, Maja ?
- Była mowa, ze mam tutaj siedzieć, a nie że mam gadać.- powiedziałam i znowu usłyszałam śmiech na widowni.
- No to teraz mówię, że masz gadać.
- No dobra. Na boisko weszła drużyna Ślizgonów, prowadzona w tym roku przez Blaise Zabiniego.
- Profesor Hooch wchodzi pomiędzy kapitanów, by wypuścić piłki.
- W powietrze wyleciały tłuczki...
- Kafel...
- I złoty znicz.
- Słyszymy gwizdek, Potter i Zabini lecą w górę. Ja myślicie jak się zda nasz nowy bramkarz, Ronald Weasley ?- zapytał Lee, na co Gryfoni ryknęli z radości.
- Każdy wie, że Ron da sobie radę.- powiedziałam.
- Tak, gorzej będzie z pałkarzami. Widziałaś jakich osiłków wystawił w tym roku Slytherin.
- Właśnie ciekawe czy chodzi o umiejętności czy może o masę ?- powiedziałam i znowu usłyszałam śmiech.
- Nie mam zielonego pojęcia. Ale nasi bliźniacy na pewno dadzą sobie radę. Przecież to już ich szósty rok w drużynie Gryfonów.
- Tu na pewno chodzi o umiejętności.
- Patrz, patrz i Angelina, moja kochana dziewczyna strzela punkty Ślizgonom.
- 10 : 0  dla Gryfonów.
- Czy mówiłem już, że ścigająca Gryfonów to moja najwspanialsza dziewczyna?
- Tak, tak Jordan. Jak ty będziesz się ślinić to może ja będę komentować przebieg meczu, co ?
- Dobra, wracam do żywych. Uuuu, piękne uderzenie Georga Weasleya. Masz coś do powiedzenia ?
- A po co, widzę, że już pochwaliłeś mojego chłopaka.- powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- Myślałem, że go nie docenisz.
- Pani profesor, chce zmiany partnera.- powiedziałam i znowu ryk śmiechu.
- Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz.
- A szkoda.
- Patrzcie ! Czemu Potter się tak nagle zerwał, czyżby zauważył znicza ? Na pewno go zauważył, bo Malfoy też się zerwał.
- Zerwał się tylko dlatego, ze ty idioto o tym powiedziałeś.
- O to ja jestem idiotą ?
- A idź się utop.
- Nie teraz, kochanie.
- A idź mi z tym kochanie, paszczurze.
- Dobra, jak nie to nie.
- Patrz Zabini próbuje strzelić gola. Chwila prawdy czy Ronowi uda się obronić?
- Tak, Slytherin nie otrzymuje punktów ! Ronald Weasley obronił.
- Też mi zdziwienie, wiedziałam, ze mu się uda.
- Czy ty wszystko wiesz ?
- Nie podlizuj się.
- Dobra, zapamiętam to.
- 20:0 dla Gryfonów.
- Już 30.
- Gryfoni dzisiaj szaleją.
- Mają świetnego komentatora, to dlatego.
- Chciałeś powiedzieć komentatorkę.
- No może. Potter jest niecały metr od złotego znicza. Już, już niedługo ! Tak !- ryk Gryfonów.
- Gryfoni wygrywają 180:0 tym razem nie dali szans zielonym.
- Czekaj co się tam dzieje ?- powiedział i wskazał na środek boiska.
Na którym stała drużyna Gryfonów. A naprzeciwko nich stał Malfoy z resztą drużyny.
- Nie wiem.- powiedziałam.
- Patrz, pani Hooch gratuluje Harremu, za udany mecz.
-No dobra, to my też się zbieramy.
Wstałam i poszłam w stronę zamku. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu i całuje w szyję.
- Że ty mnie niby nie doceniasz ?
- Właśnie się zastanawiam.- powiedziałam, a ten wziął mnie na ręce i poszliśmy w stronę zamku.
_______________________________
No i jest ! *.* 
Rozdział 30, jak ja się ciesze, no skaczę po pokoju mówię wam ;d 
Ten rozdział dedykuję, wszystkim co czytają, co komentują <3
Jak zauważyliście pojawiły się także tytuły rozdziałów, no cóż taka, tam niedzielna nuda xd
Mam nadzieję, że wam się spodoba. A za błędy strasznie przepraszam, ale wstawiałam na szybko, bo teraz lecę uczyć się angielskiego -.-
Jesteście ? Zostawcie po sobie ślad ;>
~Hermionija.

piątek, 8 marca 2013

Rozdział 29."Pójdziesz ze mną na bal?"

Rozdział 29.

- Hej, dziewczyny, widziałyście ? W ten weekend kolejne wyjście do Hogsmeade.- powiedziała Miona.
- Co ?- zapytałam z niedowierzaniem.
- No tak. To pewnie, przez ten bal, w końcu już za 3 tygodnie.
- No, a tak poza tym chodźcie, musimy się jakoś przemknąć na spotkanie gwardii.
- No. Co dzisiaj za zaklęcia ?
- Rozbrajające, oszałamiające i tarczy. Niewiele nam się udało przez te dwa tygodnie, były tylko 3 spotkania.
- Tak, na których uczyliśmy się dokładnie tego samego.
- Zaraz a przywołujące ? Przydało nam się w zeszłym roku. Zaklęcie ujawniające ? Też było, no i Confundus? Impedimenta, też było.
- No dobra. To dzisiaj ?
-Expelliarmus, Drętwota,Protego i Reducto.
- No jak fajnie.
- Chodźcie już.
Ruszyłyśmy przez korytarze, aż na siódme piętro. Tam, ma czekać Harry z resztą. Weszłyśmy przez drzwi, a w sali czekała na nas cała gwardia.
- No i proszę, zjawiła się, moja kochanieńka siostrzyczka !- powiedział Harry. Wyjęłam różdżkę zza pazuchy, a Harry podobnie. Planowaliśmy ten numer od tygodnia.
- Potter, masz coś ? To mi to powiedz. Drętwota !
- Protego ! Ależ kochana siostrzyczko, ja do ciebie ? Jak bym mógł ? Petrificus Totalus !- machnęłam ręką, a zaklęcie się ode mnie obiło.- Cholera zapomniałem. Conjunctivitis ! 
- Protego ! Potter ! Pytam się masz coś ? Expelliarmus !- wykrzyczałam, a jego różdżka wylądowała u mnie na dłoni.
- Tak. Mam dla ciebie grupę, spragnionych wiedzy młodych uczniów.
- No to dajesz braciszku.- powiedziałam oddając mu różdżkę.
- No, to przed chwilą widzieliście, trochę zaklęć, pojawiających się w walkach, tylko nie próbujcie tak, jak Maja. To nie jest nauka. To dar !- powiedział z sarkazmem, a ja go walnęłam w brzuch.
- Słyszeliście, małe pojedynki między parami.- powiedziałam, a wszyscy wstali i znaleźli sobie miejsce do ćwiczeń.
- Idę do Cho.
- Tak, tak.
Przez godzinę, pochodziłam i poprawiałam innych w zaklęciach. To takie dziwne uczucie, kiedy inni słuchają się ciebie.
- No dobra, to już pora, kończyć. Do zobaczenia na następnym spotkaniu !- powiedział Harry.
- Będzie jeszcze przed świętami, prawda ?- zapytał Collin.
- Tak, jeszcze będą spotkania.
Wszyscy zaczęli wychodzić.
- No ładnie siostra.
- Nie najgorzej.
- Wątpiłaś ?
- No co ty ?
Podeszli do nas bliźniacy.
- Idziesz ?- zapytał George.
- Tak. Harry, chyba idzie z Cho.
- Tak. No wiesz...
- Jasne, nie tłumacz się.
- Dzięki.
- Tylko nie za długo. Dobranoc.
- Tak, tak. Dobranoc.
Wyszliśmy z Pokoju Życzeń i zorientowałam się, że Freda z nami nie ma.
- Gdzie Freddie ?
- Poszedł do dormitorium.
- Sam ?
- Nie, Lee z nim poszedł.
- To dobrze.- powiedziałam, a chłopak złapał mnie za rękę.
- Mam do ciebie pytanie.- powiedział.
- Jakie ?- zapytałam z uśmiechem.
- Pójdziesz ze mną na bal ?- powiedział jednym tchem.
- Hmmm. No nie wiem. A nie pomyślałeś,  że ktoś mnie już zaprosił ?- powiedziałam, a chłopak wytrzeszczył oczy.
- Kto ?
- Nikt, głuptasie. Oczywiście, że z tobą pójdę.- powiedziałam i pocałowałam go.- Kocham cię.
- Ja ciebie, bardziej.
- Chyba się nie da.
- A chcesz się przekonać ?
- Nie, trzymam cię za słowo.
- Teraz trzeba skombinować Freddiemu parę.
- Co ?
- No przecież nie pójdzie sam, a z nami raczej też nie.
- Trzeba mu znaleźć kogoś. Ale to jest niemożliwe, przecież on cały czas myśli o Hermionie.
- Musi być ładna. Muszą się dobrze znać, no i ona nie może mieć już pary.
- Chyba już znalazłam.- powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Kogo ?
- Jest nowa i nas poznała jako pierwszych, jest śliczną blondynką, przyjaźni się z nami i wiem, że jej nikt jeszcze nie zaprosił.
- Roks.
-Co o niej sądzisz ?
- Ideał, dla naszego Fredzia.
- No to teraz trzeba, go przekonać.
- Będzie ciężko, ale mamy jeszcze 3 tygodnie.
- Tak, faktycznie, to tak dużo czasu, przecież.
- Czyli nie ?
- Kończy się listopad, raptem zostały nam 4 dni. A jeszcze musimy kupić sukienki.
- Mamy 4 dni.
- Maksymalnie.
- Super.
- Mam nadzieję, że to się uda.
- Na pewno, się uda. A teraz, dobranoc kochanie.
- Dobranoc.
Powiedziałam i wbiegłam po schodach do swojego dormitorium.
- Gdzie ty byłaś ?- naskoczyła na mnie Ginny.
- Z Georgem ?
- Aha, ok.
- Idę do łazienki.- powiedziałam i chwyciłam swoją pidżamę.
Weszłam do zaparowanego pomieszczenia, wytarłam lustro. Zmyłam resztę makijażu z twarzy i wyszorowałam zęby. Wzięłam szybki prysznic, włosy wymyłam swoim ulubionym szamponem truskawkowym. Ubrałam się, rozczesałam włosy i poszłam spać.
***

Promienie słońca zaczęły bawić się na moim poliku, ale ja już nie spalam, myślami jestem gdzieś, gdzie nic mi się nie stanie, gdzie nikomu nic się nie stanie. Dobrze czasem pomarzyć. Wstałam, zabrałam szatę z kufra i poszłam do łazienki.
Weszłam pod prysznic, ubrałam się w czarne spodnie, białą koszulę, zawiązałam cieniutki krawat pod szyją i zarzuciłam na to czarny sweterek, na którym był przyczepiona odznaka prefekta, założyłam jeszcze czarne trampki no i gotowe. Wyszorowałam zęby, na twarz nałożyłam trochę pudru, a mundurek wypryskałam mgiełką.
Wyszłam z łazienki i spakowałam książki na dzisiejsze zajęcia. Spojrzałam na plan, pięknie czeka mnie dzisiaj 7 lekcji.
8.00 - 14.30 
1. Zielarstwo- Ślizgoni 5 rok.
2. Transmutacja - Krukoni i Ślizgoni 5 rok. 
3. Eliksiry - Gryfoni 7 rok i Puchoni 7 rok. 
4. Eliksiry - Gryfoni 7 rok i Puchoni 7 rok. 
5. Obrona Przed Czarną Magią - Gryfoni 4 rok i Ślizgoni 5 rok. 
6. Zaklęcia - Ślizgoni 5 i 6 rok. 
7. Historia magii - Gryfoni 7 rok i Ślizgoni 5 rok. 
No pięknie ! Jedna lekcja razem z Malfoyem i Fredem ! To będzie klęska !
- Maja ? Już wstałaś ?- usłyszałam głos Roks.
- Co ? Aaa, tak ja już wstałam.
- Przecież jest dopiero...
- 6.30 ? To chciałaś powiedzieć ?
- Co ?
- No tak. Idź się lepiej już ubrać.
- No idę, idę.
- Pamiętaj dzisiaj czekają nas ciężkie lekcje.
- Dzisiaj czwartek, jutro piątek, a w sobotę idziemy po sukienki.
- Ktoś cię już zaprosił ?
- Nie, ale pójdę z wami pomóc przy wyborze.
- Roks przestań na pewno ktoś cię zaprosi.
- Wierzysz w to ?
- Może warto ?
- No jak chcesz.
Roksana wyszła po 10 minutach z łazienki, spakowała się i usiadła na łóżku.
- O Boże ! Zaraz 7 ! Czemu mnie nie obudziłyście ?
- Dzisiaj zaczynamy o 8,  zresztą tak jak codziennie.- powiedziała blondynka.
- Ale umówiłam się z Cedriciem.
- To już nie nasza wina.
- Co to za wrzaski ?
- Marta, się obudziła.
- Mhm. Idę do łazienki.- powiedziała ruda i weszła do pomieszczenia.
- Trudno ja pójdę do wspólnej.- powiedziała Black i wybiegła z dormitorium.
- Marta zapomniałaś ubrań !- krzyknęła za nią Roksana i wybiegła.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam do salonu. Z dołu doszły mnie czyjeś śmiechy. Niech zgadnę bliźniacy zaczęli się już wygłupiać ? Dobrze przynajmniej, że Fredowi wraca humor. Na dole zauważyłam tłum ludzi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Usiadłam na fotelu i wpatrywałam się w okno, gdy nagle coś przeleciało mi koło oczu. Wstrzymałam oddech i zobaczyłam małą piłeczkę od Eksplodującego Durnia. No tak, bliźniacy.
Ktoś usiadł koło mnie. Spojrzałam na Roksanę, która z zafascynowaniem obserwowała bliźniaków, ja tylko wywróciłam oczami.
- Podoba ci się, prawda ?
- Co ? Kto ?- zapytała zdziwiona.
- No, Fred. Chyba, że George ?- powiedziałam coraz bardziej się do niej uśmiechając.
- No może odrobinkę.
- George ?
- Nie ! Fred.
- Wiedziałam.
- No hej, dziewczyny.- powiedział George i pocałował mnie w polik.
- Hej chłopaki.- powiedziałyśmy równo.
- A gdzie reszta ?
- No więc dziewczyny się szykują.
- Idziemy na śniadanie ?- zapytał Fred.
- Jasne. Chodźcie.
Wyszliśmy przez dziurę w portrecie i ruszyliśmy do Wielkiej Sali. George złapał mnie za rękę i pociągnął mnie do tyłu. Spojrzałam na niego ze zdziwienie, a on mnie pocałował.
- Hej, gołąbeczki, idziecie ?- usłyszałam głos Freda. George się ode mnie oderwał.
- Tak za chwilę, do was dojdziemy.- krzyknął.
- Tak, jasne za chwilę.
Uśmiechnęłam się, a chłopak wpił się wargami w moje. Nasze języki zaplątane w swoim tańcu. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on wplątał palce w moje włosy. Przyciągnął mnie do siebie.
- Potter !- usłyszałam chłodny głos, razem z Georgem odskoczyliśmy od siebie niczym poparzeni. – Co to ma znaczyć ? Tylko nie takie wybryki na korytarzach.
- Dobrze profesorze. – powiedziałam, a Snape odszedł.
Kiedy profesor był dość daleko, zaczęłam się śmiać, a George poszedł w moje ślady. Przestałam się śmiać kiedy coś sobie uświadomiłam.
- Mamy przerąbane.- powiedziałam.
- Czemu?
- Mamy dzisiaj z nim dwie godziny eliksirów.
- Razem ?
- Razem.
- Już jest po nas.
- Ale jego mina była bezcenna.
- Tak. Rozmawiałaś z Roks ?
- Tak i wiem, że podoba jej się Fred. A ty rozmawiałeś z rudzielcem ?
- Nie chciał o niczym słyszeć.
- Super.
- Wiem, że dzisiaj idzie do biblioteki.
- To my sobie, mu poprzeszkadzamy w nauce.- powiedziałam z uśmiechem.
- Oczywiście.
- Chodź już na śniadanie.
- Idę, idę.
***
Usłyszałam dzwonek, skończyła się transmutacja. No to po mnie, teraz dwie upojne godziny w lochach z Severusem Snape'm. Och co za koszmar. Wstałam z ławki i trzepnęłam drzemiącego Harrego w głowę.
- Harry, skończ leniuchować, zaraz eliksiry.
- Co ? No i właśnie dlatego chce podrzemać.
- Harry chodź, jest przerwa.
- O to już idę. Cho miała za mną czekać.
- No tak. Cho.
- Nie bądź niemiła.
- Ja jestem miła. Tylko proszę cię nie spóźnij się.
- No dobrze.- powiedział i poszedł w przeciwnym kierunku niż ja.
Ruszyłam w stronę lochów. Zaczęłam mijać kolejno pięć pięter. Przy sali do zaklęć, zauważyłam Lunę i Ginny rozmawiające. Rudowłosa do mnie podbiegła i dała buziaka w policzek.
- A to za co ?
- Na powitanie. Powiedz o czym rozmawiałaś z Roksaną ?
- Hmmm. Wiedziałam, że o coś musi chodzić. No więc, nie wiem czy mogę powiedzieć.
- Ej, też jestem jej przyjaciółką.
- No tak. Wiem, że Roksanie podoba się nasz Freddie.
- Żartujesz ?
- Nie.- powiedziałam, uśmiechając się do niej.
- No to może Roks, jednak pójdzie z nami na ten bal. A co na to Fred ?
- Jeszcze nic nie wie i pewnie w najbliższym czasie za dużo się nie dowie.
- No tak. On nadal do Hermiony.
- No tak. Ale mamy z Georgem plan.
- Jaki ?
- Idziemy dzisiaj do biblioteki, bo Fred ma się uczyć na zaliczenie transmutacji, kompletnie się ociąga w tym semestrze. Więc razem z Georgem pójdziemy i zaczniemy mu tam opowiadać o Roks.
- Hmmm. Dobry pomysł. Pójdę z wami ok ?
- Jasne.
- Do zobaczenia.
- Na obiedzie pamiętaj !
- Tak, tak.
Ruszyłam dalej, na drugim pietrze zobaczyłam klejącą się z Draconem, Hermionę, a Pansy ze łzami w oczach się temu wszystkiemu przyglądała. No pięknie. Niezauważona przez przyjaciółkę, poszłam dalej. Aż w końcu doszłam na dół.
- Tylko się nie spóźnij.- powiedział mój brat.
- Ginny mnie zatrzymała, co ci poradzę.
- Och, siostra, siostra.
- Potter.
- Dobra, dobra. Powiem ci, że naszą Martusię poniosło.- powiedział i poprowadził mnie przez tłum.
 Kiedy stanęłam obok Georga i Freda zobaczyłam jak Marta i Cedric się całują. No jak milo i to dlatego ludzie tutaj tak stoją ? Och no proszę was ! Dwa piętra wyżej widziałam tak Hermionę z Draconem. Ale nie za Gryfonką i Puchonem całowali się Angelina i Lee.
- Hej, Weasley ! Pochwal się i powiedz nam jak ta Jonhson całuje !- powiedział któryś z Puchonów, a Fred zrobił się cały czerwony.
- Fred, nie przejmuj się. To zwykły kretyn.- powiedziałam do niego.
- Tej Potter, a ty co z tym drugim Weasleyem ! Taka laska, a z takimi piegusami. Marnujesz się.- usłyszałam znowu Puchona.- I co nic nie odpowiesz? Chodź pokażę ci jak powinien się zachowywać porządny facet.
Wszyscy teraz mi się przyglądali. Odwróciłam się do niby "porządnego" faceta, na co on się uśmiechnął. Podeszłam bliżej niego i wyjęłam różdżkę. Jej czubek przyłożyłam mu do klatki piersiowej, a on podniósł ręce w geście obronnym.
- Hej, skarbie, to ja miałem ci pokazywać męstwo, a ty miałaś być cichutką i kruchą dziewczynką.- powiedział i przybliżył się do mnie.
Poczułam jak jego wargi muskają moje. Cóż poradzić ? Wściekłam się, a jak to nazwał Dumbledore, moja moc nie wytrzymała i powaliła Brandona na ziemię. Usłyszałam śmiechy i gwizdy, ale ja nie wytrzymałam i wybiegłam z lochów, a łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Wpadłam na Hermionę, która wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Maja, co się stało ?- zapytała, ale ja pobiegłam dalej.
Chce być jak najdalej. Co ja zrobiłam ? Po co się odwróciłam ? Ale ze mnie idiotka.
- Maja ! Zaczekaj !- usłyszałam dobrze znany sobie głos. Ale się nie zatrzymałam. To i tak nic nie da.- Czekaj !- po chwili i tak mnie dogonił.
Zatrzymał mnie, spojrzał w oczy i położył rękę na policzku. Do oczu napłynęło mi jeszcze więcej łez. Patrzyliśmy tak sobie w oczy przez długi czas. Nic wokoło mogłoby nie istnieć. Nie jest na mnie zły, nie chce na mnie nawrzeszczeć ? Dlaczego ?
- George...- wyszeptałam, ale on nie pozwolił mi dokończyć wpił swoje wargi w moje. Zdziwiłam się, ale zaczęłam oddawać pocałunki. Nasze języki wplątane w swój taniec. Uwiesiłam ręce na ego szyji, chłopak uniósł mnie do góry, a ja uczepiłam się nogami w jego pasie. Oderwaliśmy się od siebie.- Przepraszam.-  wyszeptałam mu do ucha. Zaczął powoli całować moją szyję. Nasze usta znowu się spotkały w namiętnym pocałunku.
- Co chciałaś mu zrobić ?- zapytał kiedy mnie odstawiał na ziemię.
- Zastraszyć.
- Tego się spodziewałem. Wiesz, że Snape to wszystko widział i wlepił mu dwutygodniowy szlaban, a mi kazał ciebie znaleźć.
- No i ci się udało.
- Wiem.- powiedział i pocałował mnie krótko.- Chodź juz na ta lekcję.
- Już.- powiedziałam i pocałowałam go.
[ Marta Black ]
Siedzę razem z Cedriciem i Harrym w ławce, mamy przyszykować eliksir euforii. Mięta, pancerzyki chitynowe, sok z cytryny, figi abisyńskie są już na ławce i czekają na porządne ułożenie w kociołku. Zdziwiłam się jak Snape kazał Georgowi znaleźć Maję, a Brandonowi dał szlaban. Cedric nam powiedział, że chłopak od zawsze miał brak tolerancji wśród innych.
Według mnie taki człowiek powinien wylądować w Slytherinie, a nie w Huffelpuffie. Tam są ludzie tylko uczciwi, sprawiedliwi, lojalni i wierni tacy jak Puchon obejmujący ręką mój pas. Spojrzałam mu w oczy, a on się do mnie uśmiechnął. Moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić. No i jak ja mam to nazwać ? No przecież, że miłość. Ale mój ojciec nie chciał w ogóle o tym słyszeć. Codziennie dostaje sowę, z jego uwagami co do Cedrica. Dlatego mam zamiar zaprosić mojego chłopaka na święta.
Wiem, że ojcu się to nie spodoba. Ale może jak się poznają to będzie im łatwiej. Maja mówi mi, że trudno będzie przekonać Syriusza. Ona ma racje, przecież zna go dłużej niż jego własna córka. Mówi też, że Łapa najpierw chciałby poznać mnie najlepiej jak się da. Ale co poradzić, jestem w takim wieku, kiedy się ludzie zakochują i popełniają błędy. Ale ja wiem, że on nigdy nie będzie moim błędem.
Snape właśnie wyszedł na zaplecze po dodatkowe składniki, do eliksiru, a ja poczułam czyjeś wargi na swoim policzku. Przeszły mnie miłe iskierki, takie jak zawsze kiedy Cedric mnie całował. Minęły dwa miesiące, od kiedy jestem z nieziemskim chłopakiem. Odkąd pamiętam zawsze mi się podobał. Potem był z Cho. A ja nie mogłam znieść, kiedy widziałam go walczącego o życie w Turnieju Trójmagicznym. Cieszyłam się razem z jego zwycięstwem, płakałam z każdą jego raną. Dziewczyny nie wiedziały co ze mną zrobić. Ale po roku wreszcie moje łzy przeszły w promienny uśmiech, na każde wspomnienie o wspólnych chwilach, uśmiech wkrada mi się na buzię, ot tak po prostu.
Do sali weszła Maja i George. Wszyscy się na nich spojrzeli. Przechodzili właśnie obok Brandona kiedy ten mrugnął do Gryfonki. Nikt by się nawet nie spodziewał, że jest aż tak wyćwiczona bo już po sekundzie w jej ręce znalazła się różdżka. Przyłożyła jej czubek do jego szyi.
- Aquamenti !- usłyszałam chłodny głos i woda ochlapała Brandona. Spojrzeliśmy na źródło wody i jak się okazało Smarkerus celował na Puchona.- Nie w mojej klasie Brandon, rozumiesz ?! Chcesz żebym ci przedłużył szlaban z Filchem ?
- Nie profesorze.
- Potter, cieszę się, że wróciłaś na lekcję, a teraz stwórz eliksir euforii.
- Dobrze, profesorze.- powiedziała i razem z Georgem usiadła obok Freda.
[ Maja Potter ]
Po tym jak Snape zachował się wobec Brandona, zaczynałam stopniowo zmieniać o nim zdanie, może to i głupie, ale zdaje mi się że Severus starał się mnie obronić?
Tak, to jednak głupie. Ale i tak udało mi się zrobić najlepszy eliksir w całej klasie.
- Jak ci się to udaje ?- zapytał Fred, wychodząc z klasy po drugiej lekcji eliksirów.
- Co ?
- No ta nauka ?
- Uczę się. A ty mój drogi idziesz dzisiaj do biblioteki uczyć się transmutacji.- powiedziałam mu, uśmiechając się do niego.
- O jery. Zapomniałem. Mam teraz dwie godziny wolne, masz może podręcznik od transmutacji ?
- Mam, ale po co ci ?
- McGonagall, chce mnie przepytać od piątej klasy.
- No to już po tobie.
- Dzięki za pocieszenie.
- Na mnie zawsze możesz liczyć.- powiedziałam i ruszyłam w stronę sali od OPCM.
________________________________
Szczerze mówiąc nie podoba mi się ten rozdział -.-
A wy co o nim sądzicie ? 
Lubię czytać wasze komentarze, więc zostawiajcie je po sobie gdy przeczytacie rozdział ;d

środa, 6 marca 2013

Rozdział 28."Harry, hipogryfie ty jeden oddawaj moje karty!"


Rozdział 28.
Wygramoliłam się z łóżka. Za oknem panowała ponura atmosfera. Niebo jest całe zachmurzone, wieje niesamowity wiatr.
Chwyciłam z szafy czerwono-czarną koszulę w kratę, dżinsowe rurki i zielone wysokie trampki. Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic, włosy wymyłam swoim ulubionym szamponem truskawkowym. Owinęłam się w ręcznik i przyjrzałam swojemu odbiciu w lustrze. Oczy podkrążone, blade policzki, opuszczone powieki i malutkie źrenice. Ubrałam się, a włosy owinęłam w ręcznik. Przemyłam sobie twarz, wyszorowałam zęby, nałożyłam lekką warstwę pudru, aby nie było widać mojego codziennego stanu od wypadku Toma. Włosy ułożyłam w lśniące, lekko opadające loki.
Wróciłam do swojej sypialni. Dziewczyny jeszcze spały, no tak dzisiaj sobota. Tom od pięciu dni, leży już w szpitalu i dopiero wczoraj odzyskał przytomność. Spojrzałam na zegarek, wskazywał godzinę ósmą. O nie moje panie, nie ma
Podeszłam do łóżka Ginny i wyjęłam jej poduszkę spod głowy i mocno odwinęłam kołdrę, przez co spadła. Ruda z oczami, które mogłyby zabijać, zaczęła wrzeszczeć, dzięki czemu pozostałe lokatorki się obudziły. Uśmiechnęłam się promiennie do nich i wyszłam z dormitorium.
Zaczęłam zbiegać po schodach, kiedy byłam już przy ostatnim zobaczyłam ganiającego Rona, za Harrym. Można się przynajmniej pośmiać.
- Harry, hipogryfie ty jeden oddawaj moje karty !- wrzeszczał rudy.
- Rudzielcu jeden, co spadł z choinki, o jakie ci do cholery karty chodzi ?!
- Bliznowaty, kurde o te z czarodziejskich żab.- powiedział, a ja zaczęłam się cofać.
Jak na złość w tej samej chwili musieli mnie zobaczyć ! Kurde tyle ludzi tutaj i akurat mnie !
- Maja !- warknął rudy, a ja z niesmakiem się odwróciłam.
- Słucham ?
-  Co z nimi zrobiłaś ?
- Z ... z hipogryfami ? No według ciebie tam jeden stoi.- powiedziałam i wskazałam na swojego brata. Usłyszałam śmiechy, a Ron robił się coraz bardziej czerwony.
- Nie, gdzie moje karty ?
- No więc, na pewno chcesz mi powiedzieć coś w stylu, ależ skądże Maju, nic się nie stało, przecież dałaś je chłopczykowi niechcący poturbowanemu przez moich braci, prawda ?
- Maja, no !
- No przecież ci mówię co z nimi zrobiłam ! Oddałam je Tomowi !
- Wszystkie ?!
- A ja niby skąd mam wiedzieć ile ty ich tam miałeś ?!
Podeszła do nas Alicja, położyła dłoń na ramieniu Rona i delikatnie pocałowała Weasleya w policzek.  Chłopak się uśmiechnął i oddał pocałunek. Skrzywiłam się i podeszłam do swojego brata.
- Chodź ty hipogryfie jeden.- uśmiechnęłam się do niego i poszliśmy na śniadanie.
Przy stole Gryfonów, standardowo siedział Cedric i Luna, a obok nich Neville, Dean, Seamus, Lee i Angelina.
- Hej wam.- przywitał się mój brat.
- Hej.- odpowiedzieli.
Nasypałam sobie płatków i zalałam je mlekiem.  Do stołu dosiadła się nachmurzona Ginny, a obok niej usiadł Michael.
- A gdzie wywiało bliźniaków ?- zapytał Ron idący za rękę z Alicją.
- Są już w Skrzydle Szpitalnym.- powiedział Ced.
- No, ale za chwilę mamy trening.- wysapał Harry.
- No wiemy, Harry dlatego jesteśmy.- usłyszałam głos bliźniaków.
Stali za moim bratem i czochrali mu włosy. Zaśmiałam się, wstałam i ruszyłam do wyjścia. Minęłam Georga, tak jakby go tam nie było i udałam się do szpitala. Zaczęłam się wspinać po marmurowych schodach, aby dojść na pierwsze piętro.
Otworzyłam drzwi, a brązowooki, od razu się do mnie uśmiechnął. Pomachałam do niego ręką i przysiadłam na jego łóżku.
- I jak Tom ? Jak się czujesz ?
- Dobrze, a pani Pomfrey mówi, że w poniedziałek będę już na zajęciach.
- No widzisz, czyli nie byłeś tutaj wcale tak długo.- uśmiechnęłam się do niego.
Chłopiec wzruszył ramionami i chwycił coś ze stolika. Uśmiechnął się promiennie. Ujął moje dłonie i wcisnął coś pomiędzy nie. Pod wpływem ciepła jego rąk, poczułam jak coś zaczyna mnie łaskotać po wierzchu dłoni. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
Puścił moje ręce, a po chwili sama otworzyłam zaciśnięte pięści. Na mojej skórze było pełno brokatu a na dłoniach wymalowane czarne kwiaty wiśni. Niczym tatuaż przedstawiający jeden z obrazów w podręczniku od historii magii, na rozdziale poświęconym buntom goblinów w dynastii Young.
- Skąd to masz ?
- Fred i George mi to dali i powiedzieli, że nie schodzi przez trzy dni.- uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- No pięknie, czyli będę z tym teraz tak łazić ?
- No tak, na tym polega ten dowcip.
- Zrozumiałam, Tom. A mam dla ciebie jeszcze czekoladowe żaby.- powiedziałam i wyciągnęłam z torby trzy opakowania żab i jedną paczkę fasolek wszystkich smaków.
- Dziękuje.
- Nie ma za co. Trzymaj się, jeszcze dzisiaj do ciebie wpadnę.- powiedziałam i zniknęłam za drzwiami.
Byłam umówiona z Hermioną, na przygotowania do Sumów, w sumie to właściwie zawsze jest wymówka, że po to, ale zawsze zamiast temat transmutacji czy eliksirów, zajmowali chłopcy. Pewnie dzisiaj też tak będzie.
Zapukałam do drzwi od dormitorium przyjaciółki, a kiedy usłyszałam zaproszenie do środka, lekko uchyliłam drzwi i rozejrzałam się. Przy kominku, na fotelu wylegiwał się Krzywołap. Hermiona, krążyła po całym pokoju, prawie zjadając przy tym całe swoje paznokcie. Uśmiechnęłam się do niej i zabrałam jej rękę z przed ust.
- Co jest ?
- A nic, ważnego.- wyjąkała, a ja zauważyłam, że jest cała w piachu i lekko mokra.
- Na pewno ? To czemu jesteś brudna ?
- Potarzałam się w błocie.- powiedziała sarkastycznie, zaczęłam się śmiać.
- No dobra, już idź się umyć, a potem wszystko mi powiesz.
Dziewczyna zniknęła za drzwiami do łazienki. Usiadłam na fotelu obok Krzywołapka, a ten od razu wskoczył mi na kolana. Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. Odwróciłam się, Miona przecież tak szybko by się nie umyła. Tak myślałam, przy drzwiach stał Draco.
- Co chcesz ? I nie, nie idę na jakieś chore zmowy ze Snape'm.
- Nie o to mi chodzi...
- A o co ?- zapytałam, a on wymownie spojrzał na drzwi od łazienki.- Rozumiem, pokłóciliście się.
- No tak tylko, że nie mam zielonego pojęcia jak ją przeprosić.
- A o co poszło ?
- No, o to że mało spędzamy razem czasu i, że często kłócimy się o błahostki.
- No to jesteś idiotą Malfoy.
- Dzięki, Potter.
- Chcesz ją przeprosić ?
- Nie tej, chce, kurde czekoladki... Pewnie, że chcę ją przeprosić.
- To ubierz się w garniak, kup bukiet kwiatów i przeproś ją na holu prosząc od uwagę, albo wejdź do Wielkiej Sali podczas obiadu i dziewczyna jest twoja, kochaneczku.- uśmiechnęłam się.
- A skąd kwiaty ?
- Czekaj moment.- powiedziałam i udałam, że się zastanawiam.- Kurde nie wiem, ale my chyba mamy w szkole szklarnie.
Chłopak wyleciał jak poparzony z dormitorium. Zaśmiałam się i zaczęłam głaskać Krzywołapa po grzbiecie.
Panna Granger wyszła z łazienki i ciężko opadła na fotel obok mnie.
- No więc słucham ?
- No potknęłam się.- wyjąkała.
- A czemu ?
- Bo pokłóciłam się z Draco.- łza popłynęła jej po policzku.
- Dobra, nie będę cię już męczyć.- przytuliłam przyjaciółkę.
***
Wyszłyśmy z dormitorium, a Hermionie humor się poprawił gdy jej powiedziałam co chłopaki robili dzisiaj rano w Pokoju Wspólnym.
Szłyśmy przez korytarze do Wielkiej Sali. Zaczęłam się martwić, czy aby na pewno dobrze poradziłam Draconowi. Może powinnam mu powiedzieć, że powinien zaskoczyć ją jakąś kolacją na Wieży Astronomicznej. Albo spacer po błoniach, lub potajemne wyjście do Hogsmeade.
Usiadłam pomiędzy Ronem, a Harrym, który teraz obejmował Cho. Zresztą rudzielec nie lepszy bo wygłupia się z Alicją. Westchnęłam i wstałam powodując, że Ron położył się na ławce.
Wepchnęłam się pomiędzy Roks, a Hermione. Mam dość gapienia się na nich. Do jadalni weszli bliźniacy, mieli czerwone poliki, opadające powieki i wilgotne włosy.
- Rozumiem, że braciszku dałeś im wycisk na treningu.
- Oczywiście.
Do stołu nauczycielskiego zasiadł Snape z profesor McGonagall i Sprout. Zastępca dyrektora klasnął w dłonie, a na stołach pojawiło się pełno jedzenia. Cała sala była pełna. Wszyscy uczniowie się dzisiaj zjawili na obiedzie. Jeszcze bardziej się zdenerwowałam i poczułam się jak brzuch zaczyna mi się kurczyć, a jakaś wielka gula w gardle nie chce przejść.
Szybko popiłam sokiem dyniowym i myślałam, że wylecę z jadalni do łazienki.
- Co ci jest ?- zapytał Ron. Przełknęłam ślinę i złapałam oddech.
- Nic, takiego.- wydusiłam, czując, że robię się białą jak ściana.
- Jesteś pewna ? Nie chcesz iść do pielęgniarki ?
- Nie. Naprawdę wszystko dobrze.
Głowa zaczęła mi pulsować. Wzięłam kilka razy głęboki wdech i znowu napiłam się soku. Drzwi się otworzyły z impetem, a przez nie wszedł tleniony. Teraz to już wszystko było rozmazane. Widziałam jak chłopak siada przy Grangerównie i ją przeprasza, a ja położyłam głowę na ramieniu Roksany i znowu wzięłam kilka głębokich wdechów.
- Wyglądasz okropnie.- powiedział Fred, a ja uniosłam kciuk do góry.
- On nie żartuje, wyglądasz jakbyś miała zaraz kipnąć.- odezwał się Harry.
- Nie wywołuj wilka z lasu.- wyszeptałam, a moje przedramię zaczęło mnie parzyć.
Spojrzałam na nie. Było całe czerwone i niemiłosiernie bolało. Teraz popatrzyłam na Malfoya. Cholera co za idiota. Harry zaczął drapać się po ramieniu tak samo jak Roks, a Miona była pokryta małymi krostami.
- Dałeś jej kwiaty nocnego drzewa ?- zapytałam, a on wytrzeszczył oczy.- Skąd to masz ?
- Ze szklarni...
- Malfoy, dałeś kwiaty nocnego drzewa, co ci strzeliło ?!
- A co to ma za znaczenie ?- spytał Ron.
- To drzewo chroniące wszelkie dobro w nocy, nie można zrywać ich kwiatów, bo inaczej ich moc przenosi się na ludzi... A, że to właściwości magiczne Salazara Slytherina, to na czarodziejów czystej krwi ono nie reaguje, ich pył jest dla nich osłoną, a dla mieszanych, tych co mieli mugola podczas jakiś czterech pokoleń, to tak się własnie to kończy.- powiedziałam i pokazałam ramię.
- A Hermiona ?
- Hermiona, będzie to znosić gorzej, jeżeli nie zabierzemy się do szpita...- nie skończyłam, bo zobaczyłam ciemność. Tylko i wyłącznie ciemność.
[ George Weasley ]
- Cholera.- wydusiłem i złapałem dziewczynę w locie.- Na co czekacie do Skrzydła.
Wspiąłem się na schody, a Gryfonka, zaczęła kręcić głową. Po chwili otworzyła oczy.
- Puść mnie.- wyjąkała.
- Chcesz spaść ze schodów ?- zapytałem rozbawiony.
- Puść mnie.- powiedziała, a w jej oczach zaczęły pojawiać się łzy.
- Nie.
- Czemu to robisz ?- spytała, a ja jej już nie odpowiedziałem. Doszliśmy do drzwi, a ona skierowała na mnie swoje oczy.- Teraz możesz mnie już puścić.- powiedziała.
- Teraz tak.
Postawiłem ją delikatnie na ziemi, a ona pchnęła mocno drzwi i weszła do środka.
Wszyscy pokazali Poppy swoje ramiona, a ona posmarowała je jakąś maścią. Na Hermionie obiło się gorzej. Musiała wrócić do swojego dormitorium z jakąś mazią i płynem, który ma wlać sobie do wody i siedzieć w niej przez godzinę. Oczywiście pan Malfoy oberwał szlabanem, za co chciało mi się śmiać. Przepraszać dziewczynę i jeszcze na dodatek wpakować ja do szpitala.
Wyszliśmy z pomieszczenia, razem z Fredem jeszcze pomachaliśmy Tomowi i udaliśmy się za przyjaciółmi. Maja, nadal szła niczym zdjęta z krzyża. Harry poszedł na randkę z Cho, Marta i Cedric tak samo. Roksana, Ginny i Maja szły do przodu, kiedy blondynka uśmiechnęła się do mojego bliźniaka.
Byliśmy już na czwartym pietrze, kiedy przy jakiejś z klas Gin zaczęła coś wsłuchiwać.
- Ktoś tutaj chyba jest.- odezwała się patrząc na Roks.
Weszliśmy do środka, Maja poszła do przodu, aby się rozejrzeć. Po chwili usłyszeliśmy zamknięte drzwi. Odwróciłem się, a Gryfonów już nigdzie nie było.
Dziewczyna zaczęła w nie walić, a ja po chwili poszedłem w jej ślady.
- Roksana, to nie jest śmieszne !- krzyknęła.
- Fred, ty trollu otwieraj te drzwi !- wrzasnąłem.
- Nie !- usłyszałem głos zza drzwi.
- Trzeba być głupim, żeby dać zamknąć się w pustej sali.- wydusiłem.
- Pan mądrala, zamiast mówienia, jaki jest głupi to może by coś wymyślił.- warknęła.
- Znowu zaczynasz ?
- Przecież my nawet nie skończyliśmy !- krzyknęła. Zacząłem znowu walić w drzwi.
- Fred otwieraj, chce wyjść !
- Gdzie ? Do jakiejś idiotki co daje się tak samo nabierać jak ja ?
- Przestań ! Myślisz, że nie wiem co o mnie sądzisz !- burknąłem, a ona wytrzeszczyła na mnie oczy.
- O czym ty gadasz ?!
- Co myślisz, że nie wiem ?! Nie wiem, że jestem najgorszy z całego mojego rodzeństwa ? Ginny, to jedyna córeczka, Ronuś nasz prefekcik i najlepszy przyjaciel Potterów, Percy pracuje w ministerstwie, to nie ważne, że zostawił rodzinę, Charlie okrzesa smoki ! A Bill to ten pierwszy synek ! Ja dorastałem w cieniu, zabawniejszego bliźniaka. Jeszcze dwa lata temu jak natrafiła się okazja lądowałem z każdą dziewczyną w łóżku ! A potem ty...
- Wiesz co ? Jak możesz myśleć, że jesteś najgorszy, wasza matka kocha was tak samo mocno. Wiesz ile ja bym dała, aby się chociaż raz przytulić do swojego ojca ? Pieprzony raz, oddałabym wszystko. Wszystko oprócz ciebie...
 Spojrzałem na nią zdziwiony, a po jej policzkach spływały łzy. Delikatnie starłem je z jej policzka. Przygarnąłem ją do siebie i przytuliłem.
- Jesteś kretynem.- usłyszałem i się zaśmiałem.
- Ty nie jesteś lepsza.
- Dzięki. A o tych każdych dziewczynach, to jeszcze kiedyś porozmawiamy...
_________________________________
Szczerze mówiąc nie jestem zadowolona z tego rozdziału -.-
Trochę za szybko się pogodzili, ale wolę taką większą kłótnię zostawić dla was na koniec ;d
Mam nadzieję, że wam się spodoba i zostawicie komentarz z opinią *.*

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 27.2."Jesteś nam potrzebna. Ty i twój brat."

Rozdział 27.2
 George razem z Fredem szperali w górze gruzów, które możliwe, że i tu pospadały. Nie rozumiem dlaczego? Sami są pokryci białym prochem i z każdym ruchem krzywili się. 
Uniosłam pytająco brwi, a Fred wskazał na walący się sufit. 
- O co chodzi ?- zapytałam. 
- Ten, mały... Tom. Szedł za nami... kiedy sufit się zawalił.- wysapał George. 
- My już się wydostaliśmy, ale jego nie możemy nigdzie znaleźć.- dokończył drugi. 
- To co tak stoicie ? Tom ! Tom, jesteś tam ? Słyszysz mnie ?
- Taaak...- usłyszałam ciche jęknięcie.- Ale... powieki, robią się takie, ciężki...- urwał. 
- Tom ! Tom nie zasypiaj ! Nie wolno ci.  Mów coś, powiedz coś. Coś o szkole, albo o rodzinie. - próbowałam, żeby tylko nie zasnął, żeby nic mu nie było, a bliźniacy, zaczynali przekopywać. 
- Nie lubię... profesor Umbridge.- wyjąkał, a ja parsknęłam śmiechem.
- Uwierz, nie tylko ty.- powiedział rozbawiony Fred. 
- A czego w niej nie lubisz ? 
- Tego sweterka.- zaczęłam się śmiać, a spod gruzów, można było już dojrzeć jego zakrwawioną twarzyczkę. 
- Nie lubisz różowego ?
- Nienawidzę, od kiedy moja siostra wylała na moją... koszulkę... sok malinowy... 
- Musiałeś, bardzo lubić tą koszulkę, co ? 
- Bardzo...- mówił coraz bardziej sennie. 
- Tom, musisz wytrzymać jeszcze chwilę, za chwilę cię wyciągniemy, dobrze ? Powiedz mi jaką lubisz najbardziej grę ? 
- Eksplodującego Du...durnia...
- A masz jakieś zwierzątko ?
- Jaszczurkę, w swoim dormitorium...- wyszeptał, a chłopaki odepchnęli ostatni kawałek marmuru. 
Zobaczyliśmy Toma, całego we krwi, jedną nogę miał całą powykrzywianą, wargę przeciętą, ręce sine, a z brzucha lała się cienka strużka krwi. 
George zabrał chłopca na ręce i zaprowadzili go do Skrzydła Szpitalnego. Machnęłam różdżkę, aby po zawalonych kawałkach granitu i marmuru nie zostało śladu i pobiegłam za nimi. 
- Dlaczego za wami szedł ?- warknęłam. 
-Bo lubi nasze dowcipy.- jęknął Fred. 
- To nie powód, żeby się z wami pałętał. 
- Mówiliśmy mu to. A kiedy się już odwracał, żeby pójść do Wielkiej Sali sufit się zawalił prosto na niego. 
- Czyli tak jak zwykle, nasza wina.- powiedział Fred. 
- Daj spokój... To niczyja wina... 
- Jak nie ? Jakbyśmy mu nie zrobili tutaj tych wyrzutów nie byłby w takim stanie. Śmiałby się i grał w durnia, a teraz...- zaprotestował George. 
- Skoro chcesz się obwiniać, to już nie moja sprawa, ale masz inne rzeczy na głowie.- mruknęłam. 
Doszliśmy do szpitala, a pielęgniarka, od razu zabrała się badanie młodego Gryfona. Szturchnęłam Freda i wyszliśmy na korytarz. 
- No słucham ?
- No więc, Tom lubi nasze żarty. I... I chciał, abyśmy go nauczyli. Powiedzieliśmy mu, że niedługo, zajmiemy się tym, ale nie chciał nas zostawić, więc George na niego warknął, a ten z łzami w oczach zaczął odchodzić, gdy...- urwał gdy zobaczył, że wracam do Skrzydła.- Gdzie ty idziesz ?
- Nawrzeszczeć.- burknęłam i z łoskotem otworzyłam drzwi.- Dobra, ja wszystko rozumiem, że jesteś na mnie zły, ja na ciebie też jestem cholernie wkurzona, ale to nie znaczy, że masz prawo tak traktować dziecko!- wrzasnęłam na rudego.
- A co mam robić, nie chciał się odczepić ! 
- A jak się odczepił to, o mało co nie stracił życia ! Po co na niego wrzasnąłeś ?! Słychać było w całym zamku, że uczniowie mają być w swoich dormitoriach, nie mogliście go zaprowadzić ?! To już tak wiele ?
- Po co jej mówiłeś, co ?- warknął na Freda. 
- Bardzo dobrze, że mi powiedział ! Gdyby nie to, że Gryffindor, by ucierpiał od razu odebrałabym ci z jakieś pięćdziesiąt punktów... 
- Nie masz prawa !
- A właśnie, że mam ! Widzisz ? To jest moje prawo, a ty nie możesz nic na to poradzić.- powiedziałam wskazując na odznakę prefekta. 
- Znowu zaczynasz z tym prefektem ?! To tylko odznaka !- wrzasnął zdenerwowany. 
- A więc o to ci cały czas chodzi ? Chodzi ci o to, że jestem prefektem ?! To ci przeszkadza ?! 
- Może...- mruknął. 
- Jesteś beznadziejny !- wrzasnęłam i wybiegłam ze szpitala. 
Dobiegłam do wieży Gryffindoru, kiedy zderzyłam się z kimś. Upadłam na ziemię, a sprawcy nigdzie nie widziałam. Zaczęłam błądzić ręką w powietrzu, kiedy natrafiłam na jedwabisty materiał. Mocno szarpnęłam go na dół, a u góry pokazały się dwie czupryny. Kruczoczarna i płomiennoruda. Wywróciłam oczami i wstałam z ziemi. Chłopaki o nic się nie pytali. Zupełnie jak nie oni. 
Opadłam na sofę przed kominkiem w którym, wesoło trzaskały płomienie ognia. Harry przysiadł się obok mnie, a Ron na fotelu bliżej źródła ciepła. Położyła głowę na ramieniu Harrego i cicho westchnęłam. 
- A nie zapomniałaś czasem, że miałaś pójść po moich braci i Toma ?- zapytał Ron. 
- Twoi bracia, znając życie zaraz tu będą, a Tom, przez jakiś czas poleży sobie w szpitalu.- powiedziałam smutno. 
- Nie masz ochoty o tym gadać ? 
- Chwilowo ? Nie. Ani trochę. 
Wstałam i zaczęłam się wspinać schodami do swojej sypialni. Gdy tylko otworzyłam drzwi musiałam się szybko uchylić, aby nie oberwać jakimś czerwonym materiałem. Jak się okazało, Ginny rzucała wszystko i wszędzie. Marta i Roksana można powiedzieć, że już od dawna siedzą w kącie pokoju i patrzą z promiennymi uśmiechami na rudowłosą. 
- Randka z Michaelem ?- zapytałam, a Weasleyówna odwróciła się w mgnieniu oka. 
- Tak. 
Podeszłam do szafy i szybko wyjęłam z niej jakąś kremową spódniczkę, czarną koszulę i balerinki. Dziewczyna uśmiechnęła się i pobiegła do łazienki. Chwyciłam swoją pidżamę i pomachałam dziewczynom na pożegnanie. 
Zbiegłam wesoło po schodach i udałam się do łazienki prefektów na piątym piętrze. Przecież mimo pilnowania tych bandy rozwścieczonych dzikusów, należy nam się też jakiś przywilej. Doszłam do pomnika Borysa Szalonego, a niedaleko niego, była ów łazienka. 
Uśmiechnęłam się do starszego mężczyzny na portrecie. 
- Podaj hasło.- rzekł chłodnym głosem. 
- Irys.- powiedziałam, a po chwili usłyszałam szczęk zamka i powolne osuwanie się zawiasów. 
Całe pomieszczenie wykonane jest z marmuru, a na środku znajduję się okrągły basen wklepany w ziemię, a na ścianie wiszą złote krany z różnorodnymi kolorami, zapachami, olejkami, szamponami i płynami. Napełniłam zbiornik wodą i wlałam do niego trochę aromatu z róży, fiołkowego olejku, truskawkowego szamponu, wiśniowego płynu i jabłkowego zapachu. Nie wiem po co tyle tego, ale jak już korzystam z tej łazienki, to można przynajmniej mieć jakąś korzyść. 
Zrzuciłam z siebie ubrania i zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Wzięłam głęboki wdech i zanurkowałam. Podpłynęłam bliżej środka, basenu i wynurzyłam się. Odgarnęłam mokre włosy z oczu i popatrzyłam na wielki obraz ze złotą syreną. 
Owinęłam się ręcznikiem i zaczęłam przechadzać się po marmurowej posadce. Po komnacie, nadal można było czuć zapach jabłek i róży. Szybko się przebrałam wyszorowałam zęby i rozczesałam włosy, kiedy usłyszałam, że ktoś tu wchodzi. 
Dziwne, zwykle drzwi są zablokowane. Po kilku sekundach moim oczom ukazał się wysoki Puchon. No normalnie ręce mi opadły. 
- A ty co tutaj ?- zapytałam. 
- No wiesz...
- Jak wszedłeś ?
- Hasło dominujące. 
- Że jakie ?- zapytałam wytrzeszczając oczy.
- Odblokuje hasło, które jest podstawowe. 
- Dobra rozumiem, a teraz Diggory wyjazd stąd. 
- Jak ? 
- Jeszcze nie skończyłam- dodałam, a na jego twarzy mogłam dojrzeć zirytowanie. 
Uśmiechnęłam się i zarzuciłam na siebie szatę, a na nogi wsunęłam krótkie czarne trampki. Zgarnęłam swoje ciuchy i wyszłam na korytarz, gdzie przechadzał się wkurzony Cedric. 
- Proszę.- powiedziałam, a on burknął coś pod nosem i wszedł do łazienki. 
Zaczęłam się śmiać i biegiem pognałam do portretu Grubej Damy. 
~*~
Zielone oczy wpatrujące się we mnie. Po chwili moim oczom ukazała się cała sylwetka kobiety, która nawiedza mnie coraz częściej w swoich snach. Znowu słyszę tą melodię. Nuci ją sobie pod nosem i podchodzi do mnie. Łapie za rękę i prowadzi wśród mrocznego lasu. Zawsze zatrzymujemy się przy tym samym drzewie. Zawsze rozlewa się zielony płyn i zawsze słyszę przerażony kobiecy krzyk. 
- Mama was kocha, tatuś was kocha, wszyscy was kochamy. Musicie być dzielni, musicie dać sobie radę. 
Znowu tylko spojrzenie zielonych tęczówek, tym razem należących do mojego brata. Chwyciliśmy się za ręce i poszliśmy ku stołkowi z Tiarą Przydziału. 
- No, chodź ! Skacz !- słyszę męski głos.
Odwracam się, a w jeziorze stoi wysoki postawny mężczyzna, a obok niego jego miniaturowa kopia. Uśmiechają się znacząco do dziewczynki stojącej na pomoście i z lekkim wahaniem na twarzy skacze do wody. 
- Och,  córeczko, musisz być silna.- dobiegł mnie głos zza pleców. Natychmiast zwracam się ku niemu.- Oboje musicie być dzielni, to już niedługo się skończy.- mówiła rudowłosa.
Poczułam jak po policzkach zaczynają spływać mi łzy. Ktoś do nas podbiega. Chwycili kobietę za rękę i pobiegli przez las. Odwróciłam się ku źródłu ich strachu i ujrzałam kilka zakapturzonych postaci, mknących prosto na mnie. 
~*~
Obudziłam się zlana potem. Każda komórka mojego ciała chciała odreagować ten koszmar, chciała o nim zapomnieć. Za oknem rozlała się okropna burza. Spojrzałam w tamtą stronę. Przy oknie stał jakiś mężczyzna. Nigdy go jeszcze nie widziałam. Zwrócił swoje oczy ku mnie, były puste, białe, nic w nich nie było, nic nie wyrażały. 
- To nie jest walka w pojedynkę, sami nie dacie rady. Bo to wy tworzycie jedność.- powiedział okropnie stalowym głosem. 
Trzasnął piorun, a w tym samym momencie co pokój rozświetlił biały promień, mężczyzna zniknął.  Przełknęłam głośno ślinę i ponownie spojrzałam w okno. 
- Maja ? Mówiłaś coś ?- zagrzmiał senny głos rudej. 
- Nie. Śpij dalej.- wyszeptałam. 
Bo to wy tworzycie jedność...
__________________________________
Taaaa daaaam *.* I o to ostatnia część rozdziału 27 ;D 
Mam nadzieję, że się wam spodoba ;3 
Dziękuję wam za wszystkie komentarze, no po prostu dzięki nim wiem, że jednak mam dla kogo pisać i że ktoś jednak czyta te moje wymysły bujnej wyobraźni ;> 
Jesteś ? Zostaw po sobie ślad.<3

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 27.1."Jesteś nam potrzebna. Ty i twój brat."

Dobra, to takie krótkie wyjaśnienie ;3 Rozdział 27 jest podzielony na trzy części. Pierwszą dodałam w piątek dzisiaj druga, a może jutro już trzecia ;d
Normalnie czytając niektóre wasze komentarze już, po prostu szczerzę się do monitora ;>
Dziękuję wam, że jesteście i czytacie te moje wypociny *.*




Rozdział 27.1
Spojrzał mi w oczy, miałam ochotę strzelić mu w twarz. Po chwili coś sobie uświadomiłam.
- Zadowolony ?- warknęłam.- Eliksir się udał ?
Popatrzyłam na "Georga". Siedział ze spuszczoną głową i gapił się w miskę płatków. Drugi patrzył na mnie ze smutnymi oczami.
- Brawo, czyli jednak dodaliście jad z pijawek.- prychnęłam.
Wstałam i ruszyłam pod klasę od zaklęć. No co za idiota !
- Zaczekaj ! Proszę cię !- usłyszałam.
- Po co ? Po co to wszystko ?! Nie masz do mnie zaufania ?- wrzasnęłam.
- A ty ?! Ty do mnie masz ?
- Jasne, że mam ! Szkoda tylko, że tego nie widzisz...
Pobiegłam na piąte piętro, gdzie profesor Flitwick miał zajęcia.
Nie mogę uwierzyć, że zrobił coś takiego, jak on mógł ?! Aż tak, czy to ma jeszcze w ogóle sens ? Wszystko w co wierzę ma sens. Przynajmniej tak mi się zdawało do czasu, kiedy się tak nie zachował.
Usiadłam pod ścianą i schowałam głowę pomiędzy nogi. Nie wiem czy jeszcze będę mogła mu zaufać... nie wiem czy znowu będzie tak jak było... nie wiem... nie wiem nic. Taka jest prawda, zwykle przez moją głowę roznosiło się pełno pytań i od razu na nie odpowiedzi, sugestii, a teraz czuję zupełną pustkę. Taką jak po Imperiusie, tyle że to niemożliwe, umiem opanować tą władzę, razem z Harrym, tylko my to potrafimy, a zresztą moja moc nie pozwoli  rzucić na mnie takie zaklęcie.
A może to jednak wszystko przeze mnie ? Może powinnam mu pozwolić wtedy to wypić ? To chyba by mnie popieprzyło ! Nie pozwoliłabym, żeby stało mu się coś złego.
Ktoś objął mnie ramieniem. Spojrzałam w błękitne oczy przyjaciela i uśmiechnęłam się do niego. Cicho westchnął, a ja położyłam mu głowę na ramieniu.
- Nie masz się co przejmować.- wyszeptał.- Przecież to George. Zrobi wszystko, żeby dopiąć swego.- powiedział
- Wiem, wiem, Ron.- mocniej się w niego wtuliłam.
- A tak w ogóle to wiesz, co można kupić dziewczynie na przeprosiny ?- zapytał, a ja parsknęłam śmiechem.
- A co pokłóciłeś się z Alicją ?
- No można to tak nazwać, czepiała się, że spędzam z nią za mało czasu, a więcej z wami.
- Hmmm, to nie wiem, kup jej czekoladki i zaproś na długi romantyczny spacer?
- Jesteś geniuszem.
- A no jestem, jestem.- uśmiechnęłam się, a łzy spływające po moich policzkach już wyschły.
***
Rozległ się głuchy dźwięk dzwonka. Uśmiechnęłam się pod nosem, zdjęłam rękawiczki i razem z Hermioną wyszłam z szklarni.
- Wiesz, Draco zaczyna zachowywać się bardzo dziwnie.- powiedziała, smutna, a ja na nią wytrzeszczyłam oczy.
- Co, ale jak to ?
- No nie wiem, mamy mniej czasu dla siebie i mówi, że to przez naukę.
- Oj Miona, Miona, może to prawda ? Wiesz, on nie jest, aż tak dobrym uczniem niż ty. Może mu zaproponuj wspólną naukę ? Co ?- zapytałam, a na jej twarz wkradł się promienny uśmiech.- O znam tę minę, pomysł ci się spodobał.
- No pewnie.- odpowiedziała mi, pocałowała w policzek i pobiegła w stronę swojego dormitorium.
Pokręciłam przecząco głową i zeszłam do lochów, muszę jeszcze z tym nietoperzem pogadać. O ile się nie mylę, już skończył lekcje, chyba...
Walnęłam w drzwi raz, a porządnie, a po chwili usłyszałam stukot obcasów przy schodach. Odwróciłam głowę w tamtą stronę, obok mnie stanęła młoda kobieta, może mieć z dwadzieścia lat ? Usta miała wymalowane czerwoną szminką, oczy pokreślone grubymi czarnymi krechami, rzęsy tak pomalowane, że można byłby się w nich zgubić, a ubrana była w beżową skąpą bluzeczkę, włożoną w krótką czarną spódniczkę. Miała miodowe włosy, lekko ułożone w opadające loki, podobnie tak jak moje. Uśmiechnęła się do mnie, a po tym wszystko zrozumiałam. To córka madam Maklin, niedawno ukończyła Hogwart, ale co tutaj robi ? I to jeszcze przed drzwiami Snape'a ?
- Też do profesora ? Korepetycje ?- zapytała, a ja oprzytomniałam, to ten sam głos co słyszałam dzisiaj rano, no proszę, jestem ciekawa ile jej zapłacił.
- Ja ? Ja nie. Przyszłam porozmawiać na pewien temat z psorem.- prychnęłam i walnęłam jeszcze raz mocno w drzwi.
- To nic nie da, wyszedł. Przed chwilą zmierzał ku dziedzińcowi.
- Więc co pani tutaj robi ?
- Jestem jego sprzątaczką i gospodynią.- powiedziała i otworzyła drzwi.
- Dziękuję.- wyszeptałam.
Gospodyni i kochanka, za jednym razem, no Severusie zaszalałeś. Rzuciłam się biegiem w stronę Sali Wejściowej, aby wyjść jak najszybciej na dziedziniec.
Stanęłam na korytarzu przed wejściem, przed Snape'm. Patrzył na mnie czarnymi tęczówkami i z lekką pogardą.
- Jeżeli zaraz nie przestaniesz się gapić, to po prostu piorunem cię strzelę.- jęknęłam, łapiąc oddech.
- Potter, co ty tu robisz ?
- To jest szkoła, ja jestem uczennicą i mogę się przemieszczać gdzie tylko mi się podoba.
- Nie pyskuj.
- No proszę wygrałam starcie.- prychnęłam.- Czego tu stoisz, jak ostatni kretyn?
- Maja !
- Co ?
- Jestem twoim nauczycielem, przede wszystkim i zwracaj się do mnie z szacunkiem.
- I nadąsanym bufonem zapatrzonym w siebie.- dopowiedziałam cicho.- No więc nie odpowiedziałeś mi.
- Czekaj, a ty dlaczego...
- Ta twoja gosposia mi powiedziała.- mruknęłam, a na twarzy mistrza eliksirów, można było dojrzeć lekki rumieniec.
Poczułam lekki wstrząs, żyrandol zadzwonił, a płomienie na świecach zlały się w jedną plamę. Snape, wytrzeszczył oczy i odepchnął mnie dalej. Wyjęłam różdżkę zza pazuchy i skierowałam ją w stronę drzwi, w które, ktoś tak przeraźliwie walił. Po schodach zaczęła zbiegać różowa landryna, od razu gorzej mi się zrobiło, jak ją zauważyłam. Znowu, coś zahuczało i kolejny wstrząs. Nie widziałam źródła tych dziwnych wydarzeń, po prostu stałam tam z różdżką skierowaną w przestrzeń.
Przed oczami coś mi przeleciało i twardo wylądowało na ziemi. Uczniowie zaczęli się zbiegać a ja spojrzałam na dół, gdzie leżał roztrzaskany kawałek gipsu, teraz popatrzyłam w  górę, gdzie można było ujrzeć dziurę, bo brakującym elemencie. Kątem oka widziałam jak większość uczniów zaczyna gromadzić się dookoła, a ja  stałam w samym środku tej katastrofy. Kolejne cegły padały na ziemię. Zakryłam sobie głowę rękoma, A ze schodów zbiegła szybko profesor McGonagall i Dumbledore.
Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam w górę. Na mnie leciała właśnie największa część sufitu. Wytrzeszczyłam oczy i poczułam jak ktoś szarpie do tyłu. Wylądowałam na ziemi, w objęciach Harrego. Mocniej się do niego wtuliłam, a nad nami nie było deszczu granitu i marmuru. Tylko niewielki kawałek zamku się rozpadał.
Drzwi się otworzyły z hukiem, a ja wraz ze swoim bliźniakiem wstaliśmy i otrzepaliśmy się z kurzu. Jak gdyby nigdy nic do środka weszli Remus, Tonks, Moody i Kingsley. Zakrztusiłam się pyłem i wytrzeszczyła na nich oczy.
Dyrektor machnął raz różdżką, a po dziurach nie został już nawet nie zostało śladu. Spojrzałam wilkiem na Remusa, a on wyszczerzył zęby w promiennym uśmiechu.
- Co tu się dzieje ?- zagrzmiał głos nauczycielki od OPCM.
- Alastorze, czym zasłużyliśmy sobie na tą miłą wizytę ?- zapytał rozbawiony dyrektor.
O tak ! O mało co mi łeb oderwano, a dla niego to zabawne !
- Witaj Albusie. W sumie to sam Minister Magii chciał, aby aurorzy poobserwowali przez pewien czas Hogwart. Więc jesteśmy.- oznajmił zadowolony Szalonooki.
- Więc zapraszam.- odrzekła McGonagall.
Przełknęłam głośno ślinę, a wilkołak podszedł do nas i mocno uściskał.
- A teraz tak naprawdę, po co tu jesteście ?- wyszeptałam.
- Przed chwilą Moody wyjaśnił.
- Nie żartuj sobie...
- Dowiecie się już niebawem. Przynajmniej tak sądzę.
- Za ile ?
- Parę miesięcy.
- To jakiś żart.
- Ależ skąd.
Odrzekł i poszedł w stronę schodów. Popatrzyłam przerażona na swojego bliźniaka.
- Ale czemu sufit się zapadał ?- zagrzmiał głos Malfoya.
- To, to przeze mnie.- powiedział Flitwick.- Na lekcji ćwiczyliśmy zaklęcia niszczące i jednemu z uczniów nie wyszło.
- Nie zamartwiaj się Filiusie.- powiedziała profesor Sprout.
- Prefekci domów, proszę zaprowadzić swoich uczniów do dormitoriów, opiekuni dadzą wam znać, kiedy będziecie mogli już spokojnie spacerować po korytarzach zamku.- odezwał  się Dumbledore.
Westchnęłam głośno i razem z Ronem zaczęliśmy wołać naszych uczniów.
- Masz listę ?- zapytałam się rudego.
- Tak i brakuje mi Toma.
- Toma ?
- Tego małego z pierwszej klasy. A i bliźniaków też nie ma.- powiedział zdenerwowany.
- Idź z resztą, ja ich poszukam.
- Jesteś pewna ?
- To ja walczyłam ze Śmierciożercami i Voldemortem, znalezienie grupki uczniów to błachostka.
- Jak za pół godziny nie przyjdziecie, razem z Ronem zaczniemy was szukać.- wtrącił się Harry.
- Jak chcecie.
- Nie przesadzaj, martwimy się.
- Dobra Harry, ja idę.
Ruszyłam korytarzem. Wspięłam się po marmurowych schodach na pierwsze piętro. Rozglądałam się dookoła, żeby tylko nikogo nie przegapić. Usłyszałam stukot obcasów. Odwróciłam się, a przede mną szła w swoim okropnym różowym, futerkowym sweterku profesor Umbridge.
- Potter, o ile się nie mylę, wszyscy uczniowie mieli być już w pokojach wspólnych.- odezwała się swoim przesiąkniętym słodkością głosikiem.
- Już są, tyle że jako prefekt mam obowiązek znaleźć tych których nie ma, czyż nie, pani profesor ?
- Prawda, ale się pośpiesz, bo niedługo możesz już zostać pozbawiona tej odznaki.- wyszeptała.
Niczym ropuch odwróciła się i ruszyła w swoją stronę. Na pożegnanie wytknęłam jej język i poszłam dalej szukać zaginionych Gryfonów. Byłam już na trzecim piętrze, gdy usłyszałam czyjeś szepty. Pobiegłam w tamtą stronę.
Zza zakrętu słyszałam już coraz wyraźniej, kiedy ujrzałam co się stało nie mogłam własnym oczom uwierzyć... George...
___________________________
Buhahaha ;D Muszę was trochę potrzymać w napięciu ;3
Mam nadzieję, że się podobało i przepraszam, że znowu taki krótki, ale tak mi jakoś pasowało ;d
Jesteście ? Zostawiajcie po sobie komentarze, przecież ja was nie zjem ;D 

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 27."Jesteś nam potrzebna. Ty i twój brat."

Hahaha <3 No i jest ;* O jery kochani ponad 4000 wyświetleń *.* No po prostu was kocham <333
A teraz macie ode mnie nową notkę ;3





Rozdział 27.
- George, gdzie wy idziecie ?- zapytałam widząc jak bliźniaki po cichu wykradają się z pokoju wspólnego.
- A... no ten... wiesz... jeszcze jest ładnie idziemy polatać na miotłach...- wyjąkał, a ja się zaśmiałam.
- No dobrze, więc gdzie macie miotły ?- kontynuowałam.
- Ymmm... Fred ? Gdzie mamy miotły ?- zapytał z zakłopotaniem rudy, swojego bliźniaka.
- Miotły ? Miotły... miotły są już... już w szatni !- wydukał, zadowolony z siebie.
- Ok. To miłej zabawy.- powiedziałam, a on wyszli z salonu.
Uśmiechnęłam się pod nosem i pobiegłam w kierunku dormitorium Harrego, który teraz jest na randce z Cho. Wparowałam do ich pokoju i szybko podbiegłam do kufra mojego brata. Otworzyłam go i zaczęłam się przepychać pomiędzy starymi opakowaniami po czekoladowych żabach, fasolkach czy innych smakołykach, stare koszule Dudley'a zwinięte w kłębek, kilka par trampek. Skrzywiłam się gdy tylko je zobaczyłam. Jest ! Peleryna niewidka, ojca !
Wybiegłam z dormitoriów chłopców i pognałam biegiem do dziury w portrecie.
- Hej ! Gdzie lecisz ?- zapytała Marta.
- Yyy... Co ?
- Gdzie się tak śpieszysz ?
- Szlaban.- powiedziałam szybko i wybiegłam.
Zarzuciłam na siebie pelerynę. Nie to żeby było późno, czy coś... Nie, ja po prostu muszę wiedzieć co knują te dwa wariaty. Muszę. Wybiegłam na błonia, a po wzgórzu prowadzącego do Zakazanego Lasu zauważyłam dwie rude czupryny. Pobiegłam za nimi. Zatrzymałam się parę kroków, dzielących mnie od nich. Szłam powoli, miarowo wyrównując swoje tętno.
Weszli do lasu. Zmarszczyłam brwi i poszłam dalej za nimi. Co oni knują ? Zatrzymali się przy jednym z starszych drzew. Wielki dąb, z którego, liście zaczęły już powoli opadać. Uśmiechnęli się do siebie i przybili piątkę.
- Jesteś pewny ?- zapytał Fred.
- A co mam zrobić ? Ty ostatnio ryzykowałeś !- powiedział z promiennym uśmiechem drugi bliźniak.
Wyjął z kieszeni flakonik z zielonym płynem. Przełknął głośno ślinę. Już butelka zbliżała się do jego ust, kiedy w ostatnim momencie chwyciłam go i wyrwałam z ręki. Powąchałam i od razu poczułam stęchły zapach zgnilizny i odrobiny róży.
- A może łaskawie mi pan wytłumaczy, dlaczego nie ma przy sobie miotły ?- warknęłam na niego.
- Szpiegujesz nas ?!
- No jak widać muszę ! Czy ty jesteś normalny ? Czy masz coś jeszcze w tej łepetynie oprócz dowcipów ? George ! Wywar nagłej zamiany ciał ?! Naprawdę? Z kim chciałeś się zamienić tym ciałem z Fredem ?!
- Przestań !
- Co mam przestać ? Jesteś nienormalny ?! Myślisz, że to są odpowiednie składniki ?! Na oko widać, że przesadziliście z korzonkami jabłonek ! To mogło cię zabić !
- Szpiegujesz ! Nie masz do mnie zaufania ?!
- Może bym miała gdybyś tak kiepsko nie kłamał !
- Daj spokój !
- A wiesz co proszę cię bardzo ! Udław się tym !
Powiedziałam i z łzami w oczach odeszłam w stronę zamku. Jaki z niego kretyn! Dlaczego on się tak zachowuje ?! Przystanęłam jeszcze na chwilę i odwróciłam się. Na swoim miejscu nadal  stał George. Patrzył na moją rękę, w której nadal trzymałam flakonik.
- Nie masz więcej ?! Trudno ja ci tego nie oddam !- wrzasnęłam.
Wylałam zawartość naczynia na ziemię, która natychmiast zrobiła się czarna, a w kątach widać było popiół, od wypalenia. Zaśmiałam się. Rzuciłam się biegiem w stronę portretu Grubej Damy.
- Godryk !- powiedziałam i przeszłam przez dziurę.
Poszłam w stronę swojej sypialni i rzuciłam się na łóżko. Zsunęłam z siebie botki i szatę. Przykryłam się szczelnie kołdrą i z łzami spływającymi mi po policzkach, zasnęłam.
~*~
- Chodź, chodź córeczko. Chodź pomogę ci przezwyciężyć wszystko. 
Widziałam z oddali, zbliżającą się postać, nuciła coś pod nosem. Wokół niej świeciła srebrzysta poświata. Pomiędzy drzewami wychodziłam wysoka kobieta z rudymi włosami. Miałyśmy dokładnie takie same rysy twarzy i bladą cerę. 
- Chodź, pomogę ci.- zagrzmiał jej głos. 
- Mamo ?- zapytałam. 
- Chodź, chodź. 
Poszłam za nią, a ona prowadziła mnie w głąb lasu, stanęłyśmy pod drzewem, przy którym jeszcze dzisiaj stałam... razem z bliźniakami. 
Zielony płyn zaczął się rozlewać wokoło,  kobiety już przy mnie nie było. Rozległ się tylko przerażony krzyk. A melodii nie było już słychać. Rozejrzałam się dookoła...
~*~
Otworzyłam szybko oczy i objęłam rękoma nogi. Na policzkach nadal czułam łzy. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 4 rano. Reszta dziewczyn smacznie spały w łóżkach. Wyplątałam się ze swojej kołdry i wyjęłam z szafy czarne rurki, kremową bluzkę z kwiatowym, czarnym sercem, szare trampki.
Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic. Ubrałam się i wysuszyłam włosy. Wyszorowałam zęby, na twarz nałożyłam lekką warstwę pudru, usta wymalowałam błyszczykiem, a ubrania wypsikałam malinową mgiełką.
Wróciłam do dormitorium i spakowałam się. Sprawdziłam swój plan i spakowałam potrzebne książki i wyszłam z pokoju.
Szłam korytarzami Hogwartu, schodziłam po licznych stopniach, tylko dlatego, żeby dojść do lochów, do tego ostatniego kretyna. Stanęłam przed drzwiami i zaczęłam w nie walić. Nie obchodziło mnie to, że mogę obudzić wszystkich ślizgonów. Usłyszałam kroki, powolne kroki. Dalej staruchu przebieraj nogami szybciej. Szczęk zamka i przekręt klamki. Przede mną w samych bokserkach stanął Severus Snape. Widać było, że ma podkrążone oczy, potargane włosy, bladą, głupawą mordę i zdziwiony wyraz twarzy. Cmoknęłam i spojrzałam w te czarne tęczówki. Uniosłam rozbawiona brwi.
- Przeszkodziłam ?- zapytałam i przepchnęłam się do jego pokoju.
- Profesorze ...?- usłyszałam dziewczęcy głos.
- Profesorze ? Wiesz co Snape, jednak mi się wydaję, że mógłbyś startować do o przynajmniej połowę starszych dziewczyn.- zaśmiałam się.
- Potter...
- Mam dość ! Dość tych wszystkich kłamstw ! Po co to ?! Po co Hermiona i Draco ? To tylko piętnastolatki ! Wiadomo, że nic nie zdziałają !
- Potter ! Co ty do cholery robisz u mnie o piątej rano ?!- wrzasnął.
- A myślałam, że to Harry jest mało spostrzegawczy.- mruknęłam.- Stoję tu od dziesięciu minut, Snape !
- Profesorze...- próbował powiedzieć.
- Nie trzeba, się do mnie zwracać per, pani...
- Nie denerwuj mnie.- warknął, już powoli przybierając na twarzy czerwonego koloru.
- Ja ? Ja ciebie denerwuje ?! Nic nie mówię, z tym, że to ty mnie denerwujesz od pierwszej klasy ! Więc daruj sobie te idiotycznie gierki i wreszcie powiedz mi dlaczego akurat oni ?!
- Są najbardziej odpowiedni...
- Do ?
- Mogli zginąć, myślisz, że dlaczego zostali prefektami ?! Dumbledore ryzykował ich życiem, tylko po to żebyście wy przeżyli !- w oczach powoli zaczęły pojawiać się łzy. Miona... mogła zginąć. I to przeze mnie.
- Nie prosiłam o to ! Wolę sama zginąć niż wiedzieć, że to wszystko moja wina !
- Jesteś nam potrzebna. Ty i twój brat.
- Wiesz gdzie to mam ?! Idź już lepiej do tego łózka, bo ta dziewczyna ci zaśnie!
Wybiegłam z lochów i popędziłam do swojego dormitorium. Zarzuciłam na siebie szatę i wyszłam. Była szósta, ludzie zaczynają dopiero wstawać, a ja skorzystam i pójdę na dziedziniec i się pouczę.
[ George Weasley ]
Jakim ja jestem kretynem ! Jak mogłem ją o coś takiego oskarżyć ? Zszedłem po schodach do pokoju wspólnego, zatrzymałem się przy sofie, na której siedział już Fred i rzucał kawałki pergaminu do ognia. Uśmiechnąłem się do niego.
Usłyszałem czyjeś kroki. Spojrzałem na schody od sypialni dziewczyn. Schodziła po nich Maja. Spojrzała na mnie. Widziałem, że ma opuchnięte oczy. George idioto, po prostu ją przeproś.
- Maja...- powiedziałem, a ona minęła, jakby nigdy nic i wyszła z salonu.
Walnąłem pięściami o ścianę i schowałem głowę pomiędzy ramionami.
- I co bracie ?- powiedział, rozbawiony Fred.
- Czego rżysz ?- warknąłem.
- Bo wiesz bracie, jeszcze nigdy nie widziałem cię, żebyś się poddawał.- odpowiedział.
- Bo się nie poddaję.
- I o to mi chodziło. A teraz chodź już na to śniadanie, bo się spóźnimy do McGonagall.- powiedział z przerażoną miną.
[ Maja Potter ]
Nie mam ochoty go widzieć, niech sobie robi co chce. Usiadłam wygodnie na ławce i zaczęłam wertować strony podręcznika od zaklęć. Słońce już nie dawało ciepła, ale można nacieszyć się tym, że przynajmniej świeci i nie jest ponuro. Przeczytałam już temat na naszą lekcję, kiedy ktoś zasłonił mi litery swoim cieniem. Spojrzałam do góry, a nade mną stał rozbawiony rudowłosy Gryfon.
- Hej Ron, a ty nie na śniadaniu ?- zapytałam Weasleya.
- Nie, nie... Jeszcze nie.- dodał z uśmiechem.
- Och, Ron, Ron. To co wybierzesz się ze mną ?
- Czekałem aż mnie zaprosisz.- powiedział z dumą wymalowaną na twarzy. Parsknęłam śmiechem i poszliśmy do Wielkiej Sali.
Z Ronem, zawsze dogadywałam się dobrze, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi odkąd pamiętam. Pomagałam mu w pracach domowych, a on zapraszał nad na święta. Dzięki niemu wreszcie zrozumieliśmy co znaczy mieć prawdziwą, kochającą rodzinę.
Usiadłam obok przyjaciela i chwyciłam tosta z masłem orzechowym. Rudy się zaśmiał, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Pięć lat, zawsze jemy razem śniadania, a ty zawsze bierzesz to samo.- powiedział, nie mogąc opanować śmiechu.
- Nie zawsze, czasami sałatki, albo jabłko.- prychnęłam.
- O tak i musli, to twoje menu na śniadania.
- Ej, ty zawsze jesz kanapkę, a potem wpychasz w siebie słodkości ! Od pięciu lat to się nie zmieniło.
- No to witam w klubie, Potterowa.
- Mówiłam, ci żebyś mnie tak nie nazywał.- parsknęłam.
Podszedł do nas Fred. Usiadł koło mnie i spojrzał w oczy. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Po chwili zatopił swoje usta w moich...
_______________________________
I jest ! Jest ! Specjalna kłótnia dla Cupcake *.*
Dziękuję ci za twoje komentarze <3 Mam nadzieję, że rozdział się spodoba ;3 Wiem, wiem odrobinę krótki, ale mam nadzieję, że następny będzie już dłuższy ;3
Zresztą dziękuję za wszystkie komentarze, uwielbiam je czytać ;>
Zostawiajcie po sobie ślad, z opinią czy krytyką, z chęcią wysłucham co robię źle ;)